Zawsze zastanawiało mnie co takiego jest w stożkowym filtrze powietrza, że każdy szanujący się facet chce go mieć w swoim samochodzie.

Nie ma kształtu inspirowanego cyckami, nie pachnie piwem ani nie można dzięki niemu namówić dwóch koleżanek do walki w kisielu. A mimo to nieomal każdy facet na jego widok dostaje wypieków na twarzy.

Kiedy zobaczycie na forum jakikolwiek temat dotyczący tuningu silnika, którego tuning nie ma absolutnie żadnego sensu i przypomina próbę zbudowania rakiety balistycznej z kawałka mrożonego indyka, założę się, że na pierwszym miejscu listy modyfikacji znajdziecie stożek.

Zastanawiające jest, że istnieje banda idiotów, która myśli, że filtrem stożkowym z allegro za trzydzieści złotych poprawi charakterystykę silnika, nad którego fabrycznym układem dolotowym pracował przez pół roku sztab inżynierów i specjalistów z kierownikiem projektu o imieniu Bob.

Pomyślcie sami – opracowanie działającego i efektywnego układu dolotowego, w którym uwzględniono wiele efektów takich jak zawirowania powietrza, ciśnienie, rezonans i wiele innych czynników musi kosztować majątek. Zapewne też nie jest zbyt proste bo w przeciwnym wypadku Hyundai miałby silniki, które podczas dodawania gazu nie brzmią jak umierający astmatyk z patelnią do naleśników wbitą między żebra…

Trzeba więc do tego sporą grupę ludzi, którzy śmieją się z dowcipów o całkowaniu, i sypiają w przyciasnej pidżamie w zielone smoki.

Tymczasem jakiś właściciel Hondy civic z Sosnowca uważa, że filtr stożkowy, który zaprojektował chińczyk mający biurko, linijkę i parę spodni będzie działał lepiej niż dzieło wielu godzin pracy wspominanego sztabu  absolwentów politechniki chodzących w białych fartuchach po sterylnym laboratorium z mnóstwem migających diodek i guziczków.

Jeśli ktoś wierzy w takie rzeczy to zapewne wysyła też puste SMS-y u Zbyszka Chajzera i kupuje lecznicze poduszki zrobione z włosów łonowych jeża albo futra z łososia.

Odnośnie Hondy to w ogóle jest ciekawe zjawisko. Zatrważająca ich część ma ten sam problem z właścicielami co np. BMW czy ople Calibra – po prostu trafiają na idiotów.

Jednak w przeciwieństwie do BMW ich właściciele to goście z pryszczami na twarzy, którzy kupują civica, wkładają do niego stożek i wydech a’la mugen z allegro, które zabierają silnikowi jakieś piętnaście koni mechanicznych po czym rozbijają się po forach motoryzacyjnych jako „eksperci od modyfikacji mechanicznych wysokoobrotowych silników benzynowych”.

Hondy same w sobie są cholernie szybkie, a taki idiota uważa, że ma szybki wóz bo jest genialnym tunerem i zainstalował stożek. Wieczorami uczył się na pamięć regułki z pudełka po filtrze, która mówiła coś o momencie obrotowym i mocy, a potem bajerował nią laski na imprezach motoryzacyjnych.

Dajcie mi strzelbę.

Ale wracając do tematu stożków – oczywiście zdaję sobie sprawę, że istnieją dedykowane układy dolotowe do poszczególnych silników. I chwała ludziom, którzy kupują je i instalują do swoich samochodów. Tutaj jednak istnieje podstawowy filtr w postaci ceny.

Prawdziwy tuner nie kupi zestawu K&N za siedemset złotych, ponieważ kupi stożek za czterdzieści, wydech za sto dwadzieścia, a resztę przećpie w pobliskiej dyskotece do której dziewczyny zamiast majtek noszą tarczę strzelniczą.

Chwała bogu, że przerzucają się oni na modyfikacje silników turbodoładowanych i zaczynają „tuningować” golfy i seaty TDI kupując chipy na allegro.

Przynajmniej japońskie klasyki mają szansę złapać trochę oddechu…

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany.