Kolejna porcja wieści na temat mojego czerwonego rupiecia.

Wszystkie znaki na niebie i ziemi (a w szczególności tabliczka znamieniowa na przednim pasie oraz numer VIN) wskazują, że mój Escort posiada lakier o wiele mówiącej nazwie „Radiant Red”. Ponieważ muszę w końcu zrobić porządek z tylnymi reperaturkami, które wymieniłem pod koniec zeszłego sezonu, a także dokończyć świeżo zamontowany przedni błotnik, zamówiłem trochę odpowiedniego lakieru w pobliskim sklepie.

Żeby mieć pewność, że dostałem odpowiedni kolor naniosłem trochę lakieru na próbki wykonane z kawałka wyciętej blachy pokrytej białym podkładem akrylowym. Okazało się, że faktycznie nowy kolor jest niemal identyczny jak ten na samochodzie.

Niestety jednak nie wszędzie…

Nie wiedzieć czemu poprzedni właściciele cabrio zamiast zamówić odpowiedni odcień postanowili różnej maści poprawki wykonywać przy użyciu kilku innych kolorów i cieniować je później przez sąsiadujące elementy.

Wygląda więc na to, że aby uzyskać satysfakcjonujący mnie efekt będę musiał polakierować cały samochód (świeżo pomalowany przedni błotnik idealnie pasuje do tylnej klapy, ale do przedniej połowy drzwi niestety już nie)

Żeby jednak zbytnio Was nie zanudzać – zamieszczam po prostu kilka zdjęć.

Wyprowadzenie nierówności na epoksydzie:

Dwie warstwy białego podkładu akrylowego:

I po lekkim przetarciu z faktury długo wyczekiwany kolor:

Teraz pozostaje mi już tylko wyszlifować i wypolerować cały element z odkurzu i pyłków i zabrać się za przygotowanie reszty nadwozia. Wszystko wskazuje na to, że jeśli polakieruję cały samochód w ten kolor, stanę się posiadaczem jedynego tak niewielkiego obiektu, który będzie zarazem doskonale widoczny z kosmosu.

Pozdrawiam,

Tommy

Loading comments...