Prentki Blog Motoryzacyjny - O kolorach ciąg dalszy... - Prentki Blog Motoryzacyjny
443
post-template-default,single,single-post,postid-443,single-format-standard,no_animation,essb-7.4

O kolorach ciąg dalszy…

Na pewno zastanawialiście się kiedyś na jaki kolor pomalować sypialnię. Każdy prędzej czy później musi przejść przez ten traumatyczny okres przeciskania się z wózkiem między marketowymi alejkami w poszukiwaniu wymarzonego koloru, który i tak ostatecznie wyda się Wam za mocny, albo za słaby. Albo w sam raz, ale za to nie będzie pasował do zasłon. Albo do fotela. A nawet jeśli będzie to przypomnicie sobie, że podobny kolor, ma w swojej sypialni Wasz sąsiad.

Wtedy wyobrazicie sobie łysiejącego gościa z włosami na plecach figlującego w takiej jak Wasza sypialni i stwierdzicie, że jednak ten fiolet jest paskudny.

Kobiety chyba lubią takie bieganie po sklepach z farbami i przeglądanie wzorników. Tak naprawdę facet już po piątej tabliczce z „takim samym zielonym jak cztery poprzednie” zaczyna przeistaczać się w puree ziemniaczane marzące tylko o butelce zimnego piwa. Kobieta tymczasem z każdym kolejnym odcieniem staje się coraz bardziej podekscytowana i niezdecydowana.

Kotku, a może tan delikatny karmazyn? Albo słonecznikowy! O! Albo ten cynober i do niego kupimy takie upinane, piaskowe zasłony, dobrze?

Jeśli jesteście facetami to założę się, że nie macie zielonego pojęcia jak właściwie wygląda kolor o nazwie „cynober”.

Idąc dalej podejrzewam, że Wam, podobnie jak mnie również kojarzy się on z piwem.

Po tej piątej tabliczce facetowi włącza się ziemniaczany autopilot, który na jakiś czas zajmuje kobietę różnego rodzaju potakiwaniami w stylu „nooo”, „ładny…”, „ten też ładny…” oraz oczywiście „masz rację kochanie”. A facet w tym czasie zastanawia się, czy te chromowane podkładki, które mijał przed chwilą w pobliskiej alejce będą średnicą pasowały pod śruby pokrywy zaworów.

Tak, z pewnością jesteśmy w takich kwestiach kompletnymi ignorantami.

Ale ma to swoje zalety bo można na parę godzin zająć nas paczką nitów i osłoną kolektora wydechowego. Jeśli kobieta chce się na parę godzin pozbyć swojego faceta wystarczy, że „przypadkowo” wspomni podczas obiadu o czymś „stukającym jakby gdzieś od skrzyni biegów”, co zauważyła podczas drogi z pracy.

W takiej sytuacji każdy normalny facet bite cztery godziny będzie jeździł wokół osiedla z wyciszonym radiem starając się sprawdzić co, gdzie i dlaczego stuka*
*Naukowo udowodniono, że „skrzypienie dobiegające zza pralki” nie działa już tak motywująco.

Ale wracając do farby do sypialni – zauważyliście, że większość ładnych kolorów już po położeniu na ściany wygląda paskudnie, podczas gdy te brzydkie dopiero wtedy zaczynają się nam podobać? Przerabiałem to z kolorem w salonie, który określił bym jako „mongoł w beżowym płaszczu na skalnej grani w mglisty, deszczowy poranek”. Szczerze mówiąc nie byłem do niego przekonany, ale żeby oszczędzić sobie ponownego jeżdżenia do marketu do końca szedłem w zaparte, że „będzie ładnie kochanie”.

Salon w tym kolorze wygląda rewelacyjnie, a ja idąc za ciosem zastanawiam się czy sypialni nie pomalować na glonową zieleń.

I tutaj ujawnia się przewaga mężczyzn nad kobietami. Kobieta chcąc wybrać tego typu zieleń do sypialni wejdzie do sklepu i zacznie oglądać tablice z kolorami wywieszone nad regałami. W międzyczasie 15 razy zmieni zdanie co do tego, czy ta zieleń nadaje się do sypialni czy nie. Około osiem razy będzie zawracała tyłek konsultantowi, pięć razy rozważy jednak kupno różowego po czym wyciągnie telefon i zadzwoni do czterech koleżanek z prośbą o poradę. Potem znów dziesięć razy będzie krążyć między wzornikami i znów trochę pomęczy konsultanta. A na końcu najprawdopodobniej i tak zabierze ten różowy.

A facet wejdzie do sklepu, zabierze puszkę z zieloną farbą i wyjdzie, przy czym warto zaznaczyć, że przez ten cały czas będzie on myślał o tym co do cholery mogło stukać w tej pieprzonej skrzyni biegów.

Już parę razy pisałem o kolorach, ale wracam do tego wątku, gdyż po raz kolejny odkryłem właśnie jego nowe oblicze. Wcześniej pisałem, że facet kompletnie nie odróżnia odcieni ani tym bardziej jakiś „egzotycznych” kolorów.

Byłem jednak w błędzie.

A uświadomiłem sobie to w chwili, gdy pojawił się temat lakierowania samochodu….

Kobieta stwierdzi, że w sumie ten błękit, jest bardzo ładny i wystarczy go tylko odświeżyć. Ale kiedy gość zobaczy gdzieś na onecie zdjęcia nowego M w grafitowym, perłowym odcieniu… Wtedy z reguły okazuje się, że człowiek, który do tej pory znał tylko 2 odcienie czerwieni (czerwony i nie czerwony) jest w stanie rozróżnić 200 (słownie dwieście) odcieni grafitu i dodatkowo jego wariantów w zależności od ilości użytej perły.

Teoretycznie wszystkie są szare, ale wystarczy przesunięcie o jeden ton w górę lub w dół i robi się „nie to o co mi chodziło proszę Pani”.

Ostatnio stanąłem przed koniecznością dobrania lakieru na przedni zderzak z RS2000, który miał trafić do escorta w miejsce połamanego zendera. Początkowo byłem przekonany, że „czerwony escort” to po prostu czerwony escort i będzie to zapewne jeden, jedyny odcień (nie posądzałem forda o żadne szaleństwa w tej kwestii). Okazało się jednak, że w katalogu Motip nie dość, że nie występuje kolor o kodzie PA9 z mojej tabliczki to na dokładkę kod P9 (który wydawał się najbardziej zbliżony) występował bodajże w 8 wariantach.

Zmuszenie mężczyzny do oceny, który z podanych odcieni to ten właściwy jest równie okrutne co skręcenie mu jajek imadłem.

Co ciekawe po 3 minutach przyglądania się kilku czerwonym tabliczkom przestałem dostrzegać w nich jakiekolwiek różnice. Były dla mnie zróżnicowane jak świąteczna ramówka Polsatu. Albo kolorystyka lakierów Forda T. Nie mogąc zatem polegać w pełni na moich zmysłach postanowiłem zastosować technikę świadomego wyboru opierającą się na najwyższych poziomach percepcji.

Zamknąłem oczy, po czym walnąłem paluchem na oślep i zabrałem kolor, w którego tabliczkę trafiłem.

Jak zwykle ta zaawansowana i skomplikowana technika sprawdziła się w 100% i kolor był dokładnie taki sam jak lakier na samochodzie. Dzięki temu mam już na pokładzie zderzak z RS2k i pozostało mi już tylko dopasowanie do niego dokładki oraz kierunkowskazów.

No i wybór koloru do sypialni. Chyba czas zastosować pewne zaawansowane techniki i iść w zaparte, że ten sraczko-brązowy „będzie ładny kochanie”…


Prentki to taki internetowy, pełen starych samochodów garaż ze starym kalendarzem z gołą babą wiszącym na drzwiach. Prentki to styl życia. To tysiące pokonanych kilometrów, noce zarwane w garażu, wymienione silniki, nieplanowane poślizgi i pourywane zawieszenia – cała ta pasja, która płynie w moich żyłach, przelana na internetowy blog robiony tak zwyczajnie – po mojemu. Sam praktycznie mieszkam w garażu (tak przynajmniej twierdzi Iza), pałam chorą miłością do manualnych skrzyń biegów, uwielbiam również komiksy z serii Dragon Ball oraz chrupki bekonowe (najlepsze!). Sporo czasu spędzam na zlokalizowanej na poddaszu siłowni gdzie kilka razy w tygodniu bez specjalnego zamysłu przekładam z miejsca na miejsce różne ciężkie rzeczy. Oprócz tego sporo czytam, biegam po górach, eksploruję jaskinie, unikam golenia, trochę gotuję i okazjonalnie śpiewam pod prysznicem piosenki Sinatry. To właśnie ja i moje miejsce w sieci.