Już wiele razy spotykałem się z pytaniami w stylu

Tommy, ale tak właściwie to dlaczego wybrałeś akurat BMW? Tommy, a powiedz mi, czy kupno ………* to dobry wybór? Tommy, co myślisz o ……..*?

*wpisz odpowiedni model/markę/wersję

Wiele osób (nie wiedzieć czemu) uważa mnie za kogoś kto zna się na samochodach. Zakładają, że skoro prowadzę blog w internecie i robię czasami jakieś zdjęcia upaćkanych krwią i olejem narzędzi to czyni mnie to z automatu jakimś motoryzacyjnym odpowiednikiem Dalaj Lamy.

Auto rytetem.

Oczekują zatem, że jeśli polecę im zakup jakiegoś samochodu, albo przynajmniej wypowiem się o nim pochlebnie, oznacza to, że będzie on na pewno rewelacyjny, bezawaryjny i absolutnie porywający.

Problem polega jednak na tym, że ja, będąc na Waszym miejscu w życiu nie kupiłbym żadnego samochodu, który sam bym polecił.

To samobójstwo.

To tak, jakbyście o gatunek wina na uroczystą kolację pytali leżącego pod ławką przed sklepem jegomościa pachnącego moczem i sfermentowanymi śliwkami. Ja nie kieruję się w swoich wyborach jakimiś racjonalnymi powodami. Kiedy patrzę na jakiś samochód w życiu nie przyszłoby mi go głowy, że pojemność jego bagażnika albo średnie spalanie w mieście mogłyby mieć jakiekolwiek znaczenie. Szczerze mówiąc, podejrzewam, że gdyby samochód w ogóle nie miał bagażnika, uznałbym to za niezwykle istotną zaletę. Podobnie ze spalaniem bo nic nie rokuje tak dobrze w kwestii osiągów jak dwucyfrowe zużycie paliwa.

Tymczasem dla większości z Was taka informacja byłaby zapewne niezwykle istotna. Chociażby po to, żebyście wiedzieli czy do bagażnika zmieści się wózek spacerówka, a ilość wlewanej do baku benzyny nie spowoduje, że będziecie musieli wnioskować o niego w mopsie.

Ostatnio, będąc w Warszawie na szkoleniu z defensywnej jazdy prowadzonej pod okiem Darka Burkata z SJMK dostałem do dyspozycji należącą do Ergo Hestii Toyotę. Niestety jednak pomimo usilnych starań nie jestem sobie w stanie przypomnieć co to była za Toyota. Wydaje mi się, że mogła to być Corolla, ale z drugiej strony równie dobrze mógł być to Auris. Albo Yaris. Albo Daihatsu.

Sam nie wiem.

Pamiętam za to, że tylne, boczne szyby z perspektywy kanapy przypominały okienka na pokładzie tupolewa, a podsufitka miała na środku dwa guziki zapobiegające jej opadaniu na najwyższej zlokalizowaną głowę na pokładzie (w tym wypadku była to chyba głowa Sandry bo ja kuliłem się próbując powstrzymać mdłości jakie wywoływało u mnie patrzenie na pokrętła od klimatyzacji).

Były tam też fotele o trzymaniu bocznym na poziomie ławki w parku i lampka sygnalizująca optymalny moment zmiany biegu. Nie wiedzieć czemu jednak świeciła ona non-stop (wydaje mi się, że była popsuta, ale równie prawdopodobne, że nie potrafiłem jej obsługiwać bo to zbyt skomplikowane).

W każdym bądź razie jestem pewien, że gdyby była tam Iza, ten samochodzik określiłaby jako „uroczy”.

Bo nie wiem czy wiecie ale w świecie kobiet wszystko czego nie da się obronić jakimkolwiek sensownym argumentem (czyli coś co jest absolutnie niepraktyczne, badziewne i drogie) może zostać zakwalifikowane przez kobiety do kategorii „urocze”, a wtedy Wy nie macie już nic do gadania.

Tego nie da się zanegować bo nie jesteśmy w stanie walczyć z czymś, czego nie rozumiemy.

Poza tym bo tak i o nic mi nie chodzi.

Wracając jednak do tamtej Toyoty (a może to była KIA?) – zawsze lubiłem niewielkie, zwarte samochody. O ile jednak maluchy, peugeoty 106 rallye i Fordy Fiesta zachwycały mnie przestronnością wnętrza i ilością wpadającego przez boczne szyby światła, o tyle w tej Mazdzie czułem się jak w piwnicy rodem z radzieckiego horroru.

Po jaką cholerę tylne boczki mają grubość dwóch metrów? Co pod nimi jest? Ten zaginiony moment obrotowy, który zabrali silnikowi? Rodzina uchodźców z Pakistanu? Zaginione 19 miliardów z OFE? To samo z deską rozdzielczą. Moja Fiesta ma deskę ledwie odstającą od przedniej szyby, tymczasem w tym Peugeocie miała ona rozmiary Brazylii.

Była tak wielka, że bez problemu dałoby się na niej uprawiać sex, równocześnie prasując pranie i robiąc projekt Trafalgar square na kalce technicznej.

W skali 1:1!

Niewielkie tylne okienka były wciśnięte pomiędzy słupki zrobione chyba z sekwoi. Ilość czarnego plastiku sprawiała, że momentami wydawało mi się, że siedzimy we wnętrzu mojego xboxa, a w nie miejskim samochodzie, który wedle zapewnień producenta miał sprawiać mnóstwo radości.

W mojej ocenie równie wiele radości mogłoby sprawić Wam wsadzenie głowy do pracującej sokowirówki albo samospalenie.

To jakiś absurd!

Mając do wyboru taki samochód i autobus MZK dość poważnie zastanowiłbym się nad sprawieniem sobie biletu miesięcznego. W autobusie macie przynajmniej szansę spotkać kogoś znajomego i pośmiać się z jego idiotycznej fryzury, tymczasem w tym Daihatsu czekają Was co najwyżej halucynacje z plastiku i śmierć.

Wsiadając do środka człowiek czuje się jakby niechcący wlazł właśnie do szafy Zbigniewa Wodeckiego.

A nie wiem jak Wy ale ja nie chciałbym jeździć codziennie do pracy siedząc z twarzą wciśniętą w parę jego spodni. Choć w tym wypadku określenie „jeździć” i tak jest tu mocnym nadużyciem.

Nie kupujcie tej Hondy. Albo Yarisa.

Chociaż może to jednak była KIA?

Nieważne.

Najlepiej w ogóle nic nie kupujcie. Tak będzie najbezpieczniej.

20 Komentarzy

  1. Iglo 17 listopada 2014 o 16:50

    Plastik tani jest i podnosi poczucie bezpieczeństwa i prestiżu.

    Jak był test daaawno jakiegoś twingo starego czy to panda czy tico było to było "rażące morze polakierowanej blachy". Nie wiem jak Wam, ale dla mnie polakierowana blacha jest bardziej szlachetna niż trzeszczące, przetopione butelki pet.

  2. Łysy 17 listopada 2014 o 17:04

    Iglo, zgadzam się z Tobą w 100%. No i blacha nie trzeszczy :-)

    1. Tommy 18 listopada 2014 o 08:12

      W większości wypadków plastik jest ok dopóki nie próbuje udawać, że nie jest plastikiem. Dziwię się jednak, że zamiast odlewać boczki z twardego plastiku, który rysuje się od samego patrzenia na niego nie robią ich z tworzywa jakim powlekano elementy w latach 90-tych (tak jak choćby w E36).

      To przecież nie jest wiele droższe, a jakość takiego wykończenia względem tych pomalowanych na czarno talerzy jednorazowych to lata świetlne…

  3. Bebok 17 listopada 2014 o 19:31

    Każdy pasjonat ma w sobie coś czego inni nie rozumieją :-) tylko filatelistyka ma mało wspólnego z przedmiotami codziennego użytku, a taka informatyka i mechanika aż za dużo. Więc ludzie pytają o głupoty, odpowiedzi i tak nie rozumieją a na koniec okaże się ze „pierdoly gadasz, po co to, na co mi to? Zglupiales?”.

  4. cha 17 listopada 2014 o 21:03

    Prentki, a tak na serio to yarisek czy kijanka?…..
    ….to strasze jak w ciągu kilku lat ktoś kto był członkiem rodziny, relikwią, niepowtarzalnym rumakiem… stał się produktem, rzeczą, miesięczną ratą, plastikową imitacją sztucznego poczucia bezpieczeństwa i symbolem powszechnego wygodnictwa. Dzisiaj solidarność rozumie się przez wspólne stanie w korku pustym samochodem (i szeryforanie gnojom, którzy chcieliby innych uczyć jazdy na suwak). Samochód do bilans zysków, strat i współczynnika prestiżu, nowe modele mają tak ociekać chciejstwem, żeby starsze przy nich bledły. Przetarł ci się plastik? Kup nowe auto, przecież nie będziesz chodził w takich powycieranych butach… wstyd! Chcij prestiżu! Czy to w suvie czy w chromowanych klamkach, ewentualnie w ledowych światłach, które podkreślają wredny wyraz maski, z którym utożsamia się właściciel.

    1. Tommy 18 listopada 2014 o 08:14

      To było chyba Aygo.

      Albo swift?

      "…to strasze jak w ciągu kilku lat ktoś kto był członkiem rodziny, relikwią, niepowtarzalnym rumakiem… stał się produktem, rzeczą, miesięczną ratą, plastikową imitacją sztucznego poczucia bezpieczeństwa i symbolem powszechnego wygodnictwa."

      Cholernie mądre słowa cha. Cholernie mądre i tak przykre zarazem.

  5. Darek 17 listopada 2014 o 22:22

    Takie mi się nasunęło Spier Dalaj Lamo. No offence :)

  6. pio075 18 listopada 2014 o 01:10

    W sumie to ciekawe, że kobiety często używają określenia „uroczy” w stosunku do mężczyzn – nawet ma to sens :-D

  7. jonas 18 listopada 2014 o 01:58

    O swoim wacku nie chciałbym mimo wszystko usłyszeć, że jest "uroczy".

    Kretyńsko małe okienka z tyłu i po bokach mają uzasadnienie – można nawciskać kamer i kolorowych telewizorków, w imię poprawy bezpieczeństwa oczywiście. Range Rover Evoque ma szybki jak transporter opancerzony, nic przez to nie widać, więc dali mu pięć (słownie: 5) kamer dookoła. Cyce więdną.

    1. Tommy 18 listopada 2014 o 08:26

      Tu nawet nie chodzi o okienka ale pomyśl – w moim E30 czy Fieście szerokość tylnych boczków to jakieś 3-4cm. W Ibizie Izy to już z pół metra, a i tak daleko jej do niektórych współczesnych modeli gdzie te tapicerki wyglądają jak tyłek tej całej Kim Kałasznikow czy jak ją tam zwą.

      Przez to wciśnięcie tyłka na tylną kanapę przypomina próbę zmieszczenia się w huśtawkę na placu zabaw za przedszkolem. Moje E30 jest mniejsze od Ibizy, a mimo to na tyle jest więcej miejsca.

      A najlepsze jest to, że pod tym spuchniętym boczkiem niczego nie ma – kiedy demontowałem wnętrze do lakierowania myślałem, że pod boczkami będą jakieś zaawansowane wzmocnienia, poduszki powietrzne albo rodzina uchodźców z Algierii, tymczasem za metrowej szerokości dziurą zobaczyłem po prostu zewnętrzny błotnik.

      Dlaczego tak?

      1. jonas 18 listopada 2014 o 11:49

        Bo pod tymi boczkami czai się prestiż i poczucie bezpieczeństwa, równie złudne. Taka moda, najpierw cię straszą, że jak wsiądziesz do tylnonapędowca to umrzesz, że jak wsiądziesz do starego samochodu to umrzesz, że jak nie wykupisz dodatkowego ubezpieczenia to umrzesz. A potem takiego urobionego klienta stawia się przed nowoczesnym, bezpiecznym pojazdem o szesnastu gwiazdkach w teście zderzeniowym, on wsiada, szybki rzut oka na mikroskopijne okienka i wnętrze otulające go plastikiem niczym kapsuła kosmiczna, wysiada i kupuje, bo czuje się jak w czołgu, czyli nadal się boi, ale jest mu łatwiej z tym żyć. Interes się kręci, tym lepiej im bardziej podlewać go strachem.

        Bez sensu, do zderzania się z innymi uczestnikami ruchu kupiłbym sobie z demobilu Kraza na trzech osiach. Żodyn nie wyskoczy z tym na czołówkę. Żodyn.

         

        A doradzanie w sprawie zakupu – jak już doskonale wiedziałem, co kupię, spytałem z ciekawości na pewnym forum ludzi, którzy, jak mi się wydawało, trochę mnie znają – jaki samochód do kwoty X? Odpowiedzi zdemolowały mi szyszynkę, wyszło na to, że polecali mi to, co sami by sobie kupili za tę kwotę, kompletnie w rzyci mając moje własne oczekiwania, potrzeby i sympatie lub antypatie motoryzacyjne.

  8. radosuaf 18 listopada 2014 o 09:25

    A w tych tylnych słupkach nie chowają się czasem poduszki powietrzne właśnie? Przynajmiej w nowych samochodach? Ibiza, no wybacz, może jest urocza, ale to nadal, ekhem, VAG :).

    Co do odległości od przedniej szyby, to w Berlinie Sportivo pewnie mógłbym ją polizać bez odrywania pleców od fotela, zaś w Giulietcie musiałbym pewnie położyć się na podszybiu… Też poduszki.

    Plastiki w drzwiach to ekologia – drzwi od E36 musiałoby rozbierać 3 pracowników przez 20 minut i mieliby 7 rodzajów odpadów do utylizacji, a drzwi od F10, czy jaki tam teraz jest numer, rozbierze 1 pracownik w 5 minut i będzie miał 3 rodzaje odpadu – taki postęp…

    Wychodzi na to, że jedynym szczerym nowym pojazdem jest poczciwy Pandziak, tam widać wszystko we wszystkich kierunkach :).

  9. Beddie 18 listopada 2014 o 10:26

    Chłopie, rozumiem Cię. Często zmieniam samochody, jeżdżę autami od Kaszlaka do Jaga XJ8 i jeszcze całę życie pracuję w motoryzacji. Co chwilę się trafia ktoś z pytaniem jaki diesel pali najmniej. Odpowiedź beznyna z gazem, pojemność od 2.5 wzwyż nie przemawia do niego. Zacznij radzić zgodnie ze swoim sumieniem. Ja zacząłem i coraz mniej osób truje dupę :D

  10. 353 18 listopada 2014 o 12:35

    Samochody bez widoczności są do chrzanu. Nieważne czy drogie czy tanie.

  11. Garnier 18 listopada 2014 o 13:29

    Przyspieszanie na piątce <3
    Tzn, pedał do deski, a prędkość spada :D

    1. Tommy 18 listopada 2014 o 13:44

      Po wrzuceniu piątki momentami wydawało mi się, że Arek dla draki zamienił nam pedał gazu z hamulcem
       

  12. beatles 18 listopada 2014 o 18:59

    W pewnym momencie zrozumiałem, że mimo tego iż siedzę w temacie od wielu lat i większość czasu wolnego spędzam w szeroko pojętej motoryzacji, to nie nadaję się na doradcę. a pytają wszyscy. 

    Wywalona na tle ogółu hierarchia priorytetów nie pozwala na dogadanie się z użytkownikami sprzętów agd, jakimi jest większość współczesnych aut. Nie ukrywajmy, że spośród tej masy, kierowców jakiś niewielki procent interesuje się tematem, czyta, grzebie, "chwali się" na forach/blogach, psuje i naprawia, a spośród nich znowu tylko niewielki procent jest totalnie zakręconych – to Ci właśnie, którzy w dużym spalaniu znajdują na pierwszym miejscu zaletę ;)

  13. Agata 27 listopada 2014 o 13:08

    CO masz do yarisa? ja jezdze tym autem i nie mam zadnych zastrzezen. dla kobiety auto idealne. malo pali, nie psuje sie.. nie wiem co jest w nim zlego?!

    1. Tommy 27 listopada 2014 o 13:12

      Jeśli wziąć pod uwagę, że samochody, które najlepiej wspominam były spartańskie, głośne, pochłaniały ilości paliwa charakterystycze bardziej dla wschodzących gospodarek niż samochodów, a do tego psuły się średnio co piętnaście miut to argumenty, że Yaris jest idealny dla kobiety, mało pali i się nie psuje zdedcydowanie mnie do niego nie przekonują ;}

      Nie zrozum mnie źle – Yaris to naprawdę świetny, współczesny miejski samochód.

      Ale jak na ironię właśnie dlatego jest tak beznadziejny.

  14. Norbert 28 listopada 2014 o 09:23

    Każdy sam najlepiej wie jakie auto do niego pasuje. Co prawda można sugerować się rankingami awaryjności ale w gruncie rzeczy rozsądek wygrywa bardzo rzadko. Ja sam przy kupnie nowego auta nie sugeruje się tylko logiką. Auto musi mi pasować :)

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany.