Prentki Blog Motoryzacyjny - Pirelli Pirelli Pirelli i Robert Kubica - Prentki Blog Motoryzacyjny
4832
post-template-default,single,single-post,postid-4832,single-format-standard,no_animation,essb-7.4

Pirelli Pirelli Pirelli i Robert Kubica

Kupiłem sobie chrupki.

Bekonowe.

Dwie paczki.

Założyłem ulubione spodnie od dresu oraz starą, zmolestowaną przez czas i pralkę polar koszulkę z dziurą pod pachą, którą nie wiedzieć czemu tak bardzo uwielbiam (koszulkę, nie dziurę pod pachą). Posprzątałem nawet stolik pod telewizorem, tak, żeby walające się po nim części i narzędzia nie zasłaniały mi widoku.

A wszystko to po to, żeby obejrzeć sobie w prestiżu i komforcie relację z pierwszej rundy WRC.

Kiedy jednak program się zaczął, zauważyłem, że ktoś chyba podmienił im taśmy bo zamiast niesamowitej jazdy w wykonaniu Roberta mogłem zobaczyć tylko jak Ogier co chwila za wcześnie hamuje, a potem uśmiecha się wysiadając z samochodu.

Momentami wyglądało to trochę jak połączenie reklamy Volkswagena z filmem promującym jego autobiografię, a nie relacja z cholernie ciekawej rundy mistrzostw świata WRC, która dopiero co się zakończyła.

Ponieważ jednak wtedy jeszcze nie za bardzo wiedziałem o co chodzi z całym tym zamieszaniem wokół loga na należących do Roberta oponach, zacząłem poważnie zastanawiać się czy aby przypadkiem relacji na żywo na Onecie, którą śledziłem nieco wcześniej, nie prowadził jakiś patologiczny kłamca o zbyt bujnej wyobraźni.

No bo jak w oficjalnej relacji z rajdu można nie wspomnieć słowem o gościu, który na kilku odcinkach specjalnych podobno zdemolował światową czołówkę w tych ich wychuchanych Golfach Gti i cytrynach z leasingu.

Problemem, jak się okazało było to, że Robert do swojego samochodu założył opony Pirelli podczas gdy gościowi, który trzymał na ramieniu kamerę płacił Michelin. Nie powinno więc nikogo specjalnie dziwić, że wykładający grubą kasę Michelin nie był zainteresowany tym, żeby pokazywać jak kierowców jadących na produkowanych przez niego oponach łoi jakiś wariat z Polski, który nie dość, że używa opon od Pirelli to na dokładkę swój samochód skończył składać w pośpiechu poprzedniego wieczora.

W teorii nikogo dziwić to nie powinno, mnie jednak dziwi jak jasna cholera bo nie ukrywam – po tak poważnym graczu jak Michelin spodziewałem się jednak nieco więcej klasy.

Walka z Pirelli powinna toczyć się na trasie, a nie na popołudniowej herbatce w siedzibie NorthOne.

Zrób coś ze swoimi oponami tak, żeby następnym razem trzymały się drogi przynajmniej tak dobrze jak te zrobione przez konkurencję – tak powinna działać sportowa rywalizacja.

To trochę smutne bo pokazuje, że mistrzostwa świata WRC, które w teorii powinny stawiać wszystkich na równi promują grupkę osób przychylnych jednemu z głównych sponsorów cyklu. Wiadomo, że nikt z Michelin nie spuszczał Robertowi po kryjomu oleju ze skrzyni ale samo okrojenie danego kierowcy w relacjach to nic innego jak przekreślenie jego szans na znalezienie poważnego sponsora.

Bo kto normalny wyłoży ogromne pieniądze na to, żeby jakaś Fiesta pojechała skakać po szutrach w Australii skoro żadna oficjalna relacja nie pokaże nawet kawałka jej zderzaka?

Jestem pewien, że jeśli w tym sezonie ta sytuacja się nie zmieni to w przyszłym roku Robert będzie miał o wiele większe trudności z organizacją swojego budżetu.

Idąc jednak dalej – wynik co prawda nie był dla Roberta specjalnie optymistyczny ale kiedy tak przeglądałem sobie filmy z przejazdów zamieszczone na youtube, zacząłem szczerzyć się jakbym miał jakieś porażenie mózgowe.

Bo nie wiem czy też tak uważacie, ale wydaje mi się, że na naszych oczach rodzi się nam właśnie nowy Colin McRae.

W dużym skrócie chodzi o to, że dawno już nie widziałem szybkiego kierowcy, który prowadziłby samochód z tak niesamowitą lekkością. Zwróćcie na to uwagę – większość kierowców, którzy są skuteczni i notują czasy w czołówce jeździ trochę jakby sterował nimi autopilot wybierający najlepszą możliwą trajektorię, tor jazdy i punkty hamowania.

Z mojej perspektywy przypomina to trochę gotowanie w nieskazitelnie białym fartuchu, z otwartą książką kucharską Ramseya w drugiej dłoni.

Tymczasem Robert przypomina raczej grubego Włocha, który dosłownie płynie po kuchni przy muzyce Al Bano, z gracją siekając pomidory.

W jego stylu jazdy widać po prostu cholerną radość. Widać zbyt szybkie wejścia w zakręty, pokonane z niesamowitą płynnością szykany i nie odpuszczanie nawet gdy wszystko świadczy o tym, że sprawy zaczynają przyjmować zły obrót. Widać, że ta jazda w równej mierze wypływa z serca co z głowy.

To nie jest chłodna kalkulacja a’la Lauda. To stary, dobry styl McRae!

Z niecierpliwością czekam na Szwecję.

Bo jeśli tylko Michelin znów nie spróbuje zasłaniać kamery swoją grubą maskotką to genialne widowisko mamy jak w banku.


31 Komentarze

Prentki to taki internetowy, pełen starych samochodów garaż ze starym kalendarzem z gołą babą wiszącym na drzwiach. Prentki to styl życia. To tysiące pokonanych kilometrów, noce zarwane w garażu, wymienione silniki, nieplanowane poślizgi i pourywane zawieszenia – cała ta pasja, która płynie w moich żyłach, przelana na internetowy blog robiony tak zwyczajnie – po mojemu. Sam praktycznie mieszkam w garażu (tak przynajmniej twierdzi Iza), pałam chorą miłością do manualnych skrzyń biegów, uwielbiam również komiksy z serii Dragon Ball oraz chrupki bekonowe (najlepsze!). Sporo czasu spędzam na zlokalizowanej na poddaszu siłowni gdzie kilka razy w tygodniu bez specjalnego zamysłu przekładam z miejsca na miejsce różne ciężkie rzeczy. Oprócz tego sporo czytam, biegam po górach, eksploruję jaskinie, unikam golenia, trochę gotuję i okazjonalnie śpiewam pod prysznicem piosenki Sinatry. To właśnie ja i moje miejsce w sieci.