Prentki Blog Motoryzacyjny - Operacja renowacja - BMW e46 coupe - Prentki Blog Motoryzacyjny
13201
post-template-default,single,single-post,postid-13201,single-format-standard,no_animation,essb-7.4

Operacja renowacja – BMW e46 coupe

Nad tym jak sprawić, żeby Złota wyglądała nieco bardziej „prentko” zastanawiałem się już ze dwa lata temu. Chciałem ją wtedy trochę odświeżyć i przy okazji  poprawić kilka detali –  wszystko jednak w rozsądnych, nazwijmy to „fabrycznych” granicach.

Wiecie, takie typowe „OEM+”.

Bo tak generalnie Złota to bardzo ładne auto jest.

Na ulicy, wśród tych wszystkich futurystycznych krosołwerów, sedanów z wielkimi atrapami chłodnicy i napompowanych jak balony hatchbacków, wygląda trochę jak Jennifer Aniston w tłumie nastoletnich cosplayerek na imprezie typu Comic Con.

Jest od nich zdecydowanie starsza i nie nosi obcisłego kostiumu z doczepionym ogonem, ale nie zmienia to faktu, że wciąż prezentuje się naprawdę dobrze.

Jest po prostu ładna – tak bez udziwnień.

Później temat nieco ucichł bo w pierwszej kolejności skupiłem się na JużNieBordowej, kiedy jednak po ostatniej zimie zauważyłem, że na Złotej pojawiło się trochę drobnych ognisk korozji (nie mam pojęcia czym w tym roku sypali u nas drogi, ale kret do rur wypada przy tym równie agresywnie co posypka dla niemowląt) stwierdziłem, że chyba będzie to dobry moment, żeby w końcu wziąć ją na tapetę.

I teraz tak – z jednej strony kupując Złotą wiedziałem, że prędzej czy później będę musiał zająć się przednimi błotnikami i poprawkami na progach.

Wiedziałem o tym, bo w tych miejscach widać było ślady cieniowania lakieru, a wiadomo, że ktoś wystawiający na sprzedaż auto niewiele droższe od pełnego baku benzyny 98 nie zainwestowałby kwoty stanowiącej przynajmniej 1/3 jego wartości w porządne zabezpieczenie antykorozyjne i lakierowanie. Z drugiej strony wiedziałem też,  że nadwozie jako całość jest w naprawdę fajnym stanie, bo nie raz już leżałem pod nim i z czułością macałem dolne części progów czy podłużnice.

Zanosiło się więc raczej na typową kosmetykę – oszlifowanie paru miejsc, zabezpieczenie antykorozyjne i drobne poprawki lakiernicze.

Żeby jednak niepotrzebnie nie przedłużać -tak wyglądało to po zdemontowaniu listew progowych:

 

Na pewno wymiany wymagał przedni prawy błotnik – już na pierwszy rzut oka widać było tu ślady niespecjalnie profesjonalnej naprawy (o tym więcej za chwilę). Poza tym znalazłem trochę korozji w okolicach spinek i zakończeń progów, na rantach tylnych nadkoli i pod tylnym pasem. Mówiąc krótko nic co jakoś szczególnie by mnie zdziwiło.

Z dobrych wiadomości – nie znalazłem ani jednej dziury, czy głębokiej korozji.

I teraz tak – ponieważ ogarnięcie korozji miało stanowić tylko preludium dalszych zmian, do listy zakupów oprócz zapasu chemii i nowego błotnika dorzuciłem również nowe przednie kierunkowskazy (bo oba nieszczelne), tylne lampy (bo jedna pęknięta) i lampki montowane w tylnej klapie (bo obie wypłowiałe). Zamówiłem też nową brewkę pod przedni reflektor (bo pęknięta jedna spinka), a także sporą ilość nowych kołków, zaślepek oraz spinek. Od Mariusza odkupiłem ładne, m-pakietowe sprężyny. Rozglądam się również za wnętrzem w alcantarze i paroma innymi częściami, ale o tym opowiem Wam innym razem ;)

Jeśli chodzi o lampy i kierunkowskazy to zdecydowałem się na klasyczne pomarańcze.

Wydaje mi się, że będą lepiej pasowały do stylu opartego na felgach od Carbonado.

A skoro już o nich mowa –  w końcu postanowiłem je przymierzyć, bo odkąd przywieźliśmy je z Izą z Poznania to cały czas czekały w pudełkach:

 

I teraz co ciekawe – 18 calowe Carbonado Deluxe ma 8,5 cala szerokości i ET 35.

Po doświadczeniach związanych z doborem felg do mojego 328i byłem przekonany, że przy tak „neutralnym”  ET będę musiał zamówić przynajmniej 5-8 mm dystanse, żeby koła wysunęły się w miarę blisko krawędzi nadwozia i wyglądało to jak należy. Przy przymiarce bez dystansów okazało się jednak, że koło samo w sobie jest idealnie spasowane do krawędzi błotnika.

No po prostu porno.

Z resztą co ja Wam będę mówił – zobaczcie sami:

Jeśli do tej pory miałem jeszcze jakieś wątpliwości co do słuszności wyboru modelu felgi to teraz już nie mam.

Idąc dalej –  kolejnym krokiem był demontaż przednich błotników i obu zderzaków bo chciałem ocenić stan elementów znajdujących się pod spodem (i przy okazji sprawdzić, czy błotniki nadają się do renowacji, czy może już tylko do wymiany).

Jeśli chodzi o to co znajdowało się pod błotnikami to poza odrobiną korozji w okolicy dolnego, przedniego mocowania reszta nadkola wyglądała praktycznie jak w nowym samochodzie.

Powiało optymizmem – nieźle jak na jeżdżącą zimą osiemnastolatkę.

 

Gorzej wyglądał za to przedni prawy błotnik.

W sumie to dziwi mnie, że taka łata (zabezpieczona wyłącznie odrobiną podkładu w sprayu) wytrzymała bezobjawowo prawie trzy lata.

 

No dobra – ale jak właściwie wygląda prentki plan naprawczy.

Po umyciu podwozia i wszystkich elementów myjką ciśnieniową i aktywną pianą wstawiłem złotą do garażu i zabrałem się za wstępne przygotowanie nadwozia do dalszych prac.

Skupiłem się przede wszystkim na usunięciu jak największej ilości korozji –  tak, żebym w kolejnym kroku mógł potraktować to co zostało środkiem reaktywnym i przygotować całość do podkładowania.

Nie ukrywam, że miałem tu trochę szlifowania ale co ciekawe, nawet najbardziej skorodowane miejsca przy otworach spinek progów nie są wcale mocno „wżarte” wgłąb blachy.  Metal jest tu gruby i nie uszkodzony – wygląda na to, że nawet gdybym olał temat i nie robił tych wszystkich poprawek to musiałoby upłynąć jeszcze sporo czasu, zanim Złota wymagały by interwencji z użyciem spawarki:

 

Tu jeszcze jedna sprawa – cały proces ogarniania rdzy (tak od  A do Z, z Y i X włącznie) opiszę za niedługo w osobnym wpisie. Pokażę Wam jak krok po kroku przygotowuję i zabezpieczam tego rodzaju uszkodzenia, bo z tego co wiem dla większości ludzi ten temat wciąż stanowi niezłą zagwózdkę.

Pokażę Wam jakich środków używam, jak przygotowuję powierzchnię i tak dalej – może komuś z Was się to przyda.

Więcej wieści wkrótce.

 


20 Komentarze

Prentki to taki internetowy, pełen starych samochodów garaż ze starym kalendarzem z gołą babą wiszącym na drzwiach. Prentki to styl życia. To tysiące pokonanych kilometrów, noce zarwane w garażu, wymienione silniki, nieplanowane poślizgi i pourywane zawieszenia – cała ta pasja, która płynie w moich żyłach, przelana na internetowy blog robiony tak zwyczajnie – po mojemu. Sam praktycznie mieszkam w garażu (tak przynajmniej twierdzi Iza), pałam chorą miłością do manualnych skrzyń biegów, uwielbiam również komiksy z serii Dragon Ball oraz chrupki bekonowe (najlepsze!). Sporo czasu spędzam na zlokalizowanej na poddaszu siłowni gdzie kilka razy w tygodniu bez specjalnego zamysłu przekładam z miejsca na miejsce różne ciężkie rzeczy. Oprócz tego sporo czytam, biegam po górach, eksploruję jaskinie, unikam golenia, trochę gotuję i okazjonalnie śpiewam pod prysznicem piosenki Sinatry. To właśnie ja i moje miejsce w sieci.