Prentki Blog Motoryzacyjny - Nowe życie starego Pedro - Prentki Blog Motoryzacyjny
1108
post-template-default,single,single-post,postid-1108,single-format-standard,no_animation,essb-7.4

Nowe życie starego Pedro

Jak niektórzy już wiedzą niejaki Perdo od kilku dni dzielnie pracuje już pod maską mojej fiesty. Tadeusz odwalił naprawdę kawał dobrej roboty…

Ale po kolei.

Silnik oczywiście najpierw trafił na stół. Jak pewnie pamiętacie z wcześniejszych wpisów mniej więcej tak wyglądał po dotarciu do mnie:

Pedro był w naprawdę świetnym stanie (sądząc po wyglądzie wnętrzności miał maksymalnie jakieś 50-70 tysięcy przebiegu) wymagał jednak elementarnych prac jak choćby wymiana starych zimmeringów czy uszczelek czy przerobienia go z wersji gaźnikowej na „ekologiczny” monowtrysk. W skrócie:

Początkowo chciałem zrobić z niego landrynkę w stylu odbudowywanego wcześniej silnika do escorta, który kiedyś opisywałem (o tutaj) ale doszedłem do wniosku, że to nijak pasuje do starego żeliwniaka o parametrach tokarki do drewna. W efekcie wyszło coś co określiłbym mianem „bieda hot-rod” czyli coś co idealnie wpisuje się w moje poczucie estetyki:

Teraz trochę o samej przekładce – tak wyglądała komora po wstępnej rozbiórce osprzętu:

Od razu po demontażu całość trafiła do kompleksowego mycia:


(tak – w tle widać przyczajone za ogrodzeniem BMW i Essiego oraz Ibizę w nowym kolorze)

Ponieważ schnięcie komory i wkładanie nowego silnika pod maskę obyło się bez żadnych zaskakujących zwrotów akcji, wybuchów i urwanych bądź przygniecionych kończyn, w celu zapewnienia należytego poziomu napięcia postanowiłem opowiedzieć Wam trochę o moim śniadaniu (uprzedzając pytanie – to była jeszcze era przed płatkami owsianymi).

A więc tak – piątkowe popołudnie swapowe rozpocząłem od powiększonej kawy rozpuszczalnej bez cukru, oraz sztandarowego elementu wyposażenia mojego garażu, czyli bekonowych chrupek z biedronki:

Następnie zjadłem kanapki z serem i musztardą:

A na sobotnie śniadanie komplet parówek i kanapki z szynką.

Warto zwrócić uwagę na fakt, że prawdziwi twardziele do jedzenia używają wyłącznie łyżki do opon:

Warto zaznaczyć, że w międzyczasie nastąpił jeszcze nieoczekiwany zwrot akcji i spadł śnieg:

Ale wracając do samego silnika – po zamontowaniu pod maską wyglądało to mniej więcej tak:

Musiałem jeszcze powalczyć trochę z dorobieniem niektórych uszczelek (to naprawdę trudne jeśli ma się łapy jak u goryla) ale ostatecznie udało się złożyć wszystko do kupy.

Silnik jest zalany półsyntetykiem, pracuje cicho i równo – myślę, że powinien pożyć bez stresu sporo lat. Naprawdę fajnie się zbiera, nie produkuje ani grama fordowskiego majonezu i nie kopci.

Na razie to chyba tyle. Teraz pracuję nad lakierowaniem błotnika i paroma dodatkami do BMW – szczegóły wkrótce.

Pozdrawiam,

Tommy


18 Komentarze

Prentki to taki internetowy, pełen starych samochodów garaż ze starym kalendarzem z gołą babą wiszącym na drzwiach. Prentki to styl życia. To tysiące pokonanych kilometrów, noce zarwane w garażu, wymienione silniki, nieplanowane poślizgi i pourywane zawieszenia – cała ta pasja, która płynie w moich żyłach, przelana na internetowy blog robiony tak zwyczajnie – po mojemu. Sam praktycznie mieszkam w garażu (tak przynajmniej twierdzi Iza), pałam chorą miłością do manualnych skrzyń biegów, uwielbiam również komiksy z serii Dragon Ball oraz chrupki bekonowe (najlepsze!). Sporo czasu spędzam na zlokalizowanej na poddaszu siłowni gdzie kilka razy w tygodniu bez specjalnego zamysłu przekładam z miejsca na miejsce różne ciężkie rzeczy. Oprócz tego sporo czytam, biegam po górach, eksploruję jaskinie, unikam golenia, trochę gotuję i okazjonalnie śpiewam pod prysznicem piosenki Sinatry. To właśnie ja i moje miejsce w sieci.