W ubiegłym tygodniu sporo czasu spędziłem za kierownicą BMW e46, którym obecnie w komforcie i prestiżu po ulicach Bielska-Białej śmiga już sobie Iza.

Oczywiście jest jeszcze zdecydowanie zbyt wcześnie, żebym był w stanie napisać jakąś dłuższą recenzję i powiedzieć Wam dlaczego moim zdaniem powinniście sprawić sobie taki wóz (albo też dlaczego pod żadnym pozorem nie powinniście tego robić – jeszcze się co do tego nie określiłem). Przede wszystkim dlatego, bo jestem najgorszym blogerem motoryzacyjnym jakiego widział internet.

Wydaje mi się, że z testowaniem samochodów lepiej ode mnie poradziłby sobie nawet mój pies – a musicie wiedzieć, że ma on spore problemy nawet z odróżnieniem dywanu w salonie od znajdującego się przed domem trawnika.

Ponieważ jednak w naszym „nowym” BMW spędziłem trochę czasu, chciałbym podzielić się z Wami paroma luźnymi spostrzeżeniami, które już mi się nasunęły. Po pierwsze – to absolutnie przerażające jak cicho zachowuje się seryjne e46. Serio. Początkowo zatrzymując się na światłach co chwila spoglądałem na obrotomierz bo myślałem, że silnik umarł śmiercią nagłą i niespodziewaną.

Chodzi o to, że jestem kompletnie nieprzyzwyczajony do samochodów, które na wolnych obrotach jest w stanie zagłuszyć nawet ustawiony na cichy szept Leonard Cohen.

Wąska, którą jeżdżę od dłuższego czasu po dojechaniu do świateł popierduje sobie radośnie machając wskazówką obrotomierza niczym bigiel, któremu bardzo zależy na tym, żebyście w końcu rzucili mu trzymaną w ręku zabawkę. Trzęsie się, podryguje i czeka przez krotki moment w ciszy by po chwili znów rubasznie zawarczeć i zacząć tarmosić Was energicznie za lewą nogawkę.

Wrrrrrrr…… Wrrrrrrr…..

Ej, no dalej!

Wciśnij ten gaz! Jedziemy!

Wrrrrrrr!

Bordowa jest z kolei głośna. Na tyle głośna, że nawet na wolnych obrotach nie pozwala zapomnieć o tym, że za chwilę znowu spróbuje urwać Wam głowę. Tymczasem e46 po prostu zamiera i pozostaje w stanie śmierci klinicznej do chwili gdy światło zmieni się na zielone, a Wy postanowicie jechać dalej. To może wydawać się bardzo komfortowe bo cisza i w ogóle ale jeśli podobnie jak ja przywykliście do tego ciągnącego Was za nogawki wariata, za każdym razem będziecie czuli się tu trochę nieswojo.

Za każdym razem gdy zatrzymacie się na światłach będziecie zastanawiać się czy aby na pewno Wasz pies nadal żyje.

Kolejna sprawa – choć wnętrze e46 jest wykonane naprawdę fajnie i ergonomiczne to jednak przez cały czas nie mogłem wyzbyć się wrażenia, że czegoś w nim brakuje. Trudno mi powiedzieć czego, bo wszystkie przyciski znajdują się dokładnie tam gdzie powinny, a z kokpitu nie odpadła jak dotąd żadna listwa.

Jest tu jednak jakoś tak odrobinę nieswojo.

Ciężko to zdefiniować ale brakuje mi tu czegoś, na czym mógłbym dłużej zawiesić oko – jakiegoś przetłoczenia, detalu albo nawet pospolitej dziury po zegarku, który zapadł się w deskę po zbyt mocnym naciśnięciu guzika.

Jest tu po prostu trochę za bardzo „współcześnie-niemiecko” – o ile wiecie co mam na myśli.

Zbyt poprawnie.

Jakiś czas temu Blogo stwierdził, że wnętrze w e46 wygląda lepiej od tego w e36 i w tej kwestii muszę przyznać mu rację. Deska jest bardziej masywna, linie bardziej spójne, a detale – lepiej przemyślane.

Sęk w tym, że jest ono lepsze w ten sposób, w jaki nowy smartfon jest lepszy od starej, kwadratowej motoroli. Jest zrobiony z lepszych materiałów, lepiej leży w dłoni i ma piękny, przejrzysty design – 99% ludzi będzie nim zachwyconych i z uśmiechem na ustach zamieni na niego swój stary, doświadczony życiem telefon z guzikami.

Staruszek ma jednak zamykaną klapkę, którą zawsze bardzo lubiłem się bawić  – i ten drobny, z pozoru nieistotny detal nie daje mi spokoju.

Widzicie, w e30 co chwila przyłapuję się na spoglądaniu na deskę, suwaki ogrzewania czy boczki drzwi. Kiedy stoję na czerwonym świetle, lubię pogładzić dłonią tunel środkowy albo pobawić się kratkami nawiewów. Ewentualnie po raz kolejny rozregulować stare radio, które jakiś czas temu dostałem od Szczypiora. W bordowej mam zresztą podobnie – rozglądam się, głaskam, bawię się przyciskami, czasem szepnę jej jakieś miłe słówko, piętnaście razy wrzucę jedynkę i tak dalej.

A w e46 po prostu uciekam wzrokiem gdzieś, gdzie dzieje się coś ciekawego. Patrzę na stojące obok samochody, na góry w oddali albo opierdzielającego suchara gołębia, który przycupnął sobie na chodniku.

Naprawdę nigdy wcześniej coś takiego mi się nie zdarzało. Jadąc e46 co chwila przyłapuję się tym, że myślę o jakichś pierdołach zamiast skupiać się na przeżywaniu faktu, iż prowadzę sportowe na swój sposób BMW z pozbawionymi ramek szybami.

Wiecie o co chodzi prawda?

Prowadząc 328i przez cały czas czuję się częścią tej ryczącej, kipiącej energią maszynerii. Jestem w samym środku akcji i nieustannie szturchają mnie wszechobecne bodźce. Wąska to już w ogóle mistrzostwo świata bo to auto po prostu żyje swoim życiem i nigdy nie możecie być do końca pewni czy czymś znowu Was za chwilę nie zaskoczy.

To wredny, kapryśny kawał chuja, którego po prostu uwielbiam.

W e46 zaś czuję się tak błogo i wygodnie, że chwilami zapominam iż w ogóle prowadzę samochód.

W żadnym wypadku nie jest to wada – to po prostu znak, że e46 pochodzi już z nieco innej epoki niż samochody, z którymi przyszło mi żyć do tej pory.

Z epoki, której chcąc nie chcąc jednak trochę się boję…

55 Komentarzy

  1. Beddie 16 lutego 2016 o 13:25

    Dobra, to ja zacznę grubo. Nie lubię E46. Jest spasiona i tłusta. Gimbaza niech się nie cieszy, nie chodzi mi o jakiśtam ‚tłusty look’ tylko o tłuszcz. Słonina. Smalec. Ryszard Kalisz. Tak samo się też prowadzi. Jest grube, ciezkie, nie ma zwinności. Do E46 328Ci przesiadłem się z ognistego E30 M316i. Że lepiej bawiłem się w E30 chyba nie trzeba dodawać? E46 to taki wózek za zakupy, o którym niektórzy twierdzą, ze jest taki och, ach, tak analogowy, tak bardzo jej. Bliżej mu z charakteru do mojego 5 metrowego, starego Volvo kombi niż do auta z zacięciem sportowym. Ale ja jestem chamem, hajterem, jeżdżę Tico w gazie, a nie, czekaj, nigdy nie miałem samochodu i na pewno mam 14 lat ;)

    1. Beddie 16 lutego 2016 o 13:26

      Aaa, co nie zmienia faktu, że dla kobiety jest OK. Rozumiem, że nie znalazłeś ładnego E36, a na coś ciekawego nie chciałeś się porwać? :P

      1. Tommy 16 lutego 2016 o 14:19

        Ładne e36 to trochę taki oksymoron – ciężko znaleźć coś, co nie wymaga ingerencji blacharza. Poza tym zależało mi na ASC bo mieszkamy dość wysoko, a Izy nie bawi łutututu i wdrapywanie się pod górę z prędkością schodzącego lodowca ;)

        No i e46 podobało się jej bardziej od bordowej – z takim argumentem nie podyskutujesz ;)

        Co do masy jeszcze się nie wypowiadam bo nie miałem okazji powrzucać sobie jej w zakręty – poznamy się nieco lepiej i pewnie zrobię jakiś test z grubej rury ;)

        1. Beddie 16 lutego 2016 o 15:53

          No tak, z argumentem ‚ale to ma ładniejszy kolor’ nie wygrasz nawet mając miażdżąca przewagę cylidrów i niutonometrów ;)

          1. Tommy 16 lutego 2016 o 15:56

            To takie bijące każdą kartę „bo tak” wśród kobiecych argumentów ;)

            1. Szczypior 17 lutego 2016 o 03:52

              A jeszcze niedawno marudziłeś, że musisz znaleźć coś mocnego, bo inaczej sam tym będziesz musiał jeździć a Iza przywłaszczy sobie Bordową… :D

              Kobieta zmienną jest ;)

              1. Tommy 17 lutego 2016 o 07:21

                Powiem Ci, że o dziwo to naprawdę fajnie jeździ. Owszem – czuć, że jest ciężkie i nie lubi obrotów ale osiągi ma prawie identyczne z IS-em w e36.

                Poza tym kiedy do bordowej założę kubły to i tak nie będzie sięgała nogami do pedałów ;D

  2. Ramox 16 lutego 2016 o 14:08

    Naprawdę Świetny kolor :)

    1. Dapo 16 lutego 2016 o 15:30

      Taką samą chciałem kupić – złotą z motorem 2.2 ale niestety ktoś mnie ubiegł. Obejrzałem ją i umówiłem się na 2 dzień na wizytę w warsztacie tymczasem godzinę później już została sprzedana. Dlatego też jestem skazany na „Srebro”.

      1. Tommy 16 lutego 2016 o 15:46

        Ja celowałem głównie w M52b20 ale ostatecznie padło na M43B19 – głównie ze względu na to, że dobrze znosi gaz i jest raczej mało awaryjny (szczególnie w stosunku do N42/46)

  3. Tommy 16 lutego 2016 o 14:23

    Kolor w sam raz dla Izy – jest dość wesoły i kobiecy. Muszę przyznać, że trudno mi wymyślić kolor, w którym e46 wygląda równie fajnie.

    1. Beddie 16 lutego 2016 o 15:56

      To fakt, w okolicach mojej byłej pracy jeździła kobieta właśnie złotym E46 w kupie. Jako zestaw faktycznie wyglądało to spoko.

      1. Tommy 16 lutego 2016 o 15:58

        Dla Izy taki kobiecy kolor duży plus bo nie będzie mnie kusić, żeby podbierać jej auto ;)

        1. Beddie 17 lutego 2016 o 08:55

          Jakby tam było 3.0 to napierdalałbyś nawet turkusowo-seledynowym z kołami w kolorze fuksji (nie rozumiem co napisałem, ale brzmi dobrze) :)

          1. Tommy 17 lutego 2016 o 08:57

            Nie bój żaby – nie minie rok i pewnie będę już myślał o swapie ;)

  4. Blogomotive 16 lutego 2016 o 15:00

    Weź nie marudź, nie cwancykuj, nie ględź… malujesz felunek na biało i po temacie.

    A co do odczuć – rok temu przejechałem się E46 z benzynowym 118-konnym 1,9i – porównując do mojego, dwa różne auta. Niby wszystko takie samo, a reakcja na gaz nijaka, jak zredukujesz to silnikiem prawie nie hamujesz (jakby był za mały i masa auta go przepychała)… i momentami miałem wrażenie, że biegi służą tylko regulacji głośności, bo na 5. i 4. przyspieszał od 80km/h tak samo. To niby tylko silnik, ale jakoś tak bardzo rzutuje na zawieszenie i ukł. kierowniczy, że aż sam byłem w lekkim szoku. Ale co ja Ci o tym piszę, przecież to wiesz, wszak zeswapowałeś to i tamto.

    1. Dapo 16 lutego 2016 o 15:35

      Zgadzam się, 6 garków robi swoje. Sam chciałem kupić 318 z motorem 143KM ale cieszę się że nie trafiłem na taką, która była w dobrym stanie. Z tego co pamiętam to sam też szukałeś e46 z motorem R4.

    2. Tommy 16 lutego 2016 o 15:44

      Powiem Ci, że silnik akurat mi nie przeszkadza. Owszem – gdyby było to moje auto to pewnie zamiast pisać ten komentarz siedziałbym teraz w garażu i przypinał do niego wyciągarkę ale jako wozidełko do miasta dla Izy jest całkiem spoko.

      Ma dużo lepszy dół niż IS, którego miałem w bordowej, nie trzeba żonglować biegami i pracuje całkiem gładko – pomimo, że w górze zachowuje się jak astmatyk po amputacji lewego płuca to nawet go polubiłem.

      Do zawieszenia czy układu kierowniczego nie mam zastrzeżeń – przynajmniej na razie bo nie miałem jeszcze okazji jakoś szczególnie go przycisnąć ;)

  5. Tomasz 16 lutego 2016 o 15:49

    Jak bmw to tylko czarne, ewentualnie w ostateczności biały. Komfort jazdy w BMW zawsze był świetny.

    1. Beddie 16 lutego 2016 o 15:55

      Widać nie jeździłeś prawdziwie komfortowymi autami ;)

      1. radosuaf 22 lutego 2016 o 09:49

        W punkt :).

  6. kazukiorg 16 lutego 2016 o 17:09

    Z tą głośnością auta to coś jest… najpierw latałem m50b25nv na totalnym przelocie, w którym zostało tylko pół końcowego tłumika, to jak się przesiadłem do drugiego e36 gdzie włożyłem m52b20 na pełnym seryjnym wydechu to zaczął mnie denerwować tykający zegarek… ruszyć nie potrafiłem, bo nie wiedziałem nawet jakie mam obroty… a jak nie daj boże, nie chodziła dmuchawa to co chwilę naciskałem na gaz, żeby sprawdzić czy silnik chodzi…

    1. Tommy 17 lutego 2016 o 07:23

      Ja musiałem wymienić „tchórzołapkę” po stronie pasażera bo poskrzypiwała sobie na nierównościach. Ciche samochody są trochę przerażające…

  7. Kuba 16 lutego 2016 o 17:11

    Bardzo ciekawie napisany blog! Czytam już od dłuższego czasu i mam podobne spostrzeżenia! Sam jestem posiadaczem e30 i wiem o czym mowa, znajomi mają e36 i e46 jednak to już nie to samo! Mimo, że czasem człowiek marzy o takim błogim spokoju w aucie… :) Pozdrawiam!

    1. Tommy 17 lutego 2016 o 07:24

      Fajnie mieć aternatywy – jednego dnia jeździsz sobie ziejącym ogniem 328, drugiego boli Cię głowa więc wsiadasz do e46. A jutro może e30 bo ma być ładna pogoda? ;)

  8. Przemek 16 lutego 2016 o 17:37

    Mnie w e46 przeszkadza wybitnie tylko jedno… panel środkowy w wersji bez navi… no cholera jak z nowych Fordów, Fiatów, Audi A3 etc.
    Zupełnie co innego niż wszystko pokroju e30, przez e36 i e39 aż po e38… te mają masywny środkowy kokpit zaczynający się na wysokości oczu, a kończący na wysokości tyłka i czujesz się jak w prawdziwym SAMOCHODZIE. To jest właśnie to, dlaczego w tych maszynach siedzisz jakby na klopie gdy zaczyna brakować papieru i są emocje, a nie na pachnącym kibelku z 3-warstwowym papierem o zapachu kwiatów polnych, który jest tuż przed nosem.

    Pomijam nawet dźwięk na wolnych obronach – e36 i e34 już były bardzo cichymi autkami (szczególnie z zadbanym M50/M52)

    1. Tommy 17 lutego 2016 o 07:26

      Bez navi jest jeszcze spoko bo guziki i wyświetlacz ale weź zobacz na wersję bez klimatronika ;)

      Dlatego jednym z kryteriów był właśnie klimatronik – nawet manualna klima by mi wystarczyła ale po prostu nie mogłem patrzeć na te pokrętła…

      1. Dapo 17 lutego 2016 o 08:31

        Ja też tak uważam. Pokrętła wyglądają jak z D..y.
        Byli magicy co zmieniali sam panel. Podobno wszytko działa z wyjątkiem przełączania kierunku nawiewu. Dlatego trzeba uważać przy kupnie i sprawdzać po Vin-ie jaka klima była w serii. Słyszałem też że można przerobić manualną klimę na automatyczną tak że wszystko działa jak w oryginale. Na necie nawet znalazłem opis. Dodatkowe 2 silniczki do otwierania klapek, panel kilka kabelków i czujnik temp. Oczywiście trzeba rozbebeszyć cały tunel środkowy.

        1. Tommy 17 lutego 2016 o 08:34

          Też o tym czytałem bo podobało mi się jedno e46 z manualną i rozważałem właśnie zakup i przekładkę. Kiedy jednak podliczyłem koszty kupna pierdół i ilość pracy doszedłem do wniosku, że pewnie nie będzie chciało mi się tego robić i zostaną pokrętła… :v

      2. radosuaf 22 lutego 2016 o 09:51

        Manualna to nie klima, tylko schładzacz :). Automatyczna klimatyzacja to mast-hew, niezależnie od tego, co sądzi złomnik.

        1. Tommy 22 lutego 2016 o 09:59

          W bordowej mam schładzacz i w sumie daje radę – w upalne dni reguluję jedynie siłę dmuchawy. Temperatura na pokrętłach zawsze na minimum ;)

          1. radosuaf 22 lutego 2016 o 10:21

            Ja właśnie nie lubię, jak na mnie zimne leci. W upały mam klimę ustawioną na 26C :). Przy ręcznej ciągle muszę włączać i wyłączać sprężarkę, co jest upierdliwe dość.

  9. Flex 16 lutego 2016 o 19:13

    Tommy pamiętaj ze masz w końcu słaba wersje i chyba jeszcze w turasie z nudnym silnikiem zduszonym kilkoma katami wydechem i wysokim zawieszeniem, zapraszam Cie do mojej coupe z 3.0 i przelotowym wydechem, obniżonym zawiasem, z wnętrzem gdzie jest gruba kiera mpakiet, krótka gałka M i alu podstopnica, wszystko jest zwieńczone czarnym jak noc sufitem we folku – tak to tez jest e46

    1. Tommy 17 lutego 2016 o 07:29

      To akurat coupe na m-pakietowym zawieszeniu. Wydech jest jeszcze seryjny ale rozglądam się za jakimś dedykowanym eisenmannem ;) Gałkę zmiany biegów o dziwo też mam z M-ki ;p

      Siedziałem nawet w M3 więc wiem, że jakość materiałów i wyposażenie pomiędzy różnymi jest cholernie różne – tu chodzi o sam projekt. Linie – to po prostu trochę inna epoka, a mnie jeszcze trudno się w niej odnaleźć.

      1. Dapo 17 lutego 2016 o 08:36

        E46 w porównaniu do e36 i e39 chyba najmniej kojarzy się z całą nie wiadomo dlaczego rozpropagowaną opinią że BWM to jeżdżą tylko gangsterze i dresiarze.

        1. Tommy 19 lutego 2016 o 07:29

          Cholera – znaczy się, że kupiłem je na marne? ;D

          1. Dapo 19 lutego 2016 o 08:38

            Przecież to auto nie dla Ciebie tylko dla Twojej Kobiety.

  10. Okal 17 lutego 2016 o 10:19

    Jednak coupe ;)

  11. Paweł 17 lutego 2016 o 13:00

    Jestem ślepy, czy gdzie jest więcej zdjęć? :)

    E46 Coupe to ten praktyczny samochód na dłuższe wyjazdy? :D

    1. Dapo 17 lutego 2016 o 13:09

      Do czasu gdy jest ich dwoje jest praktyczny, potem trochę mniej.
      Ja kupiłem taki sam jak moje pociechy miały 7 i 3 lata i nawet byliśmy całą rodziną na urlopie (700km w jedną stronę). Miejsca tyle co w sedanie, bagażnik ponad 400 l tyle że siedzi się niżej i trudniej wsiada do tyłu.

      1. Paweł 17 lutego 2016 o 13:23

        Trochę się podśmiechuje z Tommiego, bo jak pisał, że szuka samochodu, to miał być samochód pakowny, może nawet touring, żeby łatwiej się było spakować niż do bordowej. Taki wręcz rodzinny. A tu co? 3x coupe i cabrio :D

        1. Tommy 17 lutego 2016 o 13:26

          A weź kurwa… ;D

          U mnie to się zawsze tak kończy ;D I tak jest dobrze, że nie kupiłem jakiegoś roadstera bo przez chwilę myślałem o MX-5 :v

          1. Dapo 17 lutego 2016 o 15:09

            mx-5 piękne auto ale nie pasuje do twojej kolekcji tak jak Z3

            1. Tommy 17 lutego 2016 o 15:10

              Z moją idiotyczną fryzurą wyglądałbym w Z3 jak najgorszy fryzjer w mieście.

              1. Dapo 18 lutego 2016 o 14:25

                fryzurę można zmienić :-)

  12. wroooom.tv 18 lutego 2016 o 13:38

    Interesujące auto w fajnym kolorze. E46 to model, który nie podoba się każdemu. Mimo to jest wart uwagi.

  13. auto giełda 18 lutego 2016 o 14:53

    Ja osobiście bardzo lubię ciche auta. Jak mój sąsiad podjeżdża pod dom to słyszę go już z daleka to mam ochotę wyjść z baseballem i mu zasadzić :D

    1. Dapo 19 lutego 2016 o 08:45

      Też lubię ciche, ale przy wciśnięciu gazu do końca fajnie jest jak lekko zamruczy 6 cylindrów. Ostatnio dostałem na kilka dni auto z silnikiem diesla. Auto 4 letnie dobra marka (z gwiazdą) i pomimo tego że jeszcze 2 lata temu sam miałem klekota teraz nie mogę się odnaleźć. Warczy, wibruje, buczy już przy 2,5 tyś obr. Owszem na trasie jest ok cicho i bez wibracji ale na mieście gdzie cięgle ruszam i staje i nie przekraczam 60 km/h masakra. Ponadto okazuje się ze wcale tak mało nie pali bo ciężko zejść poniżej 8l.

  14. radosuaf 22 lutego 2016 o 09:54

    Ja tam uważam, że do 3 tys. obrotów samochód powinien być niesłyszalny… A powyżej tej granicy powinny się otwierać wrota piekieł :). Alfy są mniej więcej tak zestrojone, tyle, że w nowe już nie mruczą, tylko zaczyna się robić głośno…

    1. Dapo 24 lutego 2016 o 11:19

      dokładnie tak samo uważam. Gdy jedziesz spokojnie nie musisz słyszeć silnika, gdy chcesz poczuć przyspieszenie to co innego. Niestety u mnie powyżej 3tyś słychać że to R-6, ale nie aż tak jakbym tego chciał. Jak padnie wydech pomyślę nad tym.

  15. Mateusz 29 lutego 2016 o 14:26

    Jak ja lubię twoje wpisy, człowieku. Bez popisywania się wiedzą, po prostu jest DOBRZE. I można się dowiedzieć tego, co dla wielu osób jest ważniejsze niż osiągi – jak się jeździ danym samochodem. Tyle.

    1. Tommy 1 marca 2016 o 12:08

      O e46 będę mógł powiedzieć więcej dopiero za jakiś czas. Póki co jeszcze się z nim trochę nieufnie obwąchuję – stąd też takie pierwsze luźne uwagi ;)

      Pewnie docelowo zrobię coś w stylu bezpośredniego porównania 3 generacji serii 3 – głupio byłoby nie wykorzystać faktu, że mam na podjeździe e30, e36 i e46 w takiej samej budzie.

      Z pewnością nie będzie to ani mądre ani przydatne – jak wszystko na prentkim :v

  16. witto 21 marca 2016 o 09:50

    Nie jestem fanem BMW. Aczkolwiek e46 stanowi wyjątek, to auto musi się podobać. Jest klasykiem.
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie
    Witto

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany.