Widzicie, często pijany kierowca wcale nie jest takim stereotypowym „Januszem” z wąsami, czterema promilami we krwi, butelką walającą się za siedzeniem i poobijanym, wypłowiałym Volkswagenem Polo, rocznik 1994.

Często jest to całkiem normalny człowiek – z dobrą pracą, butami za cztery stówy, rodziną, kredytem we frankach i tak dalej.

Chodzi mi o to, że pijanym kierowcą może być w zasadzie każdy, kogo spotykacie na drodze – nawet ten całkiem sympatyczny gość, który wyrwał się na chwilę z grilla z przyjaciółmi tylko po to, żeby na pobliskiej stacji dokupić worek węgla. Albo taki dajmy na to łysiejący wykładowca, który minął Was przed chwilą na dwupasmówce i jedzie na uczelnię nie pomyślawszy o tym, że po wczorajszych imieninach u szwagra wciąż może być jeszcze trochę cieplutki. Nie zawsze jest tak, że pijany kierowca to ktoś kto przed momentem wypił pół litra wódki, a teraz, choć ledwie stoi na nogach to i tak z premedytacją wsiada za kierownicę.

A wezmę sobie teraz pojadę i kogoś przypadkiem zabiję…

Co jednak sprawia, że Ci wszyscy, rozsądni z pozoru ludzie wsiadają za kierownicę choć mają we krwi alkohol?

Niewiedza?

Nieświadomość?

Ignorancja?

A może przekonanie, że nic złego się nie stanie?

Widzicie, wspólnie z ekipą odpowiedzialną za akcję Nigdy nie jeżdżę po alkoholu dość intensywnie rozkminialiśmy ten temat i w końcu wpadliśmy na pomysł, który miał pomóc nam odpowiedzieć na to pytanie. Postanowiliśmy zrobić więc krótką sondę mającą odpowiedzieć na pytanie czy właściwie wiemy jak alkohol ma się do kwestii prowadzenia samochodu – wiecie, jaki jest dopuszczalny limit we krwi, na ile piw się to przekłada i tak dalej.

Udaliśmy się więc w okolice Pałacu Kultury i popytaliśmy trochę przypadkowych przechodniów, żeby sprawdzić ile właściwie wiemy na temat jazdy samochodem po alkoholu.

O tym jakie były efekty, możecie przekonać się oglądając poniższy klip. Myślę, że możecie się trochę zdziwić (ja przynajmniej w paru momentach zdziwiłem się i to całkiem nieźle):

Moim zdaniem to naprawdę daje do myślenia –  okazuje się bowiem, że dopuszczalna zawartość alkoholu we krwi potrafiła sprawić problemy nawet osobom posiadającym od dłuższego czasu prawo jazdy. Co więcej – kiedy zapytaliśmy ile piw można wypić, żeby zmieścić się w tym limicie trafiały się czasem takie odpowiedzi, że aż autentycznie zacząłem się trochę bać.

No bo wyobraźcie sobie, że ktoś wypija cztery piwa i wsiada za kierownicę z przeświadczeniem, że wszystko jest przecież git majonez.

Sami przyznajcie, że to trochę stresująca świadomość.

Zasada jest prosta – nigdy nie wsiadam za kółko jeśli piłem wcześniej alkohol. I nie ma znaczenia czy było to jedno piwo, lampka wina czy szybki toast za zdrowie wujka Zenona.

Nigdy nie jeżdżę po alkoholu.

Koniec i kropka.

21 Komentarzy

  1. auto szyby 9 września 2016 o 11:56

    Mądra akcja. Szkoda, że tam mało osób jest świadomych zagrożenia…

  2. Stando 9 września 2016 o 12:04

    Dokładnie!

    ale Polo z 1994 roku jest fajne. Były nawet w shooting brake, miałem takiego!

    1. Tommy 19 września 2016 o 12:20

      Żeby nie było – do polo nic nie mam ;) Równie dobrze może być to czerwony Escort bez dachu ;)

  3. dapo 12 września 2016 o 14:51

    Znam przypadek Profesora który rano jadąc do pracy na uczelnie miał kontrolę. Wyszło 0.22 promila. Dzień wcześniej wieczorem na uroczystej kolacji wypił 3 lampki wina.
    Jak wsiadał do auta czuł się znakomicie, w zasadzie to nawet nie pamiętał że cokolwiek pił dzień wcześniej. Panowie policjanci mu przypomnieli. Pół roku jeździł autobusem do pracy.
    Muszę kupić alkomat. Jak dzień wcześniej wypije piwo i zagryzę chrupkami bekonowymi to następnego dnia nie wiem czy już mogę jechać czy jeszcze nie.

    1. Tommy 19 września 2016 o 12:24

      Ja znam gościa, który typową, sobotnią popijawę odczuwa jeszcze we wtorek – gość bite trzy dni żyje w trybie slow-motion.

      Podejrzewam, że alkohol z krwi znika mu zupełnie już w okolicach niedzielnego popołudnia, ale nie zmienia to faktu, że nawet te 2 dni po imprezie autentycznie bałbym się wsiąść z nim do samochodu.

  4. Marcel 13 września 2016 o 07:25

    ja w zeszły czwartek wypiłem trzy piwa 0,5 5,6%, czyli lajtowo. wstałem o 6:00 jak młody bóg, zjadłem śniadanie, wypiłem kawę. coś mnie podkusiło żeby sprawdzić czy mogę jechać. odpaliłem alkomat i… 0,24! po trzech piwach! po 7-8 godzinach od ostatniego! po wyspaniu się, śniadanku i kawie…
    z domu wyjechałem ponad godzinę później niż planowałem.

  5. radosuaf 13 września 2016 o 10:30

    Ja miałem kiedyś stresującą sytuację, kiedy dzień wcześniej walnąłem sobie butlę wina i jechałem o 7:30 do roboty, a tu poranna kontrola. Nie wiem, ile miałem, ale pan policjant kazał jechać dalej. Czyżbym miał dobrą przemianę materii?
    W kwestii „nigdy nie jeżdżę po alkoholu” zawsze mam ciekawe dyskusje ze znajomymi, których oburza wypicie jednego piwa i jazda po 2-3 godzinach, a sami potrafią zakatarzeni z temperaturą 37,5 stopnia, bólem głowy i rozbici kompletnie dymać rano do roboty samochodem. Tak jest w porządku?
    Oczywiście, sprawa z alkoholem jest oczywista, bo łatwo mierzalna i skandal straszny, ale ile jest przypadków ludzi niewyspanych, rozkojarzonych bo coś tam, którzy siedzą za kółkiem? Nigdy nie wsiadam, kiedy czuję się źle, po prostu.

    1. Tommy 19 września 2016 o 12:28

      Sam katar to jest jeszcze nic – w zeszłym roku kiedy miałem gorączkę, w godzinnych odstępach walnąłem sobie w pracy trzy gripexy w saszetkach (takie do rozpuszczania w gorącej wodzie co to smakują trochę jak płyn hamulcowy).

      W życiu nie miałem takiej jazdy jak po tym wynalazku – serio.

      Nie mam pojęcia co oni do tego dosypują ale czułem się jakbym zeżarł jakieś grzyby.

      Dobrze, że zgrało się to tak, że do domu wracałem z Izą bo sam chyba nie dałbym rady prowadzić (niewiele brakło, a schowek na szczotki pomyliłbym z łazienką).

      To jest trochę przerażające.

  6. Nielubiediesli 13 września 2016 o 14:17

    Alkohol piję rzadko (wszak jedno piwo to rok treningów psu w dupę. Albo i dwa!), ale zawsze organizuję sobie życie w ten sposób, że następnego dnia nie muszę nigdzie jeździć. Nawet jeśli nie mam w krwi promili, to pozostaje irytujący kac i zmęczenie wieczornym imprezowaniem. Takie zwykłe, fizyczne zmęczenie i niewyspanie. Ten dzień buforu daje świeżość. A jak już bardzo chcę usłyszeć ryk motoru, to… idę kosić trawę :)

    1. radosuaf 13 września 2016 o 18:30

      Jejku, kaca po jednym piwie to nie zazdroszczę ;)

      1. Tommy 19 września 2016 o 12:30

        Kiedyś oglądając jakiś mecz mogłem wypić z dziesięć piw i rano czułem się jak nowo narodzony. Odkąd jednak regularnie trenuję i trzymam się jakiejś tam ogólnej diety wystarczy, że powącham kieliszek po winie i rano czuję się jakby ktoś całą noc skakał mi po głowie.

        Coś w tym jest ;)

    2. Marcel 14 września 2016 o 07:27

      ja bym tak organizował sobie życie żeby mieć ze dwa dni buforu. to takim srogim melanżu to nigdy nic nie wiadomo…
      a tak na serio jak zjesz kilo jabłek czy bananów to też mogą ci wyjść promile.

      1. Tommy 19 września 2016 o 12:31

        Podobnie jak po płynie do spryskiwaczy jeśli zbyt intensywnie będziesz mył szyby tuż przed kontrolą :)

  7. Marek 14 września 2016 o 08:58

    Akcję popieram od dawna, pewnie na tych zatwardziałych nie wpłynęła w żaden sposób, ale tym co sięgają okazyjnie po alkohol być może tak. „Nigdy” to absolutnie jedyne słowo w tym przypadku i w tej kwestii nie ma miejsca na „ale” :)

    1. Tommy 19 września 2016 o 12:32

      Nie liczę na to, żeby to dotarło do kogoś kto z premedytacją wsiada za kółko po paru piwach, ale chyba nawet samo przypominanie o problemie jest tutaj potrzebne

  8. Ferest 15 września 2016 o 15:47

    Z tymi alkomatami to też tak dziwnie.
    Z własnego doświadczenia wiem, że można wypić tak, że na głowę wyjdzie 0,7 i mieć 0,6 promila, gdzie inni po 1,5 na cyferblacie. Po 2,5 godziny niepicia alkomat stwierdził, że spokojnie mogę jechać do domu jakbym nic nie pił. Sam czułem się trzeźwy. By nie było, nie był to dla mnie wyznacznik. Grzecznie dalej siedziałem z biesiadnikami do oporu + czas na przespanie. Głupotą jest szybkie wsiadanie za kółko. W razie „W”, mimo pierwszeństwa, to biorą na krew, a wtedy może być słabo.
    Co do piwa to teoria głosi, że 1 piwo to 4 godziny schodzi z człowieka. W praktyce jak widać róźnie bywa. Chyba nawet kiedyś w Motorze robili taki test.

    W ogóle niech mi ktoś powie jaka jest przyjemność z jazdy w stanie wskazującym?

    1. jonas 17 września 2016 o 16:15

      Kiedyś musiałem przestawić samochód na zamkniętym terenie prywatnym o dosłownie sto metrów, bo do hotelu przyjeżdżał dostawca i moja pszczoła (Seicento) mu trochę przeszkadzała rozłożyć klapę do paleciaka. Wypiłem wcześniej trzy piwa błędnie sądząc, że tego wieczoru nie będę prowadził niczego oprócz pijanych kumpli do ich pokojów, ale ponieważ gorszym pomysłem niż powierzanie obcemu swojego samochodu jest tylko powierzanie go pijanemu obcemu, to musiałem to zrobić osobiście.
      Udało się, przejechałem te sto metrów, wykręciłem i zaparkowałem, ale ostatni raz musiałem się tak mocno koncentrować na maturze. Nie wyobrażam sobie wyjechać na publiczną drogę lub prowadzić szybciej niż 10 km/h. Nigdy więcej nie próbowałem manewrować samochodem po wypiciu czegoś alkoholowego.

    2. Michał 11 października 2016 o 15:48

      Każda osoba inaczej metabolizuje alkohol i dlatego czasy mogą być różne.

  9. cha 16 września 2016 o 11:14

    Do u think this’s a mfking game?

  10. Marcel 16 września 2016 o 14:59

    Tommy, powodzenia jutro! żeby Cię za szybko nie zdemolowali ;)

  11. Dżon 23 listopada 2016 o 11:49

    Alkohol :D
    To że pijani wsiadają za kółko powoduje alkohol.
    Wyłącza myślenie.

    Upić? Zdarzyło mi się. Jak wielu z was. Dlatego pewnie wiecie, że po C2H5OH nagle robicie się przystojni, przypakowani i bitni, albo nagle wszystko robi się różowe i wszyscy ludzi są braćmi.
    Nie ważne :D

    Ważne, że po alko wyłącza się myślenie i włącza przekonanie o własnym refleksie, umiejętnościach i różnych bzdurach. In Vino Veritas. A prawda jest taka, że nikt nie potrafi prowadzić po wódce.
    Szkoda tylko, że tą akurat prawdę zamroczony mózg odrzuca.
    To jest błędne koło.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany.