Prentki Blog Motoryzacyjny - Najważniejsze to nie dać się rdzy - Prentki Blog Motoryzacyjny
4785
post-template-default,single,single-post,postid-4785,single-format-standard,no_animation,essb-7.4

Najważniejsze to nie dać się rdzy

To trochę głupie ale dziś rano doszedłem do wniosku, że decydowanie powinienem sprawić sobie jakieś stare, przesiąknięte stylem narzędzia. Klucze, młotek, a może nawet jakiś wiekowy podnośnik ślimakowy. To naprawdę świetna sprawa bo nic tak nie odmienia atmosfery panującej w przydomowym garażu jak możliwość pracy w otoczeniu żywej historii.

Nie wiedzieć czemu, ale wiekowe przedmioty mają w sobie taką zaklętą aurę – energię dodającą wszystkiemu wokół powagi i charakteru.

A teraz już do rzeczy.

Na każdym kroku historią staje się coś, co wciąż uważamy za żywe. Wakacyjne wypady z przyjaciółmi, do których wracamy w anegdotach na każdej imprezie, głupie numery, które wycinaliśmy w szkole nauczycielom, stary rower wciśnięty gdzieś w kąt na zagraconym meblami strychu… Walkman, bez którego kiedyś nie mogliśmy się obyć, pluszak, bez którego baliśmy się zasnąć czy piosenka, której chcieliśmy słuchać na okrągło do końca świata, a nawet jeden dzień dłużej.

To nieco dziwne gdy uświadomicie sobie jak wiele rzeczy odeszło już w niepamięć, a Wy nawet się nie spostrzegliście.

Niedawno na przykład przypomniałem sobie przypadkiem o tym, jak kiedyś – mając jakieś dziesięć lat wpadłem na pomysł, żeby malować na starych deskach obrazy. Wygrzebywałem w garażu jakieś ścinki starych płyt lub wyheblowane deseczki, a potem zabierałem je do swojego pokoju i w ciszy malowałem na nich za pomocą farb plakatowych obrazy wyszukane w podkradanych mamie starych magazynach i albumach.

Widoki, kwiaty, stare budynki, samochody…

Co jednak najciekawsze – nie mam pojęcia dlaczego właściwie pewnego dnia przestałem to robić.

Serio nie wiem. Pamiętam tylko, że na serio strasznie mnie to pochłaniało – chyba przede wszystkim dlatego, bo nie robiłem tego po to, żeby pochwalić się mamie czy tacie, ani też by mieć takie obrazy w swoim posiadaniu. Większość z nich od razu po ukończeniu chowałem pod łóżko i już nigdy więcej do nich nie wracałem.

Chodziło po prostu o to, że bardzo lubiłem je malować.

Dziś jest wiele rzeczy, którym poświęcam się z podobnym zaangażowaniem i czasami zastanawiam się czy będę robił je też za 10-15 lat, czy może zapomnę o nich tak samo jak zapomniałem o tym moim byciu niedorobionym Picassem bez specjalnego talentu.

Czy mając już te 40 lat nadal będę miał siły i chęci by usiąść wieczorem przy garażowym stole i w ciepłym świetle starej, warsztatowej lampy budować coś, co będzie stało później na moim podjeździe? Czy nadal będę wystarczająco zmotywowany by w czasie gdy wszyscy będą oglądać telewizję, popijać wino albo bawić się na imprezie, ja będę w samotności walczył z bólem i zmęczeniem na zlokalizowanej na poddaszu siłowni?

Czy nadal wracając z pracy będę porywał leżące w kącie adidasy i biegł w góry, by pościgać się trochę z wiatrem i własnymi myślami?

Zmieniam się – i nic na to nie poradzę. Widzę to doskonale choćby czytając moje starsze wpisy na prentkim. Siedzę wtedy przed monitorem z kubkiem gorącej herbaty i zastanawiam się jakim cudem mogłem być wtedy tak ślepy i pełen życiowej naiwności. Dlatego też od jakiegoś czasu układam sobie w głowie taki chytry plan mający powstrzymać mnie od zarzucania pewnych postanowień i nawyków, które dziś uważam za szczególnie cenne. I, które jak mi się zdaje okażą się jeszcze bardziej wartościowe za te dziesięć, dwadzieścia lat.

Przede wszystkim staram się odchodzić od kupowania wszelkiego rodzaju tandety – nawet jeśli tandeta ma tu jakieś istotne uzasadnienie ekonomiczne. Przykładowo – kiedy potrzebuję jakiegoś prostego narzędzia, którego najprawdopodobniej nie użyję ponownie przez najbliższe kilka lat to i tak staram się dołożyć te parę złotych i kupić coś wykonanego naprawdę solidnie.

Przede wszystkim dlatego, bo mam świadomość, że wówczas to narzędzie będzie leżało w mojej szufladzie także wtedy, gdy będę miał już siwe włosy i organizer na kolorowe na tabletki leżący na kuchennym stole.

Tym samym również moje dzieci czy wnuki będą mogły z niego skorzystać, podobnie jak ja korzystam dziś ze starych narzędzi, które zostały mi po moim tacie.

A nawet jeśli samo narzędzie będzie już wtedy bezużyteczne, bo zginie dedykowana dla niego technologia to przynajmniej będzie wyglądało ono genialnie na starej, drewnianej półce w mojej pracowni.

Druga ważna sprawa – wydaje mi się, że naprawdę warto jeszcze przed tą magiczną trzydziestką kupić sobie jakiś porządny, ponadczasowy w formie garnitur. Taki, który będzie wyglądał dobrze również za dwadzieścia czy trzydzieści lat. Najlepiej szyty na miarę, z cholernie dobrego jakościowo materiału. Czarny. Prosty. Bez żadnych chwilowych trendów i ekstrawagancji.

Ważne, żeby był naprawdę cholernie drogi – jednak drogi nie za sprawą wszytej w podszewkę metki, a jedynie z powodu swojej doskonałej jakości, która zapewni mu trwałość w naprawdę długim okresie czasu. Po części chodzi o to, żebym za jego sprawą, przy pewnych okazjach wyglądał jak na prawdziwego mężczyznę przystało. Żadnych tanich materiałów, za długich nogawek i źle zapiętych guzików.

Najważniejsze jednak, żebym robił wszystko co w mojej mocy żebym mógł założyć go na każdą kolejną rocznicę, czy ważną rodzinną ceremonię.

A gdybym z powodu rosnącego brzucha, albo sflaczałych barków pewnego dnia nie dał rady, to żeby świadomość tego jak cholernie był drogi, (i ile kompletów felg mógłbym za niego kupić) zmotywowała mnie do tego, żebym coś z tym faktem zrobił.

Doszedłem też do wniosku, że powinienem wywoływać więcej zdjęć. Moja mama wciąż ma taką drewnianą skrzynkę pełną zdjęć z moim nieżyjącym już tatą, babcią czy dziadkiem. W erze cyfrówek o zdjęcia jest o wiele łatwiej ale chyba każdy z Was ma setki folderów z fotkami, do których nie zaglądaliście od dobrych kilku lat.

I wierzcie mi lub nie ale to się nie zmieni, aż w końcu szlag trafi Wasz dysk twardy i na tym się skończy.

Dlatego warto zrobić własny analogowy album, po który można sięgnąć chociażby w świąteczne popołudnie i w domowym zaciszu go sobie pomacać.

Powoli uczę się też, że nie warto kochać rzeczy i przedmiotów, bo te nigdy Wam tej miłości nie odwzajemnią. Każde drewno pochłonie czas, każdy metal pokryje rdza – warto poświęcać się swojej pasji ale pasja powinna wypływać z procesu tworzenia, a nie faktu stworzenia. Dlatego nie warto przywiązywać się zbytnio do przedmiotów. Warto o nie dbać – czerpać radość i satysfakcję z ich formy i stylu jednak przesadne skupianie się na samym fakcie ich posiadania nigdy nie przyniesie Wam niczego dobrego.

Ograniczy tylko horyzonty i odbierze możliwości, które mielibyśmy gdybyśmy się tak nimi nie uwiązali.

Wiem też, że jedyną osobą na świecie, do której powinienem się porównywać jestem ja sam. Wczoraj. Albo jakiś rok temu. Bo ja z wtedy to jedyny gość, który może powiedzieć mi czy stałem się dziś lepszym czy może gorszym człowiekiem. Powinienem też więcej czytać, bo prędzej czy później bystry, bogaty w treści umysł będzie jednym z niewielu atutów, które pozostawi mi życie.

I muszę w końcu nauczyć się grać na pianinie.

Zawsze chciałem nauczyć się grać na pianinie i w sumie nie wiem dlaczego nic jeszcze z tym nie zrobiłem…


35 Komentarze

Prentki to taki internetowy, pełen starych samochodów garaż ze starym kalendarzem z gołą babą wiszącym na drzwiach. Prentki to styl życia. To tysiące pokonanych kilometrów, noce zarwane w garażu, wymienione silniki, nieplanowane poślizgi i pourywane zawieszenia – cała ta pasja, która płynie w moich żyłach, przelana na internetowy blog robiony tak zwyczajnie – po mojemu. Sam praktycznie mieszkam w garażu (tak przynajmniej twierdzi Iza), pałam chorą miłością do manualnych skrzyń biegów, uwielbiam również komiksy z serii Dragon Ball oraz chrupki bekonowe (najlepsze!). Sporo czasu spędzam na zlokalizowanej na poddaszu siłowni gdzie kilka razy w tygodniu bez specjalnego zamysłu przekładam z miejsca na miejsce różne ciężkie rzeczy. Oprócz tego sporo czytam, biegam po górach, eksploruję jaskinie, unikam golenia, trochę gotuję i okazjonalnie śpiewam pod prysznicem piosenki Sinatry. To właśnie ja i moje miejsce w sieci.