Ciąg dalszy niekończącej się opowieści o pewnym pomarańczowym maluszku, który mógł (czy jakoś tak).

Jakiś czas temu udało mi się skończyć wszystkie prace blacharskie i tym samym przejść do etapu przygotowania maluszka do lakierowania. Zacząłem od pokrycia nadwozia podkładem epoksydowym, na który położyłem szpachel (miejsca naprawiane) i po obróbce wypełniający podkład akrylowy. Po oszlifowaniu tego drugiego na sucho wyglądało to tak:

02

Kolejnym etapem prac było pokrycie przecierek kolejną warstwą podkładu epoksydowego i znów zamknięcie całego nadwozia w jednolitym podkładzie akrylowym (ze względu na wybrany kolor lakieru, tym razem szarym). W efekcie maluch zaczął w końcu przypominać samochód:

DSCF7263

DSCF7249

DSCF7250

W warunkach garażowych nie jestem w stanie uzyskać idealnej powierzchni podkładu dlatego przed położeniem lakieru musiałem chcąc nie chcąc dotrzeć całość na mokro, żeby pozbyć się wszelkiej maści wad, pyłków i innego dziadostwa ;)

Co ciekawe – w czasie przygotowywania nadwozia znalazłem całą masę wad lakierniczych, z którymi pomarańcza najwyraźniej wyjechała już z fabryki.

Zacieki, niedomalowane miejsca, zgryzy – było tego na serio sporo, szczególnie we wnętrzu (maluch ma dużo odsłoniętych blach więc nie zakryje tego tapicerka). Wracając jednak do tematu – ponieważ nie mam zbytnio doświadczenia w lakierowaniu, tę radosną przygodę postanowiłem rozpocząć od drzwi i klap.

Wziąłem się więc do roboty – najpierw drzwi i pokrywę silnika oszlifowałem maszynowo. Musiałem zamówić również przedną klapę, ponieważ moja posiadała załamanie, którego za cholerę nie dałbym rady usunąć (wymagało by to masy szpachli bo znajdowało się nad wzmocnieniem i nawet po wyciągnięciu go zgrzewarką miałbym do wyrównania 40 cm falę na łuku).

205

Idąc dalej – ponieważ jest to tani Fiat, w wielu punktach znalazłem ogniska powierzchniowej korozji  – musiałem oszlifować je więc na ile tylko się dało, a następnie zabezpieczyć te punkty środkiem reagującym z rdzą:

206

Po ponownym oszlifowaniu na sucho na te punkty trafił podkład epoksydowy, a na całość – wypełniający akrylowy:

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Z maską miałem trochę więcej pracy, bo pochodziła ona z typowego szrotu – miała więc masę drobnych uszkodzeń „magazynowych”. Tutaj również zacząłem więc od szlifierki oscylacyjnej:

207

A następnie wyczyściłem zmywaczem resztki pofabrycznej konserwacji na spodzie:

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Tutaj również miałem sporo drobnych ognisk rdzy – w efekcie po zastosowaniu odrdzewiacza zdecydowałem się położyć na nią 2 warstwy podkładu reaktywnego:

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

i standardowo akrylowego, na który mogłem już bez stresu położyć szpachel (nie powinno się łączyć reaktywnego z epoksydowym, ani tym bardziej kłaść na niego szpachli):

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jak widać, akryl uwidocznił całą masę drobnych uszkodzeń i nierówności. Podkład (epoksyd i następnie akryl) otrzymała też między innymi tylna belka:

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Co dalej – Ponieważ na podkładzie wytrąciło mi się trochę odkurzu i pyłków, musiałem zeszlifować całość na mokro.

Podkład docierałem na mokro na twardym klocku dlatego udało mi się przy okazji wykryć jeszcze trochę nierówności do szpachlowania:

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Tutaj widać różnicę po wstępnym przejechaniu podkładu papierem 800 (po porządnym szlifie powierzchnia ma być totalnie gładka – bez mory):

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

I tutaj mały prentki tip dla początkujących „szlifierów”:

Podczas szlifowania na mokro wytraca się cała masa pyłu, który w kontakcie z wodą zamienia się w coś w rodzaju kleju. Można oczywiście co chwila przemywać papier i klocek albo polewać szlifowaną powierzchnię wodą. Warto jednak zaopatrzyć się w taką oto ściągaczkę do mycia okien (tutaj model na wypasie za 3,99 zł ):

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Idealnie nadaje się ona do usuwania wody i pyłu ze szlifowanej powierzchni (nie wspomnę już o tym jak bardzo satysfakcjonujące to uczucie :v). Po ściągnięciu wody i brudu od razu widać też, czy powierzchnia wymaga jeszcze dalszej masturbacji:

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Tu jeszcze jeden mały tip – do wiaderka z wodą do szlifowania na mokro dodaję zawsze odrobinę płynu do mycia naczyń. Dzięki temu już podczas szlifowania odtłuszczam powierzchnię. Po szlifowaniu całość wystarczy spłukać wodą, wysuszyć i przetrzeć zmywaczem silikonu (najlepiej przy użyciu niepylącego czyściwa lakierniczego).

Na potrzeby lakierowania przygotowałem też sobie takie oto mocowania:

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jest to o tle sprytne, że dzięki  temu nie muszę stosować stojaków lakierniczych (nie mam miejsca na ich przechowywanie więc to dla mnie wygodne), a w przeciwieństwie do podwieszania wszystkiego na sznurkach, nie mam miejsc, gdzie sznurek utrudniałby mi lakierowanie.

Poza tym w deseczkach wykonałem małe nacięcia sprawiające, że zaklinowany w nich element nie kręci się pod wpływem podmuchów powietrza:

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W wypadku klapy niedomalowany zostanie tylko 2 milimetrowy pasek ukryty pod zamkiem więc nie jest źle.

Co ważne – przed podwieszeniem deseczki potraktowałem bezbarwnym lakierem do drewna. Dzięki temu podczas malowania nie wytrącą się z nich jakieś pyłki i inny brud ;)

No i tak – do malowania musiałem porządnie przygotować garaż. To już jednak temat na osobny wpis więc powiem tylko w skrócie, że odkurzałem nawet sufit i ściany, wyniosłem wszelkie drobne elementy mogące zbierać brud (w tym nawet zegar z Tadeuszem), a podłogę wyłożyłem folią antystatyczną. Kiedy wszystko było gotowe, założyłem kombinezon i rękawiczki lateksowe i jeszcze raz przemyłem wszystko przy użyciu zmywacza i czyściwa bezpyłowego.

Na koniec wszystkie powierzchnie przeleciałem specjalną szmatką z klejem, która pozbierała to, co ominął zmywacz.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

O samym lakierowaniu powiem Wam więcej za niedługo bo to dość ciekawy temat i paru pożytecznych rzeczy udało mi się już nauczyć ;)

Dzisiaj pokażę Wam tylko jeden element, żebyście wiedzieli na jaki padło kolor. Pomarańcz odpuściłem ze względu na stopień trudności – wymagała białego podkładu, a sam lakier miał bardzo słabe krycie (zamówiłem 100 ml i robiłem próbki – masakra).

Wiecie o co chodzi – nie jestem lakiernikiem i nie dysponuję warunkami, żeby położyć taki lakier jak należy, a szkoda mi było zakończyć te kilkanaście miesięcy prac jakąś masakrą z zaciekami w tle.

Ostatecznie więc o pomoc w wyborze poprosiłem Izę. I teraz tak – ponieważ zaglądają tu przedstawiciele obu płci, a jak wiadomo kolor to dość specyficzny temat, informację o nim postanowiłem przygotować w dwóch wersjach. Pierwszą (przeznaczoną dla kobiet) przygotowała Iza. Drugą (dla mężczyzn) ja. Wygląda to tak.

Informacja o kolorze – wersja dla kobiet:

Jest to jasna, radosna i nieco kobieca zieleń wybrana z palety Fiata (nosi numer 454). Jest bardzo delikatna i podchodzi trochę pod turkus, jest też bardziej zgaszona niż typowa zieleń znana z elegantów. W połączeniu z szarym podkładem powinno to dać ciekawy, odrobinę pastelowy efekt (cytuję tu Izę, żeby nie było, że sam wymyśliłem takie dyrdymały).

Informacja o kolorze – wersja dla mężczyzn:

Opierdoliliśmy go na zielono.

Wyszło tak:

200

Wymaga jeszcze szlifu na mokro i polerki ale lakier kładłem w trzech dość grubych warstwach – jest zatem z czego zbierać ;)

I na koniec jeszcze ostatni temat – ponieważ z powodu schnących elementów nie mogłem za bardzo krzątać się po garażu, zabrałem się za przygotowanie stojącego przed domem nadwozia – okleiłem więc całość dookoła i położyłem baranek na pasie przednim, tylnym i progach:

penisen

penisen2pemosen6

Baranek będzie normalnie przykryty lakierem (raczej nie będę odcinał go potem na czarno) więc powinno to dać ładny, fabryczny efekt.

Teraz przygotowuję się do lakierowania nadwozia – jak tylko je ogarnę, przygotuję trochę grubszy wpis o tym jak nie lakierować samochodu w warunkach garażowych ;)

Na dzisiaj to tyle ;)

Pozdrawiam,

Tommy

 

Loading comments...