Jeśli zapytacie współczesnego nastolatka co sądzi na temat samochodów sportowych odpowie Wam pewnie, że „są spoko”, a następnie poprawi modelowaną skrzętnie przez połowę poranka grzywkę, wróci do wklepywania w smartfona numeru telefonu do dilera, od którego za chwilę kupi trochę marnej jakości trawy, a następnie wskoczy na swój nowy, chiński skuter i popędzi z prędkością z jaką rosną paznokcie w kierunku pobliskiego osiedla.

Nie wiem czy jest to efekt pojawienia się w codziennym życiu wielu przedmiotów intrygujących znacznie bardziej niż kreskówka z krecikiem, gra w łapanie jajek i składany, styropianowy samolocik, ale da się zauważyć, że zainteresowanie samochodami wśród młodych ludzi zdaje się słabnąć z każdym kolejnym dniem.

Kiedy jeszcze byłem mały, większość zabaw z rówieśnikami odnosiła się do samochodów, bądź też do serii filmów z Sylwestrem Stallone (w pobliskim zagajniku założyliśmy nawet elitarny klub komandosów „Rambo”. Niestety sytuacja patowa w powtarzanym czterdzieści razy głosowaniu nie pozwoliła nam wybrać przywódcy więc klub rozpadł się mniej więcej po godzinie od powstania). Budowaliśmy więc zrobione ze starych wózków dziecięcych gokarty, przyklejaliśmy do rowerów crossowe błotniki z tektury i budowaliśmy skocznie dla zdalnie sterowanych samochodzików.

I nawet gdy nie rozjeżdżaliśmy akurat trawnika sąsiada rozklekotanymi rowerami udającymi wyścigowe maszyny, siedzieliśmy razem i z wypiekami na twarzy oglądaliśmy takie hity jak „Nieustraszony”, „Rajd Błyskawicy” czy „Mistrz kierownicy ucieka”.

Po czterdzieści razy. W tę i we w tę.

Ewentualnie przeprowadzaliśmy operację „tape tester” w moim Commodore 64 i całą noc graliśmy w kultowego Lotusa, bądź też (w późniejszym czasie) w Gran Turismo na starym dobrym PSX-ie. Nawet zabawki, które rozkręcaliśmy na części pierwsze i wysadzaliśmy w powietrze w przeważającej mierze były sportowymi samochodzikami.

Tymczasem kiedy patrzę dziś na dzieciaki z okolicy przechodzące zupełnie obojętnie obok zaparkowanego na poboczu wyścigowego BMW, coś we mnie umiera.

Jakiś czas temu, robiąc porządki w garażu musiałem wyprowadzić za bramę i ustawić na chwilę obok ulicy mojego Escorta. Radykalnie obniżonego Escorta Cabrio, z chromowanymi kołami, zdemontowanym przodem i odsłoniętym silnikiem wyposażonym w stożkowy filtr powietrza, polerowany kolektor dolotowy i kilka intrygująco błyszczących gadżetów. Myślicie, że którykolwiek z bawiących się w okolicy dzieciaków zwrócił na niego chociażby najmniejszą uwagę?

Równie dobrze mógłbym tam położyć kawałek gałęzi, albo najnowszy numer magazynu dla księgowych – efekt byłby identyczny.

Tymczasem gdyby ktoś postawił taki samochód w mojej okolicy, a ja wciąż miałbym jakieś dziesięć lat, właściciel musiałby odklejać mnie od błotnika za pomocą łyżki do opon, a potem błagać mnie, żebym puścił w końcu to koło, bo „naprawdę musi już jechać”.

Reszta moich kolegów zareagowałaby z resztą cholernie podobnie – zapytaliby właściciela ile ma na liczniku, czy możemy usiąść na fotelu kierowcy i czy „przewiezie nas Paaaan?”.

Powaga – potrafiliśmy idąc ulicą zaglądać do każdego zaparkowanego samochodu i sprawdzać jaka jest maksymalna wartość na prędkościomierzu.

Ej, Gruby, a ten ma 260!
A Gruby na to Łaaaaaaał!

Może to wydawać się dziwne, ale pomimo, że od wieku, w moglibyśmy samodzielnie usiąść za kierownicą i dowiedzieć się czym tak właściwie jest jazda samochodem dzieliły nas lata świetlne (a tak przynajmniej się nam wówczas naiwnie wydawało) to nieomal całe nasze życie kręciło się wokół Ferrari z matchboxu, Porsche 911 należącego do sąsiada z końca ulicy i gier sygnowanych przez samego Colina McRae.

Boję się po prostu, że jeśli za jakieś dwadzieścia lat przytargam do domu coś z wolnossącym V8 pod maską, mój niepoczęty póki co syn zamiast biegać wokoło z euforią i piszczeć jak napalona nastolatka może cyknąć po prostu zdjęcie swoim niezwykle elokwentnym telefonem o rozmiarach szafy wnękowej i wrzucić je na ryjksiążkę z podpisem „Jprdl stary znowu wydał hajsy na jakieś badziewie – a już myślałem że w końcu będziemy mieli hologram 3D”.

Między innymi dlatego też od dłuższego czasu przyglądam się motospołeczności, która funkcjonuje na terenie Bielska-Białej .

Działa tutaj kilka grup, które w głównej mierze skupiają młodych ludzi posiadających całą masę zapału i niewiele pieniędzy – innymi słowy ten typ ludzi, który potrafi zrobić z samochodem absolutnie wszystko, bo zwyczajnie zmuszają go do tego okoliczności.

Cholernie lubię takie osoby, bo w większości wypadków nie mają one chociażby śladowych ilości instynktu samozachowawczego mówiącego „lepiej tego nie ruszaj”. Dla osób, które nie mają zbyt wiele kasy określenie „lepiej tego nie ruszaj” jest po prostu synonimem słów „jeśli tego nie ruszysz to będziesz musiał zapłacić za to mechanikowi” – a to z kolei inny sposób na powiedzenie „i znowu nie będziesz miał kasy na browar i tę laskę z fajnymi cyckami”.

Dlatego też Ci dzielni, młodzi ludzie bez oporów pchają łapy w układy rozrządu, zawieszenia i blacharkę – i to pomimo, że podobnie jak ja nie mają na ten temat zielonego pojęcia.

To jednak ginący gatunek bo coraz częściej na ulicach spotykam młodych ludzi jeżdżących nijakimi modelami z silnikami niewiele większymi od tych montowanych w skuterach.

Młodych ludzi nie potrafiących dopompować nawet kół na pobliskiej stacji benzynowej.

Serio – niedawno rozmawiałem z dziewczyną, która żaliła się, że jej chłopak musiał oddać auto do serwisu, bo przepaliła się mu żarówka w Citroenie C4. To trochę przerażające bo jeśli ten trend się utrzyma, to motospołeczność zostanie zepchnięta do podziemia. Skoro młodzi ludzie nie interesują się tym czym jeżdżą, będą idealną grupą docelową dla producentów i przepisów unijnych narzucających im coraz to nowe kagańce, koszty i ograniczenia.

Scena samochodowa będzie musiała spotykać się w opuszczonych garażach i wymyślać hasła wstępu bazujące na numerach vin – bo posiadanie kluczy oczkowych albo ściągaczy go sprężyn będzie nielegalne.

Doceniajcie młodych, którzy próbują odnaleźć się w motoryzacji – nawet jeśli ich pierwsze kroki wydają się cholernie koślawe. Ktoś musi iść tym szlakiem, bo w przeciwnym wypadku nawet się nie obejrzymy, a w świecie tych analogowych doznań i nadsterownych uciech zostaniemy sami.

A po nas już nic.

67 Komentarzy

  1. Stiuk 5 marca 2014 o 17:19

    Podejrzewam, że Twój syn akurat skakałby z radości na widok V8, które tata przytargał do domu. 

    Niestety, ale teraz większośc młodego pokolenia nie odróżni kołpaków od felg aluminowych. 

    Wiarę przywracają mi dzieciaki, które widzą mnie, w moim czerwonym e36, kiedy na śliskiej kostce pokonuję zakręt i leciutko ucieka mi tył (oczywiście nie specjalnie :D) i mówią w moim kierunku "Słabo" z uśmiechem na twarzy. 

    Aż się człowiekowi lepiej robi wtedy :)

    1. Paweł 5 marca 2014 o 18:19

      Te dzieciaki mają rację – to jest słabe

      1. stiuk 6 marca 2014 o 20:45

        Pawel, w tym wypadku to nie byla mega szybka jazda i wchodzenie bokiem w kazdy zakręt. 30 km/h, drugi bieg zapiety, dojeżdżam do krzyzowki, patrze pusto, no to jadę i wtedy troszke tyl zaczal uciekac. Nie bylo mocnego wychylenia, ale dzieciak, który szedl sie usmiechnal :P. A tak bardziej serio, to slabe, czy nie, bardziej chodzi o wydźwięk calej publikacji.
        Dzieciaki teraz zamiast latać po dworze, to siedza przy kompie.
        W miejscowosci mamy Orlikaa, którego otwieraja animatorzy. W lutym nie mieli umowy na prace tam, wiec powinien byc zamkniety.
        myslisz, ze dzieciaki garnely sie do biadolenia, ze jest zamkniety. Stare konie, takie jak My, musialy interweniować i o to zabiegać. Nie rodzice, tylko osoby, które mogly to mieć totalnie w dupie i chyba tylko my z tego radosc mamy.

  2. Anonim 5 marca 2014 o 18:22

    taka smutna prawda… zamiast pokazac jakies efekty pracy przy swoim samochodzie dzieciaki wola pic piwo na czas na fb :)

  3. Łukasz 5 marca 2014 o 18:25

    Artykuł super :) Też próbuję zwiększac zainteresowanie ludzi do starej motoryzacji na swoim blogu. Szkoda tylko ze na zywo zadko mam okazje z kims porozmawiac na ten temat bo moi znajomi nie interesują sie motoryzacją.

  4. MSK 5 marca 2014 o 18:38

    Nie jeździłem za dużo swoim Taunusem ale dzieciaki są za tym gratem oglądają bardzo. Nie raz jakiś szczeniak wyrywał się matce stojąc na światłach bo musiał pokazać paluchem to pokraczne, dziwaczne bydle nadciągające dużo wolniej niż sugerowałby to wydobywający się z niego hałas. Zresztą sporo jest nastolatków u progu osiemnastych urodzin uganiających się za przednio i tylnonapędowymi japońskimi pojazdami. Nie jest dobrze, ale nie jest jeszcze tak dramatycznie ;).

    1. japan plastik is fantastic 5 marca 2014 o 22:18

      a to zle, ze chlopaki interesuja sie japoncami?Chodzi o motoryzacje a Ty widze masz jakis problem z japoncami. Zrozumialbym jakbys przytoczyl syrene, warszawe, ale wylewasz zale jako fan forda. Jak zobacze kogos w okolicy Bielska w Taunusie to bede patrzal z politowaniem, bo moze to Ty….

      1. Łukasz 6 marca 2014 o 01:34

        Palancie, po 1 czytanie ze zrozumieniem, a później obrażanie. Autor tego komentarza pisze, że coraz mniej młodych ludzi interesuje się motoryzacją, ale i tak jest sporo takich, którzy jeszcze ją doceniają, np. Ci którzy uganiają się za klasycznymi japońskimi modelami. Pozdrawiam.

      2. Beddie 6 marca 2014 o 08:40

        Typowy właściciel japońca i wielkiego, prostego daszka. Akurat w rejonie Bielska jest dośc sporo Taunusów, a na właścicielkę jednego z nich nie patrzłybyś z politowaniem tylko lizałbyś szyby ;) A co do samochodów – miałem Syrenę, jeździłem Warszawami i miałem sporo Fordów. Są fajniejsze, dużo fajniejsze niż komunistyczne trądy, dużo wdzięczniejsze do roboty i użytkowania.

  5. Beddie 5 marca 2014 o 18:41

    Sorry Tommy, ale tym razem się mylisz. Nie jest źle. Wpadnij w sezonie do mnie na KKN. Zobaczysz ilu jest młodych. Duch w narodzie nie ginie, choć trochę się pedali w kierunku gleby i zadecydowanie za wąskich opon w stosunku do felgi oraz nadmairu naklejek, ale spoko – wyrosną z tego :)

  6. bebok 5 marca 2014 o 18:59

    Zgadzam sie ale tylko czesciowo. Fakt ze rosnie ignoranckie pokolenie. Nie interesuje ich jak cos dziala. Nawet ja znaja na pamiec parametry swoich smartfonow zeby sie nimi lansowac przed swoimi znajomymi, to ne wiedza co one oznaczaja i po co one, jak to wszystko wykorzystac.

    Kiedy spytasz pana w civicu jak dziala jego silnik, nie wiele odpowie:-) dlazego vtec jest zajebisty? Bo jest, niewazne dlaczego. Grunt to obciete sprngi, dokladka, wlepka albo folia sticker bomb…

     

    Ale nie mozna powidziec ze bomble sie nie interesuja :-) kiedy przeparkowalem swojego buczka z glosny, wydechem i szerokimi felami, okraglymi lampami :-o stanelo w drodze do szkoly, popatrzeli, posluchali i jak wysiadalem powiesdzieli ze fajne mam auto :-)

  7. Seb5er 5 marca 2014 o 19:09

    Mnie jakiś czas temu spotkało miłe zaskoczenie kiedy to na parkingu wymieniałem kierunki w swojej E34 (techno violet). Łepki po max 10 lat podeszli i podziwiali to, że maska w aucie otwiera się do przodu. :) 

  8. Endriu 5 marca 2014 o 19:11

    Nie jest tak tragicznie ale dobrze też nie jest.

    Nie tylko jest słabe zainteresowanie wśród młodzieży, ale również wśród kształcących się zawodowo na mechanika. To co te dzieciaki po 17 lat mają w głowach to jest kosmos po prostu…sam widziałem jak mieli praktyki. Stoją o krok od zostania mechanikami (chyba rok przed końcem szkoły byli, albo niecały) a wiedza jest naprawdę znikoma. 

    Ja rozumiem, że jeszcze sporo przed nimi i człowiek cały czas się uczy ale u nich nawet chęci za bardzo nie było…tylko zegarek i kiedy koniec praktyk.

    1. Bio 6 marca 2014 o 14:43

      Miałem podobnie, jak coś psułem w garażu. Dzieciaki zobaczyły dziwnie nisko stojące E36 i zapytały czy mogę odpalić, bo taki duży silnik jest :D (młody przyzwyczajony do Matiza matki :D)

  9. yerzoll 5 marca 2014 o 19:38

    Moje badania wykazują że 1 na 20 dzieciaków w wieku szkoły podstawowej spogląda z zainteresowaniem na Golfa z milionem naklejek dudniącego basem.

    1. Tommy 6 marca 2014 o 07:32

      To chyba akurat można uznać za dobrą wiadomość : D

  10. Jakub! 5 marca 2014 o 20:02

    Osz hurwa… Mam ogólnie 19lat. I to co się dzieje jest serio słabe. Ja w wieku 14 lat, pytałem właścicieli Astr GSI "Pod maską jest dwu litrowa szesnastka czy ósemka?" Mina moich kolegów debili, i właścicieli była bezcenna :D

  11. Japan Fun 5 marca 2014 o 20:32

    Czytając ten artykuł mam wrażenie, że autor jednak nie do końca wie, jaka motospołeczność funkcjonuje na terenie Bielska-Białej. Możemy być wszyscy dumni z tak dużej i prężnie działającej ilości klubów motoryzacyjnych w naszym regionie. Jesteśmy z całą pewnością czołówką polskiej zmotoryzowanej społeczności ;-) 

    1. Tommy 6 marca 2014 o 07:33

      @Japan Fun – ja wiem, że w BB działa sporo grup i klubów (sam w miarę możliwości staram się udzielać w kilku z nich). Chodzi mi bardziej o to, że zaczyna rysować się poważny rozłam pomiędzy młodymi ludźmi, którzy wolny czas spędzają w garażu polerując klucze oczkowe, a tymi, dla których dolewanie płynu do spryskiwaczy stanowi niesamowite wyzwanie.

      Z resztą – nawet w tych klubach i społecznościach coraz częściej zdarzają się osoby nie mające pojęcia jak wygląda ściągacz do sprężyn i to robi się trochę przykre. Dzieciaki po prostu przestają postrzegać samochody czy mechnikę jako coś fajnego (przecież mają GTA i nowego smartfona z darmowym netem) i nawet jeśli jakimś kanałem (przez znajomych, sąsiada etc) wsiąkną później do motospołeczności to często przypominają w niej panienki zamawiające wszystko z katalogu.

      1. Tobiasz 11 marca 2014 o 11:04

        Niestety z całością tekstu i komentarzem pod którym pisze muszę się zgodzić. Na szczęście są jeszcze chwalebne wyjątki! Co więcej jest takim wyjątkiem nawet pewna "Cycata Sandra" [przyznaje że urzekłeś mnie tym sformuowaniem!]. Fakt, że ani ja ani "Cycata Sandra" nie interesujemy się szczególnie mocno motoryzacją wcale nie znaczy że nie wiemy czym różni się młotek od klucza oczkowego. Także pamiętaj że nie każdy musi być motoryzacyjnym zapaleńcem, by robić coś ciekawego.

        Kiedyś już tutaj mówiłem że ja należe do środowiska w którym zamiast rywalizacji niemiecko-japońskiej istnieje rywalizacja japońsko-japońska [Nikon-Canon]. I choć przyznaje że mnóstwo jest przypadków w których tata kupuje lustrzankę za kwote zupełnie wystarczającej na zakup całkiem dobrego samochodu synowi/córce, po czym owy syn czy inna córka robi sobie "profesjonalne" zdjęcia w lustrze. Jednak i tutaj znaleźć można niewielką grupę ludzi, którym samo fotografowanie nie wystarcza. 

