W życiu każdego mężczyzny nadchodzi taki dzień, w którym musi on wymienić jakiś błotnik. W moim wypadku ten dzień próby postanowiłem wykorzystać jako okazję do uzewnętrznienia nieco moich talentów i stworzenia motoryzacyjnego arcydzieła na miarę surrealistycznych obrazów Salvadora Dali czy kolorowanek z lewej strony etykietek soczków Kubuś.

Mój pseudonim artystyczny to Dzierżysław Dzik.

Co prawda wymiana starego błotnika jest jednym z elementów przygotowania bawarii do wizyty w lakierni ale myślę, że przynajmniej przez jakiś czas to motoryzacyjne dzieło sztuki będzie mogło cieszyć oczy krytyków i miłośników awangardy.

Przy okazji postanowiłem zawstydzić trochę sąsiada, który kupił sobie niedawno tę nową ekologiczną Toitoię Yaris napędzaną mikserem znanym z pojemników napoju Cola Cao.

W tym celu przygotowałem na błotniku mały slogan reklamowy:

P

Jeśli pogoda dopisze to w weekend miejsce kolorowej kredy zajmie bardziej trwałe arcydzieło mojego autorstwa którego wygląd póki co jest tajemnicą nawet dla mnie.

Ale pędzelki już mam.

Mogę zdradzić jedynie tyle, że niezależnie od tego co będę miał zamiar namalować i tak wyjdzie z tego coś wyglądającego jak zdeformowany koń.

Pozdrawiam,

Tommy

11 Komentarzy

  1. Szczypior 29 sierpnia 2012 o 16:53

    Masz błąd w sloganie. Powinno być "szamohut" ;)

  2. maxx304 29 sierpnia 2012 o 20:08

    Eee tam… płomieni nie ma. Bad tjuning. 

  3. Mazi 29 sierpnia 2012 o 20:24

    Ale Ci Rusty slammington wyszedł :)

    1. Tommy 29 sierpnia 2012 o 21:32

      chyba bardziej "Elton John Slammington" ale niech będzie :}

      1. Mazi 29 sierpnia 2012 o 21:58

        Zza felgi wystaje ładny czerwony zacisk, masz pomalowany seryjny czy wymieniłeś na coś lepszego?

  4. Szczypior 30 sierpnia 2012 o 11:12

    Tommy, tak mnie ciekawi jedna kwestia. Zaciski, felgi itd- czym malujesz? Masz kompresor z pistoletem, czy po prostu lepsze puszki?

    1. Tommy 30 sierpnia 2012 o 11:20

      Przed lakierowaniem czyszczę cały zacisk i jarzmo do gołego metalu – wymieniałem wszystkie gumy i tłoczki więc nie ma problemu z demontażem (najlepiej dać zacisk do piaskowania ale zawsze brakuje mi czasu). Potem nakładam podkład wysokotemperaturowy w sprayu i po pełnym jego wyschnięciu (jakieś 5-6h) już malutkim pędzelkiem zwykły lakier chlorokauczukowy.

      Najważniejsze to nie rozgrzewać hamulca dopóki lakier nie będzie w 100% suchy  bo może zwyczajnie się opalić (wyjdą na nim ciemne plamy). Po wyschnięciu w zasadzie nie ma mocy, żeby coś się z tym działo. W Xr2i potrafiłem zagotować płyn hamulcowy i rozgrzać tarcze do czerwoności, a lakier był niewzruszony jak mina Stevena Segala.

  5. Dominik (Handlarz) 30 sierpnia 2012 o 12:41

    Witam Cię! Przeglądnąłem na szybko (teraz brak czasu) Twoje wpisy i muszę stwierdzić,  podoba mi się Twój styl i ogólnie zapowiada się ciekawa lektura. Masz nowego czytelnika :-)

    P.S. Błotnik – dzieło sztuki! Czym malowałeś?

    Humor – uwielbiam taki

    Też podpinam u siebie, bo warto

    Pozdrawiam Cię

  6. Dominik (Handlarz) 31 sierpnia 2012 o 02:01

    Teraz, na spokojnie doczytałem sobie, że to kreda – na zdjęciu efekt jak aerograf :-)

    1. Tommy 31 sierpnia 2012 o 07:45

      Kolorowa kreda to chyba narzędzie malarskie najbardziej adekwatne do moich umiejętności :} Poza tym, to po prostu głupa i na swój sposób zabawna metoda na urozmaicenie matowego błotnika czekającego na nowy lakier.

      Z tego co zauważyłem, podobnie jak ja poruszasz się po drogach stolicy Podbeskidzia – kto wie, może gdzieś tam spotkamy się na jakimś skrzyżowaniu :}

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany.