Wydaje mi się, że jestem trochę niepełnosprytny konsumpcyjnie.

Zupełnie nie kumam reklam, mody, pogoni za postępem technologicznym ani tego całego przekazu podschodowego.

Kompletnie nie ruszają mnie uśmiechnięte mamy młodego Jasia opowiadające o zdrowych marchewkach, blondynki krążące nocą po całym mieście tylko po to, żeby zrobić komuś trochę lurowatej kawy z czajnika, czy też chodzenie po plaży z rozpiętą koszulą, zmierzwionymi włosami i zamyślonym wyrazem twarzy – jak zwykli robić to używający drogich perfum, odnoszący sukcesy goście o kwadratowych szczękach. To w sumie ciekawe, bo podobno takie reklamy o wyglądaniu jakby wróciło się właśnie z imienin u szwagra bardzo dobrze działają na osobniki takie jak ja.

Bo nie wiem czy wiecie, ale my – faceci, bardzo chcemy być tacy fajni jak przedstawiani w reklamach samce Alfa Romeo.

Też chcemy mieć kwadratowe szczęki, apartamenty na najwyższym piętrze, szerokie torsy i odziane w kuse kiecki laseczki o ciemnych oczach garnące się nam do łóżka. Chcemy wracać do domu nad ranem, plażą, z rozpiętą koszulą i zamyślonym wyrazem twarzy.

A to właśnie – jak głosi przekaz, zapewnić mogą nam kosztujące czterysta złotych perfumy sygnowane przez kogoś nazywającego się tak samo jak łysiejący sprzedawca dywanów z południowej Florencji.

W teorii powinno więc mnie to ruszyć. Po obejrzeniu kilku takich reklam powinienem poczuć nieodpartą potrzebę, by czym prędzej pobiec do pobliskiego sklepu, spryskać się wodą z krokodylem z testera, a potem stanąć przy skrzyżowaniu i czekać, aż jakiś bezdomny odda mi swoje BMW M4. Potem jeszcze kilka spotkań z ludźmi w drogich garniturach, trochę chodzenia po plaży, zbieranie kluczy na bankiecie, pewny uścisk ręki i bam!

Prentki – człowiek sukcesu.

Podejrzewam, że to właśnie przez brak odpowiednich perfum mam dziś tylko malutki garaż, twarz typowego miłośnika win owocowych i stare, wypłowiałe BMW e36 – bo w przeciwieństwie do samców Lancia, na kupioną niedawno wodę toaletową wydałem ledwie czterdzieści złotych.

Czterdzieści złotych.

To nie był wybór na miarę ludzi sukcesu. To nie był wybór człowieka, który spaceruje po plaży w rozpiętej koszuli. Na swoją obronę dodam jednak, że miała naprawdę przyjemną woń.

Na opakowaniu pisało, że pachnie jak drzewo i sandały.

Poza tym w kieszeni zostało mi trzysta sześćdziesiąt złotych, które mogłem przeznaczyć na znacznie ważniejsze w mojej ocenie rzeczy – na przykład chrupki bekonowe, benzynę 95 i piwo typu porter.

Żebyście nie myśleli jednak, że jestem sknerą – o nie. Prawda jest taka, że byłbym skłonny wydać dużo więcej pieniędzy, gdyby tylko ktoś dostatecznie mądry umieścił to, co chcę kupić od razu na wejściu do najbliższego sklepu. Tak zresztą powinny moim zdaniem wyglądać skuteczne, adresowane do facetów reklamy:

„Nasz produkt znajdziesz od razu obok kasy”

Albo jeszcze lepiej:

„Nasz szampon to ten w czarnej butelce. Służy do mycia włosów ale śmiało możesz umyć nim również jajka. Stoi przy kasie, pomiędzy piwem typu porter, benzyną 95 i chrupkami”

Szczerze mówiąc w kwestii kosmetyków byłbym skłonny zaryzykować nawet zakup czegoś zajeżdżającego jak leśna kostka toaletowa wymieszana z zimowym płynem do spryskiwaczy, bylebym mógł tylko oszczędzić sobie w ten sposób łażenia po całym sklepie i szukania półki, którą jakiś nadużywający żelu do włosów osioł w przydużym garniturze z przeceny postanowił z dnia na dzień przenieść na drugi koniec hali.

Parę lat temu sklep, który wyjątkowo lubiłem zrobił coś takiego i wierzcie lub nie ale nigdy już tam nie wrócę – aż tak bardzo mnie tym swoim sprytnym zabiegiem marketingowym wkur****.

Zdarzają się jednak jeszcze gorsze rzeczy – na przykład wyświetlane na okrągło reklamy sieci komórkowych. Po pierwsze, za cholerę nie rozumiem jak to, że w danym spocie wystąpiła ta przerażająca baba od botoksu i białych rękawiczek miałoby nakłonić mnie do przeniesienia czegokolwiek w inne miejsce.

Po czymś takim nie przeniósłbym do nich nawet swojego słoika po ogórkach.

Ani taboretu.

Szczerze mówiąc nie przeniósłbym nic nawet gdyby w reklamie pojawił się sam Carlos Sainz.

Albo roznegliżowana Daisy Ridley.

Po drugie – kiedy w trakcie oglądania powtórki powtórki powtórki jakiegoś filmu z Alem Pacino, w przeciągu niespełna godziny, czternaście razy pokazano mi podrygującego radośnie Kamila Bednarka to owszem, nabrałem nieodpartej ochoty, żeby zrobić coś z moim telefonem.

Tyle, że chodziło nie tyle o przenoszenie go do innej sieci, co raczej wepchnięcie go do gardła idiocie, który uznał, że emitowanie tej reklamy średnio co cztery minuty to naprawdę doskonały pomysł.

„Zobaczycie – ludzie to pokochają!”

Kolejny przykład – muszę przyznać, że dotąd nie miałem nic do Toyoty. Owszem, niespecjalnie przepadam za przyklejaną do Priusa świętoszkowatą ideologią ale z drugiej strony po głowie chodziło mi kiedyś kupno trzydrzwiowej Corolli E110 i zbudowanie na jej bazie repliki modelu WRC. Bardzo podoba mi się też wyposażona w halogeny i duże chlapacze Celica GT-Four i stare Camry w automacie.

Ostatnio Toyoty zrobiły się trochę nudne, ale poza tym kojarzyły mi się raczej pozytywnie.

Odkąd jednak w radiu zaczęli puszczać podszywające się pod program motoryzacyjny reklamy z Zientarskim, prędzej zjadłbym wczorajszą bieliznę Spalacza niż postawił na moim podjeździe cokolwiek mającego związek z tym cyrkiem.

Serio – nie wiem jak Wy, ale gdybym miał w kieszeni sporo gotówki i planował właśnie zakup nowej Toyoty, po usłyszeniu tej reklamy czym prędzej popędziłbym do salonu Mitsubishi.

Albo do Nissana.

Nie chciałbym żeby znajomi mieli mnie za idiotę, który nie potrafi odróżnić programu motoryzacyjnego od dwuminutowej reklamy – a takich klientów chce najwyraźniej pozyskać swoją kampanią Toyota.

Jeśli więc w najbliższym czasie zauważycie na ulicy nową Corollę czy innego Yarisa to zachowajcie szczególną ostrożność bo bardzo możliwe, że siedzący za kierownicą gość będzie dysponował ilorazem inteligencji typowym dla ludzi, którzy korzystając z toalety na stacji benzynowej są w stanie katapultować swój stolec na wysokość sufitu.

Bo co jak co, ale chyba tylko ludzie mający problem z trafieniem dziurą w tyłku do wielkiej białej muszli mogliby nabrać się na ten numer z „Automagazynem”.

W sumie to zastanawiam się jak musiałaby wyglądać reklama, żebym zareagował na nią zgodnie z założeniami. Owszem – w internecie jest sporo filmików o proszkach do prania i piwie, które są zabawne albo poruszające ale i tak nie zmienia to faktu, że niespecjalnie mnie do czegoś przekonują. Kiedy wybieram makaron na kolację, nie sugeruję się tym, że niedawno w telewizji widziałem reklamę, w której jakaś kobieta tańczy z nim w kuchni.

Sięgam po ten, który ma normalny czas gotowania i nie kosztuje 4760 złotych.

Ostatnio jednak za sprawą reklam faktycznie zdarza mi się podejmować pewne decyzje – sęk w tym, że zupełnie odwrotne od tych, na które liczyły jadące na sojowej latte, amfetaminie i sałatkach z rukolą dziewczyny z działu marketingu . Dziś na przykład za cholerę nie kupiłbym już Toyoty. Ani większości reklamowanych w telewizji tabletek i syropków. Dlatego też mam małą radę dla firm, które wydają grube pieniądze na tego rodzaju kampanie.

Nie róbcie tego.

Dajcie mi w spokoju obejrzeć film z Pacino.

A na swoich produktach napiszcie po prostu coś o drzewach i sandałach, a potem postawcie je blisko kas.

Cokolwiek to będzie, kupię od razu cztery.

27 Komentarzy

  1. Jarosław 20 lutego 2018 o 13:44

    No i wyrósł nam następca drożdżówki….eee znaczy zlomnika.

    1. Prentki 20 lutego 2018 o 13:46

      Rozwiń myśl jeśli możesz, bo z internetem chyba też nie jestem na bieżąco ;)

      1. Jarosław 20 lutego 2018 o 13:55

        Sarkastyczno ironiczny kontestator Rzeczpospolitej konsumpcyjnej.

        1. Prentki 20 lutego 2018 o 15:04

          Eee – spoko, to nie ja.
          Ja jestem tylko przygłupem z beemki ;)

  2. Szymon | nielubiediesli.pl 20 lutego 2018 o 14:07

    Ej, ale kosmetyk o zapachu leśno-cytrusowej kostki do kibla istnieje i nawet mam go na półce w łazience. Nie ściemniam. To krem do golenia Lider Classic (ten zielony). Wali muszlą aż miło, polecam.

    1. Prentki 20 lutego 2018 o 14:25

      Lider Classic to klasyka <3
      Coś jak Amol i płyn po goleniu marki Brutal.

      1. Szymon | nielubiediesli.pl 20 lutego 2018 o 14:47

        Zgadza się. Spryskanie się Brutalem lub Warsem to najlepszy sposób na: „Kochanie, a może włączylibyśmy sobie wieczorem jakąś komedię romantyczną, poprzytulali i porozmawiali o nas”? Działa ZAWSZE :D

  3. REMIQ 20 lutego 2018 o 23:30

    Ja na reklamy się uodporniłem. Kilka(naście) lat w pokrewnej branży zatkało mi jakimś szlamem kanaliki, którymi takie przekazy trafiają do centrali.

    Toyota – tak, ale z epoki przed-zientarskiej np. Supra mk4.

    Daisy Ridley – nieeee. Znam mam osobiście fajniejsze (od nich kupiłbym nawet wodę z kałuży).

    Poza tym martwi mnie jedna rzecz, przypuszczam jaka jest przyczyna i chyba wiem jak ją rozwiązać.
    Otóż (skąd ja takie słowa znam?) Twoje wpisy trzymające jak zawsze wysoki poziom idą w stronę „@#$% jaki ten świat jest jednak do dupy”. To jest oznaka starzenia się wynikająca z prostej rzeczy: wszystko już naprawiłeś i nie ma przy czym dłubać w garażu. No więc w ramach terapii podstawię Ci moje Audi do ogarnięcia. I am the evil one… :D I chrupki przywiozę. DUŻO CHRUPEK i piwa.

    1. Prentki 23 lutego 2018 o 08:36

      Suprę MK4 chciałbym nawet gdyby reklamował ją Dawid Kwiatkowski :v

      Co do starzenia się – nie wiem czy zauważyłeś, ale czerwony kabriolet z chromowanymi kółkami kupiłem sobie już parę lat temu. Tak więc w kryzys wieku średniego zacząłem wchodzić już tuż po 20-tce.

      Skoro w wieku 30 lat robię się tak zgryźliwy to strach się bać jak będę się zachowywał kiedy z przodu stuknie mi czwóreczka ;)

  4. Argrent 21 lutego 2018 o 09:56

    Obowiązkowy element każdej podróży… fota z siatką z biedry musi być;)

  5. davyjones 21 lutego 2018 o 21:17

    Coś tekst się nie wyświetla

    1. Prentki 23 lutego 2018 o 08:38

      Wyłącz adblocka – w tekście wiele razy przewija się słowo „reklama” i ten pewnie zdziknął ;)

  6. Marcel 22 lutego 2018 o 13:01

    kolejny raz czytam i kolejny raz myślę ‚ku#w@, mam tak samo’. więc albo czytasz w moich myślach albo na tej planecie jest więcej ludzi podobnie myślących. może trzeba przemyśleć kwestię przejęcia kontroli nad światem? z tego co pamiętam to kandydata na prezydenta i ministra od łutututuuu już masz. stanowisk jest jeszcze trochę do obsadzenia, ale chętnych również nie powinno zabraknąć…

    ps: ile dostajesz od dyskuntu z kropkowanym owadem za reklamę? jeśli ich nazwa nie znajdzie się w treści wpisu to na pewno będzie zdjęcie. nie chce mi się szukać, ale daję rękę mojego kolegi, że istnieją wpisy, w których jest i zdjęcie i wymieniona nazwa.

    1. Prentki 23 lutego 2018 o 08:41

      Myślę, że jest nas więcej niż się nam wszystkim wydaje. Po prostu niewielu z nas mówi głośno o tym co im siedzi na wątrobie, bo to nie nasza domena ;)

      Co do owada – nie dali mi nawet zniżki na chrupki. To jest jakiś ku** dramat. Nie po to zostałem blogerem, żebym musiał płacić za takie rzecz. Chyba przerzucę się na jutuby, podobno tam czesze się gruby hajs i w ogóle ;)

  7. Darek 22 lutego 2018 o 16:18

    Odpalam felieton, widzę same komentarze. Adblock zablokował treść. Ki ch*j?

    1. Kacper 22 lutego 2018 o 23:12

      U mnie działa ,a adblock 24/7

      1. Prentki 23 lutego 2018 o 08:43

        Kacper – może masz prentkiego w wykluczonych? Kiedyś już pisałem jakiś felieton używając parę razy słowa „reklama” i stało się dokładnie to samo.

        1. Kacper 23 lutego 2018 o 09:12

          Nie mam bo wchodzę z różnych urządzeń. Wszystko działa elegancko.

  8. jonas 22 lutego 2018 o 21:24

    Mi uBlock Origin zablokował tekst, pewnie ze względu na słowo „reklama” odmieniane w wielu przypadkach.

    Telewizji nie oglądam w ogóle, gdyby jutro zniknęła całkowicie to nawet bym nie kwiknął. Żona ogląda czy raczej uruchamia czasem ten wyświetlacz reklam i generator krzyków, żeby coś w tle brzęczało. Ale cóż, jakieś wady trzeba mieć, dla podkreślenia zalet chociażby.

    Proszę pana, TOJOTA! Modele hybrydowe, świetne finansowanie, legęęęędarna niezawodność, chcij to teraz! I to mówi koleś, który nie potrafił wpoić synowi podstaw prowadzenia samochodu tak, by nikogo nie zabić. Autorytet po wuju, zaiste.

    Celicę VII miałem jakiś czas, fajna zabawka i obłędny wygląd, zwłaszcza z tyłu w wersji ze spojlerem TTE. Aż dziwne, że ten sam producent może wypuścić Yarisa, Aurisa czy Avensisa, czyli motoryzacyjne tło i ulicznych statystów.

    Reklamy mają na mnie wpływ niewielki ze skłonnością do żadnego. Nie kupiłem żadnego samochodu, telefonu czy innego przedmiotu trwałego użytku dlatego, że w reklamie bełkotał pseudoautorytet, pląsały półnagie siksy, odwołano się do tradycji, historii albo czegoś jeszcze. Algorytm kupowania szajsu jest w sumie dość prosty – if szajs jest potrzebny then kup, else wyjdź.

    No a suplement diety Spierdolizyna Plus De Pięć na zespół uschniętego jądra to guano na patyku i na pewno nie będę sobie tym dewastował wątroby, zatem poszli won.

    1. Kacper 22 lutego 2018 o 23:23

      EEEE każdy mówi że jest odporny na reklamy,

      A tu np. taka faza że jak się zapytasz o auto które jest dobre na co dzień i można się pobawić to od razu tabulny ludzi powarzają reklamowe hasło BMW. RADOŚĆ Z JAZDY to tylko bawarka. A czym bawarka ustępuje pozostałej tylnonapędowej konkurencji to już często nie potrafią odpowiedzieć.

      A jeśli chodzi o reklamy Toyoty, to prawie umarłem ze śmiechu przez ten spot który mówił noooo hybryda to ma moc i kopa XDDDDD RAV4 – król przyśpieszenia :P

      1. Prentki 23 lutego 2018 o 08:54

        W sumie to tak kminię czy ostatnimi czasy zdarzyło mi się kupić coś pod wpływem reklamy, ale nic nie przychodzi mi do głowy. Wiadomo, że te przekazy zawsze wchodzą jakoś podschodowo pod czerp, jednak z założenia na półce omijam tylko te najtańsze i najdroższe produkty, a całą resztę przeglądam po zderzeniu cena/odpowiadająca mi cecha (np. zapach, kolor itd).

        Nie wiem, za głupi chyba jestem na cały ten marketing…

      2. jonas 23 lutego 2018 o 17:37

        Ale ja nie mówię, że jestem odporny, czego najlepszym dowodem te Toyoty Zientarskiego. Gościa nie lubię, nowe Toyoty mnie nie zwilżają (poza GT86), a mimo to zapamiętałem markę i główny przekaz.

        No ale żeby teraz lecieć i kupować hybrydę proszę pana Toyoty, to jednak nie. Czyli misja nieudana.

        Fajne auto to diesel kombi, bo mało pali i można sporo zapakować. Taka jest najczęstsza odpowiedź na pytanie o fajny samochód.

  9. maxx304 23 lutego 2018 o 21:22

    A najśmieszniejsze w tym całym bajzlu reklamowym jest to, że jak zaczynam szukać, czytać i porównywać, to ZAWSZE znajdę konkurenta reklamowanego produktu, który jest lepszy, tańszy (lub droższy, ale bardziej funkcjonalny), i o nim w mediach jest CISZA. Przypadek?
    A co do samochodów to podoba mi się BMW.

    E36.
    Albo E39.
    Z M62B35.
    V8.
    Doszłem.
    Idę się ogarnąć.

  10. Sailor_73 25 marca 2018 o 20:22

    całość w punkt , brawo , mam podobnie, reklamy na mnie nie działają ale to zobojętnienie przychodzi jak znasz temat od podszewki
    co do starszego Zientarskiego – daj mu spokój zarabia kasę , miałem okazję poznać go osobiście i pogadać trochę i ….. ma autach to on się nie zna :) , poza tym to już stary kapeć

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *