Jak wiecie od dłuższego czasu współpracuję z marką Shell Helix. Tak się składa, że z Shellem współpracuje również Marcin, czyli autor bloga motoryzacyjnego Spalacz.pl

I co fajne – w ramach tej współpracy mogliśmy poznać się ze Spalaczem trochę lepiej.

Najpierw bowiem, podczas zawodów kartingowych na ostatnim okrążeniu zgarnąłem mu sprzed nosa największy puchar (tak – będę wypominał mu to do końca życia ;) ), a jakiś czas później odwiedziliśmy wspólnie laboratorium Shella w Hamburgu (wspomnę tylko, że Spalacz przechodził tam poważny kryzys egzystencjalny spowodowany kontaktem ze zdrową żywnością).

Mówiąc krótko, bardzo się ze Spalaczem polubiliśmy (i to pomimo, że jeździ on takim nudnym Audi dla starych ludzi ;) ).

I teraz tak. Podczas jednego z naszych spotkań, wspólnie z ekipą Shell Helix wpadliśmy na pomysł, żeby zorganizować dla Was jakiś konkurs. Pomysł był fajny więc bez zbędnej zwłoki zabraliśmy się za organizację – Shell wziął na siebie przygotowanie nagród, a ja i Spalacz zajęliśmy się obmyśleniem zadań konkursowych.

A ponieważ jest nas dwóch, to również konkursy są dwa – i co fajne,  możecie spróbować swoich sił w każdym z nich. O tym jakie zadanie konkursowe i nagrody ma dla Was Marcin, możecie przekonać się zaglądając na Spalacz.pl.

A co przygotowaliśmy dla Was na prentkim? Na początek najważniejsza sprawa, czyli zadanie konkursowe.

Aby wziąć udział w konkursie, należy odpowiedzieć na pytanie:

Za co najbardziej lubisz silnik swojego samochodu?

Odpowiedzi zamieszczajcie w formie komentarzy (nie powinny być dłuższe niż 5-6 zdań). Autorzy najciekawszych zgłoszeń otrzymają nagrody ufundowane przez Shell Helix – a jest o co walczyć,, bo Shell przygotował naprawdę fajne nagrody:

3 nagrody I stopnia: Oryginalne, licencjonowane plecaki Ferrari

 

3 nagrody II stopnia: Zestawy Czapka Ferrari/Shell Helix + koszulka Ferrari (rozmiar XL):

 

3 nagrody III stopnia: Olej Shell Helix Ultra 5w40 (4 litry)

 

Na Wasze zgłoszenia czekamy do 8 stycznia 2017. Wyniki konkursu pojawią się na blogu i prentkim fejsbuku najpóźniej 16 stycznia.

Szczegółowy regulamin konkursu znajduje się tutaj.  Dodając komentarz pamiętajcie o wpisaniu prawidłowego maila tak, abym w razie Waszej wygranej miał jak się z Wami skontaktować.

Powodzenia!

 

252 Komentarze

  1. Mateusz 21 grudnia 2016 o 21:23

    Swój silnik cenię za to, że poniżej 3 tyś jest cisza i spokój, można zawieźć rodzącą żonę do szpitala i nie obudzić dziecka. Za to, że powyżej 3 tyś obrotów drze się niemiłosiernie ale zawsze zdanżam do kolegów na piwo i chrupki (i Pan zdanża). Na koniec za to, że sam go dziada poskładałem ;)

    Odpowiedz
  2. Bartek 21 grudnia 2016 o 21:26

    Jako że bardzo lubię konkursy od Ciebie, to pobawię się i w ten :)

    Mój silnik to jedendziewienć kle kle kle (czy tam JTD jeden pies) stopietnaście koniuw.
    Za co go lubię? Ano za to, że mam na maxa wyrypany osprzęt, a on dalij jedzie.
    Dymi i jedzie, zasilany mieszanką olejową (silnikowy plus napędowy) klekocząc sobie wesoło.
    Lubię go też za to, że przy odrobinie dobrej woli (plus napotkaniu żwawego tira przed sobą) spali poniżej 4,5litra na sto.

    Odpowiedz
  3. Rafał 21 grudnia 2016 o 21:29

    Mój silnik czyli poczciwe M42b18 uwielbiam za umiarkowaną moc, która wymusza na kierowcy szlifowanie techniki jazdy bez której nie da się wykrzesać 110% z samochodu. Za każdy pieprzony wężyk podciśnienia który zawsze jakiś luźny się wala, za prostą budowę dzięki której widzę gołą pokrywę zaworów, kolektory i przepustnicę. Za potencjał do modyfikacji mechanicznych ponieważ dla mnie to sztuka i najważniejsze…
    Gdy ktoś z zainteresowaniem pyta się co mam pod maską strzelając między 2.0 a 2.5, z dumą mogę odpowiedzieć 1.8!

    Odpowiedz
  4. PiotrStaszek 21 grudnia 2016 o 21:30

    Za co? Sam nie wiem, przecież nie za to, że jest bezawaryjną szóstka BMW (oczywiście z czasów kiedy kolektory, pokrywy i obudowy termostatow były metalowe, a plastikiem wysadzano stare mosty) Może za to, że można zrobić w nim stroker z 2,5 na 2,7 2,8 3,0 lub 3,1… Rozebralem i poskladalem ten silnik nie mając pojęcia o mechanice, wyjalem go z mojego pierwszego samochodu który mam do dziś- tak ten silnik do dziś go napedza – od ponad 30lat… Kocham swoje m20 właśnie za to.
    Ps. Łututututu!

    Odpowiedz
  5. Łukasz 21 grudnia 2016 o 21:54

    Silnik mojego samochodu najbardziej lubię za to, że jest dynamiczny i spala przy tym niewielkie ilości paliwa. Dzięki temu mogę szybko pokonywać trasy, pędząc autostradą na tempomacie i klimatyzacji, wyprzedzając samochody większe i szybsze, lecz nie tak oszczędne jak mój. Lubię go również za to, że jest bezawaryjny, prosty w obsłudze i naprawach, które mogę wykonać samodzielnie :) . I mimo, że nie ma dwustu koni, sporo nadrabia momentem obrotowym, co pozwala poszaleć i nie zabija przy tym portfela :)

    Odpowiedz
  6. Paweł 21 grudnia 2016 o 21:55

    Ja swój silnik lubię za to, że po prostu pracuje. Taki z niego badass. Nieważne, co bym z nim robił, nic go nie rusza.
    ” – Co Ty mi tu lejesz za olej? Platinum 10W40? Dawaj go. Wypalony olej po frytkach? Co? Że ja nie dam rady? Przytrzymaj mi uszczelkę.”
    „- Regulacja zaworów? Jaka regulacja? Diesla udaję”
    „- Jak za mało oleju? To dwa litry nie wystarczy? Dobra, jak już musisz, to dolej”.
    Zagazowałem go jakieś 70 tysięcy kilometrów temu. Oczywiście wkoło jazda, bo to Ford, bo Durateców się nie gazuje, bo lubryfikator potrzebny. Komentarz?
    „- A pierdolą głupoty. Fachury za pięć złotych. Dawaj ten gaz. Ooo, git, temperatura się podniosła, dzieje się”. I tak ciśnie. Na przekór przebiegowi, opiniom i normom Euro. Uwielbiam ten silnik, mimo że czasami go zaniedbuję. A on i tak robi swoje. Przez 440 tysięcy kilometrów. Dając mi codziennie sporą dawkę pozytywnych emocji. Kocham tego starego dziada. I jak pomyślę, że kiedyś będzie musiał odejść, to jakoś tak smutno się robi. Wiem, przyczyniam się do tego nieraz. Ale i tak go kocham. Mojego Camaro.

    Odpowiedz
  7. Sebek 21 grudnia 2016 o 21:56

    Za to że po całonocnej libacji rozebrałem go, bo zrobiło się jasno a spać nadal się nie chce. Na podwórku, na kobyłkach. Że po tygodniu oczekiwania dał się złożyć, choć nie wiedziałem co gdzie było, gdzie odłożyłem i po przestawieniu wałka o 90 stopni nadal jest bezkolizyjny. :) Za to że od tego czasu nie spala oleju, nie grzechocze i ogólnie nawet działa, choć ma parę śrub od Opla a w jednym miejscu nie ma jej wcale. Przez takie sytuacje człowiek się przyzwyczaja do żelastwa. No i przede wszystkim dlatego że przyzwyczaiłem go do palenia LPG i za każdym naciśnięciem gazu nie muszę szukać kalkulatora. A mowa o 2.0 FS 115km od Mazdy

    Odpowiedz
  8. Dapo 21 grudnia 2016 o 21:59

    Za to że gdy dam w gaz to słyszę bas. Za duży moment już z dołu. Za 6 garnków w rzędzie. Za to że jest zabudowany pod podszybiem i kręci tylne kapcie. Za to że spali tyle ile wleję. Za to że się ochoczo kręci do odcinki.

    Odpowiedz
  9. Marcin 21 grudnia 2016 o 22:09

    Wozidełko me podjadę silnik se, aby przewieźć moją pupę musi robić pracy kupę. A więc daje ile może żebym nie był w złym humorze. Zawsze dotrze ze mną wszędzie, sił na powrót także będzie. I choć Francuz to z krwi i kości, to niemieckich rusza gości.

    Odpowiedz
  10. pocociarmata 21 grudnia 2016 o 22:24

    Silniczku kocham cię za to że nawet po bułki jadę z pełnym zestawem narzędzi. Za ten przestawiony rozrząd i instalację lpg strzelającą jak dobrze zrobione supry i skyliny. Za to że leje do Ciebie mixol zamiast 10w40. Za to że twoja pojemność jest mniejsza niż elektryczny czajnik do wody. Za to że na złomie kupuje dwa takie same za pół paczki papierosów i uściśnięcie ręki. Na końcu za to że może dzięki tobie wygram coś z ferrari a wszystkie czerwone auta mają coś z ferrari, wiem coś o tym.

    Odpowiedz
  11. Marek 21 grudnia 2016 o 22:26

    Swój silnik uwielbiam za to że głowice wymieniałem do tej pory tylko raz, za to że wbrew obiegowym opiniom jakie mają stare TDSy zapala od cyknięcia w największe mrozy, olej i paliwo zużywa w akceptowalnych ilościach. Oraz co najważniejsze, na przelotowym wydechu podczas jazdy w tunelu robi taki ryk, że właściciele wymuskanych Porsche czy innych Ferrari z opuszczonymi głowami potulnie zjeżdżają na boki :)

    Odpowiedz
  12. Marcin 21 grudnia 2016 o 22:54

    YYyyy zależy który silnik :) 2.0D w W124 lubie za to ple ple ple i nie zużywanie praktycznie paliwa podczas wożenia tyłka, M52B28 w E36 coupe lubie za to WRAAAAA UTUTUTUTU które mi serwuje swoimi sześcioma garami, 600tke w maluchu lubię za to jak radośnie i nieporadnie jak dziecko buja się na wolnych obrotach rytmicznie podskakując starając się zachować powagę. Dwucylindrowego 700cm dwusuwa w motorówce lubię za to jak pięknie mieli wodę i w cudowny sposób wprowadza w ślizg ten kawałek laminatu z kierownicą.

    Odpowiedz
  13. Jóżek 21 grudnia 2016 o 23:08

    A ja tylko za to, że mam 2,8 vr6, a wcześniej miałem tdci i dti. Zaorane po całości nawet jeśli chodzi o wymowę. Howgh!

    Odpowiedz
  14. Kelthes 21 grudnia 2016 o 23:29

    Trzask drzwi.
    Trzask drzwi jeszcze raz, bo się nie domknęły.
    Z odrobiną lęku przekręcam kluczyk… Włoski na rękach stają dęba, gdy gwałtownie rozbudzona drapieżna, czterocylindrowa rzędówka w napadzie złości potrząsa całą budą – „Czysta rozkosz!” – myślę. Może powinienem być delikatniejszy, albo głaskać ją przed odpaleniem… Lecz to nie pora na takie rozważania, bo jedynka już wbita! Na obrotomierzu odcinka, leci dwójka, odcinka, trójka, odcinka, przy 60km/h odpuszczam już gaz – starczy tego szaleństwa, spalanie doszło do 10l/100km – przyszła wypłata staje pod znakiem zapytania. Dobrze że to tylko tysiąc kilogramów, inaczej agresja 73 koni mogłaby wyrwać przednią oś. Muszę przyznać, że lubię dźwięk tego silnika. To lepiej dla mnie, bo nie słychać go tylko wtedy, gdy jest zgaszony.
    Dbam o niego. Może jest mały, może Solaris bierze go na światłach, ale jest mój. Nigdy nie zawiódł, nie płacze olejem, nie zajada się nim (it’s a trap?). Ale dzielnie ciągnie moje i swoje tysiąc kilogramowe cztery litery po 500 km trasach.

    Odpowiedz
  15. Michał 21 grudnia 2016 o 23:38

    Silnik mojego samochodu najbardziej lubię za to, że po prostu odpala bez zająknięcia w każdych warunkach. Jest genialnie prosty można go jednego dnia wyjąć, rozebrać, złożyć, zamontować i odpalić. A najbardziej lubię go za to że przekroczył moje oczekiwania myślałem, że będzie to muł na dojazdy do pracy i szkoły a okazało się, że obraca tylne koła w miejscu na drugim biegu :) wierzcie lub nie jest to 1.8 8 zaworowe najzwyklejsze m43b18 z 93roku.

    Odpowiedz
  16. Paweł 21 grudnia 2016 o 23:52

    Właśnie się zacząłem zastanawiać czy aby na pewno go lubię (silnik w moim parchu).

    No bo w sumie ciągle coś mu dolega, trzeba przy nim grzebać, co chwile coś wymieniać itp. ale dzięki temu nauczyłem się wielu rzeczy nt. mechaniki, zaoszczędziłem worek pieniędzy na mechaników i mam dobrą wymówkę na „nadgodziny” w garażu” :P

    No ale jak już działa… to jest petarda, mocy dużo nie ma bo jakieś 130km ale siedzi w małej i lekkiej budzie więc zbiera się przyzwoicie.

    Uwielbiam patrzeć na obrotomierz, który po prostu mnie hipnotyzuje – im bliżej czerwonego pola tym bardziej odpływam do krainy wiecznych autostrad i ciasnych winkli :)

    No i ten dźwięk rasowej, rzędowej, 16sto zaworowej…. CZTEROcylindrówki :D

    Odpowiedz
  17. sol 22 grudnia 2016 o 00:26

    Pojemność – ledwie przekraczająca karton mleka.
    Moc – jak na tę pojemność iście piekielna.
    Moment – ciągle poszukiwany w wyższych partiach obrotów.

    I te chwile, kiedy mały silniczek niestrudzenie walczy z fizyką, udowadnia że on może więcej, niż ja śmiałem oczekiwać.
    Cztery cylindry prosto z Japonii… Zawsze przywodzą mi na myśl małego samuraja, precyzyjnego w ruchach, nieco szalonego w działaniu, dającego z siebie więcej, niż mikra posturka może sugerować. Teraz już, Panie, takich nie robią…

    Odpowiedz
  18. Marcin 22 grudnia 2016 o 00:39

    1.4 TSI EA 211, szczyt niemieckiej myśli technicznej (ojczyzny silników – Diesel, Otto), później będzie tylko gorzej (nowe 1.5 tsi i elektryczne). Nie ma już awaryjnego łańcucha rozrządu tylko super hiper pasek kewlarowy (nawet w ASO nie wiedzą jak często się go wymienia, poza tym nie można go dostać, bo jest prawdopodobnie niezniszczalny). Pękające tłoki i wadliwe pierścienie tłokowe odeszły w niepamięć. Silnik obrócony o 180 stopni z wodnym chłodzeniem kolektora spalin- nie żłopie już paliwa przy dużym obciążeniu jak EA 111 (wzbogacanie mieszanki w celu schłodzenia kolektora) i szybko nagrzewa się zimą. Filtry powietrza i oleju tanie jak barszcz (2x w porownaniu z EA 111). Silnik marzenie, ma newet ładny basowy pomruk z zewnątrz przy odejściu. Japońce dopiero po 7 latach się pokapowały, że bez turbiny nie bedą konkurencyjni i wprowadzają swoje silniki, podczas gdy VW szykuje już 3. generację ;).