        Więc Tommy, pozwole sobie zaproponować Ci naszego bloga i mam nadzieję że przekonasz się że nie tylko motoryzacyjni maniacy potrafią zmajstrować coś ciekawego. I co więcej że nie wszystkie "Cycate Sandry" to pustaki.

        1. Tommy 11 marca 2014 o 11:27

          Żeby nie było, "cycata Sandra" w żadnym wypadku nie jest tutaj określeniem negatywnym (ech Ty lisie, to Ci się w życiu udało;).

          Cycata Sandra to etos idealnej dziewczyny/kobiety, do poznania i oczarowania której dążyć powinien każdy szanujący się przedstawiciel płci dobrze wyglądającej z zarostem i owłosionymi nogami.

          To takie połączenie Olivii Wilde, Mili Kunis i Emmy Stone w jednym.

          Co do fotografii – można powiedzieć, że mam w niej pewne niezwykle wartościowe doświadczenia i w pełni zdaję sobie sprawę z tego jak wiele pracy czy wiedzy wymaga wykonanie dobrego zdjęcia (kiedyś po pijaku wdrapywałem się na szafkę garażową żeby uchwycić komorę silnika z odpowiedniej perspektywy – cztery razy spadałem i waliłem twarzą w kompresor zanim wpadłem na to, żeby użyć stojącej obok drabiny).

          Tak czy inaczej martwi mnie to, że akurat samochody, stanowiące zawsze pewien wzorzec męskiego wychowania i systemu wartości z szerokim torsem (Matchbox, "Transformers", Bburago, "Nieustraszony") powoli są wymazywane z kultury, która przez wiele lat bardzo udanie kształtowała nasz światopogląd.

          1. Tobiasz 11 marca 2014 o 11:54

            Racja, co do tego wzorca. Jednak kiedyś za wzorzec męskości uważani byli rycerze w lśniących zbrojach, a kiedy ostatnio miałeś okazję takiego widzieć? Bardziej niż odejście od motoryzacji martwi mnie fakt iż brak jest czegoś co stanowiłoby obecnie realną dla niej alternatywę. Motocykle? To wciąż dokładnie to samo tylko kół mniej.

            Niestety przyszłość fanów motoryzacji rysuje się w najczarniejszych barwach. Planowane postarzanie produktów itp. zabiegi skutecznie wykruszają możliwości fascynacji motoryzacją. Bo ile jeszcze będzie się nią można cieszyć w takiej formie w jakiej Ty ją opisujesz? Jedno pokolenie? To jest trochę jak z animacją poklatkową z którą wraz z Sandrą się zmagamy – umierająca dziedzina. Zarówno w przypadku motoryzacji jak i takiej animacji, elektronika zupełnie wypiera dawnego "ducha". 

            W zamian za dawną męskość, mamy obkolczykowanych, grzywiastych "chłopców" w spodniach rurkach. Pewnie w czasach gdy broń palna wypierała z pola bitew pancerze płytowe ona także uważana była za coś niemęskiego, a jej użytkowników określano mianem zniewieściałych lub jakoś podobnie. Obecnie swoistym archetypem męskości stał się John Rambo z M-60 czyli jednak nie skończyło się to tak źle.

            Myślę że za kilka lat ponownie zaczną kształtować się jakieś właściwsze wzorce.Jakie one będą? Liczę że docelowo nie będzie to metroseksualny typek w workowatych/nadmiernie obcisłych spodniach.

            No i warto wspomnieć o jeszcze jednym! Czasami nawet nudziarz w Fiacie Tipo nudny jest tylko pozornie. Więc choć sam często posługuje się stereotypem kierowcy BMW jestem świadomy że są chwalebne wyjątki.

          2. Tobiasz 11 marca 2014 o 12:38

            Chociaż podejrzewam że Twój tekst który mi poleciłeś jest "tochę" przesadzony, to co do różnych pokręteł, przełączników i tonacji piknięć w aparacie, to mógłbym Cię wysłać na korepetycje do Sandry. Choć i ja co nieco o tym wiem, jakoś tak się składa że jej kręcenie i przełączanie daje jakieś takie bardziej spektakularne rezultaty.

            1. Tommy 11 marca 2014 o 13:41

              Mimo wszystko boję się, że za sprawą chociażby szalejących feministek czy coraz mocniej napierających na naszą codzienność przepisów, za jakiś czas owe typowo męskie wzorce mogą stać się wyjątkowo bezpłciowe;}

              1. Tobiasz 11 marca 2014 o 23:01

                A mężczyzna umiejący posługiwać się młotkiem stanie się przykładem prymitywizmu.

                Mam okazję od czasu do czasu prowadzić warsztaty w pewnym technikum. Nie będę wdawał się w szczegóły bo to jest temat na oddzielny elaborat ale istotne jest to że używamy tam młotka, a nawet dwóch. Tłukłem młotem o młotek setki jeśli nie tysiące razy wcześniej. Dałem je chłopakom z tej szkoły… a oni jednego popsuli, a i tak to takie najbardziej konkretne osoby były. Przyznaje otwarcie że daleko mi do wspominanego przezemnie Johna Rambo no ale patrząc na to co się dzieje to niekiedy mam wrażenie że już ja na tle ogółu zaczynam się pod tym względem wyróżniać.

                Więc wolę myśleć że to tylko przejściowy okres i niedługo wszystko wróci do normy.

  12. Mateusz 5 marca 2014 o 20:57

    Ale ja spotkałem się z podobnymi sytuacjami. Poed koniec tego roku kończę 18lat i jestem na kierunku technik mechatronik(ogólnie to jest robotyka i automatyzacja), ale że jestem samoukiem i lubię pomagać tacie w naprawie naszego samochodu dużo wiem na temat mechaniki. Ostatnio małem przypadek- kupowaliśmy drugi samochód(diesel 2006rok) no samochód fajny ogólnie ale jak zadełem parę pytań sprzedająemu to się za głowe złapał o czym ty dzieciaku mówisz. A zapytałem o DPF(filtr cząstek stałych) i czy była już zmieniana dwumasa i jeszcze parę innych pierdół facet wywalił oczy na wierzch i nic nie odpowiedział

  13. Kfz_auto_maniak 5 marca 2014 o 21:45

    Jesli chodzi otych chloptasiow z dwoma lewymi rekami i ladnym autem, to mysle, ze wielu z nich nie zarobilo na to auto samemu. sa czescia statusu spolecznego rodzicow, ktorzy dbaja o to, by dzieci dobrze sie prezentowaly, przynajmniej w moim otoczeniu czesto tak jest.

    1. Ferest 5 marca 2014 o 22:29

      Coś w tym jest. W moim przypadku w pewnym sensie jest podobnie, ale ja chcę "grata". Po prostu coniektórzy domownicy krzyczą, że nie mam prawa kupić auta starszego niż 5 lat (najlepiej żeby był to jakiś VAG, ew. Toyota). Innym wstyd jeździź i co rodzina powie. Akurat opinię rodziny na ten temat mam gdzieś. ;)

  14. paulina 5 marca 2014 o 22:43

    Generalnie w 99% się z Tobą zgadzam. Jedyne co, to zwrot o skuterach, co jeżdżą z prędkością rosnących paznokci – miałam styczność z typem, który miał ściągniętą blokadę i wjechał w samochód mamy z prędkością, żeojapikole. Drzwi Peugeota 106 jak harmonijka (o dziwo, tylko drzwi ucierpiały) a typ – właśnie z grzywczką, ajFonem i słuchawkami Skullcandy – zero skruchy, odpowiedzialności, whateva. Myślałam, że mu żołądek przez nos wyciągnę!

    A co do reszty… Problem jest taki, że dzieciaki na ulicy nie lgną do samochodów, bo jest ich (dzieci) strasznie mało, więc prawdopodobieństwo spotkania jakiegoś z miłością do motoryzacji zakrawa o szczyt szczęścia.

    Dalej, już nawet w moich szczenięcych latach głównie panowały gry komputerowe, czy telewizyjne (zaczynając od Super Mario, przechodząc przez "Tanki" czy na CSie kńcząc). Było kilku chłopaków, którzy wspominali w szczególności o motorach, ja w tym czasie rysowałam autka, tęcze i morze z ptakami. Dziś właśnie ci koledzy mają swoje samochody, albo też jeżdżą autami rodziców (ale jeżdżą; sorry bardzo koledzy, ale facet musi być na tyle zaradny, bo potrafić prowadzić samochód, inaczej nie nadaje się ni w ząb na męża) – cała reszta zatrzymała się na poziomie "to jest auto, a to jest kombi". SERIO, autentyk!

    Sprawa rośnie do tej rangi, że otwierając dziś pokrywę laptopa na uczelni, jednemu znajomemu rzuciło się w oczy to, co mam na tapecie (we wcześniejszych komentarzach wspomniane BMW E9) i padł tekst: "łooo, ale to jakieś stare i tak chamsko przerobione". WHAAAAAT? Chyba nie muszę mówić, że straciłam resztkę szacunku do tego typa, gdy z anielską cierpliwością tłumaczyłam mu co nieco, delikatnie wypominając ignorancję?

    I teraz mam taki dziwny problem – skoro nie mogę pogadać z kolegami mniej więcej w moim wieku o motoryzacji, jakiejkolwiek motoryzacji (w grę wchodzi też co ostatnio zepsuło się w aucie i dlaczego tak drogo to kosztuje), to do kogo mam otworzyć gębę? Ileż mogę truć tacie o tym i o tamtym? Dochodzi do tego, że wśród właśnie moich kolegów (no bo jak ich nazwać?) są faceci o 10, 20, 30 lat starsi ode mnie mężczyźni, przy których na zlotach wyglądam jak młoda siksa/kochanka/przylep etc., etc. i tak też jestem odbierana. Jasne – z czasem mój wizerunek się zmienia, zwłaszcza wśród stałych bywalców tego typu zlotów, ale pomimo żem harda baba, to mnie to jednak gdzieś tam męczy. 

    Jasne, że znajdują się i tacy, którzy ogarniają to i owo, a do których nie byłoby mi głupio powiedzieć parę szczeniackich tekstów, są tacy co naprawiają wiele o własnych siłach, drążą temat, ale dla nich i tak zostaję ciągle babą, a na moje pytania odpowiadają z jakąś taką śmieszną wyższością, albo w ogóle odpowiadają tak, żeby nie odpowiedzieć. Ot, takie rozterki kobiece…

    1. Bebok 6 marca 2014 o 08:24

      Skąd jesteś! :D Chcę się oswiadczyć! :D (mimo że konkurujemy w temacie o ceramike)

      1. paulina 6 marca 2014 o 11:34

        Uwierz mi, tekst o oświadczynach czytałam już tyle razy, że nie robi na mnie większego wrażenia ;-).  Ale ten teges… ze śląska jestem ;)

        1. Bebok 6 marca 2014 o 12:58

          Potem się wczytałem i nawet przejrzałem galerię :D Katowice nie są daleko z moich stron :P

          1. paulina 6 marca 2014 o 19:26

            To co, bawimy się w średniowiecze, anonsujesz się listownie i prosisz o rękę? ;-)

            1. Sukuremu 6 marca 2014 o 23:30

              na XXI wieczne hangoutsy nie dostałem odpowiedzi :D a tak serio to nie wie jak zagadać żeby Cię zainteresować. Rano dziabne komentarz u Ciebie! :)

              1. paulina 7 marca 2014 o 00:29

                Łooo, ale dziwy! Wybacz, ja mam ten problem, że googlowe hangouts to dla mnie czarna magia, ale już ogarniam!

                /Tommy – chyba warto przeprosić Cię za spam ;-)) nie gniewaj się!

  15. paulina 5 marca 2014 o 22:56

    A! I jeszcze jedno! Z racji tego, że całą moją kwotę jaką dysponuję wlewam do baku, a na uczelnię mam daleko – jestem zmuszona w większości dymać na autobus (właściwie to jadę pół drogi samochodem, pół komunikacją miejską). Ale… Jak mi się zdarzy zaspać, albo robię sobie dzień dziecka, to podjeżdżam na uczlenię moim astrowozem. Czasem się zastanawiam, czy wypiłam rano za mało kawy i czy nie wjechałam przypadkiem na parking jakiejś korpo… Dziwnie się czuję, gdy na parkingu najbiedniejszym samochodem jest właśnie moja Astra I gen. z 2002r. Wokół stoją same VW Passaty (B5 są bardzo modne), Mercedesy ( chociaż klasa A przeważa, to nie ma większego problemu znaleźć coś większego), jeśli stoją Astry to same G coupe albo III generacji. Oprócz tego spotkacie też nowe Fiesty, Skody itp. Cieszę się, że ludzie mają pieniądze, bo to coraz lepiej o Polsce świadczy, ale kurcze… Gdzie są te wszystkie samochody z duszą? A jak nie duszą – to cząstką właściciela?

  16. Szczypior 5 marca 2014 o 23:45

    Gdybym tylko miał własną spawarkę, progi w Almerze bym powymieniał… :(

    1. Tommy 6 marca 2014 o 07:38

      Niezłego miga da się kupić za około 400-500 złotych więc wiesz – w telewizorze i tak nie puszczają nic ciekawego, a gdzieś w okolicy pewnie masz jakiś lombard… ;}

       

      1. Szczypior 6 marca 2014 o 22:47

        Ty mnie nie wkurzaj, bo właśnie mi się telewizor zjarał :| Poza tym w jedynym miejscu w którym mógłbym się bawić w spawanie nie ma prądu. Ale powoli, powoli, i do tego dojdę, chyba, że do tego czasu się złamie w pół albo zardzewieje cała. Chwilowo skrzynia biegów jest tematem głównym, znowu ;)

        1. Beddie 7 marca 2014 o 08:11

          Na cholere Ci telewizor? Mój stoi od kilku lat. W sumie nie wiem czy działa, bo abosulutnie nie mam potrzeby go odpalać ;)

          1. Tommy 7 marca 2014 o 08:53

            1. Dragon Ball

            2. Forza Horizon i dobra kierownica

            3. Quentin Tarantino

            ;}

            1. Beddie 8 marca 2014 o 08:18

              1. Bez sensu.

              2. Mamy troche fajnych dróg i samochody

              3. Popieram. Kup sobie projektor, wtedy jest faniej :D

            2. Szczypior 8 marca 2014 o 10:21

              Podpinam się do Beddiego, z tym, że ja mam MOMO Logitecha do komputera ;)

          2. Szczypior 8 marca 2014 o 10:20

            Mi na nic, ale moja rodzicielka non stop przesiaduje, więc zauważyłaby lukę w przestrzeni… Ja też bym nie wiedział, że nie działa, gdyby mi tego oficjalnie nie oznajmiono ;)

  17. Łukasz 6 marca 2014 o 01:21

    Paulina, po Twoim wpisie powiem Ci tylko jedno: Uwielbiam Cię! Szkoda, że moja dziewczyna tak nie podchodzi do szeroko pojętej motoryzacji… Nie masz z kim pogadać? Zapraszam!

    Pozdrawiam serdecznie :)

    1. paulina 7 marca 2014 o 00:44

      Dziękuję uprzejmie! Miło mi przeczytać coś takiego :-). Obiecuję, że odezwę się w odpowiednim czasie! A Twoja dziewczyna może i nie ma takiego podejścia do motoryzacji, ale pewnie ma mnóstwo innych zalet ;-)

      Również pozdrawiam!

  18. Parzych 6 marca 2014 o 03:31

    Kurna, mi niedawno sąsiad powiedział, że mam ładnie stuningowany samochód… Tyle że sąsiad wygląda na ok 70 lat, to się nazywa znajomość motoryzacji…A małolactwo (w tym moi dwaj synowie – obaj lat 17 – którzy nawet nie zauważyli zmiany zderzaków i dodanych progów) nie widzi nic poza fejsem, instagramem i innymi internetowymi badziewiami… :/

    1. Bebok 6 marca 2014 o 08:27

      To jest przykre! :( Chciał bym mieć kiedyś taką moc sprawczą i autorytet żeby zarażać swoje (jeszcze nie poczętę) bomble moimi pasjami i zainteresowaniami. Nauczyć ich co jest dobre a co wiejskie i jak podchodzi się do tematu.

      Spraw im po kaszlu, nauczą się go naprawiać! :D Teoretykiem byłem długi czas ale jak miałem swoje auto to dopiero wiedziałem czym się to je! :)

  19. maxx304 6 marca 2014 o 08:08

    Prawda. Ostatnio złapałem się na tym, że najczęściej o samochodzie rozmawiam z… Żoną :) Która nota bene też ma chyba tego dosyć ("Jeżeli uważasz, że to jest do naprawy, to zrób to, ja tam się nie znam"). Smutne. Znajomi interesują się autami o tyle, o ile coś się dzieje i trzeba oddać wóz do mechanika. Wymiana oleju? Po co, mechanik zrobi. Filtry? To samo. Ostatnio musiałem dać mechaniorowi zarobić, bo pękła mi sprężyna amortyzatora w przednim kole. Odebrałem auto, patrzę – przód siedzi niżej. Poprosiłem szwagra, żeby spojrzał, a ten do mnie: "Ja się nie znam, więc nie będę mechanika poprawiał, mam zaufanie, widocznie tak ma być". I zostałem sam z tematem. I przyznam, że dalej mnie to męczy. Pozostaje chyba forum, na którym jeszcze trafiają się ludzie, którzy chcą pomóc, podpowiedzieć, przeanalizować sprawę.

  20. Beddie 6 marca 2014 o 09:14

    Sytuacja z wczoraj. Czekam na autobus, żeby nadać paczkę. Dziadyga spóźniony, więc nie ma co robić pożytecznego, więc trzeba czegoś takiego poszukać. Maska w aktualnym dupowozie w górę (Jag XJ8 4.0) i zaczałem spokojnie układać kable, które powyskakiwały z mocowań i postanowiłem skontrolowac stan filtra powietrza. Wyjąłem filtr, utwierdziłem się w przekonaniu, że jest prawie nowy i nagle zatrybiłem jakie własnie mam połączenie. V8 + dolot bez filtra. Odpał, kilka kopnięć w gaz, niezdrowa podnieta jak to zaczęło ryczeć i nagle zauwazyłem nieśmiało krążących koło auta dwóch około13-15latków. Zapytali czy to jest V8, że pięknie brzmi i czy mogą pooglądać. Utwierdzam się – nie jest źle, jeszcze mają się czym jarać, nawet wśród dość współczesnych aut (vide XJ8). Przesrane będzie z kazdym następnym pokoleniem. V6 będzie czymś jak dla nas V12, V8 absurdem, a np Jag z V12 będzie jak przedwojenna rzędowa ósemka lub V16…

  21. Nowe-Hamulce.pl 6 marca 2014 o 13:03

    Niestety, młodzi coraz mniej interesują się motoryzacją. To naprawdę przykre. Nadal jest wiele osób, które wkładają serce w zmiany swojego samochodu, ale i tak nastolatki śmieją się i krzyczą, że "o agro-tuning"!. Szkoda :(

  22. Maciej 6 marca 2014 o 19:13

    Powiem tyle: "to se ne vrati"

  23. Ven_RS 6 marca 2014 o 21:28

    Przykre zjawisko opisałeś, i niestety jest ono prawdziwe. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego kiedyś tłumy dzieciaków waliły drzwiami i oknami do auta z otwartą maską? Bo czasy były inne. Auto w czasach mego dzieciństwa było rarytasem i pomimo że każdy miał w rodzinie jakieś auto, to nie było to coś tak "oczywistego" jak dziś. Ważne też było to, że ojciec/dziadek/wujek kierowani szamańską wiedzą co jakiś czas coś tam grzebali. Nawet wymiana filtra powietrza była ingerencją w to "tajemnicze serce maszyny" które sprawiało że koła się kręcą, a obserwujące to dzieciaki miały poczucie wnikania w mistyczno-mechaniczne tabu. Teraz auto jest oddawane do "mechanika" – tajemniczej instytucji która naprawia auto (tak samo jak telefon czy komputer) i dzieci nie mają dostępu do owego męskiego, pachnącego olejem i benzyną tabu. Poza tym kiedyś dzieci bawiły się stadnie na podwórkach, więc wystarczyło że ojciec jednego grzebał pod maską żeby zleciały się wszystkie. Jedne z ciekawości, inne w pogoni za tłumem, wszyscy wzajemnie zarażając się pasją. Teraz dzieciaki siedzą w domach i dziobią w smarkfony i naplety a komunikują się ze sobą głównie "lajkami" i "statusami", więc nie istnieje ta pogoń za tłumem, ten pęd stadny który niósł w sobie tyle samo złego co dobrego. Nie ma teraz też "herosów kina" pokroju "nieustraszonego" czy "mistrza kierownicy" gdzie auto było trzecią ręką i najwierniejszym kumplem. Jeżeli zwrócicie uwagę na stare filmy, to tam Arnold czy Sylwek w jakiejś scenie filmu mieli klucze w rękach i naprawiali, jeepa/ciągnik/ciężarówkę/czołg. Teraz auta albo są zawsze gotowe do jazdy, albo wybuchają (ewent. latają za pomocą czarów czy prowadzą je 3 ślepe mojry) F&F nie ratuje sytuacji, pomimo że przyciąga rzesze. Dla dzieciaków faceci wyjmujący świece z silnika to więksi czarownicy niż Gandalf zmiksowany z Potterem. Oni są super, tylko wydają się tak mistyczni, że mało kto wierzy że można robić coś takiego w domu, a nawet jeżeli któryś powiąże to z pracą mechanika, to i tak wydaje się to prawie tak samo łatwe jak wstąpienie do indiańskiego szczepu przez wysokiego blond azjatę z wadą wymowy.
    Czasy uległy zmianie, a lobby motoryzacyjne jest żywo zainteresowane tym, by "nasze" czasy już nie powróciły i nikt nie miał odwagi zdjąć tej parszywej plastikowej osłony z napisem ENGINE pod maską. Kiedyś zdejmowałeś fajki, wyjmowałeś kopułkę, filtry świece, potem składałeś i było ok. Teraz otworzysz maskę i pierdyliard irytujących kontrolek chce wypalić ci oczy a komputer pokładowy zwyzywa od idiotów za ten akt nieposłuszeństwa wobec wielkiego motoryzacyjnego boga, który stworzył twój środek lokomocji i oznaczył go na karoserii swoim symbolem, roszcząc sobie prawo do jego serwisowania w świątyniach zwanych ASO.

  24. naobrotach.blog.pl 7 marca 2014 o 09:19

    Piszesz o tym wszystkim, wszystko dobrze kojarze-przypomniała mi się też guma Turbo, pełna gęba żujki, w kieszeni jeszcze kilkanaście gum do "otwarcia" i wymianki obrazkami z kumplami…

    1. Tommy 7 marca 2014 o 14:53

      Nie zapominaj o chrupiących batonach Kuku-Ruku i jeżdżących lodziarniach z Family Frost ;}

      1. fabrus 14 marca 2014 o 23:25

        Family frosty wciąż jeżdża (przynajmniej na małopolskiej wiesi)

  25. Windykacja Łódź 8 marca 2014 o 03:37

    To niestety jest jedna z tendencji u młodych ludzi. Abstrahując od samochodów. Młodzi nie potrafią wbić gwoździa o zmianie koła nie wspomnę. Komputery, tablety, smartfony i koniec. Rzadko który młodziak ma hobby wykraczające poza pulpit komputera. 

  26. Daniel 9 marca 2014 o 18:09

    Muszę się z Tobą zgodzić.. Mieszkam na wsi i mam 16 lat. Jakbym się nie interesował motoryzacją pewnie nie znalazłbym się na Twoim blogu, którego cholernie lubie czytać :D Ja staram się spędzać w garażu jak najwięcej czasu ciągle psując i naprawiając e30 ojca.. Niestety – mam tylko DWÓCH znajomków w moim wieku którzy lubią to samo co ja.. Inni wolą siedzieć przed kompami.. Niestety taka jest prawda. Może to ja jestem jakiś nie na czasie? 
    Co do zachwycania się motoryzacją, jak idę po mieście przyglądam się każdemu pojazdowi i dokładnie go komentuje :D Nawet jak widzę dziurawego opla astre, mówię, że progi do wspawania, tutaj szpachla odłazi itp.. Ludzie troche dziwnie się patrzą ;d

    1. Szczypior 9 marca 2014 o 22:52

      Ostatnio pod uczelnią przyglądałem się Xsarze robionej pod KJS-y. Wokół auta stała grupka ludzi i kontemplowała, wyobraź sobie moje zdziwienie kiedy średnio świadomie zacząłem krytykować spawy na klatce i podszedł do mnie właściciel i powiedział, że spawał zwykłą anodą :D

  27. Krieg 10 marca 2014 o 20:43

    Swoją drogą znajomy kiedyś wymieniał klocki hamulcowe pod własnym domem w Norwegii. Ktoś z życzliwych sąsiadów zadzwonił na policję. Dostał mandat ,bo tam nie wolno , trzeba na serwis. Dokąd my zmierzamy??? :)

  28. fabrus 14 marca 2014 o 23:37

    Tommy to co opisałeś niestety ma miejsce i nie wiem czy tylko wśród nastolatków… czy młodszych dzieciaków…. Jakoś tak się składa, że w środowisku w którym funkcjonuje powiedzmy wiekowo 30+, ludzi którzy są pasjonatami motoryzacji moge policzyć na palcach dwóch rąk. Reszta jeździ ze swoimi autami do mechaników nawet na wymiane filtrów, i dla nich auto "po prostu działa". Dodam że ludzie Ci są z założenia "techniczni" tylko bardziej informatycznie niż motoryzacyjnie. Jasne, że nie każdy musi znać się na mechanice, nie każdy musi umieć zmienić koło, w końcu mechanicy też ludzie i też zarobić chcą, ale mimo wszystko wydaje mi się, że warto mieć pojęcie o sprzęcie który się na codzień użytkuje i potrafić nieco więcej niż wykręcić numer do swojego assistance w razie niespodzianki na drodze. Drugą smutną sprawą jest to, że producenci aut niestety próbują wcisnąć nam plastik-fantastik-eko-hiper auta które są obliczone na 3 lata użytkowania…. Na razie bronie się przed tymi nowinkami jak mogę (moje auta mają 10 i 16 lat), ale niestety czas zrobi kiedyś swoje i może być tak że nie bedzie się już dało po raz setny reanimować swojego dopieszczonego 30-letniego autka…..

  29. Dzik 29 marca 2014 o 21:27

    Witam. Mam 18 lat i nie widzę świata poza V8 i klasykami. Większość znajomych i rodziny mówi, że jestedm idiotą itp…… Mam na nich wy…..ane :D Maży mi się Corrado 1,8 G60 na BBS'kach, Golf Mk1 Cabrio 2,9 VR6 i Dodge Charger 1 generacja :) Ale także mnie martwi to, że młodzi ludzie w moim wieku i młodsi wolą komputer i komórkę od zapachu spalin, zabrudzonych od smaru rąk itp. Jestem też motocyklistą i potiem, że w tym wypadku łapię się za głowę jak widzę "dawców" na skuterach i ich opisy na fb :D 

  30. Mariusz 18 maja 2014 o 12:50

    Ja zaczynałem przygode z samochodami od gum turbo i kolekcji obrazków z nich, a nie od gier na PSX ;) a teraz jak latam po parkingu, to często patrzą na mnie młode łebki, po czym kiedy skończe podchodzą i patrzą ile mam na liczniku :)

  31. Sobieski 3 sierpnia 2014 o 14:34

    Pracuję w pewnym warsztacie i często widuję jak dzieciaki(podstawówka) oglądają i wypytują o auta które u nas stoją(garbusy, capri, fiaty 125 itd), co prawda podchodzą do tego lekko ignorancko ale to się zmieni z wiekiem(oby).

    Dodatkowo mój kumpel ma kolekcję kilkunastu zabytkowych motocykli (sam je remontuje) a zaczął od komarka którego dostał w gimnazjum.

    Sam mam 19 lat i robię co mogę by iść w tym kierunku dla tego też pracuję w tym warsztacie by się uczyć. Nie imprezuję, nie jeżdżę na wakacje całą kasę jaką mam pakuję w swoje auto i wyposażenie warsztatu. Od małego bajtla rozkręcałem zabawki by wiedzieć jak działają, wypytywałem ojca jak coś działa.

    Tak więc młodych fanów motoryzacji jest wiele ale czasem trudno jest ich znaleźć a na pewno o wiele łatwiej niż tych "mężczyzn" nowoczesnych z grzywkami i instagramami.

    A co do Nissana GT-R to cóż ja za często się za nim nie obracam już nie mówiąc o tych Porsche w B-B ale za Maserati, Ferrari czy amerykańskimi V8 to już inna sprawa ;)

    1. Tommy 4 sierpnia 2014 o 07:14

      Sobieski – nawet nie wiesz jak mnie cieszy, że pojawiają się takie głosy jak Twój ;}

  32. Jan 5 maja 2016 o 12:39

    Mam 56 lat! Uwielbiam samochody starszej generacji, ” zduszą”, przy których można pogrzebać. Miałem wszystkie auta polskie, do niedawna Poloneza. Teraz SAAB 9-3 I generacji. Autor bloga ma rację. Starsze pokolenia musiały radzić sobie ze wszystkimi aspektami technicznymi same. Z natury rzeczy, dzieci przejmowały wiedzę i umiejętności oraz bakcyla. Świat się zmienia i trudno mieć pretensje, że młodzież nie interesuje się motoryzacją ale fakt, że po Orlikach biega moje pokolenie to już zgroza.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany.