Przede wszystkich wybaczcie, że ostatnio na blogu pojawia się trochę mniej felietonów niż zwykle – żeby nie było, nie dobijam jeszcze do czterdziestki więc nie mam jakiegoś kryzysu twórczości jak Blogo. Po prostu nie dość, że wznowiłem dość intensywne treningi (ręka chyba w końcu się zrosła) to na dokładkę cały wolny czas cisnę obecnie w prentkiego Fiata 126.

W efekcie więc zwyczajnie brakuje mi czasu na pisanie.

Zasadniczo to właśnie ten projekt hamuje mi dokończenie już nie bordowej i rozpoczęcie prac przy wąskiej (o tym co znowu wymyśliłem powiem Wam za niedługo) dlatego liczę na to, że będziecie wyrozumiali.

 Żeby jednak nie było, że tak sobie tylko gadam i nic nie robię – jako dowód mam dla Was kolejną porcję zdjęć z odbudowy pomarańczy.

Tym razem z lakierowania.

Od początku więc – ponieważ mój garaż ma wymiary niewiele większe od typowego pudełka na buty, bałem się trochę lakierowania całościowego nadwozia. Przede wszystkim dlatego, bo system wentylacji, którym dysponuję nie jest tak wydajny, by wyciągać mi na bieżąco cały odkurz. Mam tylko jeden wentylator wyciągowy, dodatkowo obciążony bardzo grubym filtrem lakierniczym – w efekcie, kiedy maluję non-stop przez kilka minut, wnętrze garażu zaczyna przypominać mieszkanie Snoop Doga.

Widoczność to jednak nie największy problem – po prostu kiedy ilość lakieru w powietrzu będzie zbyt duża, a temperatura wynosi jakieś 25 stopni, zaczyna on wysychać i w formie proszku osiadać na świeżo polakierowanych powierzchniach.

A to oznacza polerowanie.

Bardzo dużo polerowania.

Polerowania jak stąd do tamtego drzewa i jeszcze w pi***

Mając tę świadomość postanowiłem podzielić lakierowanie budy na dwa etapy. Pierwszy, w którym zająłem się komorą silnika, bagażnikiem i wnętrzem oraz drugi – w którym lakierowałem całe nadwozie z zewnątrz.

Minus był taki, że musiałem dwukrotnie maskować całą budę ale i tak wolę to od smyrania każdego zakamarka papierem 2500…

Od początku więc – nadwozie z polakierowanymi komorami wyglądało tak:

DSC07571

Na podkładzie wyprowadziłem jeszcze ostatnie niedoróbki, które udało mi się wyłapać i zabrałem się za oklejanie:

Powiem tylko, że po godzinie miałem już takiego skilla, że mógłbym zawodowo składać te całe kamasutry czy inne tamagoczi (czy jak się tam nazywa to robienie łabondziów z serwetek).

Idąc dalej – z garażu usunąłem wszelkie „luźne’ elementy, a posadzkę zabezpieczyłem folią antystatyczną. Foliowa zasłona odgradza też część garażu, w której znajduje się stół i regały. W efekcie uzyskałem więc całkiem sensowną przestrzeń imitującą komorę lakierniczą.

Do lakierowania używałem pistoletu RP (moim zdaniem optymalny kompromis między HVLP, a typową „wysokociśnieniówką”).

Żeby lepiej doświetlić sobie dolne części nadwozia, w rogach garażu ustawiłem dodatkowo dwie lampy halogenowe ustawione pod kątem (cholernie ułatwiły mi zadanie przy dolewaniu progów czy dolnych części błotników i pasa).

Żeby jednak Was tu nie zanudzić – lakierowanie wyszło tak:

 

A tutaj już po rozklejeniu nadwozia:

 

Na całej budzie popełniłem tylko jeden, ok 2cm szerokości zaciek w okolicy bocznego, lewego kierunkowskazu (spokojnie do spolerowania metodą na szpachel – pokażę co i jak przy kolejnej okazji). Wszystko jest w miarę równomiernie dolane, cieszy mnie, że nie widać praktycznie żadnych słabiej/mocniej rozlanych miejsc.

Wydaje mi się, że wyszło całkiem nieźle jak na totalnego amatora i pierwsze w życiu lakierowanie nadwozia (nadal się dziwię, że w ogóle się na to porwałem).

Czego się jednak przy tym nauczyłem to moje.

Co fajne – na całości mam tylko kilka drobnych pyłków i ani jednej muszki czy innego robaka. Wyszło serio, serio bardzo nieźle (jestem z siebie dumny, żeby nie było bo spodziewałem się raczej przesyconej baranem i zaciekami katastrofy niż akceptowalnego efektu). Wkurzają mnie tylko nowe tylne błotniki bo mimo wielu godzin spędzonych na ich wyprowadzaniu pod podkład i tak widać jeszcze na nich lekkie zafalowania powierzchni (taka niestety jest jakość ich wykonania na prasie – tego już nie przeskoczę).

Dziś lakieruję jeszcze belkę tylną, śruby i podkładki drzwi i klap oraz kilka innych drobiazgów.

Jutro planuję ostatecznie zalać profile konserwacją, położyć zabezpieczenie i maty na podłogę we wnętrzu i (NARESZCIE KU&%*!!!) będę mógł zabrać się za składanie tego cuda do kupy.

Kolejne wieści na dniach.

Pozdrawiam,

Tommy

31 Komentarzy

  1. Grzechu 29 sierpnia 2016 o 14:13

    Hej.
    To nie jest projekt dla ciebie? Kto inny bedzie jezdzil tym wynalazkiem. Jak by powiedziala moja babcia musisz te osobe bardzo kochac jesli robisz taka kupe roboty:)
    Ja juz myslalem ze przerobisz na wieksza pojemnosc silnik podnoszac mu moc do jakis 50KM i zrobisz z niego niezlego sleepera:)
    Trzymam kciuki i czekam na ostateczna odslone.

    1. Tommy 29 sierpnia 2016 o 14:31

      To samochód dla nieco dalszej kuzynki z Monachium ;)

      Kiedyś podczas spotkania rodzinnego wypaliła, że chciałaby mieć takiego maluszka i razem z Izą doszliśmy do wniosku, że możemy w sumie jej takiego zbudować (ja nauczę się czegoś nowego, a ona dostanie pewne, fajne autko). No i tak poszło.

      Ten zostanie w serii, ale kiedy tylko pojedzie w świat, ja biorę się za wąską, której do serii będzie baaardzo daleko ;)

  2. Rojó 29 sierpnia 2016 o 15:06

    Powiem tak: albo ktoś tu przewiduje przyszłość, albo Matrix się zepsuł.
    Chodzi o to, że moja dziewczyna akurat teraz robi prawo jazdy i powiedziałem, że jako mała i słodka istotka zasługuje na mały i słodki samochodzik. Dlatego też stwierdziłem, że kupimy jej malucha. Zgodziła się, pod warunkiem, że będzie błękitny i nazwie go właśnie „błękitek”.
    Dwa dni po tych ustaleniach prentki przemalował malucha na kolor jasnoniebieski. :)))))

    A tak BTW to fajnie CI wyszło, z tym, że mi się kolor pomarańczowy podobał bardziej. ;) Przyznaj się, kto wybierał kolor :)

    1. Tommy 29 sierpnia 2016 o 15:21

      Prentki na bieżąco z najnowszymi trendami :v

      Ja rozróżniam tylko 16 kolorów więc tutaj zdałem się na Izę (dla mnie to zielony :v ).

    2. Kensey 29 sierpnia 2016 o 15:24

      Nie kupił bym swojej dziewczynie Malucha ;) i to świeżo po zdaniu prawa jazdy… Sorki, ale ten samochód ma strefę zgniotu na tylnej kanapie… wolałbym jej kupić czołg :)

      1. Tommy 29 sierpnia 2016 o 15:27

        Tu masz sporo racji. Myślę, jednak, że po roku czy dwóch spełni się idealnie jako stylowe piździdełko do jazdy po centrum ;)

        1. Kensey 29 sierpnia 2016 o 15:29

          No tak :) – żeby nie było – nie hejtuje Malczana i nie chce mu nic ujmować.. ale akurat ja mam takie podejście, że spałbym spokojniej gdyby to moja kobieta taranowała „przeszkody” a nie była taranowana :)

          1. Tommy 29 sierpnia 2016 o 15:31

            W tej kwestii w 100% się z Tobą zgadzam ;)

            1. Rojó 30 sierpnia 2016 o 19:06

              To o maluchu to był oczywiście żart. Prawdopodobnie skończy się na jakimś seacie albo hondzie. Swoją drogą nie popieram kupowania dziewczynom SUV-ów rozmiaru Hong-kongu. Okej, można w tym przetrwać zderzenie czołowe z TIR’em, ale (szczególnie jeżeli taka kobieta jest świeżo po zdaniu prawka, bądź w ogóle nie potrafi prowadzić) niech ktoś pomyśli o innych użytkownikach ruchu. Nie raz nie dwa minąłem się z taką damulką na grubość lakieru bo po prostu nie wiedziała biedna, jak długi ma samochód i czy zmieści się przy wymijaniu bądź przepychaniu się w korku.

              1. jonas 31 sierpnia 2016 o 21:17

                Z małych i śmiesznych jest oczywista oczywistość, czyli Fiat 500 (niestety, ten lepszy silnik 1.4 został zakazany od któregoś tam roku, bo zabijał małe foczki i truł delfinki), są nawet takie wersje z faltdachem, takim szmacianym znaczy, bodajże nazywają to 500C.
                No i z bardziej zwykłych Citroen C2 (zdarzają się wersje VTR czy tam VTS), Ford Ka (ten nowszy, na Fiacie 500), Kia Picanto (chociaż twarzyczkę ma raczej niewyjściową, ale z drugiej strony diabła zje, kto zrozumie kobiety), Hyundai Getz (stylistycznie pogrzeb niemieckiego księgowego w listopadzie, ale wychodziły różne niebanalne kolory, błękitny też), Toyota Yaris z tym śmiesznym wyświetlaczem na środku konsoli, Peugeot 206, coś tam jeszcze by się znalazło.
                126p jako pojazd użytkowy to słaby pomysł. Nie miałem, ale kumple w średniej szkole mieli. Trochę przypominały motorowery serii Komar Bandit Ultimate Speed Series – trzy dni grzebania, dwie godziny jeżdżenia. Jako lansowóz można, ale tylko jak jest ciepło, w Maluchu ogrzewanie jest raczej symboliczne.

                Strefa zgniotu najlepsza jest w Kamazie, który ma w rzyci wasze gwiazdki NCAP. No ale Kamazem trudno się po mieście wykręca i trzeba godzinę go trzymać na jałowych, żeby się pneumatyka hamulców napompowała. Sąsiedzi na pewno uwielbiają łomot rozgrzewanego diesla w Kamazie o poranku.

  3. car hire katowice 29 sierpnia 2016 o 15:59

    Bardzo ciekawa maszyna ;) Stylowe piździdełko zdecydowanie ^^

  4. Grzegorz 29 sierpnia 2016 o 19:37

    Powiedz mi, ile zeszło Ci lakieru na to? :)

    1. Tommy 30 sierpnia 2016 o 07:27

      Mniej więcej 2,5l lakieru 2:1 (czyli jakieś 4l gotowego, „rozrobionego” lakieru)

  5. peter 29 sierpnia 2016 o 21:07

    W akrylu malowałeś czy baza plus clear?

    1. Tommy 30 sierpnia 2016 o 07:28

      Akryl – tak jak w oryginale (z tym, że wybrałem najdroższy lakier i dodatki z dostępnej linii bo jest to zdecydowanie lepiej odporne na słońce i fajniej się rozlewa)

      1. filip 2 lutego 2019 o 21:07

        Witam. Czy pamietasz jaki użyłeś lakier? jaki porducent i kod koloru? pozdrawiam

        1. Prentki 3 lutego 2019 o 14:41

          To oryginalny kolor ze 126 FL – 454 Verde. Różnica jest taka, że ja położyłem go na biały podkład (fabrycznie idzie chyba na szary, przez co jest mniej żywy)

  6. Sebastian 29 sierpnia 2016 o 22:47

    Świetna robota :)
    Powiedz mi, jak sobie poradziłeś z malowaniem bagażnika, a dokładniej tej wnęki przy pasie?
    Niedługo czeka mnie taka sama robota, również powołałem się na to jako amator, może jakieś rady? :)

    1. Tommy 30 sierpnia 2016 o 07:32

      Użyłem małego pistoletu HVLP (kupiłem za 60zł) i te najbardziej chooyowe miejsca malowałem z odpiętym od przewodu manometrem i filtrem odwadniającym (dzięki temu pod pistoletem nie miałem sztywnych, sporych rozmiarów elementów i mogłem lepiej się nim gimnastykować w zakamarkach).

      Do tego po zalaniu pojemniczka lakierem (tak do połowy – nie więcej, żeby się nie przelewał) okleiłem połączenie z pokrywką szaroką taśmą papierową (właśnie na wypadek gdybym przy mocnym przechyleniu miał coś niechcący wylać.

      Dzięki temu mogłem malować trzymając pistolet w dowolnej płaszczyźnie :)

      1. Sebastian 30 sierpnia 2016 o 19:49

        Jaki model tego pistoletu? Jak sprawdzony to może też zakupię tylko do tych miejsc :)

        1. Tommy 31 sierpnia 2016 o 07:18

          Typowy no-name z allegro (jakiś niebieski) ;)

          1. Sebastian 31 sierpnia 2016 o 12:22

            Ok, dzięki, jakoś za miesiąc może pochwalę się jak mi poszło ;)

  7. sova 30 sierpnia 2016 o 10:37

    świetny ten kolorek jest, mój pierwszy maluszek był w tym kolorze :) świetny wybór i świetna robota!

  8. Blogomotive 30 sierpnia 2016 o 17:37

    Ty, jak będziesz w Wwie to daj znać – coś nakręcimy, zrobisz u mnie cameo i może wtedy przestaniesz marudzić.

    1. Tommy 31 sierpnia 2016 o 07:24

      Ja nie marudzę – po prostu droczę się i przy okazji sprawdzam, czy w ogóle tu zaglądasz ;)

  9. JBS 30 sierpnia 2016 o 20:08

    Powiedz coś wiecej o lakierze.Wszyscy namawiają mnie na malowanie baza -bezbarwny ,a ja chciałem właśnie akryl .Tylko nie wiem jaka firmę wybrać aby dawało sobie rade ze słońcem i nie rysował się od patrzenia na niego . A malczan fajny miałem kiedyś 82 rocznik.

    1. Tommy 31 sierpnia 2016 o 07:29

      Generalnie metallic będzie na pewno trwalszy (kolor jest chroniony przed słońcem i rysami za pomocą bezbarwnej powłoki). z drugiej strony – jego położenie w garażowych warunkach jest (przynajmniej moim zdaniem) znacznie trudniejsze. Szczególnie jeśli chodzi o całościówkę gdzie będziesz miał masę pyłu w powietrzu i każda wada i pyłek, które znajdą się pod klarem zostaną tam już na amen (przy akrylu można sporo poprawić polerką)

      Przy akrylach trzeba unikać koloru czerwonego (najmocniej chyba płowieje na słońcu) i nie oszczędzać na rozpuszczalnikach i utwardzaczu. Sporo ludzi działa tak, że kupuje sam lakier i dla oszczędności miesza go z tanim, uniwersalnym utwardzaczem – a on ma duży udział właśnie w procesie płowienia lakieru od promieni uv.

      Jeśli chodzi o producenta lakieru to chyba nie ma tu dużego znaczenia co wybierzesz – byle całość była w jednym systemie i z dobrej (droższej) linii.

  10. JBS 31 sierpnia 2016 o 12:49

    Własnie boje sie że lakiernik dobierze jakiś fajny akryl (bo o to go prosiłem),a potem spaprze go jakims tanim utwardzaczem.Osobiście wole dołożyć parę groszy i mieć pewność ze zrobiłem co mogłem aby lakier był jak najlepszy. Dowiadywałem sie wstępnie ,akryl taki z wyższej półki parę groszy jednak kosztuje kosztuje. Ale całego auta nie maluje się co roku.
    Pozdrawiam

    1. Tommy 31 sierpnia 2016 o 12:53

      Wiesz – kiedy weźmiesz pod uwagę, że wpierdzieliło się w blacharkę i przygotowanie x roboczogodzin, kasy i masę serca, to nagle te 200-300zł więcej za porządny lakier przestaje mieć aż takie znaczenie ;)

  11. Wulkanista.pl 16 września 2016 o 21:39

    Woow, ja odrestaurowuje teraz Babette, wrzucę fotki jak skończę. Mój motocykl a właściwie skuter czy motorower ma prawie 50 lat. Jestem na etapie chromowania szprych.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany.