Prentki Blog Motoryzacyjny - Trochę się bałem... - Prentki Blog Motoryzacyjny
9180
post-template-default,single,single-post,postid-9180,single-format-standard,no_animation,essb-7.4

Trochę się bałem…

Przyznam szczerze, że w pewnym momencie miałem stracha.

Serio.

Z resztą, sami pewnie wiecie jak to jest – napalacie się na jakiś pomysł i w głowie od razu rysuje się Wam taki wyidealizowany obraz pełen cycków w rozmiarze C, darmowej benzyny, zimnego piwa i idącej wyłącznie w bicepsy czekolady studenckiej (tej z rodzynkami).

Ależ to będzie zajebiste!

Pod wpływem napędzającej was fali endorfin, testosteronu i skondensowanego szaleństwa pchacie się więc w ten nie posiadający przecież żadnych wad plan i rzeczywiście początkowo czerpiecie z tego całą masę radości. Organizujecie części, na bieżąco dogrywacie szczegóły i angażujecie się w całość do tego stopnia, że przez pewien czas nie myślicie praktycznie o niczym innym.

Ależ to będzie zajebiste!

Zajebiste!

Kiedy jednak to, co jakiś czas temu nakreśliliście sobie w głowie zaczyna nabierać realnych, bardziej namacalnych kształtów, zwykle pojawiają się pierwsze wątpliwości. Czy to aby na pewno był dobry pomysł? Wydaje się, że miało to wyglądać chyba trochę inaczej, nie?

No chyba inaczej jednak.

Wiecie o co chodzi – to tak jak z kupioną na allegro bielizną, w której Wasza dziewczyna miała wyglądać jak Bijons, a wygląda jak główna bohaterka porno-parodii traktującej o ataku wyposażonych w metrowe penisy kosmitów na międzynarodową stację kosmiczną.

Ale czy to na pewno będzie zajebiste?

Przyznam się bez bicia, że przez moment podobnie było z już nie bordową – bo z jednej strony owszem, miałem w głowie pewien klarowny, pozbawiony najmniejszych skaz plan (przynajmniej tak mi się wówczas wdawało) ale z drugiej, kiedy plan ten zaczął nabierać kształtów, naszły mnie pewne wątpliwości. No bo pomyślcie sami – decydując się na lakierowanie miałem do wyboru absolutnie każdy możliwy kolor we wszechświecie.

Każdy.

Mogłem zatem wybierać swobodnie spośród niekończącej się palety sześciu kolorów (bo jako mężczyzna tyle ich mniej więcej rozróżniam). I wybrałem akurat ten. Ten jeden, który wydawał mi się zajebisty.

Zajebisty!

Czy jednak dobrze zrobiłem? Cholera… A może jednak wyglądałoby to lepiej gdybym zdecydował się na czerwony?

Teraz, kiedy stoję na podjeździe z prentkim kubkiem w dłoni i przyglądam się temu jak już nie bordowa wygląda na wypucowanych motorsportach, jestem spokojny. Do końca co prawda jeszcze daleko, ale kiedy drzwi i zderzaki są już na swoim miejscu wiem już przynajmniej, że jednak tego nie spierdoliłem. Gdybyście jednak zapytali mnie o to jeszcze kilka dni temu, wcale nie byłbym taki pewny siebie.

Szczerze mówiąc ten kolor wydawał mi się trochę głupi.

Chociaż posiadam zmysł estetyki na poziomie dzikiego knura, wydaje mi się, że teraz wygląda to naprawdę dobrze (w sumie gdyby się nad tym zastanowić to może właśnie dlatego tak mi się wydaje). Teraz jednak i tak nie ma już odwrotu bo już nie bordowa stoi sobie tutaj i patrzy na mnie tymi swoimi przenikliwymi reflektorami wyczekując chwili, kiedy w końcu zabiorę ją na wycieczkę…

Jeszcze kilka dni moja droga.

Musimy Cię przecież porządnie poskładać ;)


18 Komentarze

Prentki to taki internetowy, pełen starych samochodów garaż ze starym kalendarzem z gołą babą wiszącym na drzwiach. Prentki to styl życia. To tysiące pokonanych kilometrów, noce zarwane w garażu, wymienione silniki, nieplanowane poślizgi i pourywane zawieszenia – cała ta pasja, która płynie w moich żyłach, przelana na internetowy blog robiony tak zwyczajnie – po mojemu. Sam praktycznie mieszkam w garażu (tak przynajmniej twierdzi Iza), pałam chorą miłością do manualnych skrzyń biegów, uwielbiam również komiksy z serii Dragon Ball oraz chrupki bekonowe (najlepsze!). Sporo czasu spędzam na zlokalizowanej na poddaszu siłowni gdzie kilka razy w tygodniu bez specjalnego zamysłu przekładam z miejsca na miejsce różne ciężkie rzeczy. Oprócz tego sporo czytam, biegam po górach, eksploruję jaskinie, unikam golenia, trochę gotuję i okazjonalnie śpiewam pod prysznicem piosenki Sinatry. To właśnie ja i moje miejsce w sieci.