Na wstępie muszę przeprosić Was za całe to zamieszanie wokół już nie bordowej i jej koloru.

Część z Was pewnie zorientowała się już, że ten zielony to to taki nie do końca zielony ale całej reszcie chyba należą się wyjaśnienia.

Widzicie, nie żebym robił to specjalnie ale po prostu ciągle brakowało mi czasu na poskładanie bordowej do kupy i zrobienie jej porządnych zdjęć (a nie chciałem tak po prostu pokazywać Wam kolejnego nudnego samochodu stojącego przed moim oklepanym do bólu garażem). Poza tym zakładałem, że to jak bordowa wygląda po lakierowaniu nie będzie jakoś specjalnie Was intrygować (i w związku z tym nie będę musiał jakoś specjalnie spieszyć się z jej prezentacją).

Kiedy jednak po paru dniach zacząłem dostawać nawołujące do jej pokazania maile z pogróżkami, postanowiłem to niespodziewane zainteresowanie wykorzystać .

I przy okazji zapewnić Wam i sobie trochę rozrywki ;) Widzicie, chodzi o to, że kiedy pokazałem Wam fiszki z kolorami (a później szpiegowskie zdjęcie zielonego lakieru) spodziewałem się że będziecie chcieli mnie za to ukatrupić.

Serio – liczyłem na to, że ten kolor wyda się Wam tak bardzo anty-prentki, że pomyślicie, że wybierając go musiałem być pod wpływem piosenek grupy Ich Troje i kokainy.

Poza tym wciąż liczyłem na to, że zanim oficjalnie pokażę Wam już nie bordową, poskładam ją najpierw do kupy (niestety, jak przekonacie się za chwilę – wciąż nie poskładałem).

Traktujcie więc proszę to wszystko jako swego rodzaju punkt wyjścia.

Taki tylnonapędowy prolog z wysuwaną elektrycznie anteną i uchylonym szyberdachem.

Mam nawet taką wymiętą, poplamioną kawą kartkę A4, na której zapisałem wszystkie czekające w kolejce modyfikacje i operacje. Znajduje się na niej między innymi nowe zawieszenie, rollbar, fotele, prentkie grafiki, nowe felgi i fabryczne uchwyty na kubki – już nie bordową czeka więc jeszcze sporo zmian. Żeby jednak Was nie zanudzić tymi wyidealizowanymi wizjami przyszłości rodem ze spotów wyborczych – po prostu pokażę Wam jak wygląda ona na ten moment.

Mam nadzieję, że się Wam spodoba, bo ja zwyczajnie się w niej zakochałem ;)

Słońce, deszcz i zakręty

Nie zdziwi Was pewnie, że pierwszym miejscem w jakie zabrałem ją po założeniu zderzaków była moja ulubiona Przełęcz Przegibek. Raz, bo zwyczajnie stęskniłem się za zakrętami, a dwa – chciałem sprawdzić, czy po pół roku stania w garażu bordowa nie zapomniała przypadkiem od czego ma tę szperę na tylnej osi.  Okazało się, że nie zapomniała (o tym będzie za niedługo).

Przy okazji udało mi się zrobić też kilka zdjęć.

No i co tu dużo mówić – już nie bordowa, powiedz światu dzień dobry… ;)

 

Co ważne, kolor wbrew pozorom wcale nie jest czarny.

Kobieta w sklepie z lakierami określiła go jako metaliczny grafit z drobną, zimną perłą pokryty satynowym lakierem bezbarwnym ale jak dla mnie  to jest to szary.

Tak czy inaczej dzięki temu wygląda to raczej jak dobrej jakości satynowa folia, a nie jednoskładnikowa farba służąca w założeniu do malowania kominków i pieców CO. Co fajne, kolor, w zależności od światła łamie się od jasnoszarego po czerń – i w połączeniu z liniami e36 daje to moim zdaniem całkiem fajny efekt.

Idąc dalej.

Wrak Race Radostowice

Jak wspominałem ostatnio na twarzksiążce, podczas wizyty na złomowisku w Radostowicach (gdzie przygotowywałem wypożyczoną Hondę do wyścigu Wrak Race) udało mi się zrobić kilka zdjęć. Wyszły w sumie przypadkiem i początkowo myślałem ich Wam nie pokazywać ale z drugiej strony – dlaczego miałyby leżeć odłogiem w jakimś zakurzonym folderze na dysku C.

O to więc i one.

Jak pewnie zauważyliście, bordowa jeździ znów na alpinach. Było to zainspirowane dwoma rzeczami – raz, srebrne motorsporty z polerowanym rantem raczej średnio wpisywały się w moją inspirowaną Batmanem koncepcję bordowej, a dwa – po przygodzie z oponą na Słowenii musiałem awaryjnie założyć coś do złotej.

Z piwnicy wydobyłem więc zakurzone alpiny i zamówiłem sobie do nich 4 najtańsze bieżnikowane opony w rozmiarze 205/45 R17.

I tu kwestią wyjaśnienia – potrzebowałem tylko czegoś do dojeżdżenia do końca tego sezonu (z zapisków na poplamionej kartce A4 wynika, że będę zakładał koła w innej konfiguracji – nie uśmiechało mi się więc wydawanie 1500 złotych na opony, których za 2 miesiące nie będę już potrzebował bo rozmiar nie teges). No i druga sprawa – wydaje mi się, że nowa opona bieżnikowana to i tak lepsza opcja niż kupno tańszych o 100zł na komplecie używek, rocznik 2002 ;)

Okazuje się też, że te bieżniki dają na drodze całą masę radości (o tym też będzie za niedługo ;) ).

Wracając jednak do już nie bordowe…

Build not Bought

Mam trochę zdjęć z procesu lakierowania i składania, których ze względu na podchody z zielonym kolorem nie mogłem Wam dotąd pokazać. Teraz jednak już mogę.

Więc pokazuję ;)

A dlaczego akurat ten kolor?

Po pierwsze – co pewnie Was nie zdziwi nie chciałem budować kolejnego germańskiego cukiereczka z polerowanymi rantami i zarezerwowanym miejscem na germanfeście. To po prostu nie w moim stylu. Owszem, ciągnęło mnie mocno w oryginalne calypsorot, ale kiedy po odwiedzeniu kilkunastu lakierni udało mi się uzyskać najniższą cenę za dobrej jakości lakier na poziomie jakichś 8 tysięcy stwierdziłem, że nie ma to większego sensu.

Nie przy prentkim samochodzie, którym za niedługo będę znów odbijał się od band na salmopolu.

W realnych kosztach mógł zamknąć się zwykły akryl (bo nawet położony w garażu daje się dość ładnie wypolerować) lub mat. Jakoś jednak nie mogłem wyobrazić sobie caypso w którymś z tych dwóch wariantów.

Dlatego ostatecznie zdecydowałem się na grafit.

Bo jest uniwersalny, neutralny, nieco surowy… I zwyczajnie fajny.

W dechę.

Z resztą – Bio może potwierdzić ;)

Nocny wypad z TQMM.pl

Niedawno Bio zawitał na chwilę do Bielska i korzystając z okazji wyciągnął mnie na szybką nocną sesję zdjęciową. Ponieważ w przeciwieństwie do mnie ma on jakiekolwiek pojęcie o tym do czego służą poszczególne przyciski na aparacie fotograficznym, udało mu się zrobić kilka naprawdę fajnych zdjęć. Poniżej kilka z nich – więcej znajdziecie tutaj.

Zdjęcia robiliśmy zarówno na drodze na przełęcz Przegibek (miałem w ręce latarkę i ekran odblaskowy i robiłem za księżyc), jak i na zlokalizowanym parę kilometrów niżej parkingu.

Jak widać już nie bordowa wymaga jeszcze sporo pracy. Brakuje listew progowych, wciąż nie założyłem nowych listew tylnych, bocznych szyb i uszczelki szyberdachu. Muszę też wyregulować wysokość zawieszenia, wymienić uszczelki w przednich reflektorach (parują), zamówić rollbar, felgi no i ogarnąć kilka innych drobiazgów.

Zapowiada się więc pracowita jesień.

I to chyba tyle na dziś – kolejne aktualizacje będę już wrzucał na bieżąco ;)

Pozdrawiam,

Tommy