Niedawno udało mi się zakończyć sukcesem operację wymiany silnika w Escorcie cabrio.
Wydarzenie to nie byle jakie, gdyż jak zauważyłem jest to jedna z niewielu rzeczy, które udało mi się w życiu zrobić nie powodując przy tym absolutnej zagłady i strat w ludności cywilnej.

Sama wymiana silnika zajęła jeden dzień, co jest niezłym wynikiem biorąc pod uwagę fakt, iż jedynym pomocnikiem był mój bigiel, który zamiast przynosić mi narzędzia kradł je i zakopywał w najróżniejszych częściach rabatki.

Jeśli za niedługo w ogródku wyrośnie mi drzewo z kluczami oczkowymi zamiast owoców, to wiem komu to zawdzięczać.

Poniżej kilka zdjęć z przebiegu całej operacji. Ze względu na dostęp do kanału wymianę musiałem przeprowadzić pod wiatą, która od jakiegoś czasu służy za magazyn drewna, części i bóg jeden wie czego jeszcze. Warunki niezbyt reprezentacyjne, ale najważniejsze, że wszystko zakończyło się sukcesem.

Stary silnik dzień przed zabiegiem:

I w trakcie wyjmowania spod maski:

Krótkie porównanie komory silnika przed, w trakcie i po czyszczeniu:

Silnik spięty z odnowioną skrzynią podczas wkładania:

I już na pokładzie:

Po montażu silnika jeszcze dwa dni zajęło mi odkrycie, że wiązka bez edis’a nie jest w stanie obsłużyć komputera, który działał w instalacji z edisem zewnętrznym (nie zintegrowanym w samym komputerze). Silnik pracuje obecnie na komputerze z poprzedniego 1.6, ale i tak jeździ rewelacyjnie. Większy moment w połączeniu z betonowo ustawionym gwintem i nowymi conti na felgach daje na szybkich łukach więcej radości niż okłady z młodej piersi.

Ciężko było, ale zapewniam Was, że skurczybyk jest wart tej całej pracy.

Jako ciekawostkę powiem że podczas ogarniania elektryki odkryłem przypadkiem, że na pokładzie mam centralny zamek (ot miła niespodzianka) oraz sterowaną radiem wysuwaną antenę i parę innych gadżetów.

W niedalekiej przyszłości mam nadzieję w końcu wykonać jakąś sesję zdjęciową w pełnej okazałości.

Pozdrawiam,
Tommy

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany.