Niedawno mój szef wykazał się wielkim zaufaniem i wytypował mnie abym dziś wspólnie z dwoma kolegami wziął udział w organizowanych w pewnej miejscowości koło Bielska rozmowach kwalifikacyjnych mających pomóc nam zasilić prężnie rozwijający się dział handlowy. Do moich głównych zadań należało zatem wyglądanie na mądrzejszego niż jestem w rzeczywistości, pytanie kandydatów do czego służą linki sponsorowane, a następnie tłumaczenie wymalowanej nastolatce puszczającej w naszym kierunku oczka, że to pytanie techniczne, a nie aluzja do chęci przekazywania jej pokaźnego kieszonkowego w zamian za weekendowe spotkania w pewnym hotelu w Sandomierzu.

Przez cały dzisiejszy dzień siedziałem zatem w dusznym gabinecie w towarzystwie moich dwóch kolegów i za wszelką cenę próbowałem zmusić się do utrzymywania czegoś co w mojej ocenie było inteligentnym i skupionym wyrazem twarzy.

Podejrzewam, że mimo moich usilnych starań większość kandydatów odniosła wrażenie, że nasza firma przywiązuje bardzo dużą wagę do zatrudnienia osób niepełnosprawnych.

Po co jednak w ogóle o tym mówię – po około czterech godzinach spędzonych na domalowywaniu ludziom wąsów oraz udawania zainteresowania faktem, że gość o bujnej fryzurze był kiedyś mistrzem powiatu w przewracaniu się na deskorolce (ten wyraz twarzy nazwałem roboczo „gruby labrador wpatrzony w kanapkę z bekonem”) do sali weszła dziewczyna, która poproszona o przedstawienia się zaczęła od tego, iż niedawno skończyła 19 lat, uwielbia górskie wycieczki i literaturę. Nic szczególnego można by rzecz – młoda kobieta, która do swojego CV wpisała rzeczy, które to młodzi ludzie wypisują kiedy nie mają żadnych modnych i plusujących u potencjalnego pracodawcy zainteresowań.

Z reguły na rozmowie kwalifikacyjnej proszę o dokładniejsze omówienie pozycji wypunktowanych jako „hobby” żeby wprowadzić w rozmowę trochę luzu i zobaczyć jak ktoś zachowuje się gdy znajdzie się na swoim terenie nie musząc dostrajać się do tematów narzucanych mu przez trzech buraków w marynarkach.

Z doświadczenia wiem jednak, że w wypadku dziewiętnastoletnich dziewczyn zainteresowanie literaturą oznacza z reguły „dwa razy przeczytałam sagę Zmierzch”, a górskie wycieczki to ładniejsze określenie melanżu urządzonego w kamieniołomie na pobliskim wzgórzu. Ty pytasz ich o rzecz, która według CV pochłania im cały czas wolny, a oni nie są w stanie powiedzieć o tym choćby jednego zdania.

W ogóle mam taką żelazną zasadę, że analizując CV zupełnie nie zwracam uwagi na kategorie „wykształcenie” i „doświadczenie zawodowe”. W moim odczuciu są one nudne i jedynym co mnie tu interesuje jest to, czy ktoś jest na tyle bystry albo miał na tyle chęci szperania w google, że wie w jakiej kolejności powinno się tu wymieniać poszczególne restauracje Mc Donalds, w których się pracowało. Nie ma również dla mnie większego znaczenia, czy ktoś skończył tylko średniej jakości liceum czy może jest magistrem politologii.

A jeśli ktoś wypisuje do CV milion absurdalnych szkoleń i odbytych kursów dotyczących między innymi ratownictwa górskiego, efektywnej sprzedaży i psychologii w hodowli drobiu – CV trafia prosto do kosza. Bez dyskusji.

Moim zdaniem w większości wypadków kategoria „wykształcenie” determinuje tylko kwestię kto miał bardziej zaangażowanych w opiekę nad nim rodziców i co się z tym wiąże – mniej nieprzewidywalne i szalone życie towarzyskie.

Mając własne doświadczenia ze studiami zaocznymi wiem, że w tym kraju dyplom może dostać nawet świnka morska jeśli tylko w terminie płaci czesne. Dlatego też bardziej od posiadanego tytułu interesuje mnie choćby to, czy ktoś wpisując w rubrykę ‚zainteresowania’ motoryzację ma w ogóle pojęcie do czego służy gaźnik.

A jeśli tak to czy jest w stanie w prosty i składny sposób wyjaśnić w paru zdaniach dlaczego każdy mężczyzna powinien choć raz w życiu kupić sobie Alfę.

To samo dotyczy się zainteresowania kinem, muzyką klasyczną, informatyką czy jeździectwem.

I tu pojawia się największy problem. Jeśli chcecie prowadzić rozmowę kwalifikacyjną według tego klucza musicie mieć cholernie szeroką wiedzę z bardzo wielu dziedzin życia. Musicie orientować się ile goli strzelił w tym sezonie Messi, w którym filmie Woddy’ego Allena pojawiła się scena z parkowaniem, co łączy Samuela Barbera i Dj’a Tiesto i dlaczego podczas nauki anglezowania lepiej nie trzymać fiuta w nogawce.

Inaczej Wasze błyskotliwe pytanie o to, która płyta Bobby’ego Darina była najlepsza bardzo szybko może odwrócić się przeciwko Wam kiedy w odpowiedzi usłyszycie „Ja lubię Things and other things – szczególnie I’ll Be There, a jaki jest Pana ulubiony kawałek z tej płyty?”

Eeeee, yyyyyy, eeeee ja też lubię to, ekhm jak to tam było… eeee.. „There fere”?

Dlatego też przez większość czasu siedzę cicho i domalowuję ludziom wielkie uszy, a udzielam się tylko i wyłącznie wtedy gdy jakimś cudem pojawi się temat z tej wąskiej grupy, w której mam do powiedzenia coś więcej niż „mhm”.

Naprawdę czasem zastanawiam się jak niektórzy młodzi ludzie chcą znaleźć pracę jeśli przerasta ich nawet umycie zębów albo ogolenie brody, w której znajduje się więcej jedzenia niż w mojej lodówce. Po jednym z kandydatów musieliśmy zrobić przerwę i wietrzyć biuro, bo roztaczana przez niego „atmosfera” i spowodowane przez nią nasze nieprzytomne spojrzenia mogłyby sugerować kolejnym przybyłym kandydatkom, iż trafiły one nie na rozmowę o pracę ale na jakiś casting do austriackiego burdelu prowadzony przez trzech miłośników heroiny i swobodnego podejścia do kwestii higieny osobistej.

Połowa ludzi pragnących podjąć pracę jako handlowiec na pytania odpowiadała „no tak”, „w sumie to nie” albo „trochę”. Inwencja, kreatywność i umiejętność prowadzenia konwersacji na poziomie wylewki cementowej – cechy osobowości idealne do pracy w dziale handlowym.

To straszne bo z każdym dniem dociera do mnie coraz bardziej, że kiedy będę na emeryturze to tego pokroju ludzie będą pracować na moje cewniki i morfinę.

A najgorsze w tym wszystkim jest to, że gdybym usiadł po drugiej stronie stolika to moje CV wylądowałoby w koszu szybciej niż ja zdążyłbym powiedzieć, że uwielbiam literaturę i górskie wycieczki…

3 Komentarze

  1. iParts 22 lutego 2013 o 14:03

    Uważam, że rozmowy kwalifikacyjne to trudny temat. Zarówno dla rekrutujących, ale też dla rekrutowanych. Nigdy nie wiadomo czego się spodziewać idąc na rozmowę kwalifikacyjną, osoba przepytawana może sie spotkać z różnymi dziwnymi zadaniami, które w ogóle nie związane są podjęciem danej pracy. Jednak osoby rekrutujące też mają problem, żeby wybrać kogoś kto będzie nadawał się do wykonywania tej pracy.

  2. Piotr 9 lipca 2013 o 13:51

    Nie wiem czy się śmiać czy płakać. Choć czytałem ten tekst ze szczerym bananem na twarzy, to jednak przypomniały mi się moje pierwsze rozmowy kwalifikacyjne – aż żal wspominać. Choć zabrzmi to wysoce nieprofesjonalnie, moje udane rozmowy o pracę to te, na które szedłem na sporym luzie, a spora część ich czasu upłynęła na gadaniu o wszystkim, co tylko z pracą związane nie było.

  3. Ankiety 31 października 2013 o 12:05

    świetny tekst:) Niestety, wygląda to tak że w natłoku wysyłanyc CV, tak naprawde kandydaci często nei wiedzą do której firmy idą na rozmowę. Jak więc mają się przygotować do niej?

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *