Prentki Blog Motoryzacyjny - Samochodowa emerytura? - Prentki Blog Motoryzacyjny
8969
post-template-default,single,single-post,postid-8969,single-format-standard,no_animation,essb-7.4

Samochodowa emerytura?

Jeśli śledzicie motoryzacyjną blogosferę to wiecie zapewne, że Blogo ma właśnie „te dni”, w związku z czym większość czasu spędza obecnie na zamykaniu się w łazience i płakaniu, słuchaniu piosenek Kamila Bednarka albo też narzekaniu, że z jego BMW znów zaczynają odpadać różne rzeczy.

Podejrzewam, że fakturę za naprawę vanosa oglądał w tym tygodniu już tyle razy, że zna na pamięć nawet nip warsztatu, który ją wystawił.

Do czego jednak zmierzam – część z Was pewnie turla się teraz po podłodze i jeździ mu po rajtkach sugerując, że jest miękka faja bo w ogóle przejmuje się takimi pierdołami. W końcu czymże jest niewielki, wysuwany za naciśnięciem stopy półautomatyczny dyfuzor podpodłogowy wobec problemów z DPF-em albo silnikiem w starym 156 twin spark?

Z drugiej strony pojawiają się głosy sugerujące, że to najlepszy moment by zadzwonić na pobliskie złomowisko i umówić transport, bo lada moment czarne e46 zacznie zakradać się do sypialni i wyjmować pieniądze schowane w szufladzie ze skarpetkami (oczywiście nie, żeby miało to jakiś związek z jego kolorem).

Wiecie o co chodzi – nie minie wiele czasu, a BMW wyczyści Rafałowi konto, a potem zacznie sprowadzać na parking roznegliżowane Barchetty i jarać z nimi olej za śmietnikami.

Spójrzcie jednak na to w ten sposób – to e46 ma już na karku kilkanaście lat i jak twierdzi Blogo pokonało przez ten okres około 270 tysięcy kilometrów. To mimo wszystko całkiem sporo i raczej nie zanosi się na to by kolejnych latach zaczęło nagle młodnieć albo samoczynnie się naprawiać (automatyczne uzupełnianie oleju płynem chłodniczym się nie zalicza).

W związku z tym jest raczej logiczne, że można spodziewać się dalszych problemów z blacharką, układem napędowym czy zapiekającymi się łożyskami.

Sami przyznajcie, że jeśli taki samochód pełni rolę Waszego podstawowego środka transportu to raczej kiepskie perspektywy – tym bardziej, że jak sam udowadniam na przykładzie bordowej, nawet prosta wymiana błotnika może w pewnych okolicznościach przeciągnąć się na jakieś pół roku.

Co wobec tego można uczynić?

Z jednej strony można wyłożyć trochę buły na ogarnięcie blacharki i najważniejszych elementów i przynajmniej mocno odwlec w czasie dzień, w którym diagnosta z SKP wyjdzie z kanału z miną sugerującą, że pieczątki w dowodzie z całą pewnością nie będzie. To chyba całkiem rozsądna perspektywa – szczególnie, że e46 raczej nie należy do kategorii samochodów, które co drugi dzień bez powodu tracą ładowanie albo ni stąd ni zowąd stają w płomieniach.

Można więc zakładać, że jeśli wydamy trochę pieniędzy na dobrze wykonaną naprawę danego elementu to nie przez kolejne kilka, kilkanaście lat nie trzeba będzie do tego tematu wracać.

Z drugiej strony, w samochodzie znajduje się kilka milionów części i trudno jest oczekiwać, żeby po prawie dwudziestu latach jazdy zepsuły się co najwyżej cztery czy pięć z nich – a to szczególnie istotne jeśli należycie do grupy osób, którym z czystym sumieniem spojrzeć w lustro nie pozwala fakt, że w ich samochodzie brakuje zaślepki jakiejś śrubki, której i tak za cholerę nie widać.

W takim wypadku naprawiać samochód będziecie na okrągło.

Idąc tym tropem można stwierdzić, że brnięcie w „stare” jak na dzisiejsze realia e46 to opcja dobra dla ludzi, którzy lubią spędzać czas leżąc na podjeździe i wylewając sobie na twarz gorący olej przekładniowy. Mając tak specyficzne preferencje przynajmniej będziecie w stanie większość napraw ogarnąć we własnym zakresie co moim zdaniem jest bardzo fajne i znacznie obniża koszta.

Żeby jednak móc w spokoju oddawać się takim dewiacjom, potrzebny jest Wam własny garaż, albo przynajmniej kawałek własnego podjazdu – a to ciężki temat jeśli mieszkacie w bloku, a na dokładkę macie sąsiada, który Was nienawidzi bo jakieś cztery lata temu nieświadomie zajęliście „jego” miejsce parkingowe.

I tylko czeka by w ramach rewanżu o coś się do Was przypierdolić.

W takiej sytuacji niegłupią opcją zaczyna wydawać się kupienie stosunkowo nowego samochodu, który owszem – również będzie potrzebował wizyt w warsztacie, ale w przeciwieństwie do e46 wizyty te nie będą wymagały użycia spawarki, szlifierki kątowej i konserwacji na pędzel.

I, który będzie miał wszystkie zaślepki od śrub fotela.

Można również połączyć te dwie opcje i sprawić sobie nowszy samochód wykorzystywany jako daily, a e46 zostawić do zabawy czy też po prostu – jako drugi samochód w rodzinie. To daje ten komfort, że nawet kiedy coś popsujecie to nie będziecie musieli przez kolejne pół roku jeździć po bułki autobusem.

Z drugiej strony z doświadczenia wiem jak kończy się kupowanie samochodu na daily.

Mam już takie cztery…


22 Komentarze

Prentki to taki internetowy, pełen starych samochodów garaż ze starym kalendarzem z gołą babą wiszącym na drzwiach. Prentki to styl życia. To tysiące pokonanych kilometrów, noce zarwane w garażu, wymienione silniki, nieplanowane poślizgi i pourywane zawieszenia – cała ta pasja, która płynie w moich żyłach, przelana na internetowy blog robiony tak zwyczajnie – po mojemu. Sam praktycznie mieszkam w garażu (tak przynajmniej twierdzi Iza), pałam chorą miłością do manualnych skrzyń biegów, uwielbiam również komiksy z serii Dragon Ball oraz chrupki bekonowe (najlepsze!). Sporo czasu spędzam na zlokalizowanej na poddaszu siłowni gdzie kilka razy w tygodniu bez specjalnego zamysłu przekładam z miejsca na miejsce różne ciężkie rzeczy. Oprócz tego sporo czytam, biegam po górach, eksploruję jaskinie, unikam golenia, trochę gotuję i okazjonalnie śpiewam pod prysznicem piosenki Sinatry. To właśnie ja i moje miejsce w sieci.