Prentki Blog Motoryzacyjny - #postępyRobię - Poradnik i konkurs na antymoto.com - Prentki Blog Motoryzacyjny
4826
post-template-default,single,single-post,postid-4826,single-format-standard,no_animation,essb-7.4

#postępyRobię – Poradnik i konkurs na antymoto.com

Ponieważ od kilku tygodni Sandra w zasadzie nie rusza się od swojego komputera (chodzą głosy, że ma nawet zamontowaną przy biurku kroplówkę podającą dożylnie espresso i zmielone sznikersy), Niecodzienny Poradnik Bezpiecznej Jazdy jest już praktycznie na ukończeniu.

Oprócz mnie do poradnika dorzuciło się też oczywiście kilku innych blogerów oraz sam Michał Kościuszko – każdy z nas opracował swój rozdział i w sumie kiedy tak przeglądam sobie wersję pre-pre-pre coś tam (którą jak nietrudno się domyślić dostałem mailem od Sandry) to wydaje mi się, że wyszło to nawet całkiem fajnie.

Szczególnie, że mój ostatni wkład w jakąkolwiek pracę zbiorową skończył się zniszczoną scenografią na szkolnym przedstawieniu o śpiewającym ogórku i tańczącym rabarbarze.

O co jednak chodzi – w najbliższych tygodniach będziemy po kolei publikowali na swoich blogach fragmenty poradnika, które przygotowaliśmy (ja wypadam chyba gdzieś w drugiej połowie lutego jakby ktoś bardzo chciał wiedzieć).

Wy zaś będziecie mogli zgarnąć z tej okazji trochę całkiem fajnych nagród.

I teraz tak – na pierwszy ogień idzie dzieło Leniwca czyli Marcina z antymoto.com. Temat? Komunikacja na drodze, czyli mówiąc w dużym uproszczeniu o tym dlaczego gdy kobieta włącza wycieraczki, powinniśmy spodziewać się, że zaraz będzie skręcać.

Temat z pozoru może wydawać się banalny, ale wierzcie mi, że jest sporo błędów, które popełniamy nie zdając sobie często z tego sprawy. Dla przykładu powiem Wam co zaobserwowałem jakiś czas temu kiedy jechałem sobie na prawym fotelu ze znajomym, który jak mi się zdaje swoje prawo jady znalazł w opakowaniu chrupek o smaku cebuli i sera.

Jechaliśmy sobie lewym pasem (który co ważne, kilkaset metrów dalej kończył się lewoskrętem – pragnąc dalej jechać prosto trzeba było dostać się na prawy). Na prawym pasie znajdowały się wtedy sunące z prędkością schodzącego paznokcia Toyoty Yaris ze znaczkiem „L” (dla urozmaicenia przeplatane co jakiś czas zielonym Matizem z naklejką inwalidy na tylnej szybie).

I teraz sedno akcji.

Mój znajomy świadom najwyraźniej faktu, że za niedługo ta jego prosta Mulsanne się skończy przybrał przygarbioną, posępną pozę i całą swą uwagę skupił na lusterku pasażera, które ja – złożony na pół i wciśnięty w wąską szczelinę pomiędzy deską, a oparciem fotela (powód – niedziałająca regulacja) skutecznie mu zasłaniałem.

Po prostu chciał „wbić” się jakoś na prawy pas.

Ponieważ jednak sunął nim wspomniany, niekończący się czerwono-zielony sznur Toyot i Matizów, udało mu się to dopiero gdy mając na liczniku jakiś milion kilometrów na godzinę znajdował się zaledwie cztery centymetry od tylnego zderzaka stojącej na końcu lewego pasa ciężarówki.

Wydaje mi się, że chyba nawet narobiłem wtedy w spodnie ale jestem pewien, bo siedząc z kolanami na wysokości czoła, czucie w dolnej części ciała straciłem jakieś pół godziny wcześniej.

Do czego jednak zmierzam – mój znajomy na prawy pas chciał dostać się na odcinku o długości dobrych 200 metrów, a mimo to prawy kierunkowskaz włączył dopiero w chwili, kiedy prawie wbiliśmy się pod starego DAF-a.

Kierunkowskaz nie sygnalizował zamiaru zmiany pasa, a jedynie sam moment, kiedy ta zmiana miała miejsce.

Łącznie jakieś pół nanosekundy.

Przy czym przez cały czas mój kolega psioczył, że nikt na prawym pasie nie robi mu miejsca. Zacząłem zastanawiać się wtedy od kiedy to na egzaminach na prawo jazdy zaczęli wymagać zdolności parapsychologicznych i zaawansowanej telepatii. Kiedy jednak przyjrzałem się jak jeżdżą inni kierowcy, zauważyłem, że mój znajomy wcale nie był w takim sposobie jazdy odosobniony. Ba – przyłapałem się na tym, że sam czasem tak robię!

A to przecież tylko jeden z wielu przykładów zaburzeń w drogowej komunikacji.

Żeby jednak nie odbiegać zbytnio od tematu – na antymoto możecie sobie na spokojnie przeczytać cały rozdział, który docelowo znajdzie się też w pełnej wersji poradnika. Możecie też spróbować swoich sił w konkursie (do zgarnięcia między innymi kurs w szkole jazdy Michała Kościuszko więc myślę że warto).

Wszystko znajdziecie tutaj.

Pozdrawiam,

Tommy


20 Komentarze

Prentki to taki internetowy, pełen starych samochodów garaż ze starym kalendarzem z gołą babą wiszącym na drzwiach. Prentki to styl życia. To tysiące pokonanych kilometrów, noce zarwane w garażu, wymienione silniki, nieplanowane poślizgi i pourywane zawieszenia – cała ta pasja, która płynie w moich żyłach, przelana na internetowy blog robiony tak zwyczajnie – po mojemu. Sam praktycznie mieszkam w garażu (tak przynajmniej twierdzi Iza), pałam chorą miłością do manualnych skrzyń biegów, uwielbiam również komiksy z serii Dragon Ball oraz chrupki bekonowe (najlepsze!). Sporo czasu spędzam na zlokalizowanej na poddaszu siłowni gdzie kilka razy w tygodniu bez specjalnego zamysłu przekładam z miejsca na miejsce różne ciężkie rzeczy. Oprócz tego sporo czytam, biegam po górach, eksploruję jaskinie, unikam golenia, trochę gotuję i okazjonalnie śpiewam pod prysznicem piosenki Sinatry. To właśnie ja i moje miejsce w sieci.