Masz do wyboru 3 opcje:

Opcja numer 1:

Wchodzisz do baru wykopując drzwi lewym butem. Błyskawicznie chwytasz butelkę tequili stojącą na stoliku i rozbijasz ją na głowie największego osiłka, jakiego wypatrzyłeś wśród bywalców. Następnie pewnym i zdecydowanym krokiem podchodzisz do ślicznotki siedzącej przy barze, chwytasz ją za szkuty (te na głowie) po czym zaciągasz do swojego mieszkania.

Opcja numer 2:

Wchodzisz do baru, a następnie idziesz prosto między stolikami. Idziesz, idziesz, idziesz, a potem idziesz jeszcze kawałek, po czym idziesz dalej do momentu, gdzie idąc prosto, idziesz bezpośrednio w stronę baru. Potem idziesz już tylko kawałek prosto. Na końcu przy barze stoi ślicznotka, którą bierzesz pod ramię i idziecie razem (tym razem krócej) do Twojego mieszkania.

Opcja numer 3:

Pada deszcz. W barze otwierają się drzwi, a Ty w strugach deszczu, wolnym krokiem wchodzisz do środka. Wszyscy obecni zamierają w bezruchu spoglądając na Ciebie. Pewnym ruchem zdejmujesz ociekający deszczem kapelusz i rozglądasz się po wnętrzu. Na twarzy naznaczonej dwudniowym zarostem pojawia się dyskretny uśmiech, gdy dostrzegasz ślicznotkę w czerwieni siedzącą przy barze. Ruszasz powolnym krokiem przed siebie, zdecydowanym gestem wskazując na kapelę, by zaczęła grać. Stary czarny gość w smokingu sięga po saksofon i zaczyna wyznaczać rytm, a po chwili dołączają do niego pozostali muzycy. W powietrzu rozchodzi się „Chambermaid swing”, zapach cygar oraz dobrej whiskey. Podchodzisz do kobiety przy barze i podjąć jej dłoń zaglądasz głęboko w jej ciemne oczy. Ona po chwili wahania odstawia drinka i powoli przytula się do Ciebie. Zaczynacie tańczyć, a cały bar w ciszy się Wam przygląda. Płynne ruchy rozcinają powietrze przesycone dymem i dobrą muzyką, a kolejne kroki niczym rzeka rozpływają się między stolikami. Szybkim obrotem porywasz ją w talii w kierunku wyjścia po drodze zabierając szybkim ruchem jej płaszcz. Barkiem otwierasz drzwi i nakładając płaszcz na jej ramiona prowadzisz ją do taksówki. W świetle latarni żółta taksówka odjeżdża w mrok aż czerwone punkty znikając w strugach rzęsistego deszczu…

Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że to nie ma nic wspólnego z tematyką tego bloga.

A jednak ma (tutaj należy dodać szydercze ha ha).

Ostatnio sporo mówi się o inwestycjach, rozbudowach, przebudowach, zabudowach, odbudowach, cenach gazu i tym, że marchewka jest zdrowa. Panowie w pomarańczowych kamizelkach budują nowe drogi, które potem reklamuje ten wysoki gość z „Mam talent” razem z przyrodnią siostrą Dody. Aż chciałoby się przytoczyć sielankową reklamę Almette z małą dziewczynką o blond loczkach biegającą po łące. Tutaj jednak zamiast dziewczynki mamy czarnego jaguara, a serek zamienił się w równy jak stół asfalt.

Co to ma do kobiety przy barze? Wystarczy sobie wyobrazić, że jest ona celem naszej podróży…

Jeśli wybrałeś pierwszą opcję, to zapewne jesteś właścicielem dwudziestopięcio letniego golfa drugiej generacji obwieszonego wytworami chińskiego przemysłu plastikowego, który na drodze łamie prawa fizyki (najpierw go słychać, potem widać). Lubisz jazdę po mieście, bo tam, z powodu krótkiej jedynki masz szansę złoić od czasu do czasu jakieś seicento w starcie spod świateł. Na drodze szarżujesz, gaz traktujesz jako przycisk on/off i od roku wozisz w bagażniku rzeczy i resztki jedzenia, o których istnieniu nie miałeś pojęcia (jeszcze z miesiąc w rozgrzanym kufrze, a włamią Ci się w nocy do domu, po czym wyniosą telewizor i kota).

Jeśli wybrałeś opcję numer dwa, to pasujesz do profilu 40 letniego doradcy finansowego, który jeździ dwuletnią KIA w ciemnozielonym kolorze i przypina kołpaki tyrtytkami, żeby nie ukradli ich pod sklepem. Co niedzielę jeździ z rodziną do marketu pod miastem po makaron, chleb i kefir. Zawsze nosi koszulę wpuszczoną w spodnie, a przed domem ma wbite wzdłuż chodnika lampy solarne z TV marketu.

Opcja numer trzy wskazuje na człowieka, który jeździ starym (prawdopodobnie tylnonapędowym) samochodem, o historii burzliwej jak losy stanowiska prezesa NBP. Lubi pizzę z salami, w garażu ma więcej części niż niejeden oddział Intercarsu a połową noży z kuchennego zestawu rozkręcał gaźniki i inne pierdoły gdy nie chciało mu się iść po walizkę z narzędziami. Rozrzuca ciuchy po całym domu, śpi na brzuchu i chodzi zawsze z lekkim zarostem bo traktuje golenie jako czynność zbyt monotonną i bezsensowną jak decyzja o wpuszczeniu TEDE do telewizji motoryzacyjnej.

Wiadomo, że świat idzie do przodu. Rosną nowe domy, parki, centra handlowe itd itp. Zdecydowana większość kierowców cieszy się, że powstają nowe, szerokie i równe drogi.

A ja nie.

Prosta droga jest zabójstwem dla dobrych samochodów. Jest nudna, prosta i przewidywalna do granic przyzwoitości. Możesz wejść do tego baru i zdobyć bez problemu to czego pragniesz, ale gdzie wtedy cała zabawa?

Gdzie ta niepewność, wyzwanie, radość?

Wyjechanie BMW e28 na drogę Bielsko-Cieszyn jest równie emocjonujące co wypuszczenie na ring Najmana i Jacykowa.

Niby to ekscytujące i ciekawe połączenie, ale po 2 minutach oglądania okaże się, że Najman musi osłaniać tyły i boi się dotknąć przeciwnika, a Jacykow nie bije, bo dopiero co robił paznokcie. Kolejne 10 rund nie zaskoczy Cię niczym nowym i nie wywoła u Ciebie niemal żadnych emocji. Będzie wyprute z nieprzewidywalności i walki. Z siły, potu i eksplozji testosteronu.

A pomyśl sobie o zmysłowym walcu na dwa pasy, na górskiej, tonącej w porannej rosie drodze. O zakrętach tonących w mroku i promieniach słońca rozcinających szpalery otulonych mgłą drzew. O pokonywanych lekkimi poślizgami łukach opadających w dół czarną, chłodną wstęgą… O cichym pomruku rzędowego silnika gotowym zmienić się nieokrzesany ryk, gdy tylko zakręt zacznie otwierać się na kolejną prostą… O chłodnym dotyku skórzanej gałki zmiany biegów czekającej tylko na kolejną redukcję z przegazowaniem…

Prawdziwy samochód potrzebuje starych dróg równie bardzo,co stary Grizzly ciemnych lasów i lodowatych strumieni pełnych ryb… Może żyć w nowym, betonowym zoo, ale całe jego życie traci wtedy sens.

Pomyśl o tym gdy będziesz planował następną trasę.

1 Komentarz

  1. Arek 11 lipca 2016 o 20:34

    Naprawdę dobry wpis, wszedłem na niego przypadkiem i fajnie się go czyta, ja wybrałem pierwszą opcje chociaż z interpretacją bym się nie zgodził, nie mam starego golfa i nie lubię tandety. Ale mam trochę instynktu pierwotnego mężczyzny w sobie.

    Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany.