Doszedłem do wniosku, że ostatnimi czasy zbyt wiele uwagi poświęcam w swoich felietonach samochodom marki BMW. Owszem – już wcześniej dało się dostrzec, że nie jestem w tych kwestiach bezstronny, ale dopóki panował sezon na kabriolety to jakoś się hamowałem i od czasu do czasu pisałem przynajmniej o Fordach.

Ale teraz escort stoi pod cieplutkim pokrowcem i czeka na wiosnę*
(jeśli aura się utrzyma to w przyszłym tygodniu mam zamiar założyć hawajską koszulę, zrzucić dach i wybrać się nim jeszcze po choinkę pod pobliskie centrum handlowe).

Ale wracając do sedna – biję się w pierś i aby podkreślić obiektywny i niezależny charakter tego bloga postanowiłem poświęcić więcej uwagi również tym producentom, którzy do tej pory stanowili na prentkim swego rodzaju blogowy odpowiednik białoruskiej opozycji. Tak, tak – bardzo dobrze myślicie…

Znów będzie o Hyundaiu.

I to Hyundaiu nie byle jakim, ponieważ chodzi o mój ulubiony model jakim jest bezapelacyjnie PONY IV generacji. A zatem aby potwierdzić moje bezstronne i w pełni obiektywne podejście przygotowałem nawet pewien plakat promujący owy model i kampanię pod chwytliwym tytułem

„Prentki tydzień miłości do Hyundaia”

A zatem… Kim, czy mogę Cię prosić?

Dziękuję Kim – oto plakat promujący tę akcję:

 

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany.