Prentki Blog Motoryzacyjny - FAKT: Homar nie śpi bo spawa wydech - Prentki Blog Motoryzacyjny
4757
post-template-default,single,single-post,postid-4757,single-format-standard,no_animation,essb-7.4

FAKT: Homar nie śpi bo spawa wydech

Godzina 21:35 – spokojny sobotni wieczór. Za oknem, w świetle przydrożnej latarni widać jak delikatnie prószy śnieg. W TV leci jakiś program o siedzeniu bez majtek w lesie deszczowym. Po domu rozchodzi się silnie uzależniający zapach pieczonego przez Izę piernika i świeżo parzonej, słodkiej herbaty. Na stoliku kawowym, pod czujnym okiem niepełnosprawnego społecznie psa pracuję nad reanimacją starego laptopa.

Po paru minutach haratania w Screemera 4×4 laptop zaczął śmierdzieć jak zostawiony na słońcu zdechły szczur. Albo moja autorska zapiekanka z serem i pieczarkami (pachnie i smakuje z grubsza tak samo). Diagnoza – z obudowy odłamał się wihajster znany również jako tenteges i wpadł w wiatrak. Na szczęście jednak powoli kończę już serwis. Składam właśnie wykonaną z tandetnego plastiku osłonę, po chwili okazuje się, że w ciągu ostatnich kilku minut zaginęła gdzieś połowa leżących na krawędzi stolika śrubek.

Podejrzewam psa.

Pies z resztą też.

Zeżarł jak nic. Merda ogonem – chce iść na ugodę.

Trudno – jak uczy stara szkoła rasowania, przynajmniej laptop będzie lżejszy.

Nagle odzywa się leżąca na szklanym blacie, zdezelowana komórka. Po sposobie buczenia wnioskuję, że to SMS. Pewnie znowu radio zet.

To jednak nie radio zet.

To Homar.

W sumie to już nie wiem co gorsze.

„mogę wpaść spawnąć sobie wydech?”

I teraz uświadomcie sobie proszę tragizm tej sytuacji – Homar, choć jest bez wątpienia indywidualistą nie mniejszym niż głuchoniemy treser małp cyrkowych, należy niestety do grupy osób, która uważa, że jest w stanie własnoręcznie naprawić coś, czego własnoręcznie naprawić nie potrafi.

I nie ma ochoty nic z tym faktem zrobić.

I to nie jest tak, że jest głupi. Że się mu nie chce albo, że ma dwie lewe ręce – nie, w żadnym wypadku. To naprawdę sprytny i chętny do działania gość i gdyby tylko postępował zgodnie z pewnymi normami (i zdrowym rozsądkiem) byłby w stanie zrobić absolutnie wszystko i to z naprawdę świetnym rezultatem.

Problem jak mniemam, leży przede wszystkim w absolutnej awersji Homara do jakichkolwiek mądrych rad. Jak zwykle więc kiedy pojawił się w moim garażu, a ja chciałem wygłosić jeden z tych nudnych monologów o odłączaniu akumulatora, poszukiwaniu najlepszego punktu dla masy, ustawieniu spawarki i innych pierdołach, zupełnie nie był nim zainteresowany.

Zbył mnie więc jeszcze zanim zdążyłem dojść do punktu o dopasowywaniu wydechu na samochodzie tak, żeby uniknąć ryzyka łączenia rur pod nieodpowiednim kątem.

Nie powinno więc Was dziwić, że kiedy zajrzałem do garażu jakąś godzinę później, zastałem go leżącego pod samochodem próbującego oddzielić swoją lewą nogę od wahacza, do którego przyspawał się niechcący jakieś pół godziny wcześniej.

Wycedzone przez łzy „nic mi nie jest, dam se rade” było jednak na tyle przekonujące, że postanowiłem nie interweniować i wrócić na górę do haratania w najnowszą część Call of Duty. Kiedy zajrzałem do garażu kolejną godzinę później jedyna zmiana jaka zaszła dotyczyła wiszącego dotąd pod podwoziem wydechu, który spadł z prowizorycznych wieszaków i leżał obecnie na jego twarzy robiąc w niej podłużne, przekomiczne wgniecenie.

Choć równie możliwe, że miał je już od małego bo muszę przyznać, że ten głupi wyraz twarzy ma odkąd tylko sięgam pamięcią.

W każdym bądź razie Homar w ciągu kolejnych paru godzin przechodził kolejno przez wszystkie stadia garażowego kryzysu (co słyszałem doskonale nawet piętro wyżej przed dwie ściany i strop z żelbetu)

Wyparcie: Ku*wa Ku*wa Ku*wa

Zaprzeczenie: Ja pi*rdole

Akceptacja: Osz ch*j

I tak dalej…

W efekcie po mniej więcej tygodniu spędzonym na blokowaniu mi garażu, wykończeniu 4 szpuli drutu do spawarki i wykrzyczeniu na cały głos absolutnie każdego niecenzuralnego słowa jakie padło na ziemiach polskich mniej więcej od roku 965, udało mu się skończyć wydech.

Pełen sukces.

Tylko tak – rura, która do tej pory tłukła się lekko o wystający wieszak owszem – przestała się o niego obijać. Zaczęła jednak tłuc się o wahacz, podłogę i śrubę wózka mostu. Poza tym Homar, by osiągnąć ten wspaniały efekt załamał wydech w 5 miejscach, a ponieważ nie chciał słuchać rad jak powinien ustawić spawarkę, powypalał na połączeniach tyle dziur, że próbując zalepić je spawami wpuścił do wnętrza rury jakieś 400 metrów miedziowanego drutu – od każdej strony spawu. W efekcie kawałki drutu utworzyły w środku rury sitko.

Nie wiem czy ma tego świadomość, ale z moich obliczeń wynika, że jego BMW spełnia teraz normę EURO 12 bo ma cztery nowe katalizatory.

W efekcie samochód jeździ ale on wie, że czeka go ponowna przygoda ze spawarką. Mam nadzieję, że tym razem podejdzie do niej inaczej.

Jeśli ktoś bardziej doświadczony służy Wam radą, po prostu go wysłuchajcie. Niekoniecznie musicie się do tego stosować, ale sama wiedza pozwoli Wam dostrzec w porę ślepy zaułek zanim jeszcze się w niego zapędzicie…

 


16 Komentarze

Prentki to taki internetowy, pełen starych samochodów garaż ze starym kalendarzem z gołą babą wiszącym na drzwiach. Prentki to styl życia. To tysiące pokonanych kilometrów, noce zarwane w garażu, wymienione silniki, nieplanowane poślizgi i pourywane zawieszenia – cała ta pasja, która płynie w moich żyłach, przelana na internetowy blog robiony tak zwyczajnie – po mojemu. Sam praktycznie mieszkam w garażu (tak przynajmniej twierdzi Iza), pałam chorą miłością do manualnych skrzyń biegów, uwielbiam również komiksy z serii Dragon Ball oraz chrupki bekonowe (najlepsze!). Sporo czasu spędzam na zlokalizowanej na poddaszu siłowni gdzie kilka razy w tygodniu bez specjalnego zamysłu przekładam z miejsca na miejsce różne ciężkie rzeczy. Oprócz tego sporo czytam, biegam po górach, eksploruję jaskinie, unikam golenia, trochę gotuję i okazjonalnie śpiewam pod prysznicem piosenki Sinatry. To właśnie ja i moje miejsce w sieci.