Generalnie to odkąd sięgam pamięcią, zawsze chciałem mieć auto z klatką. 

Może Was to zdziwić, ale nie chodziło wcale o to, że jeżdżę jak debil i chciałem mieć jakieś zabezpieczenie chroniące mnie przed zostaniem największym kotletem mielonym wpisanym do księgi rekordów Guinnessea, skompresowanym na jakimś przydrożnym drzewie pod Sochaczewem – nie.

Bo tak się składa, że chociażby w przeciwieństwie do Grubego, jeżdżę bardzo spokojnie i nie krzyczę na ludzi.

Chodzi o to, że klatki bezpieczeństwa zaliczają się moim zdaniem bezpośrednio do kategorii soft porno i okropnie kręci mnie wizja posiadania takowej w moim racecarze – tak, żebym mógł macać nią w oczekiwaniu na start, zachwycać się widokiem bocznego krzyża widocznego po otwarciu drzwi i kisnąć w opór kiedy Gruby będzie próbował wydostać się przez niego z fotela kierowcy po tym, jak wskoczył za kierownicę na szybkie kółko.

Taki fetysz.

Klatka to po prostu jeden z tych elementów, który obligatoryjnie musi znaleźć się w moim wymarzonym samochodzie i kiedy tylko podjąłem decyzję, że moje jużniebordowe BMW e36 ma iść właśnie w stronę tej wymarzonej zabawki na tor, wiedziałem, że to właśnie od tej plątaniny rur i spawów zacznę.

Po kolei jednak – jak sama nazwa wskazuje, Jużniebordowa była kiedyś bordowa, a ponieważ dotąd wnętrze pozostawało we względnie seryjnej wersji, niespecjalnie przeszkadzał mi fakt, że pod tapicerkami kolor nie był taki sam jak na błotnikach czy masce.

Ponieważ jednak montaż klatki wymagał wyrzucenia z wnętrza wszystkiego co miłe w dotyku i puchate, nie chcąc wymiotować za każdym razem kiedy będę otwierał drzwi, musiałem zająć się lakierowaniem.

Pierwszym etapem prac była więc totalna rozpierducha.

ETAP 1: Rozbiórka

Ponieważ w przypadku klatki bardzo ważne jest, aby rury były poprowadzone tak blisko nadwozia jak to tylko możliwe, a do tego ma to być auto uniwersalne (czytaj: ma się w nim zmieścić zarówno ktoś kto ma 160cm w kapeluszu jak i Marcin Gortat) musiałem trochę z przymusu pożegnać się z szyberdachem, z którym to Jużniebordowa wyjechała z fabryki.

W jego miejsce postanowiłem wstawić zaślepkę z laminatu, bo w przeciwieństwie do wariantu wykorzystującego blachę z oryginalnego szyberdachu nie wymagało to spawania (a do tego zawsze jest odrobinę lżej).

Przy okazji prac nad klatką zająłem się od razu wstawieniem mocowań dla pasów szelkowych i poprawkami lakierniczymi tam, gdzie pojawiały się już jakieś rude naloty.

Okazuje się, że od remontu blacharki minęło już 6 lat, a byłem przekonany, że dopiero co się tym zajmowałem… Ech…

Poza standardowym odrdzewaniem, z wnętrza wyleciało też całe zbędne wyposażenie i wszystkie maty oraz wygłuszenia.

ETAP 2: Montaż klatki

Długo zastanawiałem się nad tym jaką klatkę wybrać. Spawaną? Skręcaną? Mocno rozbudowaną, czy może podstawową złożoną z pięciu rurek na krzyż (bo przecież chodzi mi głównie o klimat i mocowanie pasów)? Z zastrzałami do kielichów i tylnego wózka czy bez?

Ostatecznie wybrałem średnio rozbudowaną klatkę skręcaną, bo po pierwsze – w razie potrzeby (prace blacharskie/lakiernicze w przyszłości, problem z BT i tak dalej) będę mógł po prostu ją wyjąć. 

Po drugie, jeśli kiedyś z jakiegoś powodu będę musiał zmienić nadwozie (bo urwę przednią podłużnicę, bo coś zgnije i tak dalej), również będę mógł zdemontować ją i wykorzystać dalej.  Albo sprzedać jeśli zmieni mi się wizja, albo na podjeździe pojawią się jakieś inne zabawki.

Tu warto wspomnieć o jednej rzeczy – otóż projektując klatkę, wymyśliłem sobie, że boczne krzyże chciałbym ustawić w nieco niestandardowy sposób. W większości klatek są one ustawione symetrycznie, bo wtedy najłatwiej jest zachować wymagane kąty, ale ja wymyśliłem sobie przesunięcie ich i obniżenie w przedniej części klatki tak, żeby po pierwsze ułatwić sobie wsiadanie/wysiadanie (więcej miejsca i niższy próg do przełożenia nogi), a po drugie sprawić, że całość wygląda trochę bardziej dynamicznie.

Taki ze mnie prentki Pininfarina.

Owszem, wyżej poprowadzony krzyż pewnie chroniłby trochę lepiej przy uderzeniu bocznym, ale nie oszukujmy się – to jest zabawka z przeznaczeniem na lokalny tor, a nie na pełne drzew i ogrodzeń rajdowe odcinki pokonywane z prędkościami rzędu 160 km/h.

Tu samą obecność klatki wypada postrzegać więc jako spory plus do poziomu bezpieczeństwa, jak słabo rozbudowana by ona nie była.

Gdybym planował starty w rajdach i poważnych pucharach to pewnie spawałbym klatkę z zastrzałami do wszystkiego, łącznie z panewkami, ale tu najbardziej agresywne uderzenia boczne jakich się spodziewam to te, kiedy Gruby klapnie tyłkiem o drzwi jedząc zapiekankę z budy na torze Kielce.

To jak to sobie właściwie wymyśliłem widać najlepiej na poniższej grafice:

Idąc jednak dalej – klatka, mocowania foteli, przewody hamulcowe, czy umiejscowienie blaszek mocujących pasy bezpieczeństwa – wszystko to jest wykonane pod dyktando dokumentu znanego jako „Załącznik J”.

To jest generalnie bardzo fajna sprawa, bo wystarczy pobrać sobie ze strony PZM aktualny PDF i już macie zebrane w jednym miejscu wszystkie najważniejsze informacje o tym jak należy budować wyścigówkę. 

Jest tu wszystko – jakiej grubości blach używać, jakie parametry muszą mieć śruby i pod jakim kątem mają być ułożone pasy bezpieczeństwa.

Na etapie przygotowywania wnętrza dołożyłem też płytę pod shifter i hydrołapę widoczną na tunelu środkowym (uprzedzając pytania – shifter, płyta i hydrołapa pochodzą od Swagier Parts).

ETAP 3: Lakierowanie

Tak, zdecydowanie nie byłbym sobą gdybym i na tym etapie czegoś głupiego nie wykombinował. 

Jeśli chodzi o klatkę to zamawiając ją wybrałem klasyczny czarny mat. W przypadku wnętrza wymyśliłem sobie jednak trochę inną kombinację. Kolor? Czarny mat, nie inaczej, ale postanowiłem pobawić się tu trochę fakturami i wykorzystać zarówno tradycyjny matowy lakier jak i powłokę poliuretanową o strukturze klasycznego baranka.

Podzieliłem wnętrze na elementy, które wymagają lepszej ochrony (jak tunel czy panele podłogi) jak i takie, którym wystarczy sama zmiana koloru (jak dach ze słupkami, czy profile pod fotelami).

Strasznie skomplikowało mi to robotę (miałem w cholerę więcej oklejania i kilka faz lakierowania zamiast jednej), ale przyznaję, że wyszło naprawdę fajnie. 

Przy okazji położyłem powłokę poliuretanową na nową podstopnicę pasażera i parę innych użytkowych detali.

ETAP 4: Instalacje i uzbrajanie wnętrza

 

Mogłoby się wydawać, że na tym etapie będzie już z górki, ale tak naprawdę dopiero tutaj zaczęła się prawdziwa zabawa. Organizowanie i poprawianie wiązek, podcinanie deski, wentylacji i innych elementów, przenoszenie przełączników z usuniętych paneli, montaż zaślepek, spinek, uchwytów i tak dalej.

Masa satysfakcjonujących roboczogodzin.

To jest w ogóle mega istotny moment – moment, przez nieosiągnięcie którego umarła cała masa garażowych projektów. Bo widzicie, chodzi o to, że każdy grubszy projekt porusza się po dwóch stronach osi czasu.

Ciemna strona to ta, po której mimo kolejnych upływających godzin, zgubionych nasadek 10mm, pociętych palców i wypitych piw, samochód wygląda jak coraz to większe gówno.

Wiecie – wchodzicie do garażu, siedzicie tam 8 godzin, a kiedy wychodząc patrzycie na samochód, stwierdzacie że wygląda on dużo gorzej niż rano. To jest właśnie etap rozbiórki, etap usuwania korozji, wymieniania elementów, po części również etap lakierowania.

To jest ciemna strona i trzeba zrobić wszystko, żeby jak najsprawniej przez nią przebrnąć zanim wysra się nam motywacja.

Jeśli to przeżyjecie, wykres stopniowo zaczyna przechodzić na jasną stronę i tam tak naprawdę zaczyna się dopiero to wszystko, za co lubimy te weekendy spędzone w garażu. Kończy się etap babrania się w smarze, zamiatania rdzy, szukania klucza w leżącej na brudnej podłodze stercie narzędzi i ciągłego smarkania czarnymi gilami śmierdzącymi spaloną tarczą do cięcia metalu.

Zaczyna się porządek, czyste ręce, nowe podkładki z nierdzewki i świeżutka taśma izolacyjna – mniam.

W moim przypadku przełom nastąpił właśnie w chwili kiedy odkleiłem ostatni kawałek taśmy maskującej.

Tu jeszcze warto wspomnieć o jednym – większość osprzętu, który wybrałem posiada homologację FIA. Nie chodzi o to, żeby była mi ona potrzebna, ale po prostu czuję się dużo lepiej wiedząc, że fotele, pasy szelkowe, czy uszy służące do ich mocowania to nie są produkty o jakości fejkowej Takaty z aliexpresu.

 

ETAP 5. Wykończenie wnętrza

Jeśli chodzi o wnętrze to aktualnie jestem właśnie mniej więcej tutaj. Udało mi się zrobić sporo rzeczy – mam już gotowe między innymi widoczne na zdjęciach zabudowy podłogi, boczki z lekkiego tworzywa czy kompletne instalacje pod dodatkowe zegary, ale zostało mi do zrobienia jeszcze sporo drobnych detali.

Muszę zbudować nowy panel środkowy do osadzenia przełączników szyb, wyłącznika prądu i paro dodatkowych rzeczy (gniazda zasilające dla kamer i telefonu, przycisk rozrusznika i tak dalej). 

Muszę zamontować dodatkowe wskaźniki, uporządkować do końca instalację, dorobić mocowanie schowka, nawiewów, zamontować siatki na kaski i tak dalej.

Liczę, że uda mi się to zrobić w najbliższych dniach.

W kolejnych wpisach przybliżę Wam jak wyglądały prace przy silniku, napędzie i układzie hamulcowym bo tam działo się chyba jeszcze więcej niż tu.

Na dzisiaj to tyle, jeśli macie jakieś pytania to walcie śmiało, a ja tymczasem wracam do garażu.

5 Comments

  1. maxx304 4 stycznia 2022 at 16:08

    O proszę, teraz przypomina samochód! :) Świetnie wygląda, ciekawe jak będzie się sprawować na torze. Mam nadzieję, że jakiś onboard się pojawi? :)

    Reply
    1. Prentki 4 stycznia 2022 at 20:12

      Do kręcenia onboardów jeszcze daleka droga, ale fakt – w końcu zaczyna przypominać znów samochód ;)

      Reply
      1. maxx304 4 stycznia 2022 at 20:48

        Sam mówiłeś, że już bliżej, niż dalej ;) A pewnie pierwsze co zrobisz, to wypróbujesz, co udało Ci się zbudować :>

        Reply
        1. Prentki 5 stycznia 2022 at 07:48

          To na pewno, ale przeczuwam, że zanim będę w stanie zrobić tym więcej bezstresowych i bezawaryjnych kółek to minie jeszcze sporo czasu (i sporo rzeczy się wysra)

          Reply
  2. maxx304 5 stycznia 2022 at 10:02

    Czymże byłoby życie bez wyzwań… a w razie czego Diabhal i Gruby zrobią Ci silnik do Opla na Holzgas :D

    Reply

Leave A Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.