Jak wiecie po godzinach prowadzę prentkie, przydomowe ZOO.

Trzymam na podjeździe upośledzoną świnkę morską o imieniu Ibiza, mam również Złotą, Wąską czy Jużniebordową. Mieszka z nami również dość rzadki okaz czerwonego Forda bez rozległej korozji (jest naprawdę bardzo dzielny mimo, że biedny urodził się bez dachu).

Jakiś czas temu miałem tu nawet Kangura.

I teraz tak – faktem jest, że taka kolekcja potrafi sprawić naprawdę sporo radości. Każdego dnia możecie wybierać się do pracy innym samochodem (o ile oczywiście ten, który sobie upatrzyliście jakimś cudem odpali). Poza tym macie do dyspozycji wozy idealne na praktycznie każdą możliwą okazję. Kabriolet jest świetny na niedzielny wypad za miasto, 328i nadaje się na tor, a Wąska to taki wyposażony w kółka odpowiednik skręta, kebsa i chilloutowej muzyki.

Jeżdżę nią w każdy poniedziałek.

Złota z kolei spełnia się idealnie w roli komfortowego GT na dłuższe podróże czy też podczas rocznicowego wypadu do eleganckiej restauracji.

No i jeszcze Ibiza.

Hmm…

Zdaje się, że jakiś czas temu wiozłem nią na wysypisko starą szafkę z łazienki i było całkiem ok.

Do czego jednak właściwie zmierzam… Widzicie, chodzi o to, że ten mały autokomis, choć niewątpliwie fajny, wymaga jednak sporych nakładów pracy. Kiedy macie w domu jeden samochód to o większym serwisie przypominacie sobie zwykle raz do roku, gdy trzeba wymienić olej i przy okazji sprawdzić klocki. Kiedy jednak samochodów jest kilka to praktycznie nie ma dnia, w którym nie znaleźlibyście sobie czegoś do zrobienia.

Szczególnie gdy średnia ich wieku zaczyna ocierać się o typowy oddział geriatryczny.

Gdybym był Jayem Leno, albo Eltonem Johnem to nie miałbym z tym żadnego problemu bo mógłbym zatrudnić osobnych ludzi do mycia, wymieniania oleju czy pilnowania stanu klocków i ciśnienia w oponach. Ponieważ jednak jestem tylko podrzędnym blogerem motoryzacyjnym to całą obsługą tego grajdołka muszę zajmować się sam.

Mógłbym oczywiście odstawić wszystkie auta do serwisu na kompleksowy przegląd, ale wtedy musiałbym pozbyć się wszystkich oszczędności i jednej nerki.

Poza tym  brakowałoby mi pewności, że wszystko jest zrobione jak należy. Dlatego też od czasu do czas przyjeżdża do mnie transport części typowy dla ogólnopolskiej hurtowni motoryzacyjnej, a nie podmiejskiego, niewielkiego garażu. Dla przykładu, mimo szczerej niechęci do tego auta, zająłem się niedawno naszą Ibizą – wymieniałem cały układ hamulcowy, olej, płyny, elementy zawieszenia, wszelkiego rodzaju filtry, świece, wycieraczki i tak dalej. Przy okazji naprawiłem też niedziałający od jakiego czasu zamek w drzwiach kierowcy, radio, hałasującą taśmę poduszki w kierownicy i stycznik odpowiadający za działanie brzęczyka od świateł. Założyłem też w końcu zimówki do już nie bordowej.

Przy najbliższej okazji wymienię jeszcze kompletny rozrząd wraz z pompą wody (na blogu pojawi się instrukcja krok po kroku).

W sumie całość to nic specjalnie trudnego ale aż boję się pomyśleć ile musiałbym zapłacić za to wszystko gdybym ot po prostu odstawił samochód do warsztatu.

 

Idąc dalej – wydawać by się mogło, że po takiej operacji będę miał kilka miesięcy spokoju, ale nie – bo ledwie dwa dni później, podczas wypadu w tatrzańskie jaskinie, w Złotej zapaliła się kontrolka zużycia klocków hamulcowych. Po powrocie przeprowadziłem więc szybką diagnostykę i doszedłem do wniosku, że najlepiej byłoby wymienić od razu komplet czterech tarcz i klocków – bo zarówno te na przedniej jak i tylnej osi miały przed sobą niewiele życia (szczególnie, że złota jeździ głównie po górach).

Korzystając z okazji postanowiłem zająć się też innymi sprawami – wymienić świece, filtry i zawieszający się czasem wtryskiwacz od LPG.

 

Złota wyjechała z garażu ledwie parę dni temu, a dziś stoi w nim Jużniebordowa – bo wymieniam uszkodzone na lodowej bandzie nadkole i dokładkę, plus poprawiam od razu kilka drobiazgów w układzie chłodzenia. Na stole leży „nowy” gaźnik do Wąskiej, końcówki stabilizatora i kilka innych drobiazgów. W planie mam też dość konkretny lifting Złotej bo sezon tuż tuż.

Przydałoby się również przygotować Forda, żeby znów nie przespać pierwszych ciepłych dni.

Ech, takie trochę neverending story… ;)

24 Komentarze

  1. REMIQ 23 lutego 2018 o 18:26

    W Twoim przypadku dość sporym ułatwieniem jest to, że masz garaż. Ja takiego luksusu nie mam, a do zrobienia jest:
    – rozrząd w Passacie, wymiana zegarów na zakupione kilka miesięcy temu wyposażone w wyświetlacz FIS + manetki, sprawdzenie hamulców, założenie kitu H&R
    – rozrząd i uszczelnienie silnika w Saxo, wymiana poduszek amortyzatorów, wyklepanie błotnika od wewnątrz, bo trze o oponę, montaż radia
    – regeneracja serwa i tylnych zacisków w Audi, wymiana linek ręcznego, tulei sanek pod silnikiem, wspawanie blachy w miejsce dziury w bagażniku, połatanie wydechu i wymiana sondy lambda

    I wszystko przed blokiem. Na mrozie/w deszczu.

    Ale to ma kilka zalet:
    – +milion do szacunku na dzielni
    – mróz skutecznie znieczula poharatane łapy
    – na otwartej przestrzeni jest gdzie się rozłożyć z gratami

    1. Prentki 26 lutego 2018 o 08:27

      Jak już zostanę prezydentem (a zostanę) to obok orlików postawimy takie ogólnodostępne, dobrze wyposażone warsztaty. W zależności od tego jakim autem jeździsz, będziesz otrzymywał co miesiąc określoną ilość darmowych godzin do wykorzystania (według klucza – stara Alfa najwięcej, nowy Golf zero).

      A tak poza konkursem – podziwiam. I szanuję. Serio.

  2. jonas 23 lutego 2018 o 21:28

    Nic tylko ciepnąć przytulny etat, wymalować koślawy szyld „Tu naprawiajo to co inne nie umio” i kasować tych, którzy nie umio za byle filtr albo klocki. Biorąc pod uwagę postępującą atechniczność młodych brodaczy w obcisłych spodniach wygląda to na żyłę złotych chrupek.

    1. REMIQ 23 lutego 2018 o 23:09

      Panie, a idź Pan z tymi chrupkami. Całe podniebienie sobie poharatałem, a tylko sąsiadowi skasowałem błąd poduszki. Za wymianę klocków to z 10 paczek zgarnę. Kto to będzie jadł?
      Zmieniam walutę na żelki Haribo.

        1. Hubert 8 marca 2018 o 13:12

          Zleżałe i przemrożone Haribo zmieniają perspektywę

  3. Mateusz 24 lutego 2018 o 20:45

    standardowo ciekawy wpis, ale mam pytanie z innej beczki
    jak się sprawuje stożek po takim czasie? czyszczenie go to nie udręka? i w końcu gdzie kupiłeś swój :D

    1. Prentki 26 lutego 2018 o 08:29

      Póki co nie mam z nim żadnych problemów – czyszczę go i impregnuję co 7-10k km. Póki co trzyma się dobrze, podejrzewam, że wymienię go dopiero za 20-30k.

      Kupowałem na internetach – chyba w intercarsie (Gąbkowy Pipercross).

  4. Wojtalle 25 lutego 2018 o 00:02

    Pchasz tyle kasy w auta. Nie szkoda Ci kasy i pracy wlozonej w pasje – niszcac to filtrami Kamoka? Przeciez to taki sam Syf co Maxgear czy inny podrabianiec.

    1. VAGEN 25 lutego 2018 o 12:33

      Warto zainwestować w filtr oleju i paliwa. Reszta jest bez znaczenia. Powietrza i kabinowy czy dasz Kamoka, Kraft, Mann, Knecht wyjdzie na to samo.

        1. jonas 25 lutego 2018 o 19:58

          Znowu się zacznie.

          1. Prentki 26 lutego 2018 o 08:32

            Ibiza jeździ na Kamoce odkąd ją mamy i póki co (odpukać) jest to najmniej awaryjny samochód w naszej małej flocie. Po zakupie założyłem jakiegoś Mann’a (tylko to mieli na miejscu w pobliskim sklepie) i musiałem zmienić go na coś innego po dwóch dniach bo auto dziwnie się zachowywało (spadek mocy, dziwna reakcja na gaz). Okazało się, że filtr powietrza robił chyba za duże opory bo po włożeniu Kamoki wszystko wróciło do normy.

            Do BMW zawsze kupuję Boscha albo Meyle (w zależności do tego co mają na miejscu), do Seata Kamokę. Po 10 jazdy na nich latach nie mam powodów do narzekania ;)

            1. superparts 28 lutego 2018 o 11:35

              W tym przypadku liczy się doświadczenie. Filtr filtrowi nie równy, ale jeden silniczek poradzi sobie z tańszym, a drugi wymagać będzie droższego. Naturalna sprawa! :)

              1. A$4 28 lutego 2018 o 15:40

                Dokładnie filtr filtrowi nie równy. Nawet tani Kraft może być dobry. Ja powietrza i kabinowy stosuje Filtrona i jest dobrze. Oleju Mann/Bosch/Knech. Do samochodu żony zazwyczaj leci zestaw Filtrona i auto nie wybuchło.

                1. Marcin 17 marca 2018 o 12:22

                  U siebie zwykle wkładam kamokę lub filtrona właśnie. Nie mam żadnych zastrzeżeń

  5. Seb 1 marca 2018 o 16:45

    Warunki sprawiają, że się chce robić! Tutaj dziupla wygląda godnie.

  6. lukionon 7 marca 2018 o 09:40

    Jeśli chodzi o filtr oleju to jakiej firmy mi polecisz? :)

    1. A$4 7 marca 2018 o 18:09

      Mann, Knecht, Bosch, Hengst, Purflux, Filtron

  7. Radek P 7 marca 2018 o 10:55

    Hej! Jestem tu nowy i już mi się spodobał twój sposób pisania. Na pewno zostanę za dłużej. ;) Pozdrawiam!

  8. Ucando 7 marca 2018 o 12:45

    Ten filterek to wygląda jakby bardzo dużo już przeżył. Tarcze też już wołały o wymianę jak widać. Czekam na wpis z rozrządem!

  9. andree 9 marca 2018 o 10:46

    Tommy masz Ty rękę do fotek, ten stary, brudny, zaolejony i powiercony ;D stół wygląda tak klimatycznie jak blat z egzotycznego drewna w salonie bentleya ;)

    1. Prentki 9 marca 2018 o 11:00

      Wiesz – mam w aparacie taki specjalny tryb AUTO do fotografowania aut ;)

      1. andree 9 marca 2018 o 12:25

        Stół zdecydowanie wyszedł korzystniej :D

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany.