Prentki Blog Motoryzacyjny - Kołpak – najlepszy przyjaciel człowieka - Prentki Blog Motoryzacyjny
284
post-template-default,single,single-post,postid-284,single-format-standard,no_animation,essb-7.4

Kołpak – najlepszy przyjaciel człowieka

Fakt – nie miałem się już do czego przypierdolić…

Istnieje pewna grupa osób, która uważa, że najlepszym sposobem na ukrycie pordzewiałych, zimowych felg jest założenie na nie poradzieckich kołpaków mających z estetyką tyle wspólnego co przygruby labrador z maszynką do zabijania rodem z horrorów.

Część preferuje kołpaki klasyczne (czytaj: mają ten sam komplet od 25 lat i zdejmują go przed sprzedażą samochodu, aby założyć je do następnego), część woli rozwiązania nowoczesne (tanie wynalazki chińskiego przemysłu wprost z marketu), a część nawet nie wie, że ma na aucie kołpaki, bo od czasu jego zakupu, jakieś 3 lata temu, nie zdążyła go nawet jeszcze umyć…

Kołpak sprzed 15 lat ma rant wyszczerbiony bardziej niż uśmiech zagorzałego fana Arkii Gdynia i plenerowych spotkań kibiców, a warstwa lakieru (która ponoć go pokrywała) ulotniła się gdzieś w okolicach średniowiecza i pierwszych wypraw krzyżowych. Co z tego, skoro kołpak nadal się trzyma i przynajmniej po części zasłania te resztki niedognitego metalu, który kiedyś najprawdopodobniej był felgą – póki się trzyma, nie zdejmujemy!

Grupa fanów tego rozwiązania znana jest również z mocowania zderzaków sznurkiem do prania i malowania elementów karoserii farbą olejną do ścian (bo akurat trochę zostało w piwnicy, a na drzwiach jakaś rdza wyszła…)

Są w tej grupie osobnicy, którzy poszukują brakujących w komplecie kołpaków, spacerując wokół sanatoriów i przeczesując okoliczne krzaki (a nuż jakiś mistrz zgubił taki sam wzór). Lubują się oni również w staropolskiej, narodowej zabawie znanej jako „podpierdziel krajanowi” i penetrują osiedlowe parkingi w poszukiwaniu chętnych do tej jakże ciekawej inicjatywy. Osobnik, który zostanie pozbawiony swojego kołpaka staje się „berkiem” i teraz to on musi szukać brakującego kołpaka po osiedlu.

Druga grupa preferuje kołpaki nowe, błyszczące, pachnące, kolorowe i niesamowicie brzydkie. Kołpak niejednokrotnie jest lepiej utrzymany niż sam samochód, a jego plastikowe wyżłobienia imitujące śruby są powodem dumy i radości jakże niezrównoważonego psychicznie właściciela. Kolory są dowolne – od czerni, przez srebrny po odmiany białe, czerwone i absolutny hit – kołpaki imitujące nawiercane tarcze hamulcowe (nawet nie chcę wiedzieć co za debil to wymyślił).

Ludzie, którzy zakładają te kołpaki są również znani z zabezpieczania ich do felgi sznurkiem lub szybkozłączkami i można zakładać, że na pasach mają zamszowe nakładki z napisem ‚sport’ (zawierającym czasem kilka błędów ortograficznych), na fotelach pokrowce tuningowe z płomieniami, a w szafce w kuchni kilogram młodych ziemniaków i butelkę octu.

Kolejna grupa osób to fani fabrycznych kołpaków montowanych jeszcze w salonie – ich akurat jestem w stanie zrozumieć, gdyż kołpak zaprojektowany przez grupę stylistów mających odpowiednią wiedzę, doświadczenie i zmysł estetyki wygląda niejednokrotnie lepiej niż połowa chińskich alufelg sprzedawanych na allegro.

Druga rzecz, że kupując samochód w salonie za te kołpaki zapłacili pewnie z 500 zł ekstra, plus jakieś 200 zł za „usługę montażu”.

Gdybym to ja wydał tyle za komplet kołpaków to zapewne jeszcze moje pra pra wnuki trzymałyby je w szafie jako skarb rodzinny po tym dziwnym dziadku. Fabryczne kołpaki często można spotkać na srebrnych vw passatach albo starszych modelach forda.

Są jeszcze ludzie, którzy zamiast maskować felgi kołpakami, odnawiają je aby uzyskały nieomal fabryczny blask. Najmodniejsza jest oczywiście klasyczna czerń w kilku wariantach (mat, półmat etc.) oraz srebrna perła. Chwała za takich zboczeńców, którym nie chce się iść na łatwiznę.

Gdybym nawet założył do samochodu kołpaki, nie doprowadzając wcześniej felg do wzorowego stanu, to chyba nie mógł bym spać po nocach. Takie zboczenie. Nic nie poradzę… Fajnie widzieć na ulicy jakiegoś innego zboczeńca, który w nie najnowszym już polo ma pięknie odnowione stalówki. Samochód nie jest już nowy, a mimo to wyróżnia się z tłumu i bardzo dużo mówi o swoim właścicielu.

Jakiś czas temu, pewna znana kobieta z TV powiedziała, że ocenia facetów po butach – ceni sobie nie najnowsze, ale dobrze utrzymane i czyste buty. Taki gość od razu na starcie ma u niej dużego plusa, bo to mówi wiele o jego osobowości.

Początkowo uważałem to podejście za fanaberię.

Dzisiaj w pełni rozumiem jej podejście…


1 Komentarze
  • ola - 22 sierpnia, 2014

    czytając to stwierdzam dwa fakty jesteś pasjonatem albo świrem, raczej to pierwsze

Prentki to taki internetowy, pełen starych samochodów garaż ze starym kalendarzem z gołą babą wiszącym na drzwiach. Prentki to styl życia. To tysiące pokonanych kilometrów, noce zarwane w garażu, wymienione silniki, nieplanowane poślizgi i pourywane zawieszenia – cała ta pasja, która płynie w moich żyłach, przelana na internetowy blog robiony tak zwyczajnie – po mojemu. Sam praktycznie mieszkam w garażu (tak przynajmniej twierdzi Iza), pałam chorą miłością do manualnych skrzyń biegów, uwielbiam również komiksy z serii Dragon Ball oraz chrupki bekonowe (najlepsze!). Sporo czasu spędzam na zlokalizowanej na poddaszu siłowni gdzie kilka razy w tygodniu bez specjalnego zamysłu przekładam z miejsca na miejsce różne ciężkie rzeczy. Oprócz tego sporo czytam, biegam po górach, eksploruję jaskinie, unikam golenia, trochę gotuję i okazjonalnie śpiewam pod prysznicem piosenki Sinatry. To właśnie ja i moje miejsce w sieci.