W okresie świątecznym domem zawładnęły wypieki.

Bezduszne, okropne, kaloryczne wypieki.
Słodkie, puszyste, pachnące migdałami i truskawkami wypieki…

Jeśli chodzi o słodycze to mam cholernie słabą wolę. Połóżcie przede mną kawałek jakiegoś ciasta to zapewniam Was, że nie wytrzymam nawet minuty zanim nie rzucę się na nie z widelcem. A ponieważ w święta cały dom pachniał rozmaitymi ciastami i innymi pysznościami to jedynym miejscem, w którym byłem się w stanie przed nimi ukryć był mój garaż.
Moja ostoja i bezpieczna, niskokaloryczna przystań pachnąca benzyną i pastą polerską.

A ponieważ przez święta nieco czasu spędziłem w garażu, odbiło się to na wyglądzie felg, nad którymi od jakiegoś czasu pracuję. A zatem…

Pozwólcie, że ujmę to tak:

Nie wiem czy pamiętacie jak wyglądały kiedy je kupiłem ale jeśli nie to poszperajcie sobie w starszych wpisach. Teraz w każdym bądź razie są już złote, piękne i błyszczące. Co chwila schodzę do garażu tylko po to, żeby sobie na nie popatrzeć…

A zatem uwaga, uwaga – premiera:

Ostatnie kilka dni poświęciłem na polerowaniu ponad 120 śrubek służących do skręcenia felg. Dziś muszę jeszcze tylko odebrać zamówiony klucz dynamometryczny i biorę się za składanie wszystkiego do kupy. Mam nadzieję, że już jutro na felgach znajdą się opony, a całość trafi przez weekend do mojego BMW.

Zajęło mi to prawie dwa miesiące, ale wreszcie mogę powiedzieć, że coś mi się cholera udało…
Kiedy uda mi się to wszystko zamontować nie omieszkam się oczywiście pochwalić efektem.

A czym ja i mój złoty doradca zajmiemy się teraz – już po skończeniu kół?

I chyba nic nie muszę dodawać…

Pozdrawiam,
Tommy

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany.