Jakiś czas temu pisałem o tym, że warto zawalczyć o porządek pod maską.

Wspomniałem wtedy, że pracuję nad odbudową silnika do mojego cabrio.

Obecnie silnik jest już praktycznie ukończony – potrzeba jeszcze paru drobiazgów i można go montować pod maskę. Postanowiłem zaprezentować Wam jaki efekt udało mi się osiągnąć po około dwóch tygodniach walki z przeważającymi siłami wroga i zdrowym rozsądkiem w czeluściach mojego garażu.

Silnik przed rozpoczęciem prac był uwodzicielski niczym lokalny smakosz win owocowych klasy „jamajka” stacjonujący pod lokalnym sklepem spożywczym…

Doszedłem do wniosku, że włożenie go w takim stanie pod maskę byłoby profanacją równie drastyczną jak wjechanie Hyundaiem Getz na start wyścigu Gumball, dlatego zebrałem siły i zabrałem się za jego renowację.

Bazą wyjściową do działania był silnik przywieziony od Darasa – tak wyglądał po wstawieniu go do mojego garażu:

A po mojej interwencji wygląda następująco:

W najbliższych dniach taka sama operacja czeka skrzynię biegów, a następnie całość trafi pod maskę escorta cabrio (który również przejdzie lekką operację desantowo-remontową).

Mam nadzieję, że się podoba ;]

Ciąg dalszy wkrótce.