Prentki Blog Motoryzacyjny - Akcja "Nigdy nie jeżdżę po alkoholu" - na planie zdjęciowym - Prentki Blog Motoryzacyjny
8847
post-template-default,single,single-post,postid-8847,single-format-standard,no_animation,essb-7.4

Akcja „Nigdy nie jeżdżę po alkoholu” – na planie zdjęciowym

Myślę, że nikogo z Was nie trzeba specjalnie przekonywać co do tego, że wsiadanie za kierownicę po alkoholu to zwykła głupota.

Wszyscy doskonale wiemy, że to niebezpieczne, że nie wolno tego robić, że surowe kary i w ogóle… A mimo to praktycznie w każdy długi weekend w telewizji pojawia się pan policjant z zatroskaną miną mówiący o tym, że po raz kolejny spora grupa osób po wypiciu kilku drinków nabrała ochoty na przejażdżkę, a następnie z impetem wpadła na jakieś drzewo.

Skąd to się bierze?

Co roku dochodzi do ogromnej liczny wypadków. Co roku z powodu alkoholu na drogach giną ludzie. Co roku pijani kierowcy płacą ogromne kary albo trafiają do więzienia. Co roku oglądamy różne mądre kampanie i widzimy pana policjanta o smutnych oczach, a mimo to wciąż nie brakuje osób, którym wydaje się, że jeśli wsiądą za kierownicę po przysłowiowych dwóch piwkach to nic złego się nie stanie.

No bo to tylko kilka kilometrów, bo czuję się dobrze, bo tą drogą to i tak w ogóle nikt nie jeździ.

A tak w ogóle to rozbijają się przecież jakieś pijaki, a nie normalni ludzie co to wypili tylko piwo lub dwa.

A potem następuje chwila dekoncentracji, samochód łapie pobocze, kierowca wyrzuca z siebie staropolskie „o żesz ku***!” i przy dużej ilości szczęścia kończy wycieczkę w jakimś rowie ze zniszczonym samochodem i sporą ilością problemów, których to wstając rano z łóżka za cholerę się nie spodziewał. Bo naszemu supermanowi najpierw wydawało się, że wszystko jest w porządku, a chwilę później było już za późno by się w swej naiwności w porę zorientować.

Myślę, że każdy kto na imprezie musiał wyjść na chwilę do toalety zdaje sobie sprawę z tego jak mocno działa na nas nawet niewielka z pozoru ilość alkoholu.

Żeby jednak Was tu nie zanudzać – powiem Wam po prostu co my właściwie przed tymi kamerami wyrabialiśmy.

Po pierwsze, chcieliśmy sprawdzić jak właściwie alkohol przekłada się na naszą zdolność prowadzenia samochodu – bo gadanie o tym to jedno, a możliwość przekonania się na własnej skórze, zupełnie co innego. W tym celu przygotowaliśmy więc mały tor przeszkód, a żeby było ciekawiej, o pomoc poprosiliśmy jeszcze Marcina z antymoto i Albina ze Strefa Kulturalnej Jazdy. Założenia były proste – najpierw pokonujemy trasę na trzeźwo (Albin wyglądał trochę podejrzanie, ale wydmuchał 0,0 więc spoko), a następnie powtarzaliśmy to samo zadanie w założonych alkogoglach.

Wspomniane alkogogle wyglądają tak:

13339519_1029421340426423_7640952734722352914_n

Nie są one co prawda w stanie zasymulować wszystkich „upośledzeń” jakie towarzyszą nam po wypiciu alkoholu ale w naprawdę ciekawy sposób wpływają na wzrok – zawężają pole widzenia, utrudniają ocenę odległości i sprawiają, że niektóre rzeczy wcale nie są tak gdzie wydaje nam się, że są (zupełnie jak pisuar kiedy próbujecie wcelować w niego po kilku piwach).

To serio serio daje do myślenia .

I teraz tak – do naszego testu postanowiliśmy wykorzystać prentkie e46. Przygotowania zaczęliśmy od uzbrojenia złotej w kamery:

003

oraz ustawienia pachołków mających wyznaczyć nasz mały tor:

001

Żeby było ciekawiej, przygotowaliśmy też dodatkowe atrakcje, które ustawiliśmy na trasie (Marcin cały dzień próbował wydobyć od Andżeli numer telefonu – ta jednak pozostała chłodna i obojętna niczym płyta spienionego PCV)

1

A tutaj pełen skład – kolejno od lewej: Albin, Andżela, ja, nasz pieseł, hipster Marian oraz Marcin:

09 copy

Jeszcze ostatnie uwagi od reżysera (coś o tym, żeby nie dachować bo będzie słaba ekspozycja):

07copy

i w końcu pierwsze przejazdy. Zaczęliśmy od wykonania kilku prób bez alkogogli:

11 copy

12 copy

Co prawda ze względu na budżet do dyspozycji mieliśmy plac manewrowy, a nie pełnowymiarowy tor,  jednak  wbrew pozorom trasa była całkiem żwawa i wymagająca (mam nadzieję, że zobaczycie to na gotowym filmie).

Najpierw krótki slalom, następnie wejście przez bramę w prawy łuk z szykaną w połowie jego długości, w dalszej części łuku dość wyraźny zacisk i na wyjściu hamowanie w wyznaczonej strefie, na której końcu stał sobie jak gdyby nigdy nic nasz etatowy pieseł z tektury. W teorii prosta sprawa ale w praktyce naprawdę trzeba było się trochę namachać ;) Co ważne – w trakcie kilkunastu przejazdów na trzeźwo strąciliśmy łącznie może ze 4 pachołki.

Nikt ani razu nie puknął też Andżeli (choć Marcin ewidentnie próbował).

Zrobiliśmy więc małe podsumowanie pierwszej części:

19 copy

I zabraliśmy się za przygotowania do próby w alkogoglach.

14 copy

Tutaj ponownie każdy z nas pokonał wyznaczony tor – tym razem miało być jednak zdecydowanie trudniej o czym miałem okazję przekonać się już podczas wsiadania do samochodu.

Samo trafienie łapą w klamkę było trudniejsze niż się spodziewałem.

16 copy

Albin po założeniu gogli powiedział, że nie widzi różnicy więc na wszelki wypadek kazaliśmy mu dmuchać ponownie (tym razem też wyszło 0,0):

17 copy

Podsumowując – w sumie każdy z nas wykonał znów kilka prób. Pomijając już nawet różnice w czasie (trasa była bardzo krótka więc te były niewielkie) w jednym z przejazdów udało mi się skosić chyba wszystkie pachołki jakie tylko się dało. Gdyby ktoś mnie nie powstrzymał pojechałbym na pobliskie osiedle i rozjechał pachołki i ekipę, która akurat malowała tam pasy.

Po prostu z powodu alkogoli byłem przekonany, że pachołki znajdują się w zupełnie innym miejscu niż w rzeczywistości.

W ramach porównania do prób na trzeźwo za każdy walnięty pachołek doliczaliśmy 5 karnych sekund, a puknięcie Andżeli, hiptera lub pieseła liczyło się podwójnie. W efekcie za skoszenie kilku pachołków i psa dostałem ponad minutę kary.

A teraz wyobraźcie sobie, że każdy z tych pachołków to jakiś zaparkowany przy drodze samochód, drzewo albo rowerzysta.

Świat w goglach był nieco wykoślawiony i przekolorowany ale samo naiwne przeświadczenie, że jedziemy dobrze podczas gdy w rzeczywistości waliliśmy w pachołki – to  naprawdę dało nam sporo do myślenia…

Co dalej – ponieważ problem jazdy po alkoholu dotyczy to nie tylko samochodów, postanowiliśmy pojeździć „po pijaku” także na rowerze. W celu przeprowadzenia precyzyjnych badań stworzyliśmy nawet specjalnego cyborga.

Tak narodził się CyberAlbin czyli sterowany z pilota pół człowiek-pół litra:

20 copy

O ile żaden z nas nie jest miłośnikiem obcisłych spodenek, o tyle slalom pokonywany na trzeźwo wychodził nam całkiem dobrze (podobno po przejeździe Albina z gratulacjami zadzwonił sam Czesław Lang):

22 copy

W alkogoglach szło nam jednak zdecydowanie gorzej:

23 copy

25 copy

26 copy

Marcinowi w końcu udało się nawet puknąć Andżelę:

24 copy

Wszystkie nasze gleby ku uciesze internetów zarejestrowały kamery więc za niedługo będziecie mieli okazję trochę się z nas pośmiać.

Poza tym nakręciliśmy jeszcze krótki klip zbierający do kupy kilka samochodowo-alkoholowych porad:

03 copy

I wybraliśmy się pod Pałac Kultury, gdzie przeprowadziliśmy sondę uliczną mającą odpowiedzieć na pytanie czy wiemy tak naprawdę kiedy wolno, a kiedy w żadnym wypadku nie wolno nam wsiadać za kierownicę:

tommy3

O efektach naszej pracy będziecie mogli przekonać się już za niedługo.

A teraz wybaczcie, na wszelki wypadek idę raz jeszcze przebadać Albina… ;)


18 Komentarze

Prentki to taki internetowy, pełen starych samochodów garaż ze starym kalendarzem z gołą babą wiszącym na drzwiach. Prentki to styl życia. To tysiące pokonanych kilometrów, noce zarwane w garażu, wymienione silniki, nieplanowane poślizgi i pourywane zawieszenia – cała ta pasja, która płynie w moich żyłach, przelana na internetowy blog robiony tak zwyczajnie – po mojemu. Sam praktycznie mieszkam w garażu (tak przynajmniej twierdzi Iza), pałam chorą miłością do manualnych skrzyń biegów, uwielbiam również komiksy z serii Dragon Ball oraz chrupki bekonowe (najlepsze!). Sporo czasu spędzam na zlokalizowanej na poddaszu siłowni gdzie kilka razy w tygodniu bez specjalnego zamysłu przekładam z miejsca na miejsce różne ciężkie rzeczy. Oprócz tego sporo czytam, biegam po górach, eksploruję jaskinie, unikam golenia, trochę gotuję i okazjonalnie śpiewam pod prysznicem piosenki Sinatry. To właśnie ja i moje miejsce w sieci.