Jakiś czas temu dostałem do przetestowania nawigację od Mio.

Miałem na spokojnie się z nią obwąchać i opisać swoje spostrzeżenia – ponieważ jednak w ostatnich tygodniach każdą wolną chwilę poświęcałem na pracę nad moim 328i, brakowało mi czasu, żeby się za to zabrać. Kiedy więc na horyzoncie pojawił się pierwszy od wieków wolny weekend, postanowiłem połączyć przyjemne z pożytecznym i przeprowadzić test wybierając się na typowo prentką wycieczkę.

Od początku jednak ;)

Jak pewnie wiecie nie jestem jakimś zagorzałym zwolennikiem elektroniki. Noszę prosty zegarek ze wskazówkami, nie znam większości funkcji mojego telefonu i czuję wyraźny niepokój za każdym razem kiedy mam nastawić pranie (raz niechcący przerobiłem spodnie Izy na wersję dla myszy). W efekcie do większości elektronicznych sprzętów podchodzę ze sporą dozą nieufności – i nie inaczej było również i tym razem. Ponieważ jednak miałem do wykonania odpowiedzialne zadanie to chcąc nie chcąc musiałem się przełamać.

I teraz tak – do przetestowania dostałem nawigację Mio Spirit 7500 LM czyli jak wyczytałem w internetach podstawowy model serii 7000.

Na stronie Mio w wersji z mapami Polski kosztuje on 339 złotych (cała Europa to 449zł ale 50zł wraca z cashbacka). Szczegółowe informacje o jego parametrach znajdziecie tutaj.

Co moim zdaniem fajne – w tej cenie wraz z nawigacją dostajecie dożywotnią aktualizację map (można robić ją do 4 razy w roku co przy naszym tempie budowania nowych wystarcza aż zanadto). W pudełku oprócz samej nawigacji znajdziecie też dedykowany uchwyt na szybę, ładowarkę, płytę z oprogramowaniem, folię bombelkową na gorsze dni i dokumentację (wszystko po polsku).

081

Jeśli chodzi o samą nawigację to pierwsze wrażenia są raczej pozytywne – wyświetlacz jest spory (5 cali), a obudowa wygląda solidnie (plastik jest chyba nawet lepszej jakości niż ten, z którego zrobili deskę rozdzielczą w naszej Ibizie – nie, żeby było to szczególnie trudne ale jednak zaliczam to na plus):

087

W kwestii rozdzielczości wyświetlacz odstaje od tych stosowanych w nowych smartfonach ale na potrzeby nawigacji wystarcza w zupełności.

Duży plus za wielgachne przyciski, które bez większego problemu może obsługiwać nawet taka prymitywna małpa jak ja.

Mam palce jak kiełbaski dlatego na większości urządzeń mam spore problemy z trafianiem w odpowiednie guziki (gdybyście widzieli jak piszę SMSa to ze śmiechu wysmarkalibyście płuca przez nos). Tu na dokładkę trzeba czasem pacnąć coś podczas jazdy – serio duży plus.

082

Co ciekawe, sam interfejs z kafelkami jest praktycznie taki sam jak w starym Mio, z którego kiedyś korzystałem – moim zdaniem system jest spoko i najwyraźniej Mio jest tego samego zdania skoro zbytnio go nie zmienili.

Co dalej – pomimo, że Spirit 7500 LM jest raczej prosty to ma całkiem sporo opcji, w których możemy pomieszać. Możemy ustawić chociażby limity dla alertów o ograniczeniach prędkości (chwała bogu bo standardowe +5 km/h jest cholernie irytujące) czy wybrać kolorystykę map (to akurat fajne bo z grubsza da się dopasować kolory do barwy podświetlenia kokpitu – a na tym punkcie mam lekkie zboczenie).

084

Idąc dalej – od chwili kiedy wyjąłem Mio z pudełka zastanawiało mnie jak właściwie ma się ono do nawigacji w telefonie, której używałem do tej pory.

Zastanówcie się sami – po co właściwie kupować osobną nawigację kiedy dziś praktycznie każdy nosi w kieszeni inteligentny telefon z szerokopasmowym dostępem do darmowej pornografii i modułem GPS? Przyznam, że początkowo sam wychodziłem z takiego założenia (dlatego od jakichś 3 lat do nawigacji używałem tylko telefonu) ale po paru dniach spędzonych z Mio trochę się w moim myśleniu zmieniło – i zaraz Wam wyjaśnię dlaczego.

Po pierwsze – rozmiar.

Ponieważ jestem mężczyzną,  za każdym razem kiedy wychodzę z domu zabieram ze sobą tylko te rzeczy, które jestem w stanie bez większego problemu zmieścić w spodniach.

Najczęściej są to więc kluczyki, portfel oraz telefon – i tutaj pojawia się pierwszy problem. Ponieważ telefon noszę na co dzień w przedniej kieszeni, zależy mi na tym, aby nie miał on rozmiarów typowej fotokopiarki. Iza wszędzie zabiera ze sobą torebkę (jedną – bo ma ich chyba ze czterdzieści) dlatego może sobie pozwolić na smartfona z wyświetlaczem wielkim jak Syberia. Ja muszę zmieścić swój w kieszeni spranych dżinsów dlatego istnieje pewien maksymalny format, który nie powoduje u mnie wyraźnego dyskomfortu (czyli nie wbija mi się w jajka za każdym razem kiedy muszę przykucnąć żeby na przykład zasznurować but).

W porównaniu do Mio mój telefon wygląda więc tak:

071

Mio ma większy rozmiar, poziome ułożenie i matową matrycę. Poza tym w jego przypadku nie muszę patrzeć na tą okropną homoseksualnie białą obudowę (czarną kupuję od jakichś dwóch lat).

Plusów jest jednak trochę więcej.

Po pierwsze, nawigacja nie wymaga transferu danych co jest szczególnie spoko jeśli np. jeździcie na wakacje samochodem (mam takie stawki za roaming danych, że taniej wyszło by mi już nawet wynajęcie na tydzień chorwackiego przewodnika). Poza tym Mio korzysta z map TeleAtlas czyli tych samych, które znajdziecie chociażby w nawigacjach TomToma – i w przeciwieństwie do większości darmówek są one po prostu dokładne (kiedyś zainstalowałem w telefonie jakąś apkę dla biegających ludzi, która twierdziła, że przez środek mojej łazienki przechodzi droga szybkiego ruchu – przestałem się wtedy dziwić, że niektórzy ludzie słuchając poleceń wydawanych przez Grażynę z nawigacji potrafią wjechać samochodem do jeziora)

Jak to jednak sprawdza się w praktyce? Korzystając z fajnej pogody postanowiłem zabrać złotą:

026

I zrobić sobie wycieczkę na zlokalizowane u podnóża góry Żar lotnisko (głównie ze względu na fakt, że prowadzą tam bardzo fajne drogi ale o tym za chwilę). Wklepałem więc w nawigację frazę „Żar lotnisko” i o dziwo Mio poradziło sobie z tym bez większego problemu. Podał mi nawet numer telefonu choć nie mam pojęcia w jakim celu miałbym tam dzwonić.

Fajny jest też przycisk z serduchem umożliwiający szybkie wrzucenie danego adresu do ulubionych lokalizacji (w tej chwili mam zapisane 4 pozycje z czego 3 to knajpy z burgerami):

001

Co jeszcze mi się spodobało – Mio zawsze pokazuje cztery warianty trasy, a każdy z nich generuje w oparciu o nasze dotychczasowe poczynania.

Zrobiłem niestety trochę za mało kilometrów, żeby sprawdzić jak całe to uczenie się moich zachowań działa – poza tym podczas tego testu co chwila zatrzymywałem się na poboczu, żeby robić zdjęcia. Podejrzewam więc, że Mio wzięło mnie albo za kierowcę Peugeota, który ma problemy z zapaleniem pęcherza, albo kogoś kto jeździ Alfą (ba dum tss :v ). Z tego co udało mi się wyczytać w internetach działa to jednak mniej więcej tak:

Funkcja IQ Routes zbiera informacje od ludzi korzystających z map TeleAtlas (czyli wszystkie Mio i TomTomy) i szuka w nich jakichś sprytnych skrótów i alternatywnych tras, z których Ci korzystają (czyli na przykład odcinków, które niby są dłuższe, ale jednak da się je pokonać znacznie płynniej).

LearnMe Pro z kolei przygląda się temu jak okropnie prowadzę i dopasowuje do mnie proponowane trasy (jeśli więc przykładowo na myśl o autostradzie macie poważne stany lękowe to Mio dość szybko to skuma i będzie proponować Wam trasy, które je omijają).

Za niedługo czeka mnie wyprawa na mazury więc planuję przyjrzeć się temu bliżej.

Wracając jednak do wycieczki – oczywiście wybrałem trasę najszybszą bo Prentki:

002

A tak wygląda już sam tryb nawigacji:

003

005

Całkiem fajną sprawą jest możliwość wybrania tego jaka informacja ma się pojawiać w prawym górnym rogu. Można wybrać aktualną prędkość, przewidywaną godzinę dojazdu czy odległość do celu. Można też rozwinąć całą listę i widzieć wszystko na raz. Spoko jest też podawanie numeru budynku, na wysokości którego się znajdujemy – gdybym był dostawcą pizzy, brałbym to jak stara Honda olej.

006

Co dalej – pierwszy krótki przystanek urządziłem sobie na przełęczy Przegibek:

008

009

Ponieważ jednak było tam raczej nudno, dość szybko ruszyłem w dół:

010

012

A to powinno wyjaśnić Wam dlaczego postanowiłem wybrać się akurat na lotnisko, a nie dajmy na to – na festiwal golonki do Katowic.

Idylla.

021016

017

Co do minusów – cholernie irytowała mnie ładowarka z prostym kablem.

Plątał mi się on koło gałki zmiany biegów i ogólnie doprowadzał mnie do szału (w samochodzie bardzo lubię mieć porządek). Pierwszą rzeczą, którą zrobiłbym po zakupie Mio byłoby kupno drugiej ładowarki ze spiralnym przewodem bo ta ewidentnie zaburza mi feng-shui. Niby drobiazg ale za to Mio ma u mnie minus.

018

Co dalej – zauważyłem, że Mio podaje głosowo nazwę ulicy, w którą skręcamy. Początkowo trochę mnie to irytowało ale potem stwierdziłem, że w sumie jest całkiem fajne (szukając czegoś nie trzeba co chwila wgapiać się w ekranik + zawsze wiadomo na jakiej ulicy się znajdujemy):

019

Poza tym dość dobrze radzi sobie z ograniczeniami prędkości – jeździłem głównie po bocznych, mało popularnych drogach i w sumie tylko raz podawało mi inną dopuszczalną prędkość niż ta wynikająca z rzeczywistych ograniczeń:

029

Co dalej. ..

Parę razy próbowałem zrobić Mio w konia i sprawdzić jak szybko połapie się w wymyśleniu nowej trasy – pod tym względem jest znacznie szybsze od mojego telefonu (na co wpływ może mieć fakt, że w przeciwieństwie do niego nie ma pamięci zapchanej ogromnymi ilościami zdjęć przedstawiających gołe baby i turbosprężarki). Szczególnie widać to przy wytyczaniu długich tras. Raz kazałem mu wymyślić trasę do Monachium przez Suwałki – zajęło mu to około 10 sekund.

Mój telefon chyba dalej zastanawia się czy powinienem jechać obwodnicą Augustowa czy nie.

Za sprawą jednej z takich nieplanowanych zmian kierunku trafiłem z resztą na bardzo ciekawy odcinek biegnący wzdłuż jeziora:

035

030

032

039

Ostatecznie jednak trafiłem w końcu na położone u podnóża góry Żar trawiaste lotnisko:

023

Co prawda tego dnia nie startował tu żaden szybowiec, ale przynajmniej miałem ładne widoki:

022

027

Idąc dalej – spodobało mi się też to, że łatwo można wrzucić w trasę jakieś opcjonalne punkty bez konieczności zmiany głównego celu. W ten sposób można oznaczyć na przykład budkę z kebabem, stację benzynową albo punkt widokowy.

024

Tak właśnie trafiłem na taki oto „czeski, zamknięty dla ruchu tor wyścigowy” ;)

045

044

047

046

I teraz tak – potrzebowałem jeszcze informacji o tym jak Mio spisuje się w bardziej „codziennych” warunkach czyli po prostu w mieście. W tym celu przesiadłem się do wąskiej i postanowiłem pojeździć sobie trochę po obwodnicach i samym Bielsku. Uzupełniłem więc zapas chrupek:

053

A potem wybierałem punkty w różnych częściach miasta i różne warianty tras:

054

I jeździłem:

051

Jeździłem…

069

A potem minęło mnie e36 z przednim zderzakiem w klimacie F&F

052

Tak czy inaczej – spostrzeżenia. Wskazówki nawigacji są zrozumiałe nawet dla mnie co zdecydowanie jest spoko. Nawet na mocno porąbanych ślimakach i krzyżówkach nie miałem problemu z odnalezieniem właściwego zjazdu:

055

A takie podpowiedzi graficzne to już jest w ogóle mistrzostwo świata, nagroda nobla i strażacka grochówka:

059

Gdybyście wiedzieli ile razy wpierdzieliłem się w jakiś zły zjazd czy ulicę bo mój niepełnosprytny telefon wyświetlał jakiś niezrozumiały bełkot… Dobre są też informacje o zakazach wjazdu bo widać je z wyprzedzeniem, a nie dopiero kiedy już przymierzacie się do skrętu.

Na uwagę zasługuje też opcja wyszukiwania najbliższego parkingu.

Kiedy zbliżacie się do celu, w górnym lewym rogu pojawia się ikonka P:

066Po jej pacnięciu pojawi się opcja wyszukiwania po punktach POI najbliższego parkingu:

050

Kiedy wybierzecie któryś z listy, Mio poprowadzi Was do niego bez zmieniania samego celu podróży (po zaparkowaniu można więc zabrać nawigację w łapę i bez problemów dotrzeć na miejsce).

I tu jeszcze jedna fajna pierdoła – kiedy zaparkujecie możecie w prosty sposób oznaczyć położenie samochodu.

W ten sposób unikniecie problemów z jego znalezieniem kiedy na przykład wybierzecie się na miasto, żeby trochę pozwiedzać. Drobne sprawy ale mocno ułatwiają życie.

Reasumując – czy w erze smartfonów Mio Spirit 7500 LM ma rację bytu?

075

Moim zdaniem zdecydowanie tak, ale trzeba brać pod uwagę fakt, że naprawdę sporo jeżdżę, no i nie jestem też typowym smartfonowym fetyszystą.

Mój telefon jest raczej niewielki (przynajmniej jak na obecne standardy), a abonament, z którego korzystam niespecjalnie zachęca do częstego wykorzystywania transferu danych (szczególnie za granicą). W moim wypadku przewaga Mio nad telefonem jest więc po prostu miażdżąca. W wypadku telefonu już sama aktualizacja map przez transfer danych stanowi spore wyzwanie. Poza tym na korzyść Mio przemawia szybkość działania (nie zamulają go żadne fejsbuki i inne aplikacje), duży, czytelny wyświetlacz z matową powłoką i naprawdę mocny GPS.

Poza tym w wypadku mojego E30 telefon podpięty do ładowarki cholernie mocno się grzeje (nie ma nadmuchu klimy więc nad deską jest gorąco) przez co po godzinie pracy zdarza się mu zawieszać albo wyłączać (plus zdecydowanie nie jest to dobre dla baterii).

Przy Mio znika też problem wywalania nawigacji przez rozmowy przychodzące czy SMS-y i spokojnie można zostawić ją w uchwycie kiedy na przykład w czasie podróży zatrzymujecie się na stacji paliw czy w jakimś zajeździe (ze względów bezpieczeństwa telefon wolałem zabierać ze sobą co zwykle kończyło się wyłączeniem nawigacji i koniecznością włączania wszystkiego od nowa).

Podsumowując – Mio Spirit 7500 LM to naprawdę fajny, niedrogi sprzęt.

Za niecałe 350 złotych dostajecie solidną nawigację z jednymi z najlepszych map, ich dożywotnią, bezpłatną aktualizacją i sporą ilością fajnych funkcjonalności.

Jeśli w swoim samochodzie nie macie fabrycznej nawigacji, albo czasem irytuje Was sposób, w jaki działa nawigacja w Waszym telefonie to jest to naprawdę świetne rozwiązanie.

P.S. W bonusie mam dla Was kilka prentkich tapet z testu Mio:

Pozdrawiam,

Tommy