    Odpowiedz
  19. Maciek 22 grudnia 2016 o 02:33

    Lubię moje m50
    Ten silnik to symbol marki, którą miłuję.
    Ten układ cylindrów, który wśród innych marek jest rzadko spotykany.
    Ten piękny mocarny, a zarazem lekko metaliczny dźwięk, który jest nie do podrobienia- nie musisz być znawcą by wiedzieć, że zbliża się do Ciebie właśnie BMW.

    No i na koniec… Te poczucie winy pomieszane z uglą spowodowane głupim błędem, który całe szczęście nie był tragiczny w skutkach-a mianowicie miss shiftem z czwórki na dwóję przy 140km/h który nie był w stanie zabić tego silnika. Ba! nie był w stanie zrobić mu większej krzywdy bo mimo delikatnego spadku kompresji na zaworach on wciąż jeździ i cierpliwie czeka, aż wynagrodzę to co mu zrobiłem….

    Odpowiedz
  20. Adam 22 grudnia 2016 o 03:21

    M50B25-poprostu za to, że jest to M50B25!, za to, że po przekręceniu kluczyka na chwile przesuwa cała budę w prawo-przynajmniej tak mi się wydaje, za to, że po przekroczeniu 4 tys czuję mrowienie na plecach, wszystko mu jedno czy przyspieszam od 0 do 100 czy od 60 do 160 nigdy nie ma dość-czasami aż strach tym w ogóle jeździć! jest stary, żeliwny, nie bierze oleju ma 22 lata i już takich nie robią i nie zrobią!

    Odpowiedz
  21. Maciek 22 grudnia 2016 o 06:22

    Za co lubię swój silnik? Za to że jest silnik BMW? Za to że jest to rzędowa szóstka? Że pomimo już dawno jest pełnoletni odpala każdego dnia, pracuje że go nie słychać praktycznie, chyba że dodam gazu i wtedy wiem że pod maską jest MOC. Za dzwiek którego słuchasz gdy przeciągnięsz go po obrotach, który jest tak wspaniały że chcesz więcej redukcja i do odcinki prawie :-) a te spalanie rośnie i rośnie….

    Odpowiedz
  22. Marcel 22 grudnia 2016 o 07:29

    w moim sportowym bolidzie banda zdesperowanych makaroniarzy zamontowała prawdziwego potwora o pojemności 1,4 i niesamowitej mocy 95 KM.
    pomijając typowe bolączki osprzętu włoskich silników to sama jednostka jest żwawa i w zasadzie bezobsługowa – do tego stopnia, że nawet nie wymaga zbyt częstych wymian oleju.
    i za to właśnie cenię to niewielkie serducho mojego samochodu – mimo że nie dbam o nie jak należy to ono i tak zachowuje się jak przygarnięty kundel – wdzięczne za każde przekręcenie kluczyka, każdą przygazówkę na światłach i każde rozkręcenie to oszałamiających 6 tysięcy obrotów…

    Odpowiedz
  23. TQMM 22 grudnia 2016 o 08:08

    Mój silnik cenię za to, że…
    – waży tyle co LS1 (nawet 5kg cieższy – BMW what u doing?!)
    – ma mniej cylindrów niż LS1
    – ma mniejszą pojemność niż LS1
    – ma mniej mocy niż LS1
    – jest bardziej skomplikowany niż LS1
    – pali trochę mniej od LS1
    – nierówno pracuje przy temperaturach poniżej 7 stopni

    Tak – mam totalnie głupi i bezsensowny silnik. Ale jest mój. W Moim samochodzie. I ma humory jak marudny 50-latek. Jest jak starszy pies w domu. Wiesz, że nie będzie biegał za piłką, ale i tak go kochasz i lubisz jak jest przy Tobie i Cię grzeje (albo grzeje się o Ciebie, bo znowu musisz spojrzeć pod maskę).

    Odpowiedz
  24. Marcin 22 grudnia 2016 o 08:34

    Moje m20b20 uwielbiam za to, ze mimo 27lat i nieznanego przebiegu liczącego pewnie w 100 tysięcy nadal ma się świetnie i nigdy nie zawodzi.

    Do każdej części jest świetny dostęp pod maska i można rozkręcić wszystko za pomocą kilku nasadek.

    A wygląd? Korektor z m20 z niczym się nie może równać można patrzeć i podziwiać godzinami :D

    I ten cudowny dźwięk rzędowej szóstki, gdy jadę z odsuniętymi szybami to czuję się jakbym co najmniej Messerschmittem leciał, a jazda w tunelu to już ekstaza.

    Nigdy nie zamienię go na nowszy model ;)

    Odpowiedz
  25. Mowad 22 grudnia 2016 o 08:41

    Bo dodałem do silnika trochę czerwonego koloru i tadaaaam, moc wzrosła ze 125 do 270KM ;) A ponieważ „pics or it didn’t happen” to daję linka:

    Odpowiedz
  26. Szczypior 22 grudnia 2016 o 09:10

    Lubię tego małego żwawego gnoja za to, że się nie chce zepsuć po zakupie. Dalsza część opisu będzie wyglądała jakbym go nie lubił,ale to pozory. Serio.

    Kupiłem ostatnio to eczysześ znowu z 1,6 pod maską no i wrzucłbym ISa, ale ta pierdziawa dla emerytów się po prostu nie psuje. A jak już się zepsuje to bardziej opłaca się wymienić uszczelkę pod głowicą albo i całą głowicę- w poprzednim M43 kosztowało mnie to jakieś dwanaście groszy i odmrożenia drugiego stopnia na tyłku (tak to jest jak się dokręca głowicę przy -10 na dworze). Lubię go też za to, że jak w końcu padnie przepływomierz, czujnik położenia wału, wałka i co tam jeszcze można kupić tylko w ASO to bez wyrzutów sumienia zawiozę go do przetopu na korbowody dla nowego Opla i po prostu wrzucę tego ISa, no. Bo generalnie lubię ten silnik- ale chętnie się gnoja spod maski pozbędę, ku chwale niutonometrow, marchew z wydechu i płonących Opli Adam.

    Odpowiedz
  27. Wojtek 22 grudnia 2016 o 09:32

    W moim silniku lubię to, że póki co ma moc całkiem wystarczającą, a jak jej zabraknie, to zniesie wyższą. Lubię go za to, że bulgocze niczym gorące źródła na Islandii tuż przed erupcją, a redukcja do trójki w tunelu potrafi doprowadzić do orgazmu nawet najbardziej zatwardziałe stare panny i samotne nauczycielki. Jaram się nim, bo połowa naszych „mechaników-wymieniaczy” nie potrafiłaby znaleźć swiec zapłonowych. A także dlatego, że jeszcze nie przekręciła się panewka i cały czas chce współpracować z fabryczną skrzynią biegów, zbudowaną z margaryny,

    Odpowiedz
  28. Barbara Kozaczyńska 22 grudnia 2016 o 09:52

    Silnik w moim samochodzie jest nieoceniony ponieważ, nie zawraca mi głowy. Nie „je” oleju więc nie muszę za bardzo pilnować jego poziomu. Jest dość głośny i dzięki temu nie słyszę wrednych komentarzy o męża o mojej sztuce kierowania! Ogólnie LUBIMY się :)

    Odpowiedz
  29. Anna 22 grudnia 2016 o 09:56

    Za to, że jest ze mną od 15 lat i na trasie zawiódł mnie tylko raz. Jednakże dzięki temu, zatrzymał się facet, który pomógł mi uruchomić moją strzałę. Od tamtego pamiętnego dnia idziemy z Kamilem przez życie razem. A w nagrodę moją peugeocinkę zimą zawsze trzymam w garażu. Niech wie jak jestem jej wdzięczna :)

    Odpowiedz
  30. Andrzej 22 grudnia 2016 o 10:00

    W moim silniku – mam Hondę brykę-
    Najbardziej lubię jego muzykę.
    Na „C” wysokie muzyka warczy,
    Ale zawsze jestem na tarczy.
    I nie zadziwię żadnego dżentelmena,
    Że jest to piękne jak muzyka Chopina.
    Aby nastroić silnika brzmienie,
    Zawsze stosuję Shella oleje.

    Odpowiedz
  31. Joanna 22 grudnia 2016 o 10:14

    Ja jeszcze nie mam samochodu, ani silnika. Chociaż jestem już bardzo blisko decyzji o zakupie pierwszego samochodu. Będę go kochać za to, że jest ;)

    Odpowiedz
  32. AdamSki 22 grudnia 2016 o 10:27

    2.0 TDI, PD, ze stajni VW to (nie)brzmi dumnie… Ale to tylko teoria, bo kocham go właśnie za to, że mimo wszechobecnej krytyki, całej listy bolączek i uśmiechu politowania kolegów nigdy się na nim nie zawiodłem. Mało tego, cyferblat wskazuje, że już po raz siódmy właśnie okrąża ziemię, przy tym nie raz potraktowany został wątpliwej jakości ON, a wciąż nie zrobił jeszcze OFF. Po tym zaś jak „poczęstowałem” go chipsem (choć nie był bekonowy;)) stał się prentki jak strzała(Amora). Wniosek: w motoryzacji jak w miłości – kieruj się sercem, nie rozumem…

    Odpowiedz
  33. Julia 22 grudnia 2016 o 10:33

    Jako, że moje auto jest już pełnoletnie, ale od urodzenia jest w naszej rodzinie, cenię silnik za to, że nadal jest niezawodny (zazwyczaj) i działa (jak wyżej).

    Odpowiedz
  34. Paweł 22 grudnia 2016 o 10:33

    Swój silnik uwielbiam za bezawaryjność. Posiadam Daewoo Nexie z silnikiem 1,5 75KM od 7 lat. Wcześniej te same auto miał mój tata przez około 5 lat. Przez te lata do silnika nie dokładałem ani złotóweczki (oczywiście pomijając koszty wymiany oleju).

    Odpowiedz
  35. sova 22 grudnia 2016 o 10:34

    Na początek wyjaśnienie – silnik to znane 1,4 K16 Rovera napędzające ulepioną replikę Poloneza Coupe. Silnik uwielbiam za: Stosunkowo duża moc jak na tą pojemność, wystarczająca żeby pojawił się uśmiech szczególnie mając napęd na tył. Odcięcie zlokalizowane dopiero na poziomie 7200 rpm powodujące że uśmiech jest wyjątkowo szeroki. Świetne brzmienie pustego układu dolotowego przy nabieraniu obrotów od dołu aż do końca na każdym biegu – uśmiech może przerodzić się głośny śmiech! Wbrew obiegowej opinii- nie wypluwa uszczelki przy każdym mocniejszym depnięciu, pod warunkiem że czerwone pole pojawia się wtedy gdy silnik już jest nagrzany – powoduje że uśmiechu nie zaburzają wydatki na naprawy. I zawsze zapala z półobrotu ;)

    Odpowiedz
  36. Przemo 22 grudnia 2016 o 11:33

    Swój silnik kocham za:
    – dźwięk (w odróżnieniu od moich sąsiadów, którym jego wydech czasami o 6-tej rano podrywa kołdry z łóżek)
    – za to, że idzie „z płuca” i praktycznie przy każdej prędkości obrotowej jestem w stanie bezpiecznie wyprzedzać
    – zapewnia nieocenione efekty dźwiękowo-wizualne przy redukcjach
    Przyznaję, że to trudna miłość. Pomimo tego, że pije tyle co osiedlowy żul, że jest silnikiem wysokiego ryzyka, że z duszą na ramieniu nasłuchuję czy któraś z panewek nie puka mi do drzwi – każde jego odpalenie przyprawia o dreszcz i sprawia, że nie chcę się z nim rozstawać;)
    Od 12 lat napędza moją ukochaną Imprezę WRX.

    Odpowiedz
  37. Krzysiek 22 grudnia 2016 o 11:44

    Lubię symfonię mojego silnika podczas przyspieszania.
    Lubię ten moment niepewności podczas przekręcania kluczyka w stacyjce.
    Lubię dźwięk jego dojrzewania i ewolucji po wyjeździe z salonu.
    Lubię bicie serca mego samochodu!

    Odpowiedz
  38. betty 22 grudnia 2016 o 11:58

    kocham mój silnik za bezawaryjność i niskie spalanie paliwa :) jest cichutki i milutki dla mnie życzę nam 100 lat takiej wzajemnej miłości !!!

    Odpowiedz
  39. Dawid 22 grudnia 2016 o 12:39

    Uwielbiam swój silnik, za to że mam zagrzany jeden wtrysk, którego nie idzie wyciągnąć. Za to że jest w miarę bezawaryjny, a także mało „piję” bo tylko 4,7/100 km przy normalnej jeździe. A także ma taką moc, że w stresowych sytuacja mógłby spróbować(!) przekroczyć magiczną liczbę prędkości, która jest ustawiona na drogach ekspresowych w Niemczech.

    Odpowiedz
  40. Maciej 22 grudnia 2016 o 12:46

    Mój silnik uwielbiam za jego cichą pracę oraz miłe mruczenie gdy wchodzi na wysokie obroty ;-)
    Do tego uwielbiam go za jego niezawodność i wiem, że mnie nie zawiedzie wsiadając do samochodu.

    Odpowiedz
  41. Grzegorz 22 grudnia 2016 o 13:18

    Swój silnik lubię za: moc , energię , adrenalinę. To są jedynie trzy cechy ale każdy kierowca wie o co chodzi .

    Odpowiedz
  42. Tomek 22 grudnia 2016 o 13:47

    Moje m20 lubię za to, że kiedy je odpalam chłodnym wieczorem dźwiękiem przypomina starego rzucającego się na lewo i prawo diesla, jakbym zrobił do e30 swapa na jakieś 1.9 TDI, a zagrzana brzmi jak prawdziwy silnik, w prawdziwym aucie, i jak na prawdę mocne bydle, którym wszak jest. Lubię je też za to, że prawie się nie psuje, i prawie zawsze dojeżdża do celu, a nawet jak się już zepsuje to czaruje mnie kształtem swojego fikuśnego kolektora dolotowego i wypolerowanymi paskami i napisem BMW na pokrywie zaworów. Lubię je za to, że przez cały Nasz romans wymieniłem pół układu chłodzenia, a ona dalej mówi wskaźnikowi, że jest niedogrzana, oraz za to, że dzięki połączeniu z kołami przez krótki dyfer zostawia prawie wszystkie plastiki z tyłu, i co jakiś czas próbuje zabić mnie wywijając tyłkiem na lewo i prawo, a na domiar złego pali więcej niż Pan Wiesław, który remontował mieszkanie wujkowi. To nie jest zdrowa i rozsądna relacja, i chyba to jest w niej najbardziej pociągające. :)

    Odpowiedz
  43. Beata 22 grudnia 2016 o 13:48

    lubię za pracę jaką gwarantuje mimo lat dzięki zaufaniu najlepszym specjalistom od prawdziwego oleju oraz dzięki tankowaniu na zaufanych stacjach ,gdzie paliwo jest naprawdę paliwem nie niszczącym silnika i jego dodatków …

    Odpowiedz
  44. Marek S. 22 grudnia 2016 o 14:00

    Mój silnik nie kaszle, nie rzęzi, o pomoc nie krzyczy, nie jęczy, nie wariuje, nie szokuje, nie irytuje, nie straszy mnie i nie denerwuje, lecz gra tak pięknie, że słucham jego motoryzacyjnej muzyki chętnie i jest dla moich uszu niczym symfonia dźwięków przemiłych, za którą podążam przez drogi, lasy, góry i doliny

    Odpowiedz
  45. TOMASZ 22 grudnia 2016 o 14:01

    Posiadam Ford Focus MK1 2003 R 1,6 – choć nie jest pierwszej młodości to jego „serce” czyli silnik „bije ” jak dzwon .Lubię silnik mojego Focusa za to że się nie buntuje ,gdy czasem go pomęczę gdy podrażni go moja żona. Naprawdę trudno mi znaleźć kogoś drugiego tak cierpliwego i wyrozumiałego jak on :-) Naprawdę Szacun :-)

    Odpowiedz
  46. Krzysztof R. 22 grudnia 2016 o 14:02

    S-erce mojego samochodu
    I-nteligentne urządzenie
    L-ubię słuchać jego dźwięków
    N-igdy nie zawodzi
    I-nspiruje do dalekich podróży
    K-ocha wyzwania tak, jak ja!

    Odpowiedz
  47. marcin 22 grudnia 2016 o 14:04

    A ja nie mam samochodu tylko posiadam rowerek którym dojeżdżam do pracy i tylko wiem jedno jest na pewno ekologiczny

    Odpowiedz
  48. zjawa 22 grudnia 2016 o 14:07

    Ale ja nie lubię swojego silnika… ja go kocham!
    Za to, że to właśnie on nadaje charakter całemu autu. Mógł być spokojnym ułożonym grzybem, a jest skurczybykiem, który na każdym kroku mnie podpuszcza i swoją chrypą namawia do hałasowania…
    To prawdziwa miłość, bo… nie umiem mu odmówić.. Im wyżej wskazówka na obrotomierzu, tym bardziej bydlak jest zadowolony… i ja też, bo to szczęśliwy związek. Ja mu kupuję paliwo, dużo paliwa, a on mi daje radość ;)

    Odpowiedz
  49. Goska 22 grudnia 2016 o 14:08

    Krótko i na temat za :
    -moc silnika
    -małe spalanie
    -to ze cicho pracuje
    – to ze nigdy mnie nie zawiódł czy to mróz czy upal.

    Odpowiedz
  50. Kasia 22 grudnia 2016 o 14:29

    LUBIĘ …….. kiedy słyszę za oknem głos jego V6 bo to znaczy, że mąż wreszcie wrócił z pracy
    JESTEM SZCZĘŚLIWA…….. kiedy dzięki dynamice bezpiecznie dowiezie naszą rodzinę do celu
    CHWALĘ GO…… kiedy bezawaryjnie dojedzie i wróci z wakacji
    UWIELBIAM…….. kiedy synek próbuje wubruczeć jego odgłos
    KOCHAM……..patrzeć na radosne miny męża i synka kiedy wozi ich bokiem po śniegu

    NIE ZNOSZĘ…… kiedy podjeżdżamy na stacji pod dystrybutor :))

    Odpowiedz
  51. Gomulsky 22 grudnia 2016 o 14:33

    Dla odmiany napiszę, że nie wiem za co miałbym lubić swój silnik, niby na papierze jego osiągi wyglądają imponująco (ponad 100 KM z 1,4 początkiem lat 90′ robiło wrażenie zwłaszcza, że silnik to zwykłe 16V, bez zmiennych faz itp. cudów), w praktyce jednak nie jest on ani idiotoodporny, ani strasznie ekonomiczny, nie jest też demonem prędkości. Na zimnym klekocze jak rasowe 1,9 TDi, pali dużo oleju (jak zresztą każdy silnik, w którym Honda maczała paluchy :P ), przyspieszenie czuć dopiero, gdy wskazówka obrotomierza zbliża się do tej bardziej radosnej strony skali, a obroty jednocześnie wyznaczają wartość spalania na roboczo minutę, przy czym 0-100 trwa w przybliżeniu pół dnia. Niemniej przy odpowiednim traktowaniu jest wstanie nakręcić przyzwoity przelot i odwdzięcza się stosunkowo niską awaryjnością. A wisienką na torcie jest jego dźwięk gdy but jest w podłodze. Dźwięk, którego nie da się pomylić z żadnym innym dźwiękiem i jest on zarezerwowany tylko dla Poloneza z K16 pod maską :)

    Odpowiedz
  52. Paw 22 grudnia 2016 o 14:35

    nie lubie go… jest za slaby

    Odpowiedz
  53. Edyta 22 grudnia 2016 o 14:37

    Swój silnik kocham za to że daje moc mojej wymarzonej honduni i dzięki temu mogę realizować wszystkie swoje pomysły, niezależnie od miejsca w którym się znajduje, wszędzie mnie zawiezie i nigdy nie zawodzi. Obie dbamy o siebie na wzajem.

    Odpowiedz
  54. Karolina 22 grudnia 2016 o 14:38

    a ja jeszcze nie mam auta :<. i co teraz…

    Odpowiedz
  55. Kamil 22 grudnia 2016 o 14:43

    Najbardziej lubię mój silnik za to, że jeszcze wszystko z nim jest w porządku. Mój CAXA dzielnie znosi nasze wspólne jazdy pomimo mojej niepewności co do jego dalszej trwałości. Liczę, że dużo jeszcze razem zjeździmy.

    Odpowiedz
  56. Tomek 22 grudnia 2016 o 14:44

    Lubię swój silnik bo jest bogiem, prędkość nałogiem, turbo podstawą, a nitro zabawą!! :D

    Odpowiedz
  57. Magda 22 grudnia 2016 o 15:34

    Cenię swój silnik za duży komfort jazdy, cichą pracę. Baza konstrukcyjna mojego silnika jest na tyle solidna, że wierzę w jego długowieczność. Dodatkowo rozrząd na łańcuchu i niewielkie spalanie. Czego chcieć więcej?

    Odpowiedz
  58. Kapral 22 grudnia 2016 o 15:49

    Silnik mojego samochodu lubię najbardziej za to że go w ogóle…nie mam ;-)
    Kocham wolność na rowerku więc muszę lubić i dbać o moje…nogi bo to one są moim silnikiem ;-)

    Odpowiedz
  59. ulajot 22 grudnia 2016 o 15:57

    Mam z moim silnikiem w aucie podobne upodobania. Lubimy dalekie podróże, długą jazdę nocą i dniem, postoje na przydrożnych parkingach (z zajazdami). Obydwoje natomiast zdecydowanie nie lubimy wizyt w serwisach samochodowych. Mój silnik nie lubi, jak obce ręce grzebią mu we wnętrznościach i poufale dotykają (też tego nie znoszę)- ja dodatkowo nie lubię rachunków za te poufałe dotyki. Obydwoje też nie lubimy hałasu, i nie lubimy hałasu generować- dlatego silnik cichutko pomrukuje, a ja mu to wynagradzam tylko odrobinę głośniejszą muzyką, odtwarzaną z mojego samochodowego pendraczka.

    Odpowiedz
  60. Grzegorz 22 grudnia 2016 o 16:00

    Kiedy słyszę jak przepięknie mruczy, to aż chce się jechać.
    Kiedy czuje jak leciutko wibruje, to aż serce się raduje.
    Kiedy ma jakiś problem to wie, że może na mnie liczyć.
    Ja wierze w jego niezawodność, o on mnie w niej utrzymuje.

    Odpowiedz
  61. Dariusz 22 grudnia 2016 o 17:02

    kocham ten silniczek i choć wiosenek ma kilka smakuje jak czekolada milka,
    i nie wygląda na alkoholika bo nie popija olejowego mlika,
    chodzi jak sprężyna nie trzeba lać w niego wina wystarczy PB Dziewięćdziesiąt Pięć i ci towarzyszy gdy tylko masz chęć,
    ma żona mówi że samochodzik ten bzyka – wiedziałem co robię kupując zgrabnego Perzocika !!

    Świątecznie i bezpiecznie – AHOJ pozdrawiam Dariusz

    Odpowiedz
  62. Bartosz 22 grudnia 2016 o 17:58

    Silnik w moim aucie lubię z kilku powodów. Największa jego zaletą jest oszczędność. Bo gdy jadę nawet dynamicznie to nie przekroczył 10l mało tego nigdy nawet 8-ki z przodu nie zobaczył. Drugi powód to to że jest dynamiczny, mimo 12lat mojego auta to dalej mogę wyprzedać większość aut na drogach i to bez problemu. Ostatni powód – bezawaryjność. Poza chwilami szaleństw, silnik i całe auto szanuję. Piąty rok leci jak jest u mnie a rzeczy, które robił mechanik to generalnie same eksploatacyjne. Tak ARL 150KM :)

    Odpowiedz
  63. jonas 22 grudnia 2016 o 19:12

    Cztery cylindry ułożone wzdłużnie zestawione z najlepszym rodzajem napędu, czyli mechanicznym 4×4, żadnych heteroseksualnie wątpliwych kompromisów na elektronicznie dołączane osie. Szemrzące 700 obrotów na biegu jałowym, ale śmiało można cisnąć do pełnych ryku 6000 jeśli trzeba. Elitarna w dobie downsizingu pojemność 2.4 litra w samochodzie o długości 4,3 metra od zderzaka do zderzaka. Odgłos pracy – gdyby to był człowiek, mówiłby tonem krzepkiego faceta po czterdziestce, któremu śmiało można wręczyć kluczyki do samochodu i zlecić skomplikowaną naprawę lub powierzyć remont domu, wyjeżdżając beztrosko na dwutygodniowe wakacje. Ten uspokajający, ale bynajmniej nie senny i rozlazły głos, oznajmiający swą barwą, że są jeszcze tacy, co znają się na swojej robocie i na tym, by była ona wykonana jak należy. Lubi wypić, jak to krzepki facet po czterdziestce – średnie spalanie to okolice 10 litrów benzyny. Rozrząd na łańcuchu, całość produkcji japońskich robotów, owych idealnych niewolników pracujących bez słowa skargi podobnie jak silnik.
    J24B produkcji Suzuki, moc 169 KM. Prawdziwy dinozaur, już takich nie robią.

    Odpowiedz
  64. Iglo 22 grudnia 2016 o 19:21

    Nie lubię go za to, że działa, bo to jego obowiązek. Nie lubię go też za to jakimi parametrami dysponuje, to motoryzacyjny szarak, ani słaby, ani mocny, nie brzmi pięknie, napędzał różne rodzaje karoserii różnych typów pojazdów i do unikatowości mu bardzo daleko.. Tym razem napędza nie najstarszą niespełna 10 letnią budę i się nie poddaje, podobnie jak jego starsi bracia, urodzeni w połowie najlepszych moim zdaniem dla motoryzacji lat 90.
    A za co go lubię? Jeszcze nie było okazji, żeby się to lubienie ujawniło, ale jak się pojawi to wiem, czym się objawi: łatwością diagnozy usterki i niskimi kosztami jej naprawy. Bo w nim jeszcze można. Nie zatruty chorobą ekologii, wirusem nadmiernej elektroniki, kręci się jakby z nudów dając mi pewność, że dojadę gdzie chcę. A to chyba esencja motoryzacji, prawda?

    Odpowiedz
  65. Patryk 22 grudnia 2016 o 19:26

    BMW E46 2.8 proste prawie trzy litry , prawie dwieście kucy 6 garków :-) benzyna a nie jakiś uturbiony ropo połykacz, do tego brzmienie tego motoru, pali jak smok ale i tak kocham ten silnik daje frajdę przyjemność, a do tego to jedna z najlepszych jednostek lat 90, odpowiednio użytkowany mało awaryjny. Pozdrawiam

    Odpowiedz
  66. Szymek 22 grudnia 2016 o 19:35

    Historia mojego silnika może nie jest jakaś bardzo ciekawa i wciągająca ale zacznę od początku jak to się z nim poznałem.

    A więc zakupiłem swoje pierwsze auto. Dla niektórych wół roboczy, dla innych wieś wagen, dla mnie spełnienie marzeń. Mianowicie sweter trzeciej generacji. Pod maską tej czerwonej bestii budowanej przez krewniaka inżyniera z Ferrari (wiem po kolorze bo czerwony a czerwony jest bardzo szybki) siedzi 1.6. Wtedy jeszcze zastanawiałem się czy będę tym chciał jeździć czy pchać z tym mułem. Jednak szybko okazało się że potężna połowa R32 wcale taka słaba nie jest. Siedemdziesiąt pięć…. No dobra… Tyle co zostało wściekłych koni żwawo rwie czerwoną budę do przodu. Jak trzeba to i laczka spali a dźwięk odcinki na zrobionym własnymi rękoma wydechu jest tak piękny że rozwiewa wszelakie myśli o swapie które kiedyś krążyły po mojej głowie. Ale tak naprawdę to nie to jest w nim takie cudne. Punktem kulminacyjnym całości jest że jednostka ta chyba zna sekret nieśmiertelności. W drodze do domu zaraz po kupnie, lecąc lewym pasem 160km/h i sprawdzając możliwości tego maleństwa włączył się alarm olejowy. Okazało się że oleju jest minimum. To to jeszcze pół biedy. Ciśnienia też było minimalne. No ale cóż. Autko pokonało tak 70km i dojechało do domu cały czas piszcząc jakie to ma słabe smarowanie. Teorii było wiele. Czujnik, pompa, zatkany smok. Sam nie wiedziałem od czego zacząć ale jakoś tak wyszło że postawiłem na wymiane oleju. No i prawie w tym czasie na prentkim pojawił się wpis o oleju Shella. Nie wiedziałem wcześniej jaki olej wybrać i zdecydowałem się na Shella. Konkretnie HX7 10W40. I od tamtego czasu gdy zalałem Shella alarmik olejowy nawet nie pisknął, kontrolka w czasie jazdy nawet raz nie mrugła, a po odpaleniu auta przy tych temperaturach mruga tylko raz. Pamiętam jak na forum mówili że u nich 3 razy to minimum… Silnik po dziś dzień śmiga jak wściekły, nie zawiódł ani razu, wszystko co wymaga wymiany w 21 letnim aucie wymieniam sam i dzięki temu wiele się nauczyłem. Krótko mówiąc, nie zamienił bym tego silnika na nic innego, no chyba że KR’a jakby już korby wyleciały bokiem co raczej jest mało prawdopodobne a jeżeli mocy będzie mało to już jest plan na wyciągnięcie z niego kilku dodatkowych kucy.

    Trochę się rozpisałem co chyba już dyskwalifikuje mnie z udziału w konkursie bo 5-6 zdań to to nie jest ale chciałem Ci jednak Prentki podziękować za to, że to dzięki tobie zalałem Helixa do mojej połówki z R32 i tym samym zażegnałem wszelkie problemy ze smarowaniem.

    [img]http://i.imgur.com/I9cuOwX.jpg?1[/img]

    Odpowiedz
  67. Piotr 22 grudnia 2016 o 20:13

    Za 150 posłysznych kucy w tonowej budzie.
    Za pewność działania i na mrozie i w brudzie.
    Za masaż pleców podczas przyspieszania.
    Za kulturę pracy i poziom spalania.
    Za radosny pomruk, kiedy go odpalam i
    Za ryk zwycięstwa, kiedy sobie pozwalam.
    I na koniec za minę posiadacza „wypasionej” fury, kiedy wącha spaliny mojej „starej rury”.

    Odpowiedz
  68. Beata 22 grudnia 2016 o 20:38

    Ja mój silnik cenię za to, że działa.

    Odpowiedz
  69. Jarosław 22 grudnia 2016 o 20:42

    …mój silnik kocham za miłe mruczenie i to, że zawsze się czuję jak w odrzutowcu:)

    Odpowiedz
  70. Bartosz 22 grudnia 2016 o 20:56

    Wiesz co, nie zależy mi na wygranej…
    Ale po prostu chciałbym się pochwalić, że mój leciwy y22dtr zawsze dowiózł mnie do domu.. Począwszy od rozwalonej turbiny z którą dowiózł mnie aż 20km do domu, a kończąc na powrocie z Katowic (ponad 30km), z przeciętym wężem turbiny.
    Daje radę ? Daje..
    Ciekawostka, przez 14lat zrobił 227tyś km!
    Więc za chwilę go dotrę!!

    Odpowiedz
  71. Wojciech 22 grudnia 2016 o 21:17

    Za to, że się psuje.
    Że za każdym razem kiedy coś sie rypnie, musze sie w niego zagłębić.
    Że żeby go naprawić musze przewertować cały internet.
    Że nie jeade od razu do mechanika i daje mu tysiaka za… w sumie nie wiem za co.
    Ża to uczucie kiedy dojdziesz co sie stało, naprawisz/wymienisz, odpalasz i on jedzie.

    Odpowiedz
  72. Pablo 22 grudnia 2016 o 21:28

    Uwielbiam swój 2E:

    ZA nowe życie dla staruszka z Wolfsburga

    ZA ochocze zastąpienie zdrajcy który pewnego ranka uznał że woli być trzycylindrowy – niech się smaży w piekle (no, w hucie)

    ZA wdzięczne przyjęcie nowych panewek bez kręcenia nosem (oraz rzeczonymi panewkami)

    ZA moment obrotowy jak pożyczka gotówkowa – dostępny szybko i bez zbędnych formalności

    ZA wskazówkę obrotomierza która mogłaby dostać mandat za przelatywanie „na czerwonym”

    ZA miny tych których objechało ich coś leciwego i kanciatego jak meblościanka

    Odpowiedz
  73. Mateusz 22 grudnia 2016 o 21:30

    Silnik swojego samochodu najbardziej lubię za niepowtarzalny i dający mi satysfakcję z jazdy dźwięk.

    Odpowiedz
  74. Maciek 22 grudnia 2016 o 21:37

    Lubię go za to że ma swoje „skromne” 150 KM i niezły moment obrotowy. Że dzięki niemu kilka razy udało mi się uniknąć poważnego wypadku samochodowego. Za to, że lubię jego dźwięk, szczególnie kiedy wrócę z dłuższej delegacji/urlopu – wtedy uruchamia się z bardzo stęsknioną nutą charakterystycznego warkotu. Za to, ze pomimo sporej mocy, nie płaczę podjeżdżając pod dystrubutor na stacji benzynowej. A najbardziej za to, że nie chcę go zmieniać, pomimo upływu lat.

    Odpowiedz
  75. Daniel 22 grudnia 2016 o 22:10

    Uwielbiam konkursy.. Jest co czytać w komentarzach wtedy!

    Kurde chciałbym co wygrać ale akurat nie ma weny ;)

    Odpowiedz
  76. Weronika 22 grudnia 2016 o 22:21

    Uwielbiam swój silnik za to, że jest idealny. Mam golfa IV 1,9 SDI nie jest on najnowszy gdyż jest z zeszłego stulecia, nie ma wielkiej mocy (68KM) lecz po prostu ma ten urok i czar, który przyciąga mnie by zasiąść za kołkiem. Nie jestem Panią szosy nigdy nie będę i nie chce być. Gdy jadę i słyszę mój silnik czuje się wyjątkowo, gdyż wiem że liczy się to, iż poruszam się w mym ukochanym samochodzie. Z pierwszym samochodem jest trochę jak z pierwszym chłopakiem/dziewczyną pewnie dzień rozstania nadejdzie lecz nigdy w życiu nie poczujesz tej samej magii, tego samego uczucia.

    Odpowiedz
  77. Malwina 22 grudnia 2016 o 22:32

    Jestem kobietą więc nie napiszę, że sama go poskaładalam, czy też że dźwięk który wydaje jest idealny dla tego modelu silnika w takim a takim samochodzie, bo zwyczajnie tego nie wiem…
    Wiem tylko, że kocham go bo tak cudownie mruczy kiedy dodaję mu gazu, że przestałam męczyć kota, który wcześniej zapewniał mi takie kojące dźwięki :)

    Odpowiedz
  78. Erwin 22 grudnia 2016 o 23:14

    Bardzo szybko się rozgrzewa by wejść na poziom swoich najlepszych ruchów,
    przy których mogę odczuć wygodę jeżdżenia samochodem.
    Za to myślę tak najbardziej lubię silnik swojego samochodu.

    Odpowiedz
  79. Łukasz 22 grudnia 2016 o 23:22

    Kocham swój silnik za równą pracę,
    Za dźwięk który pozwala mi się czuć jak FACET ;)
    Że dużo pali!? niech nikt się nie złości,
    On ludziom po prostu nałogów zazdrości.
    Dbam o niego – nic się nie psuje,
    Zawsze mi za to osiągami dziękuje.

    Odpowiedz
  80. Marcin 23 grudnia 2016 o 00:11

    Mój silniczek to jest bestia!
    Chociaż tylko 1.4
    Na nic Escort ani Fiesta
    Ja mam swoje tu bajery!
    W mej Cytrynie się ugościł
    Siedzi już tak długie lata
    O nic nigdy nie poprosił
    Nic nie zgrzyta, nic nie lata!
    Zwiedził Polskę wszerz i wzdłuż
    Widział morze, zdobył góry
    Pokrył go nierzadko kurz
    Trochę kolor złapał bury
    Ale pracy się nie boi
    Spala miło też dla oka
    Właśnie se w garażu stoi
    Gdy sam tworze tego posta
    Lubię go za niezawodność
    Choć demonem nie jest wcale
    Teraz jednak w cenie skromność
    Więc przesadnie go nie chwalę
    Lubię też za kilometry
    te dalekie i te bliskie
    Za wycieczki gdzieś do Biedry
    i wakacje oczywiste!

    Odpowiedz
  81. Tomo 23 grudnia 2016 o 00:29

    Kiedy późnym wieczorem otwieram garaż i wyjeżdżam swoim wozem, niczym shake z Dubaju, rodzi się w głowie tylko jedna myśl: ważnych jest tylko kilka tych chwil, tych na które czekamy. Przejeżdżając przez prawie puste ulice wciskając coraz mocniej pedał gazu, czuję się jak na imprezie przechylając kolejny kieliszek wachy do cylindrów, bo jemu ciągle mało. Zaczyna się powoli, trzy, potem cztery tysiące i potem idzie już jakby z górki, 5 ty(s), 6ty(s) i tak do odcinki. Tyle, że on przy odcince potrafi od razu się pozbierać, ja nie … I tak jadąc dalej redukuję bieg z lekką przygazówką zwiększając mu ilość życiodajnego płynu z oazy oktanów, jak słynny aktor zalewający się Full Mocnym. W uszach dudni mi wtedy Sylwia, mówiąca swym jakże charakterystycznym i jakże spokojnym głosem: co z Nami będzie, kiedy spotkamy się na zakręcie. Ja wtedy równie spokojnie, pewnie trzymając kierownicę wciskam pierwszy pedał z prawej strony mówiąc do Niego: zrób co się da, co tylko się da. To prawdziwa bajka, kiedy siła odśrodkowa równoważona przez energię ze spalania życiodajnego płynu wysokooktanowego z szybu owego shake-a z mało znanego miasta (tuż obok jego garażu) powoduje sprzężenie z moim organizmem, a dokładnie z mięśniami twarzy powodując skurcz mięśni zwany uśmiechem – tak przynajmniej twierdzi doktor House. Dopamina i endorfiny leją się wtedy jak paliwo z wtrysków potęgując przy tym sprzężenie opisane przez doktora. Można powiedzieć, że to uzależnia – skłamałbym mówiąc, że nie. Jedni piją, inni palą, a ja mam swoje dwie kreski, które delikatnie muskam oponami wkręcanymi przez niutony. To właśnie On, przez te parę sekund stanowi ze mną owe sprzężenie, coś jak w Matrixie. Obie pompki pompują życiodajny płyn (P)B(rh)98+ zwiększając obroty. Krzywki na wałkach rozrządu uderzają tak płynnie i precyzyjnie jak młoteczki w struny fortepianu wygrywając własną odę do radości, zawstydzając samego Beethoven-a. Zabawa trwa nadal. Dalsza przejażdżka to kolejne wyzwania i zabawa pedałem gazu, która powoduje podnoszenie się wskazówki od obrotów i równocześnie opadanie wskazówki od zawartości płynu w jakże pojemnej 47-io litrowej menaszce. Silnik nie wielbłąd, pić musi. Są jednak chwile jak te, kiedy na zegarku pojawia się godzina 6:00 i musisz iść w poniedziałek do pracy a sił jest mniej niż zero. Z nim jest podobnie. Po takiej jeździe zapala się magiczna kontrolna check bak, która według książeczki serwisowej sugeruje udanie się do najbliższego wodopoju, gdzie lokalny szaman odmierzy nam porcję życiodajnego płynu za „jedyne” 4,89 za litr. Wtedy jest jak kobieta na zakupach robiąca słodkie oczy przy półce ze szpilkami. On wtedy przy wodopoju patrzy przez przednie soczewki, ale nie ze słynnej promocji ile masz lat tyle masz zniżki (bo miałbym wtedy teleskop Hubble’a), robiąc mi telepatyczną projekcję nadchodzących emocji. I jak Mu odmówić. Nie mam wtedy serca. Ten piętak, niby tak niewiele, ale ratuje życie Jemu i mi. To coś w rodzaju podświadomego szantażu emocjonalnego, oczywiście pozytywnego. Tak to właśnie z Nim jest. Zaczyna się od sprężania, potem jest praca. Około 10-tego przychodzi wydech (część muszę oddać szamanowi na napój) a wieczorem ssanie. I jak mam nie kochać mojego Silnika. To cztery garnki pełne emocji i życia, dobrze ułożone i jak to się mówi w naszych czasach „ustawione”. Mówią, mówią że, ż to nie jest miłość, że się tylko zdaje mi. Ale ja zawsze chciałem mieć takie Coś. Tak bardzo go kocham, że kupiłem mu nie jeden a 12 pierścionków – i ślubuję Ci wachę i olej i że Ci nie odpuszczę aż do czerwonego pola.

    Odpowiedz
  82. Tomo 23 grudnia 2016 o 00:40

    W poprzednim komentarzu się trochę rozpisałem (trochę więcej niż 5-6 zdań – moja była polonistka byłaby teraz ze mnie dumna), więc wyskrobałem coś krótszego:

    Za ten wtrysk tuż przed,
    I tą iskrę tuż po,
    Za ten moment w tę noc,
    I za tę moc.
    On dobrze wie, że to sport,
    I że się nie skończy to.

    Odpowiedz
  83. adam 23 grudnia 2016 o 01:06

    Swój silnik cenię za to że mało pali nie mam problemu z jego uruchomieniem nawet w zimę i nie bierze oleju traktuję go dobrze wymieniam filtry i olej zawsze na wiosnę a on mi się odwdzięcza swoim pomrukiwaniem

    Odpowiedz
  84. Darek 23 grudnia 2016 o 08:33

    Silnik swojego samochodu lubię za … przywoływanie fajnych wspomnień. Jest o rok starszy ode mnie, siedzi w dużym fiacie, samochodzie mojego dzieciństwa, młodości i pierwszych motoryzacyjnych przygód. Od zawsze chciałem mieć coś swojego, mechanicznego, coś nie współdzielonego z małżonką, coś, co pozwoli na chwilę uciec z domu, usiąść z butelką piwa i po prostu posiedzieć i popatrzyć. Czasem coś naprawić, czasem coś zepsuć. Przypadkiem, choć nie do końca, kupiłem fiata. Takiego, jak miał mój Ojciec, identycznego, nawet kolor. Lubię cały ten samochód, lubię nim pojeździć ot tak, bez celu. Silnik pracując, przywołuje wspomnienia dzieciństwa, kiedy jeździliśmy z Ojcem do jego rodziny, kiedy dwustupięćdziesięciokilometrowa podróż była wydarzeniem całodniowym. Kiedy podczas jazdy zdarzały się drobne awarie, i mogłem Mu pomagać przy ich zdiagnozowaniu, i przy naprawie. Kiedy pozwalał siadać na siedzeniu kierowcy i „gazować” przy otwartej masce, a on patrzył szukając usterki. Moje małe ręce czasem docierały w miejsca, w które ciężko było Mu się dostać jego męską dłonią. Pamiętam zapach tego silnika wówczas, i pochylając się dziś nad motorem mojego auta, czuję to samo. Przypominam sobie brzmienie silnika wkręcanego na wysokie obroty, gdy Ojciec, widząc moją radość z takiej jazdy, kręcił go wysoko, żeby osiągnąć jak największą prędkość. Pamiętam, że momentami zachowywał się tak jak ja, albo ja się zachowuję jak On, starając się dokręcać na każdym biegu, żeby jazda była jak najbardziej dynamiczna. Lubiłem zawsze postoje w trasie, z otwieraniem maski, uwielbiałem ten uderzający ciepłem moment, i rozpływający się zapach rozgrzanego oleju, spalonego paliwa, zapach silnika właśnie. I za to właśnie lubię silnik swojego samochodu. Bo przez chwilę wracam do tamtych czasów.

    Odpowiedz
  85. Bartek 23 grudnia 2016 o 09:24

    Ja mój silnik uwielbiam za wziuuuuuuuu, kiedy kompresor ładuje powietrze i za bum bum bum z wydechu kiedy zdejmuję nogę z gazu.

    Odpowiedz
  86. Sebatian 23 grudnia 2016 o 09:46

    Swój silnik lubię za jego prostotę, jego dźwięk. Za to że można jednocześnie powoli się toczyć słuchając jak pracuje a gdy trzeba potrafi zaskoczyć i całkiem sprawnie przyspieszyć. No i za to że jest ekonomiczny chociaż to nie diesel :P A najbardziej za niezawodność chociaż ma już kilka kilometrów nakręcone :) A sam silnik to 2.8 V6 :)

    Odpowiedz
  87. Łukasz 23 grudnia 2016 o 11:08

    Ja to lubię te konie co sobie w nim biegają. Jeszcze nie wiem co to za rasa jest. Ale siana mi dużo na nich idzie ;-)

    Odpowiedz
  88. Daniel 23 grudnia 2016 o 11:14

    Za to że jest i nie muszę się nim zupełnie przejmować. Od serwisu do serwisu. Po prostu działa i jeszcze nigdy mnie nie zawiódł. Czy trzeba czegoś więcej?

    Odpowiedz
  89. Andrzej 23 grudnia 2016 o 12:25

    Jeżdżę starym 21 letnim Jeepem Grand Cherokee ZJ z 1995 roku, i wiem że już się nie robi takich silników. Mam rzędową szóstkę która tuż po odpaleniu wydaje z siebie niesamowity pomruk o basowej barwie. Silnik działa sprawnie już dwie dekady i jak się o niego dba to podziała jeszcze ze dwie. Uwielbiam go za swobodny dostęp do wszystkiego z czego się składa dlatego w dużej mierze można go konserwowac samemu, za to że mimo 185 koni potrafi na światłach wszystko zostawić w tyle (choć trwa to zaledwie chwilę ) i za to że potrafi pojechać prawie wszędzie, w każde błoto. I za co go nie kochać

    Odpowiedz
  90. Serdak 23 grudnia 2016 o 13:00

    Mój silnik najbardziej lubię za jego sportową, waleczną duszę. Nie sportowe parametry, dużą pojemność czy moc, wysoką odcinkę, bo te cechy wcale go nie opisują.

    Mówię tu o charakterze, o tej trudnej do oddania słowami, za to ewidentnej podczas jazdy osobowości i temperamencie. Lubię go za to z jaką walecznością wkręca się na obroty, jak pięknie wykorzystuje cały swój moment, jak dzielnie daje z siebie całe (skromne) maksimum, przy akompaniamencie najczystszych, mechanicznych dźwięków. On wprost cieszy się, gdy może się wykazać!

    Świetna jest ta jego niezłomność i waleczność, cenię sobie to, że zawsze daje z siebie więcej, niż można by się spodziewać. Taki z niego towarzysz, waleczny i oddany. Za to go lubię!

    Odpowiedz
  91. Kinga 23 grudnia 2016 o 13:50

    Swój silnik najbardziej lubię za jego dźwięczny baryton, który towarzyszy mi podczas każdej podróży i dobrze wróży. :)

    Odpowiedz
  92. Bebok 23 grudnia 2016 o 14:51

    W żołnierskich słowach!

    Szkarada
    Ma 3 cylinderki o pojemności mniejszej od literatki na wódkę, przez co sam mało pije (w dodatku taniego ON), ale nawet w 3 osoby rozpędza się do 130, a zimą sama się otrzepuje ze sniegu przy zimnym starcie :D

    Betka
    Za „efekt wow” kiedy mówię że mam V8 mimo że to wykastrowana trzylitrówka :D Doskonały klang i moment od 1800obr. Za brak problemu „przegrzałeś mnie to wyjebie Ci uszczelkę, jeszcze nie wiem którą”, i ogólną idioto-odporność (stworzona dla mnie <3)

    Fiacik
    Bo ma 8 zaworów i Euro 6 (szach mat eko-szmaty). Bo przyjmuje LPG i przy przy prędkości około 80 pali 9,5l LPG, a przy 140 10,5l LPG. A olej żłopie bardziej niż dwa razy większy M60B30 po 620tyś km!

    A wszystkie są wdzięcznym i niezawodnym żelazem! :)

    Odpowiedz
  93. kici87a 23 grudnia 2016 o 16:14

    Silnik mojej pięcioletniej foczki 1,6 (115KM) mruczy delikatnie, jest nowoczesny i niezawodny, dynamiczny i zapewnia przyjemność z jazdy. Jego kształt, kolor i te reflektory wydają się być delikatne i lekko drapieżne, wygląda jakby szukał mnie za każdym razem kiedy się od niego oddalam. Uwielbiam ten jego dostojny styl, zawsze pięknie o niego dbam, kosmetyki z wyższej pułki, a on oddaje mi swój dźwięk i łagodność jazdy.

    Odpowiedz
  94. Karol 23 grudnia 2016 o 17:40

    No to i ja:

    Lubie swój silnik za to, że pali jak smok (olej też), drze się jak opętany kręcąc się pod 8k rpm, ma ładnom czerwonom pokrywę zaworuff na której jakiś nieuk wypisal korektorem przebieg przy zmianie rozrządu no i co mnie cieszy ma pojemność większą niż butelka wody. I na koniec najważniejsze. Jest to silnik z Twojej ulubionej i najukochańszej marki :3 Honda – love forever <3

    Odpowiedz
  95. Sebastian 23 grudnia 2016 o 17:56

    Silnik w moim aucie cenię za bezawaryjność i kulturę pracy. Uwielbiam jego budowę i wygląd. Cenię to, że jest w cenie:) Tzn. moje auto potrafi przejechać naprawę duży dystans na pełnym baku. No i ten dźwięk, gdy wduszę pedał w podłogę. Mniam!

    Odpowiedz
  96. Paweł 23 grudnia 2016 o 18:13

    Lubię mój silnik, bo każdy zimowy dzień dzięki niemu jest zaskoczeniem… zaskoczy, czy nie

    zaskoczy? WeSHELLowych Świąt i SHELLowego Nowego Roku:)

    Odpowiedz
  97. Grzegorz 23 grudnia 2016 o 19:53

    Swój silnik lubię za wyjątkowy klekot prostego Diesla który bez problemu kręci następne dziesiątki tysięcy kilometrów. Poczciwe Audi 80 w pełnym ocynku z niezawodnym 1,6 TD jest lubiane.
    Silnik lubię za dźwięk i mułowatą dynamikę.
    Pozdrawiam

    Odpowiedz
  98. Mariusz 23 grudnia 2016 o 20:36

    Rysiek Riedel śpiewał: ,,On wyleczył mnie z kompleksów, dał mi swoją moc. Nigdy mnie nie zdradził, nie zawiódł ani raz”. I to jest prawda i za to go kocham. A szczególnie lubię, gdy mruczy do mnie wrrrrrrrrrrrwrrrrrrrrrr……………….

    Odpowiedz
  99. Łukasz 23 grudnia 2016 o 20:39

    Swój silnik cenię najbardziej za to, że działa ;) poza tym niewielkie spalanie i moc wystarczająca do dynamicznej jazdy po mieście

    Odpowiedz
  100. Martyna 23 grudnia 2016 o 20:56

    Swój silnik cenię za to, że charczy jak żaden inny – jest już na wykończeniu. Kiedy jadę ulicą wszyscy się za mną oglądają, a w końcu każda kobieta chciałaby, żeby się za nią oglądano, no nie? :)

    Odpowiedz
  101. Benek 23 grudnia 2016 o 21:17

    Mój silnik lubię za to, że mimo kręcenia go do odcinki mam gwarancję nieprzekroczenia Świętej I Niepodważalnej Dopuszczalnej Prędkości, za to, że ma dużo mocy jak na silnik z kosiarki oraz za to że dzięki niemu nikt nie wchodzi na przejścia dla pieszych jak jestem w okolicy 500m, bo troszkę głośna ta kosiarka. Uwielbiam też mój silnik za to, że współpracuje z resztą samochodu aby być szybszym (wiadomo – redukcja masy). A mimo wszystko, najbardziej lubię mój silnik za to, że jest MÓJ

    Odpowiedz
  102. Maria 23 grudnia 2016 o 22:39

    Silnik w moim samochodzie lubię najbardziej za to, że jest taki silny, że porusza ten cały ciężar razem z pasażerami i nigdy nie mówi, że nie ma siły. Po prostu Mistrz!!!!

    Odpowiedz
  103. Sylwester 23 grudnia 2016 o 23:32

    Witam,

    silnik mojego samochodu lubię najbardziej za to,
    że chodzi chodź nóg nie ma;
    że pracuje chodź rąk nie posiada,
    że ciągnie chodź nie jest „białym” pięknym koniem,
    że napędza chodź nie jest lokomotywą,
    że daje /jak to mówi młodzież/ chodź kobietą nie jest,
    że dużo nie je,
    a wszystko to,
    że
    karmię go „rarytasami”, „bakaliami”,
    mogę rzec słodkościami marki „Shell”.

    Pozdrawiam

    Odpowiedz
  104. KAROL 23 grudnia 2016 o 23:35

    ZA TO że działa jak życie : zawsze do przodu ale od nas zależy w jakim kierunku

    Odpowiedz
  105. Grzegorz 24 grudnia 2016 o 08:09

    Oboje się dotarliśmy – silnik mojego samochodu i ja. Służy mi od kilku lat i nie sprawia żadnych problemów. Jest ropożerny i doskonale wie, kiedy powinien dać z siebie wszystko. Ja za to dbam o niego stylem jazdy oraz pielęgnacją… i tak żyjemy sobie w przyjaźni i w zgodzie. Lubiąc się nawzajem :D

    Odpowiedz
  106. Jarosław 24 grudnia 2016 o 11:19

    Uwielbiam mój silnik a za co? Za:

    – Swąd spalonych opon, który mi gwarantuje, gdy wcisnę mocniej pedał gazu

    – Imponujące obroty, które osiąga w zaskakująco, krótkim czasie szczególnie, gdy akurat się spieszę (czyli zawsze)

    – Ledwie widoczne spaliny wydobywające się z rury wydechowej, dające mi pewność, że dbam również o środowisko

    – Naprawdę dający się wyczuć, zadowalający moment obrotowy, który pozwala wciskać w fotel moją żonę

    – Irracjonalne drifty, których mogę dokonywać zawsze wtedy, kiedy mam ochotę na odrobinę szaleństwa

    -Kocha mnie tak jak ja jego i nigdy mnie nie zawiódł.

    Odpowiedz
  107. Paweł 24 grudnia 2016 o 12:07

    Kocham silnik swojego samochodu po pierwsze za prostote. Jestem w stanie sam we wlasnym zakresie go naprawić i wymienic podstawowe płyny. Podoba mi sie równiez jego dźwiek kiedy wchodzi na obroty powyżej 3000. Jest on niezawodny i praktycznie niezniszczalny, jest ze mna od dobrych paru lat i nadal działa idealnie.

    Odpowiedz
  108. Marcel 24 grudnia 2016 o 12:45

    Lubię mój silnik, bo niby czemu by nie. Odpala (prawie) zawsze, a zaraz po tym radośnie potrząsa całą karoserią. Wmawiam sobie tym że mam ekskluzywną wersję Malucha z funkcją masażu w fotelu, kierownicy i każdym innym elemencie. Oprócz „komfortu” dostarcza też mocnych wrażeń, na każdym śliskim zakręcie, pchając 600kg badziewia i śrubek, z siłą 24 kontuzjowanych kucy mechanicznych, wydając różne szalone dźwięki, przy których jazda z prędkością 60km/h pozwala poczuć rajdowe emocje. Ale chyba najbardziej lubimy się za to, że żaden z nas nie sprawia sobie nawzajem zbytnich problemów. Ja go karmię odpowiednio (czasem lubi powybrzydzać i wypluje nieco), a On za to dowozi mnie (wprawdzie nie za szybko) zawsze do celu, przy tym masując i ogrzewając współpasażerów i mnie :)

    Odpowiedz
  109. Krzysztof 24 grudnia 2016 o 15:02

    Ja swój silnik w aucie cenie za niezawodność i poczucie wolności. Dzięki niemu mogę zabrać całą rodzinkę na wspaniałe wycieczki po, ciągle jeszcze nie odkrytej do końca przez nas, Polsce. Dzięki niemu i takim podróżom mamy czas tylko dla siebie, na długie rozmowy, wygłupy i może to banalne ale ciągłe budowanie relacji opartej na prawdziwej miłości. Za to własnie najbardziej lubie silnik w moim samochodzie.
    Pozdrawiam
    Krzysztof z rodzinką

    Odpowiedz
  110. Sławek 24 grudnia 2016 o 15:50

    Z19DTH nie da się nie lubić, bo jako silnik roku 2008 zasługuję na to solennie!
    150KM dawało sobie radę, ale teraz 180KM i 415NM robi robotę i co lepsze… mało wcina.
    Silnik i samochód traktowany przeze mnie jak dziecko którego nie mam odwdzięcza się funem z jazdy i bezawaryjnością Czasem wydaję mi się, jakby do mnie mówił: „Wyjazd do Chorwacji? Dawaj jedziemy, tylko nie lej tyle paliwa, głodny jakoś nie jestem” :D

    Odpowiedz
  111. Artur 24 grudnia 2016 o 20:31

    „Oda do silniczka” (Vtec)

    Przez wielu znienawidzony, przez wielu wzgardzany to dla mnie zawsze będziesz kochany.

    Choć czasem przeze mnie zaniedbany, to pracujesz dla mnie dzielnie niczym sługa oddany.

    Śmieją się że oliwę palisz, że dźwięk wiertarki przypominasz, ale kiedy dwójkę wpinam i odcina, leszczom nagle rzednie mina.

    Pojemność twoja jak butelka Coli, lecz moc nie mała będzie ze 130 koni.

    Konstrukcja prosta jak w polonezie, to czysta przyjemność naprawiać ciebie.

    Ten wierszyk długo tworzyłem, bo o plecaku Ferrari zawsze marzyłem.

    Odpowiedz
  112. Mateusz 25 grudnia 2016 o 07:42

    Mój silnik w samochodzie cenie jak moje serce ma swoją duszę i właściciela którego dbam codziennie,jest czysty i nigdy nie sprawiał kłopotów jak branie oleju.

    Odpowiedz
  113. Maciej 25 grudnia 2016 o 09:19

    silnik w swoim 15 letnim Mitshubishi Colt uwielbiam za to że jak ostatnio wjeżdżałem nim do mechanika to ten zapytał się czy to elektryczne auto bo silnika w ogóle nie słychać:) odparłem ze stoickim spokojem że nie elektryczne tylko hybryda:)

    Odpowiedz
  114. andrzej 25 grudnia 2016 o 14:24

    Za to że od razu robi wu,wu,wu a nie przez dłuższy czas eee…eee…eee i cisza.

    Odpowiedz
  115. Mateusz 25 grudnia 2016 o 20:27

    A ja za co lubię swój silnik własnie za to że jest niezawodny i od lat mogę na nim polegać w sytuacjach codziennego dojazdu do pracy a mam naprawdę daleko :D

    Odpowiedz
  116. cha 26 grudnia 2016 o 00:11

    1.2 fire lubię za to, że wprowadził mnie do świata praktycznej motoryzacji, przetestowałem na nim 10 różnych olejów, wymieniłem 3/4 osprzętu, po awarii uszczelki dojechałem na 3 cylindrach do mechanika, cała rodzina i kumple gadali weź go sprzedaj, 4 razy już regulowałem luz zaworowy, musiałem go zrozumieć i wyczuć jakie fochy za co odpowiadają… Ale z gazem jest po prostu najtańszym powszednim wehikułem, prowadzę dziennik kosztów i licząc wszystko razem ostatnio schodzę z 0,45 gr za km do 0,42… A km to nim tłukę, po każdych 10k domaga się nowej oliwy w międzyczasie trochę jej podkradając.

    3gse yamahy to inna historia, wyciągany od święta w trasy ma inny charakter pomimo, że też jest wolnossący to zamiast planować wyprzedanie 5km wcześniej, wystarczy redukcja, przekroczenie 5k obr i zmienna srednica dolotu w postaci dodatkowych klap pozwala na wystrzelenie jak z procy. Ciekawe, że spalanie nie zależy tak od prędkości jak od dyscypliny hamowania silnikiem. Można spalić 8L jadąc 120, 9L 160… Ale jak po butowaniu się nie oszczędza hebli to i 10 spali. Olej zmieniam co 5k, w myśl zasady że olej jest tani a silnik drogi. Na szczęście jak się budzika nie zamyka to go nie pali wcale.

    Odpowiedz
    1. cha 26 grudnia 2016 o 00:22

      Jestem oznaczeniowym dyletantem, oczywiście nie 3gse, tylko 3s-ge.

      Odpowiedz
  117. Marek 26 grudnia 2016 o 08:42

    Za to,że w lecie się nie poci, jesienią nie łapie alergii,zimą nie ma kataru ,a na wiosnę nie stoi w kolejce u znachora.Taki prawdziwy facet,choć w kobiecie,ale wie jaka jego rola.

    Odpowiedz
  118. Maciej 26 grudnia 2016 o 11:10

    Za to, że jest cichy. Nie mam samochodu.

    Odpowiedz
  119. Natalia 26 grudnia 2016 o 14:49

    Kocham moje e36 1,8 za to, że pomimo przejechanych już 300tys. km nigdy mnie nie zawiódł. Odpala na tzw „strzała” i czuć, że serce boje jak dzwon! Śmieją się ze mnie gdy mówię, że moja betka ma duszę, że podczas jazdy jesteśmy jak jedność. Niech się śmieją, ja wiem, że to więcej niż zwykłe auto. To auto z charakterem! Od dziecka zawsze chciałam takie mieć bo podobał mi się w nich wskaźnik spalania :D

    Odpowiedz
  120. Monika 26 grudnia 2016 o 18:24

    Zdrowy, cichy i niezawodny silnik to cechy które wyróżnia mój silnik. Nie sprawia problemów w trakcie jazdy, jest cichy i odpowiednio współgra z moimi oczekiwaniami. Mogę cieszyć się przyjemną jazdą, a wyprzedzanie nie sprawia problemów ;-) I tak już kilka lat – bez rozczarowań!

    Odpowiedz
  121. Krysia 26 grudnia 2016 o 19:01

    Za to lubię silnik, że brzęczy prawdziwie : )

    Odpowiedz
  122. Piotrek 26 grudnia 2016 o 19:31

    Samochód dostałem po swoim świętej pamięci dziadku. Jest ode mnie rok starszy, mianowicie chodzi o Corsę klasy B. rocznik 97. Jednak przejdźmy do silnika – napędu towarzysza podróży mojego dziadka. 1.4, idealne do samochodu takich rozmiarów, nigdy go nie zawiodło. W ciągu tych 19 lat nic nie wymagało naprawy, a teraz wspaniale służy mi, kierowcy od niecałego miesiąca :) Mimo niektórych podejrzanych dźwięków, Opla prowadzi się bardzo przyjemnie, a silnik pracuje, aż miło. Każdy centymetr samochodu kojarzy mi się z dziadkiem, bo wiem, że wkładał w ten samochód całe serce.

    Odpowiedz
  123. Adrian 26 grudnia 2016 o 19:36

    Najbardziej lubię silnik swojego samochodu za to, że jeszcze nie odmówił mi posłuszeństwa, a to już szósty rok, odkąd „bije” prężnie w posiadanym przeze mnie samochodzie…

    Odpowiedz
  124. Karol 26 grudnia 2016 o 21:15

    Uwielbiam swój silnik za niską awaryjność. Podoba mi się w nim dobra kultura pracy. Cenię go za to, że potrafi mi pomóc w tak wielu sprawach jak dowiezienie ciężarnej żony do szpitala czy dotarcie do rodzinnego domu na Wigilię.

    Odpowiedz
  125. Karolina 26 grudnia 2016 o 23:19

    Mój silnik uwielbiam za to, że jest duży 2,4 silny i cichy. Bezawaryjny :)
    Wiem, że zawsze mogę w siąść do autka i zawsze mój silniczek odpali :) i zawiezie mnie tam gdzie sobie wymarze :D

    Odpowiedz
  126. 0125gd 27 grudnia 2016 o 02:13

    Kocham go za to że jeśli ktoś rzuci hasło: „chodź, zwiedzimy świat” albo „zobaczmy gdzie się kończy horyzont”, to ja muszę tylko otworzyć schowek i sprawdzić czy mam fundusze na paliwo. I tak od 746kkm…

    Odpowiedz
  127. Joanna 27 grudnia 2016 o 09:17

    Za co najbardziej lubę silnik swojego samochodu? Za ryk gdy go piłuję i mega duże spalanie!

    Odpowiedz
  128. Beata 27 grudnia 2016 o 09:27

    A ja powiem troszkę inaczej :) uwielbiam mój silnik za to, że zawsze w niespodziewanym momencie coś się musi zepsuć :) ale za to naprawy zbliżają mnie do mojego autka i im więcej w niego inwestuję tym bardziej nie chcę go sprzedać :)

    Odpowiedz
  129. Paweł 27 grudnia 2016 o 09:33

    Mój silnik lubię dlatego, że jest najfajniejszą częścią mojego samochodu, a dokładniej jest jedyną fajną częścią mojego nudnej Toyoty Avensis. Moje auto jest jak brzydka dziewczyna z dużymi, fajnymi cyckami – niby wiesz, że czegoś jej brakuje – no ale te cycki!
    Czasami budzę się w nocy, odpalam otomoto i w pocie czoła szukam auta myśląc sobie – chłopie, na studiach zamiast jeść ciepłe pokarmy żywiłeś się pasztetową i jeździłeś Alfa Romeo, a teraz masz takie nudne auto. Kup sobie chociaż Lexa z V6 i gdy w pracy Twój kolega powie, że znowu przebudował swoje Passerati w dieslu i ma teraz 1000 KM to odpowiesz mu, że Ty masz V6 a olej napędowy jest do traktorów.
    Niestety, za dużo emocji, wsiadam więc do mojej nudnej Toyoty, odpalam, jadę, czekam aż trochę się zagrzeję, wciskam gaz a ta ciągnie tę nudną karoserię tak fajnie i lekko powyżej 3000 obrotów, czuć te 150 KM. I od razu myślę o tej niezbyt urodziwej koleżance z dużymi, fajnymi cyckami…

    Odpowiedz
  130. Wojciech 27 grudnia 2016 o 10:05

    Ja w moim silniku najbardziej cenie to iż jak mam „przyjemność” jezdzic z moja teściową (a często odwoze ją po niedzielnym obiadku do domu) to nie musimy już za dużo dyskutować w moim starym poczciwym dieselu, ponieważ tak silnik głośno klekocze i do tego puszcze jeszcze dmuchawy to mam spokój na czas tej milej przejażdżki:)

    Odpowiedz
  131. Kasia Dimić 27 grudnia 2016 o 10:41

    Praca silnika mojego auta to poezja godna Mickiewicza, która literka po literce wciąga w swoją historię i wielkością słów zachwyca. Wersy ma perfekcyjne, a wiersze w tomiku pt ,,Bezawaryjny” prestiżowe. Zawsze do dzielenia się swoim pięknem gotowe. Wsiadam do samochodu i słuchać ich chcę godzinami, choć nie potrafię podzielić się z Wami parametrami, ale to właśnie kolejna jego zaleta, bo znać się na nim nie muszę. Wystarczy, że słyszę jego inteligentną, mądrą duszę i, że przy nim czuję się tak bardzo bezpieczna jak w ramionach Miłości, która jest wieczna.

    Odpowiedz
  132. Marta 27 grudnia 2016 o 12:34

    A ja go lubię za to, że jest. Wiele lat go nie było.

    Odpowiedz
  133. Monika 27 grudnia 2016 o 12:37

    Ja nie lubię mojego silnika.. Ja go uwielbiam! Jak na swoje lata trzyma się perfekcyjnie, jest idealnie cichy, dzięki czemu mogę słuchać (i śpiewać, pardon.. drzeć się ;) ) moich ulubionych piosenek, mogę bez problemu rozmawiać przez zestaw głośnomówiący i nie muszę się bać, że Mama będzie 100 razy dopytywać: „Co? mów głośniej, bo chyba traktorem jedziesz!”, mogę też po prostu kontemplować ciszę miasta w korku ;) Cisza i równa praca silnika gwarantuje mi też możliwość malowania kreski eyelinerem w korku – jaka oszczędność czasu rano! ;)
    Silnik mojego samochodu to poezja – wspaniałe 1.8, dzięki czemu mój portfel AŻ tak nie cierpi i 115KM sprawiają, że chce mi się żyć!

    Odpowiedz
  134. Michał 27 grudnia 2016 o 12:38

    Uwielbiam silnik w mojej Haneczce za to że nigdy mnie nie zawiódł. Chodź Hania jest już pełnoletnia to jej serce nadal uwielbia jeździć na pełnym syntetyku, nie potrzebuje wielkiej dolewki oraz nie kopci jak smok. Jest niezawodny a to tylko 90 konny 1.4 :)

    Odpowiedz
  135. Lidia 27 grudnia 2016 o 13:59

    Mój silnik uwielbiam za to, że jak wybieram się do warsztatu Pan mechanik wiedząc, że mam włączony samochód prosi mnie, abym zapaliła silnik. Ja zaś niezmiennie odpowiadam mu: „Proszę Pana moja chmurka cały czas jest na chodzie” a on dodaje „robi to bardzo dyskretnie” ;)

    Odpowiedz
  136. Olga 27 grudnia 2016 o 15:25

    Silnik mojego najukochańszego Saaba? – jest niczym serce. Uwielbiam słyszeć jego głośne bicie naciskając pedał gazu. Uwielbiam jego delikatne mruknięcie, gdy siadam za kierownicą. Uwielbiam jaką radość mu sprawiam i przyspieszam jego pracę pozwalając mu swobodnie mknąć przez teren niezabudowany. Uwielbiam jego porywczość, zrywność, gdy napoję go droższą benzyną….

    Odpowiedz
  137. mrn 27 grudnia 2016 o 15:28

    Silnik swojego 320d cenię za to, że nigdy mnie nie zawiódł w trasie, nie potwierdzając przy tym obiegowych opinii. Za prostą konstrukcję i to, że znam każdą śrubkę. Za niskie spalanie i nie najgorsze osiągi i za to, że nie męczy buły klekotem w trasie.

    Odpowiedz
  138. Becia 27 grudnia 2016 o 15:34

    Autka jeszcze nie posiadam, ale jak już je nabędę to silnik będę cenić za to, że jest! ;)

    Odpowiedz
  139. Justyna 27 grudnia 2016 o 17:02

    Cenie za niezawodność…. Opel to jest to

    Odpowiedz
  140. Adrian 27 grudnia 2016 o 17:58

    Uwielbiam mój silnik za jego cichą pracę dzięki, której mogę rozmawiać przez telefon (oczywiście przez zestaw słuchawkowy;)) a każdy rozmówca myśli, że siedzę sobie w biurze czy w domu. Czasem wykorzystuję perfidnie ten fakt i urywam się na ryby. Niezła moc silnika sprawia, że jestem nad zalewem trochę szybciej. A i ta jego niezawodność… miodzio!

    Odpowiedz
  141. Nulek 27 grudnia 2016 o 18:52

    Uwielbiam śpiewać za kółkiem – bez sprawnego radia nie ruszam w żadną trasę! Dlatego lubię mój silnik, bo doskonale akompaniuje mi do każdej możliwej piosenki, czy to pop, czy rock, czy poezja śpiewana, bo i taką uprawiam od czasu do czasu. Mruczenie mojej maszyny to doskonałe tło, basy i chórek!

    Odpowiedz
  142. Anna 27 grudnia 2016 o 19:21

    Wsiadam , odkładam torebkę na fotel obok, wkładam kluczyk do stacyjki, na pozycje zero, zapinam pasy, sprawdzam czy i syn zapiął swoje,
    Sprawdzam czy lusterka są dobrze ustawione, ustawiam radio na stacje gdzie jest najbardziej ulubiony kawałek , mój o syna, przekręcam kluczyk , odpalam silnik….
    I reszta idzie jak z po maśle, to dzięki niemu docieram do szkoły z synem, do pracy na czas.
    Za. To go lubię ,ze nie muszę sprawdzać czy jest, czy się wyspał, czy ubrał, czy zdążył , jest zawsze i zawsze moge na niego liczyć. Jeszcze nigdy mnie nie zawiódł

    Odpowiedz
  143. Monika 27 grudnia 2016 o 20:01

    Lubię mój silnik za to, że się nie psuje i miło warczy jak dodaję gazu.

    Odpowiedz
  144. eczkaaa 27 grudnia 2016 o 20:16

    Podobno po ślubie wszystko jest wspólne więc i silnik w Mustangu mojego męża mnie po prostu jara …. jego mrku i jego chęć do zerwania kostki….silnik az się rwie i prosi aby mu troszkę przycisnąć i znowu mrukkkk ….

    Odpowiedz
  145. Henia 27 grudnia 2016 o 21:02

    Mój silnik lubię za to,że mnie nie zawodzi.Za każdym razem,gdy wkładam kluczyk do stacyjki,to mój silnik „odpowiada mi” prawidłowym hasłem…,bo jest bezawaryjny!Do tego „niezła” moc i niedużo paliwa na 100!Tworzymy zgrany duet!!!:-)

    Odpowiedz
  146. Jarek 27 grudnia 2016 o 21:34

    Nalewam bak i wiem że to się stanie już
    Przekręcę kluczyk on powie mi rusz, rusz!
    Rozbrzmiewa bas z tej metalowej duszy
    Pedał w podłodze, czego mnie dziś on nauczy?
    Nieprzewidywalny ciąg na miasto jest,
    Lecz po północy by uwodzić kogo chcę.
    Czasem spokojnie, czasem ospale,
    by zaraz znaleźć się na piedestale.
    Kolejny raz zamykam drzwi, gaszę światło,
    Oni się martwią, a ja wiem że dobrze śpi.

    Odpowiedz
  147. Łukasz 27 grudnia 2016 o 22:04

    Silnik mojego auta cenie najbardziej za bezawaryjność jak na razie nie było żadnych problemów mimo już znaczącego wieku i przebiegu. Cenię go też bardzo za ekonomiczność w stosunku do swojej pojemności co jest dla mnie bardzo ważne, ze względu na ciężką nogę oraz brak zadowalających środków finansowych

    Odpowiedz
  148. Henryk 27 grudnia 2016 o 22:06

    Mój silniczek 1,6 lubi sobie nieco zjeść ,gdy poczuje zapach gumy puści dymka z swojej rury.
    klawiatura cicho gra ,gdy 113 pod maską ma
    do doktora mało chodzi bo kontrolę ma na co dzień
    Helix-Ultra i V-Power do silnika życie całe
    Gdy o silnik swój się dba ,on ci radość z jazdy da
    jak opary w baku ma ,na shell stację szybko gna
    Mój silniczek jednym słowem kocham za to że jest zdrowy !!!

    Odpowiedz
  149. Bernadeta 27 grudnia 2016 o 22:08

    Przede wszystkim swój silnik cenię za to, że…… jest, że co dnia postanawia okazać mi swą wszechobecną dobroć i odpalić. Ten warrrrkot radości mojego silniczka napiewa mnie entuzjazmem i nadzieją, że kiedyś zamiast tego rzężenia usłyszę ” wrr wrrr wrrrrrrum” silnika legendarnego Ferrari w moim ekskluzywnym nowym samochodzie.

    Odpowiedz
  150. Dawid 27 grudnia 2016 o 22:31

    Najbardziej lubię gdy moj silnik podczas przyspieszenia tak cudownie, łagodnie , tak subtelnie i tak seksownie mruczy. Jest to moment sprawiający ze mam motyle w brzuchu. Szału radości dostaje wtedy gdy stojąc w korku czy jadąc bardzo powoli moj silnik przełącza sie na elektryczny i jest tak cudownie słyszeć ze paliwa w korku moj silnik nie pobiera. Za to wręcz kocham silnik i moj wóz

    Odpowiedz
  151. Łukasz 27 grudnia 2016 o 22:56

    Uwielbiam go za swobodny dostęp do wszystkiego z czego się składa dlatego w dużej mierze można go konserwowac samemu, za to że mimo 185 koni potrafi na światłach wszystko zostawić w tyle (choć trwa to zaledwie chwilę ) i za to że potrafi pojechać prawie wszędzie, w każde błoto. I za co go nie kochać

    Odpowiedz
  152. Ilona 27 grudnia 2016 o 23:00

    Mój silnik najbardziej lubię za jego sportową, waleczną duszę. Nie sportowe parametry, dużą pojemność czy moc, wysoką odcinkę, bo te cechy wcale go nie opisują. Świetna jest ta jego niezłomność i waleczność, cenię sobie to, że zawsze daje z siebie więcej, niż można by się spodziewać. Taki z niego towarzysz, waleczny i oddany. Za to go lubię!

    Odpowiedz
  153. Julia 27 grudnia 2016 o 23:03

    Uwielbiam swój silnik za to, że jest idealny. Nie jestem Panią szosy nigdy nie będę i nie chce być. Gdy jadę i słyszę mój silnik czuje się wyjątkowo, gdyż wiem że liczy się to, iż poruszam się w mym ukochanym samochodzie. Z pierwszym samochodem jest trochę jak z pierwszym chłopakiem/dziewczyną pewnie dzień rozstania nadejdzie lecz nigdy w życiu nie poczujesz tej samej magii, tego samego uczucia.

    Odpowiedz
  154. Tomasz 27 grudnia 2016 o 23:05

    Lubię mój silnik, bo niby czemu by nie. Odpala (prawie) zawsze, a zaraz po tym radośnie potrząsa całą karoserią. Wmawiam sobie tym że mam ekskluzywną wersję Malucha z funkcją masażu w fotelu, kierownicy i każdym innym elemencie. Oprócz „komfortu” dostarcza też mocnych wrażeń, na każdym śliskim zakręcie, pchając 600kg badziewia i śrubek, z siłą 24 kontuzjowanych kucy mechanicznych, wydając różne szalone dźwięki, przy których jazda z prędkością 60km/h pozwala poczuć rajdowe emocje.

    Odpowiedz
  155. Andrzej 27 grudnia 2016 o 23:07

    Ja swój silnik w aucie cenie za niezawodność i poczucie wolności. Dzięki niemu mogę zabrać całą rodzinkę na wspaniałe wycieczki po, ciągle jeszcze nie odkrytej do końca przez nas, Polsce. Dzięki niemu i takim podróżom mamy czas tylko dla siebie, na długie rozmowy, wygłupy i może to banalne ale ciągłe budowanie relacji opartej na prawdziwej miłości.

    Odpowiedz
  156. Kamil 27 grudnia 2016 o 23:10

    Lubię go za to że ma swoje „skromne” 140 KM i niezły moment obrotowy. Że dzięki niemu kilka razy udało mi się uniknąć poważnego wypadku samochodowego. Za to, że lubię jego dźwięk, szczególnie kiedy wrócę z dłuższej delegacji/urlopu – wtedy uruchamia się z bardzo stęsknioną nutą charakterystycznego warkotu. Za to, ze pomimo sporej mocy, nie płaczę podjeżdżając pod dystrubutor na stacji benzynowej.

    Odpowiedz
  157. Michał 27 grudnia 2016 o 23:12

    Mam z moim silnikiem w aucie podobne upodobania. Lubimy dalekie podróże, długą jazdę nocą i dniem, postoje na przydrożnych parkingach (z zajazdami). Obydwoje natomiast zdecydowanie nie lubimy wizyt w serwisach samochodowych. Mój silnik nie lubi, jak obce ręce grzebią mu we wnętrznościach i poufale dotykają (też tego nie znoszę)- ja dodatkowo nie lubię rachunków za te poufałe dotyki. Obydwoje też nie lubimy hałasu, i nie lubimy hałasu generować- dlatego silnik cichutko pomrukuje, a ja mu to wynagradzam tylko odrobinę głośniejszą muzyką, odtwarzaną z mojego samochodowego pendraczka.

    Odpowiedz
  158. Krzysztof 27 grudnia 2016 o 23:13

    Silnik w moim aucie lubię z kilku powodów. Największa jego zaletą jest oszczędność. Bo gdy jadę nawet dynamicznie to nie przekroczył 10l mało tego nigdy nawet 8-ki z przodu nie zobaczył. Drugi powód to to że jest dynamiczny, mimo 12lat mojego auta to dalej mogę wyprzedać większość aut na drogach i to bez problemu.

    Odpowiedz
  159. Artur 27 grudnia 2016 o 23:15

    Za to, że to właśnie on nadaje charakter całemu autu. Mógł być spokojnym ułożonym grzybem, a jest skurczybykiem, który na każdym kroku mnie podpuszcza i swoją chrypą namawia do hałasowania…
    To prawdziwa miłość, bo… nie umiem mu odmówić.. Im wyżej wskazówka na obrotomierzu, tym bardziej bydlak jest zadowolony… i ja też, bo to szczęśliwy związek. Ja mu kupuję paliwo, dużo paliwa, a on mi daje radość ;)

    Odpowiedz
  160. Dawid 27 grudnia 2016 o 23:16

    Na początek wyjaśnienie – silnik to znane 1,4 K16 Rovera napędzające ulepioną replikę Poloneza Coupe. Silnik uwielbiam za: Stosunkowo duża moc jak na tą pojemność, wystarczająca żeby pojawił się uśmiech szczególnie mając napęd na tył. Odcięcie zlokalizowane dopiero na poziomie 7200 rpm powodujące że uśmiech jest wyjątkowo szeroki. Świetne brzmienie pustego układu dolotowego przy nabieraniu obrotów od dołu aż do końca na każdym biegu – uśmiech może przerodzić się głośny śmiech!

    Odpowiedz
  161. Przemek 27 grudnia 2016 o 23:17

    Za to, że jest ze mną od 12 lat i na trasie zawiódł mnie tylko raz. Jednakże dzięki temu, zatrzymał się facet, który pomógł mi uruchomić moją strzałę. Od tamtego pamiętnego dnia idziemy z Kamilem przez życie razem. A w nagrodę moją peugeocinkę zimą zawsze trzymam w garażu. Niech wie jak jestem jej wdzięczna :)

    Odpowiedz
  162. Radek 27 grudnia 2016 o 23:18

    W moim silniku lubię to, że póki co ma moc całkiem wystarczającą, a jak jej zabraknie, to zniesie wyższą. Lubię go za to, że bulgocze niczym gorące źródła na Islandii tuż przed erupcją, a redukcja do trójki w tunelu potrafi doprowadzić do orgazmu nawet najbardziej zatwardziałe stare panny i samotne nauczycielki. Jaram się nim, bo połowa naszych „mechaników-wymieniaczy” nie potrafiłaby znaleźć swiec zapłonowych.

    Odpowiedz
  163. Marcel 27 grudnia 2016 o 23:19

    Lubię tego małego żwawego gnoja za to, że się nie chce zepsuć po zakupie. Dalsza część opisu będzie wyglądała jakbym go nie lubił,ale to pozory. Serio. Kupiłem ostatnio to eczysześ znowu z 1,6 pod maską no i wrzucłbym ISa, ale ta pierdziawa dla emerytów się po prostu nie psuje. A jak już się zepsuje to bardziej opłaca się wymienić uszczelkę pod głowicą albo i całą głowicę- w poprzednim M43 kosztowało mnie to jakieś dwanaście groszy i odmrożenia drugiego stopnia na tyłku (tak to jest jak się dokręca głowicę przy -10 na dworze).

    Odpowiedz
  164. Damian 27 grudnia 2016 o 23:20

    Za to że po całonocnej libacji rozebrałem go, bo zrobiło się jasno a spać nadal się nie chce. Na podwórku, na kobyłkach. Że po tygodniu oczekiwania dał się złożyć, choć nie wiedziałem co gdzie było, gdzie odłożyłem i po przestawieniu wałka o 90 stopni nadal jest bezkolizyjny. :) Za to że od tego czasu nie spala oleju, nie grzechocze i ogólnie nawet działa, choć ma parę śrub od Opla a w jednym miejscu nie ma jej wcale. Przez takie sytuacje człowiek się przyzwyczaja do żelastwa.

    Odpowiedz
  165. Grzegorz 27 grudnia 2016 o 23:22

    Za to że jest to rzędowa szóstka? Że pomimo już dawno jest pełnoletni odpala każdego dnia, pracuje że go nie słychać praktycznie, chyba że dodam gazu i wtedy wiem że pod maską jest MOC. Za dzwiek którego słuchasz gdy przeciągnięsz go po obrotach, który jest tak wspaniały że chcesz więcej redukcja i do odcinki prawie

    Odpowiedz
  166. Zygmunt 27 grudnia 2016 o 23:24

    Silnik mojego samochodu najbardziej lubię za to, że jest dynamiczny i spala przy tym niewielkie ilości paliwa. Dzięki temu mogę szybko pokonywać trasy, pędząc autostradą na tempomacie i klimatyzacji, wyprzedzając samochody większe i szybsze, lecz nie tak oszczędne jak mój. Lubię go również za to, że jest bezawaryjny, prosty w obsłudze i naprawach, które mogę wykonać samodzielnie

    Odpowiedz
  167. Rafał 27 grudnia 2016 o 23:27

    Mój silnik czyli poczciwe M42b18 uwielbiam za umiarkowaną moc, która wymusza na kierowcy szlifowanie techniki jazdy bez której nie da się wykrzesać 110% z samochodu. Za każdy pieprzony wężyk podciśnienia który zawsze jakiś luźny się wala, za prostą budowę dzięki której widzę gołą pokrywę zaworów, kolektory i przepustnicę.

    Odpowiedz
  168. Krzysztof S. 28 grudnia 2016 o 00:11

    A ja lubię swojego 2.0 TDI bo dzięki niemu podczas wypalania się DPF mogę dłużej posiedzieć w swoim samochodzie i wsłuchać się w piękny dźwięk rzędowej czwórki z podniesionymi obrotami :)

    Odpowiedz
  169. Ilona 28 grudnia 2016 o 00:31

    Kocham swój silnik za to że odpala w każdym najsroższym mrozie oraz w każdych innych warunkach. Mimo że to jest tylko 1.6 w oplu astrze czuje sie jakbym jechała subaru. Uwielbiam jego pomruk i to jak ludzie sie patrzą jak jadę jak błyskawica i wszędzie mimo korków udaje mi się zdąrzyć.

    Odpowiedz
  170. Magda 28 grudnia 2016 o 00:53

    Kocham swój silnik za klasyczne klekotanie- uwielbiam się w nie wsłuchiwać oraz za to że przejeździ niejeden nowoczesny silnik :)

    Odpowiedz
  171. Lilla 28 grudnia 2016 o 08:35

    Moje Audi A4 Avant z kochanym silnikiem 1,8 który nigdy mnie nie zawiódł , codziennie gotowy by warknąć na powitanie. Delikatne brzmienie podczas jazdy które uspokaja i relaksuje. To moje drugie ja :).

    Odpowiedz
  172. Magdalena 28 grudnia 2016 o 09:19

    A ja kocham „serce” mojego samochodu po prostu za dotychczasową nie naganną pracę, którą zawdzięczam po części mojemu ukochanemu osobistemu lekarzowi, który dba o auto i jego dobre samopoczucie. I to jemu na osłodę przypadły prezencik Pozdrawiam!

    Odpowiedz
  173. Sabina FK 28 grudnia 2016 o 09:51

    Ja kocham mój silnik za to,że jest prawdziwym dżentelmenem ,nie okazuje mi gwałtownych uczuć ,ceni ciszę i stabilność,oboje dogadujemy się bez słów,nie pije ,raz na jakiś czas, prosi o Drink Olej ,za co nie jestem zła :) wydaje mi się to normalne i do zaakceptowania.Jest zadbany i czysty ceni sobie miły zapach i nie domaga się dodatkowych kąpieli.Jeździmy wspólnie w długie trasy i zawsze mi podpowiada jakie tempo mam mu nadać,co wypada ,czego nienależny ,miły w obejściu, zasadniczy, troskliwy w stosunku do mnie, nigdy mnie nie zawiódł.Kocham jego mruczenie bo to jest ciała i duszy zniewolenie a każdego kierowcy pragnienie :)

    Odpowiedz
  174. Mateusz 28 grudnia 2016 o 10:55

    No pomijając kwestię przyspieszeń i frajdy z jady, najbardziej cieszy mnie dźwięk 6 tłoków wkręcających się na wysokie obroty. To chyba daję największą frajdę, gdy nasze uszy słyszą przyjemny rosnący warkot a my sami zostajemy dociskani do fotela. (Aż się chyba pójdę przejechać)

    Odpowiedz
  175. Michał 28 grudnia 2016 o 11:15

    Swój silnik lubię za to, że przy dość dużej mocy spala naprawdę niewielkie ilości paliwa. Lubię też za to, że jest niezawodny. Za to, że odpala za pierwszym razem. Lubię oczywiście także jego cichy, lekko pomrukujący przy odpalaniu dźwięk ;)

    Odpowiedz
  176. Kasia 28 grudnia 2016 o 12:41

    Za to że jest nie zawodny i nie muszę do niego zaglądać :) Takie rozwiązania ułatwiają nam współpracę :)

    Odpowiedz
  177. Bartek 28 grudnia 2016 o 12:56

    Jest prentki i żwawy mimo, że to nie Ferrari.
    Chodzi dynamicznie i swawolnie mimo, że to nie Ferrari.
    Niezawodnie od kilku lat toleruje moje wymyślne trasy mimo, że to nie Ferrari.
    Nie zamienię go na żaden inny, ale plecak idealnie by do niego pasował…mimo, że to nie Ferrari.

    Odpowiedz
  178. Magda 28 grudnia 2016 o 16:41

    Za zapach benzyny , za cichy równy chód.
    Za równą jazdę.Za komfort jaki mi daje.
    Za to że się nie psuje , za to że nigdy nie zawodzi.
    Za moc wrażeń i emocji.Za zrozumienie w trasie.
    Za adrenalinę.Za świst w uszach i wiatr we włosach.
    Za przejechane razem kilometry.

    Odpowiedz
  179. Piotr 28 grudnia 2016 o 16:57

    Silnik M70B50 jeden z moich ulubionych za co go lubie? Za styl pracy,za harmonie, za to ze nie robi zbednego halasu za to ze jest dostojny niczym ogier w stadzie. Jadac 150km/h wciskam gaz i tam gdzie wszystkim konczy sie moc tam on dopiero ozywa. Lubie go takze dlatego ze w polaczeniu z karoseria BMW E31 jest prawie idealny i to ze przypomina mi o tym kto marzy ten jest wygrany. Przypomina mi takze o moim najwiekszym motoryzacyjnym marzenia o Ferrari Testarossa w ktorym drzemie prawdziwa magia Ferrari i prawdziwa V12 ktora z mechaniki przemienila sie w sztuke.

    Odpowiedz
  180. Marek 28 grudnia 2016 o 17:04

    Muszę przyznać, że odkąd chodzę po tej ziemi interesuje się motoryzacją. Swoją przygodę zacząłem podkradając rodzicom auto jak jeszcze ani nie miałem prawka, ani nawet nie byłem pełnoletni. Wtedy też pojawiła się zajawka na „posiadanie mocy”. Każdy grosz odkładałem, aż w końcu uzbierałem na skuter. Nie był to jednak zwykły rekreacyjny skuter. To była wręcz maszyna, którą poddałem małemu tuningowi, dodając jej mocy. Na drodze odchodziłem dwuśladom:D
    Kolejne moje ciężko zarobione pieniążki wydałem na kurs prawa jazdy, po czym od razu uzbierałem na VW Derby. Dni spędzałem w moim technikum motoryzacyjnym, noce zaś w garażu. To były najwspanialsze noce mojej beztroskiej młodości! Odrestaurowałem Derbiaczka i wyjeżdżam nim z garażu „od święta”, gdyż jest to właśnie dla mnie coś odświętnego i wyjątkowego. Sami rozumiecie, że musiałem więc mieć auto na co dzień, więc kupiłem Golfa II. Nie byłbym sobą, gdybym nie pogrzebał w silniku:) Potem doszła Vectra B, a teraz mam A6 C6. Wszystkie moje auta łączyło jedno: tzw gleba, chip, wydech. Uwielbiam motoryzację, kocham poświęcać swoje weekendy na grzebanie w autach. Tym bardziej, że moje „projekty”, to klasa, „ozdoba zlotów”,żaden wieś-tuning.
    Nawiązując do tematu konkursu, teraz już wiecie, że dźwięk silnika to płynąca z mojego serca muzyka. I uczciwie, z pasją oddaje się jej w całości.

    Odpowiedz
  181. jacek 28 grudnia 2016 o 17:52

    … chyba za to, że żyjmy w symbiozie … ja o niego dbam, a on mnie lubi i się jakoś nie psuje :):):)

    Odpowiedz
  182. Łukasz 28 grudnia 2016 o 21:26

    Swój silnik lubię najbardziej za to, że dosyć szybko ucina każdą moją próbę ingerencji pod maską. To daje poczucie bezpieczeństwa: podnoszę maskę, a tu wielka pokrywa silnika. Nie wolno mi nic reperować – jedź do mechanika! Kiedyś wszystko było w polu widzenia, można było poprawić, podkręcić, wymienić. Dziś mój silnik jest cały zakryty. Trochę jak ojciec, który zamyka przed dziećmi szafkę z detergentami. I lubię mój silnik za to, że mogę mu zaufać – on wie, że lepiej się zamykać przed amatorami :)

    Pozdrawiam!

    Odpowiedz
  183. Ewa 29 grudnia 2016 o 11:11

    Może silnik już jest trochę leciwy, ale patrząc na młodsze autka to mój ma cichutkie brzmienie. Można powiedzieć, ze mruczy jak zadowolony kociak. Ponadto nie sprawia praktycznie żadnych problemów. Może co prawda kapkę oleju raz na kwartał wleję, ale każda bryka potrzebuje nasmarowania :)

    Odpowiedz
  184. Damian 29 grudnia 2016 o 12:02

    Mój silnik to M50B20 od BMW, czyli 2-u litrowe, 6-o cylindrowe 150 koni na legendarnym żeliwnym bloku, w sedanie BMW E36

    ALE NIE BĘDĘ się tutaj nad nim rozczulał i pisał wyszukanych epitetów o tym jaki on jest fantastyczny, jak buczy, jak „ciągnie od dołu” i jak równo pracuje.

    Lubię go za to, że wiernie i bezawaryjnie służy, podczas gdy fundusze zbierają się na zastąpienie go 6-o cylindrowym 2.8 ze strokerem na 3.0 – 3.2 %-)

    Odpowiedz
  185. wojtas 29 grudnia 2016 o 12:05

    Silnik czyli K-seria z Rovera lubię za to, że mimo upływu lat mocy mu nie brak, za to, że facetom w podeszłym wieku w bmw pokazuje się gdzie ich miejsce. Lubię go nawet za to, że spala potężne ilości paliwa jak na 1.6, a nawet za to, że co 5 lat trzeba wymienić uszczelkę pod głowicą…
    A kocham go za to, że nigdy nie zawodzi!

    Odpowiedz
  186. Dominik 29 grudnia 2016 o 12:52

    N62B44

    za to, że nie przekraczająć 1500 obrotów wyprzedzam 95% tych co się chcą pościgać.
    za to, że robiąc kickdown uciera nosa tym którzy chcieli by nas przyblokować
    za to, że 200 to kwestia sekund

    no i to Vrumrurururum

    Odpowiedz
  187. Zyga 29 grudnia 2016 o 12:55

    Mój ulubiony silnik 2,0 8V w Renault Espace za co lubię najbardziej. Otóż za to, że cierpliwie znosi mój frywolny styl napraw, to jest na przykład: poksilinę na pękniętej misce, przewody zapłonowe od poloneza, „akcesoryjny” alternator od matiza, klej do szyb w poduszkach skrzyni i tak dalej i tym podobne. Mimo wszystko wiem, że on też mnie lubi, gdyż od dwóch wymian oleju jest karmiony helixem ultra 5W40 i zapitala jak należy. Targa klamoty, przyczepy i różne tam inne akcje.

    Odpowiedz
  188. AMG blog 29 grudnia 2016 o 13:27

    Nie lubię mojego silnika… – ja go kocham, tak jak cały mój samochód! Zdrowe 3S-GE pracujące pod maską mojej Toyoty Celiki GT to prawdziwa japońska rzędówka o nieograniczonym potencjale i iście rasowym brzmieniu! Kocham ten silnik za to, że daje mi do dyspozycji aż 204 dzikie, brutalne, nieokiełznane i pewne siebie niczym samiec alfa konie mechaniczne. Kocham też za to, że powyżej 5 tys. obr/min wydaje z siebie przeraźliwy rykoświst, który przypomina odgłos jakiegoś drapieżnego zwierza walczącego o pokarm dla swojego stada. Kocham go za to, że shifta z trójki na czwórkę mogę robić przy 180 km/h. To wszystko powoduje, że w chwili, kiedy 3S-GE dochodzi do końca (czyli około 7200 obr/min)… dochodzę również ja. Związek idealny i na całe życie!

    Odpowiedz
  189. DemptD 29 grudnia 2016 o 15:58

    W sumie to ja swojego silnika nie lubię. Za co niby mam go lubić? Za 130KM przy 900kg? Za to że odcinka jest dopiero przy 7200RPM? Za to że się na obroty wkręca bez problemów? Za to że oleju nie bierze? Za to, że ma podwójny wałek rozrządu i 16 zaworów? Za to że jak idę po części do sklepu to trzeba się wykłócać bo ‚panie, ale tam to yno 1.8 dyzel był, kaj tam bynzyna i jesce 130 kunia w takym ałcie, pacz pan, tu w katalogu yno dyzel je’? To wszystko nie zmienia faktu, że i tak prędzej auto ulegnie biodegradacji niż go komuś oddam :)

    Odpowiedz
  190. Piotr 29 grudnia 2016 o 17:28

    Kocham swój silnik za to, że nigdy mnie nie zawiódł. Gdy go zapalam, słyszę ten cudowny klekot TDCI, na wtryskach common rail, czasem przy gorszym oleju napędowym, potrafi pofalować obrotami, co znaczy, że prosi o lepszy posiłek dla siebie. Ostatnimi czasy – drży, co nie znaczy, że mu zimno, po prostu prosi o nową poduszkę dla siebie – już niedługo mój 1.8, tylko na konto zawita wypłata a będzie Ci miękko. Mimo, częstych podróży na trasie, nigdy mnie nie zawiódł, dbanie o niego jest dla mnie najważniejsze!

    Odpowiedz
  191. Kinga 29 grudnia 2016 o 19:47

    Swój silnik uwielbiam za to, że podczas poślizgu na lodzie i uderzenia w drzewo nic mu się nie stało a jedyny koszt naprawy to zakup nowej osłonki! Pozdrawiam Kinga

    Odpowiedz
  192. Wojtek 29 grudnia 2016 o 19:49

    Za co najbardziej lubisz silnik swojego samochodu?

    Najbardziej lubię w moim silniku mruczenie z wydechu, W końcu rzędowa szóstka ma piękną mowę nawet przy stockowym wydechu. Lubię w nim to że jak coś zacznie się psuć to jest proste w naprawie i sprawia przyjemność przy majsterkowaniu. To że wieczorem odpalę go i mogę jechać bez celu bez obaw że mnie zawiedzie.

    Odpowiedz
  193. Jakub 29 grudnia 2016 o 19:58

    Stary, prosty, niezawodny – mój silniczek 8-zaworowy!

    Odpowiedz
  194. Natalia 29 grudnia 2016 o 20:27

    Kocham mój silnik za to że nie zawodzi mnie w sytuacjach kryzysowych gdy trzeba kogoś wyprzedzić w krótkim czasie. Że nie spala dużo paliwa a ma 115 koni. Wielu facetów się nie raz zdziwiło gdy próbowali się ze mną scigać. Myśleli że jakimś słabym turbodislem jadę a tu wielka niespodzianka . Najlepsza jest ich mina gdy odjeżdżam im w siną dal. Za to kocham ten silnik. Gaz w podłodze i nie ma mocnych na niego :) Odkąd nim jeżdżę nic nie bylo robionę z silnikiem . Jest żyleta :)

    Odpowiedz
  195. Ilona 29 grudnia 2016 o 22:31

    Kocham to mało powiedziane, uwielbiam swój silnik za jego brzęczenie:-). Uwielbiam jak głośno warczy, bo kocha to mój synek, który na odpalenie auta krzyczy TITI….:-) a po 10 minutach jazdy zasypia. Najlepsza kołysanka dla dziecka…brzęczący silnik…a dla młodej mamy radość z jazdy takim autem :-)

    Odpowiedz
  196. Kamil 30 grudnia 2016 o 03:24

    Najbardziej silnik swojego samochodu lubię za jego dźwięk. W moim Nissanie Skyline posiadam silnik 2.0l RB20DE NEO I6, 240 KM – piękny warkot silnika i czego chcieć więcej? Uwielbiam jego świst przy zmianie biegów. Pamiętam, gdy jeździłem nim w grze i już wtedy moim marzeniem stało się być jego posiadaczem, zakochałem się w jego wyglądzie i dźwięku. I oto jest – niebieska bestia stoi w moim garażu. Dodatkowo samochód ten jest stosunkowo ekonomiczny oraz bezawaryjny, co bardzo cenię.

    Odpowiedz
  197. Alek 30 grudnia 2016 o 09:55

    1-2-4-5-3, 1-2-4-5-3, 1-2-4-5-3… właśnie tę kolejność kocham, a najbardziej to kocham trzeci cylinder, w którym mieszanka odpalana jest na końcu, dzięki czemu pomruk motoru jest zupełnie nieadekwatny do wyglądu auta – rodzinnego kombi. Ten dźwięk uzależnia – nie potrafię oprzeć się pokusie głębszego wciśnięcia pedału, aż do odcięcia, aż ciary przechodzą… A kiedy odwożę chłopaków do szkoły to wciąż słyszę to samo pytanie: „Tata, czy już silnik się nagrzał, czy już możesz zrobić WRĘ WRĘ?”

    Odpowiedz
  198. Gabriel 31 grudnia 2016 o 15:46

    Posiadam samochód z szarganą opinią wśród polskich kierowców, a jest nim FIAT BRAVO 1998r. (12V 85KM). Niniejszym komentarzem postaram się obronić jego dobre imię:

    Po primo: Fakt jego posiadania wpłyną na moje życie towarzyskie, częste wizyty na stacji benzynowej pozwoliły mi podwoić liczbę znajomych na facebook’u.

    Po sekundo: Dzięki jego mocy czuje się bezpiecznie, a kontakty z organami ściągani ograniczyłem do minimum.

    Po tercjo: To on jest moim bodźcem rozwojowym, wciąż zmusza mnie do poszerzania wiedzy z zakresu mechaniki.

    Może w swojej opinii jestem nieco stronniczy, ale PIERWSZA miłość nie rdzewieje. Ciao :-)

    Odpowiedz
  199. Dominik 31 grudnia 2016 o 15:47

    Za te dreszcze, które przechodzą całe moje ciało od koniuszków palców po czubek głowy, przy wciskaniu pedału gazu. Nie da się tego opisać słowami ale jestem pewien, że każdy z Was doskonale wie o co mi chodzi :)

    Odpowiedz
  200. Roman 1 stycznia 2017 o 22:23

    Kocham wszystkie razem, lubię każdy z osobna:
    M52B28 (BMW) – za wrażenia werbalne dostępne w całym zakresie obrotów,
    4M40 (Mitsu) – za moment dostępny od samego dołu, z którym nie straszna mu żadna górka,
    2G (VW) – za to, że podczas gdy w pierwszym padnie czujnik poł. wału,
    w drugim obróci się panewka na wałku balansującym,
    on odpali po roku stania w krzakach i zawiezie moje cztery litery gdzie tylko zapragnę.

    Odpowiedz
  201. Katarzyna 2 stycznia 2017 o 11:50

    Lubię silnik mojego samochodu za to,że jest niezawodny i technologicznie doskonały.Zaraz,zaraz…wróć,a raczej cofnij-powinnam powiedzieć-w języku samochodowym :-)Wcale taki nie jest,ale to SERCE mojego kochanego samochodu,więc powiem inaczej:zawsze mogę na niego liczyć.Dobra…tak już zupełnie szczerze?SERCE podpowiada mi co innego,ale to już moja tajemnica.

    Odpowiedz
  202. Ryszard 2 stycznia 2017 o 14:30

    Ja cenię swój silnik (M50B20 BMW) za to jakie ciarki przechodzą mnie i wszystkich pasażerów gdy tylko ruszam. A poza tym za wspaniałą, płynną jazdę.

    Odpowiedz
  203. Wisznia 2 stycznia 2017 o 14:58

    Swoje M52B25 uwielbiam za miłą dla ucha grę szklanek i spalanie oleju. Po 10000 km, po dolewkach, mam już praktycznie nowy olej.

    Odpowiedz
  204. Agata 2 stycznia 2017 o 17:13

    Mój silnik jest bardzo ładny:). Co więcej, gdy wsiadam do mojej ukochanej rakiety – Opla Astry – mruczy jak kot, żeby dać mi do zrozumienia jak bardzo za mną stęsknił. Ja i moja Asterka tworzymy zgrany, żeński duet.

    Odpowiedz
  205. Michał 2 stycznia 2017 o 18:31

    Silnik w moim starym „Mondku” uwielbiam za to, że przez te 10 lat i 150 tyś. przebiegu zawsze mogłem na niego liczyć. Bez względu na mróz, czy piekielny upał zawsze jest w wysokiej dyspozycji. Nie mogłem czuć pełni dumy ze starej konstrukcji, ale to uczucie, kiedy mijałem kilkuletnie auta z maską w górze było bezcenne.

    Odpowiedz
  206. Agnieszka 2 stycznia 2017 o 19:57

    Za co cenie swój motor ?
    Posiadam awaryjnego cudownego Twin. Sparka więc najbardziej cenię w mojej Gtv to , że jeszcze jest sprawny , nie stuka , nie puka , nie kaszle :D Jeździ ! :D
    Serduszko jest całkowicie sprawne, odpycha się na prawdę dobrze i daje dużo frajdy z jazdy ,a to chyba jest najważniejsze? :D krótko i zwięźle … za dynamikę, za to ile daje zabawy i że ciągle i cały czas od 16 lat służy <3 !
    a Gadżety Ferrari – włoskiej marki idealnie pasowałyby do mojej Alfy :D

    Odpowiedz
  207. Natalia 2 stycznia 2017 o 21:02

    Moja bestia jest prawdziwą bestią, mimo że nikt nie spodziewałby się zgrabnej zwrotności po silniku 1.1 to jednak ona to potrafi. W sumie to on. Dużo razem przejechaliśmy … kilometrów :) A jego silnik najbardziej kocham za niezawodność – przejechaliśmy razem wiele zim i jeszcze ani razu mnie nie zawiódł. Zawsze odpala. :)

    Odpowiedz
  208. PIOTR 2 stycznia 2017 o 21:11

    Mój silnik lubię za jego niezawodność,pomruki,bzyczenie,lekkie zgrzyty i oszczędność w spożyciu oleju – nie to co ten opój bak !!! można lać i lać …..

    Odpowiedz
  209. Adriana 2 stycznia 2017 o 21:25

    A ja cenię swój silnik za to , że zawsze zapali . Obojętne czy jest skwar czy też mróz -25 stopni Celcjusza mój mąż walczy ze swoim bezyno-gazownikiem pół dnia , a u mnie tylko cyk , i w drogę :)

    Odpowiedz
  210. Halina 2 stycznia 2017 o 22:00

    Ja mojego benzynowca nie uwielbiam za coś. Ja go uwielbiam mimo wszystko. Mimo chrobotania, humorów godnych baby w wysokiej ciąży i tajemniczych skoków spalania. Ale jeździ, odpala na mrozie i przechodzi przeglądy:)

    Odpowiedz