Prentki Blog Motoryzacyjny - Dziewczyna z tatuażem (BMW 328i)
2199
post-template-default,single,single-post,postid-2199,single-format-standard,no_animation

Dziewczyna z tatuażem (BMW 328i)

Jak wspominałem jakiś czas temu, dzięki Darkowi z gliwickiego centrum kreacji cudów i dewiacji wszelakich, przywiozłem do domu zielone BMW E36 328i z rzędową szóstką, fabryczną szperą i kompletnie beznadziejnym akumulatorem, który jest równie energiczny co rozjechany jeż.

I teraz tak – na wstępie muszę zaznaczyć, że nigdy nie miałem wątpliwości co do tego, iż BMW z silnikiem 2.8 jest szybkie. Wiedziałem, że buczy jak wściekły niedźwiedź i, że rozpędza się zdecydowanie chętniej niż moje i tak nie najgorsze 318is. Biję się jednak w pierś – nie miałem pojęcia, jak bardzo „zdecydowanie chętniej” to robi.

Po pierwsze, w 328 nabieraniu prędkości nie towarzyszy cała ta nerwowa otoczka znana z samochodów, które ze względu na stosunkowo niedużą pojemność i cztery cylindry muszą naprawdę mocno się napocić, żeby wykrzesać z siebie wystarczająco dużo mocy i momentu. Pomimo że są dość dynamiczne to nie można wyzbyć się wrażenia, że jest to już absolutny kres ich możliwości – że poruszanie się takim tempem nie jest dla nich naturalne i przychodzi im z wyraźnym trudem.

A w BMW po prostu wciskasz pedał gazu i po chwili przed Twoją maską pojawia się zakręt, którego w normalnych warunkach spodziewałbyś się raczej w okolicach przyszłego wtorku.

Hamujesz więc tak gwałtownie, że przeciążenie próbuje zerwać Ci skórę z twarzy, następnie redukujesz do dwójki, skręcasz i pomimo instynktu samozachowawczego krzyczącego „co ty k*** robisz debilu ?!” znów mocno dodajesz gazu. Twoje wnętrzności przyklejone dotąd do mostka z impetem uderzają o kręgosłup, twarz rozciąga się tak, że zaczynasz przypominać nastoletniego azjatę, a tylna oś tracąc przyczepność próbuje za wszelką cenę uświadomić Cię jak niewiele wiesz o prowadzaniu tylnonapędowego samochodu.

I jak niewielkie są Twoje szanse na dożycie czterdziestki jeśli nadal będziesz próbował igrać z tym czterodrzwiowym sukinsynem.

Gdyby ten samochód miał imię, nazywałby się Leatherface.

Albo Walt Kowalski.

Wypadasz więc z zakrętu w akompaniamencie ryku trąb jerychońskich i obłędnej solówki Jimiego Hendrixa, a kiedy wrzucasz trójkę i czwórkę znów następuje to znane z sylwestra zakrzywienie czasoprzestrzeni, które sprawia, że zakręt, który do tej pory znajdował się daleko na horyzoncie wyrasta przed Twoją maską równie niespodziewanie co piąty stycznia.

Kiedy wyruszając ze Szczyrku przejechałem nazwijmy to „średnim tempem” po mokrej przełęczy salmopolskiej, okazało się, że w Wiśle znalazłem się pół godziny wcześniej niż w ogóle wyruszyłem.

Tak cholernie szybki jest ten wóz.

I teraz tak – parę razy zdarzało mi się prowadzić samochody, które dysponowały znacznie większą mocą i momentem obrotowym niż moje 328i (Moje 328! :}) – dajmy na to, Mercedesa ze stajni AMG. Ponieważ jednak w większości wypadków były to modele wyprodukowane grubo po 2000 roku, były one już dość wyraźnie ocenzurowane przez zasiadające w parlamencie europejskim niezaspokojone seksualnie kobiety w wełnianych żakietach.

Tym samym przyspieszania, choć bez wątpienia w folderach promocyjnych wyglądały zachęcająco, bardziej niż ostre rżnięcie na kuchennym stole przypominały sceny miłosne z filmu „Wichrowe wzgórza”.

Wciskając gaz, czułeś co prawda działające na śledzionę przeciążenia i słyszałeś stłumiony szept dobiegający gdzieś z okolic zabudowanej tandetnym plastikiem i czterometrową warstwą izolacji komory silnika, ale tak naprawdę przypominało to trochę jedzenie pączka przez szklaną witrynę cukierni. Świat za oknem zaczynał przemieszczać się szybciej, ale niezależnie od tego czy wskazówka prędkościomierza wskazywała 50 czy 200 kilometrów na godzinę, nie robiło to większej różnicy. Silnik nie wył jak gdyby miał zaraz dostać orgazmu i w ekstazie dać Ci po mordzie z otwartej dłoni. Wiatr za oknem nie huczał niczym zbliżające się tornado, a koło kierownicy kompletnie olewało to co działo się w tej chwili z próbującymi utrzymać przyczepność przednimi kołami. Nie było w tym ani krztyny dramatyzmu i szeroko rozumianej epickości.

Pomimo, że na zewnątrz inżynierowie Mercedesa walczyli z fizyką na gołe klaty (powyżej 200 km/h w ruch poszły nawet noże i krzesła) z fotela kierowcy nie dało zobaczyć się absolutnie nic poza poruszającą się płynnie wskazówką prędkościomierza.

N-u-d-y.

Te samochody nie dawały Ci poczucia że przemieszczasz się z apokaliptyczną wręcz prędkością oddzielony od świata wyłącznie kawałkiem blachy i szkła napędzanym przez serie wybuchów cieczy wydobywanej z ogródka samego Lucyfera – gdzieś z głębin ziemi, spod terytorium Iraku.

A na dokładkę elektroniczny asystent UE imieniem Bob odziany w pomarańczową kamizelkę przez cały czas czuwał nad tym byś przypadkiem nie zrobił czegoś głupiego.

Z kolei „trzysta dwudziestka ósemka” owszem – jak przystało na generację e36 z natury jest dość grzeczna i przewidywalna, ale mocny silnik sprawia, że sprawdza się to wyłącznie do czasu kiedy nie pozwalacie sobie na zbyt wiele.

To trochę jakby zabrać na wystawne przyjęcie seksowną dziewczynę z bogatą przeszłością i ukrytym pod elegancką sukienką tatuażem meksykańskiego gangu Tortilla flats. Dopóki nie odpuszczasz jej na krok i nie pozwalasz jej zbliżać się do wazy z ponczem wszystko jest w jak najlepszym porządku. Jest czarująca, uprzejma i zabawna. Jest tak sympatyczna, że spodobała by się nawet Twojej mamie.

Spuść ją jednak na chwilę z oczu, a schleje się jak dzika świnia, przyłoży Ci nóż do gardła, a potem na oczach gości zerżnie Cię na kuchennym stole niczym tanią dziwkę.

To naprawdę aż tak rewelacyjny wóz.

Jeżdżąc nim na co dzień w zasadzie nie odczuwasz, że pod maską siedzi podkurwiony Mike Tyson. BMW przyspiesza delikatnie i subtelnie, jest ciche i nadzwyczaj komfortowe. A najlepsze w tym wszystkim jest to, że ten wóz w żaden sposób nie próbuje pozować na ulicznego zabijakę. Nie ma wielkich, napompowanych nadkoli, wlotów na masce i efekciarskich spoilerów. Jest zwyczajnym cichociemnym i niespecjalnie drogim sedanem – jedyne co musisz zrobić to wywalić znaczek z tylnej klapy.

Zresztą, nawet gdybyś go tam zostawił to i tak większość ludzi uznałaby to za żart.

A to dlatego, że codzienność przyzwyczaiła nas już do tego, iż większość spotykanych E36 to astmatyczne 316 z niedbale zamontowanymi zderzakami i pordzewiałymi felgami.

Mówcie co chcecie ale taka opinia to najlepszy drogowy kamuflaż jaki w ogóle można sobie wyobrazić.

Posiadanie seryjnego, nieprzerobionego E36 to jak wyjście na miasto w pelerynce Frodo Bagginsa. Młodzi ludzie o dziwnych twarzach w swoich czerwonych Hondach Civic z kubełkowymi fotelami nie będą chcieli ścigać się z Wami na każdych światłach. Policjanci nie będą sprawdzać zawartości Waszego bagażnika za każdym razem kiedy tylko wyjedziecie z garażu. Zawistni emeryci nie będą rysować Wam błotników starym śrubokrętem i absolutnie nikomu nie przyjdzie do głowy, by ten samochodowy odpowiednik Karola Hamburgera spróbować ukraść.

A Wy tymczasem będziecie mogli komfortowo pokonywać autostrady i obwodnice, a kiedy najdzie Was ochota na trochę szaleństwa, po prostu skręcicie w boczne drogi i wciśniecie mocno pedał gazu.

To naprawdę bardzo fajny samochód.

Inne wpisy o BMW:

Szalony Dzień dziecka z BMW

Legenda marki

Dobry czy zły?

Fotostory


39 Komentarze
  • rebel - Lipiec 23, 2013

    To troche tak, jak z podrasowanbym garbem, Tommy. Z tą różnicą że mojego nieco zdradza wydech. Ale są w ofercie wydechy idealnie chowające się pod tylnim pasem.

    Jakoś nie wierzę, żebym kiedykolwiek przesiadł się do seryjnego garbusa np. 1200cc 34KM… Jazda moim daje, myślę, porównowalne wrażenia do tej 328ki przynajmniej w zakresie przyśpieszeń i reakcji na pedał gazu. Nie wiem jakie czasy robi 328 na 1/4, ale chyba porównywalne, co mój garbik. Różnica pewnie tkwi w prowadzeniu. 328 ma seryjnie bardzo dobrze zestrojone zawieszenie i ogumienie. Ja mam niby gwinty z przodu, ale gównie dla obniżenia nosa a nie poprawy prowadzenia w zakrętach. Na zakretach się trochę boję, bo setup gum jest bardziej na prostą (135SR15 przód i 165SR15 tył) Na suchym jest jeszcze spoko. Ale na mokrym….. "Przygoda, przygoda, każdej chwili szkoda!" :)

    • Tommy - Lipiec 23, 2013

      Zdrowe 328i robi ćwiartkę w niecałe 15 sekund – dużo, nie dużo, jak na dobrze wyposażonego sedana chyba nie najgorzej. Twój garbus zdecydowanie wymiata ale z tymi oponami to rzeczywiście bym się trzymał z daleka od zakrętów ;} Z resztą – kiedyś też chciałem startować w wyścigach na ćwierć mili ale nie można mieć pilota, a ja zawsze miałem problem z zapamiętaniem trasy

      • rebel - Wrzesień 18, 2013

        Mój 'personal best' to 15.53 na Ułęży. Teraz jest sporo gorzej. Syf w gaźnikach, no i auto rozebrane do roboty więc trochę wolniejsze w związku z tym :P

  • Wojtek - Lipiec 23, 2013

    Zdjęcia! Zdjęcia!

    • Tommy - Lipiec 23, 2013

      Kilka już było jakiś czas temu – trzeba było nie spać ;}

       

  • Szczypior - Lipiec 23, 2013

    Ech, Tommy, jak tak czytam te Twoje zachwyty to mi się zachciewa zostawić Almerę tak jak stoi czyli z napędem na panele podłogowe i jedno koło. Bo co ja takim ciężkim, nie własnym, słabym i przednionapędowym czterocylindrowcem mogę, babcie ze skrzyżowań przeganiać ;)

    • Vein - Lipiec 23, 2013

      Jak nauczysz się dobrze ogarniać auto, to niejeden się zdziwi jak siądziesz mu na zderzaku w zakręcie. Nie ważne czym jeździsz, ważne jak.

      • Szczypior - Lipiec 23, 2013

        Stary, pewnie, że tak. Ale jak się ma astmatyka ważącego tonę trzysta i pchanego przez (podobno, ja tam czuję z 15 mniej) 75 KM to czasem ciężko TIRa wyprzedzić ;) Robię co mogę i nie narzekam (za bardzo, bo nie mam alternatywy), i czekam tylko aż będę miał okazję kupić coś własnego. A chyba się szybko taka znajdzie, bo studia mi się nie zapowiadają w tym roku.

        • Tommy - Lipiec 24, 2013

          Szczypior, słabe samochody (szczególnie wtedy gdy dopiero zaczynamy przygodę z motoryzacją i "chłoniemy" nawyki jak gąbka) mają jedną niesamowicie istotną zaletę – uczą szanować prędkość.

          Jeśli masz za mało mocy by rozpędzać się na wyjściu z zakrętu, to musisz nauczyć się wchodzić w niego tak, by jak najmniej z tej z trudem ciułanej prędkości zdefraudować.

          Czasem śmieję się z astmatycznych silników ale faktem jest, że żaden samochód nie nauczył mnie o pokonywaniu zakrętów tyle co moja 50 konna fiesta.

  • Piotrek - Lipiec 24, 2013

    Mam e36 325i coupe. Ostatnio miałem okazję przejechać się na fotelu pasażera w Nissanie GTR. No i w 100% zgadzam się z tym co zostału tu napisane :)

  • wuner - Lipiec 24, 2013

    A ja uważam, że da się poczuć prędkość w nowym samochodzie, jednak jest konieczny do spełnienia warunek: nie może to być ksamochód fabrycznie dostosowany do dużej mocy i osiągania wielkich prędkości, w dodatku nie może to być pojazd klasy premium. Można w taki sposób miło zaskoczyć i siebie i innych…

  • red - Lipiec 24, 2013

    Rowniez sie zgadzam, myslalem o zmianie auta wlasnie na bmw. Narazie jestem kierowca starego, ale odziwo żwawego 126p. I faktycznie nauka jazdy tak aby wytracac jak najmniej predkosci to dobra rzecz. Zimą da sie zboczyc ze sciezki przyczepnosci, latem na mokrym rowniez. Niestety nie jest to auto do jakichkolwiek sportow. Ale zanim odstawie go na dobre do garażu troche minie.

  • Bzyq - Lipiec 24, 2013

    Widzę Tommy, że musisz koniecznie przejechać się Imprezą. GT, WRX lub STI byle do 2007r.

    Wrażenia w BMW przy tym w porównaniu są…marne;)

  • Paweł - Lipiec 25, 2013

    Normalnie jakbym czytał opis swojej 130i :)

  • MAJSU - Sierpień 6, 2013

    Szczerze to ten artykuł to skandal ! Nigdzie niema słowa o tym że E36 328i jest MITYCZNE o czym wie każdy fan marki..

  • MAJSU - Sierpień 6, 2013

    No teraz to ja rozumiem :D

  • bart - Sierpień 6, 2013

    Fajny tekst! bardzo mnie (posiadacza e36 320i) ciekawi sprawa spalania, oczywiście Pb. Pozdawiam autora!

    • Mikołaj - Maj 5, 2014

      Posiadam 328i E36 ze zdrowym moturem. Udało mi się tak :
      9L  Rekord spalania w mieście
      10 +/- 0,5 Normalna jazda w mieście
      Z gazem w podłodze to tyle ile wlejesz.
      Trasa:
      Rekord 6,8
      Średnio 7 +/- 0.5
      Z gazem w podłodze j/w
       

  • Condor - Sierpień 6, 2013

    Polecam przejazdzke zdrowym E39 540i albo iA… ze o M5 nie wspomne.. ;]

  • posiadacz528i - Sierpień 6, 2013

    Kiedy i jak w końcu doczekam się mitycznego 328i -.-

  • Krzysztof - Sierpień 6, 2013

    Jestem szczęśliwym posiadaczem właśnie 328i ale z nadwoziem coupe rok 97. Tak jak Tommy napisałeś najważniejsze to pozbyć się znaczka 328i i możesz jeździć spokojnie, ewentualnie zaskoczyć pare osób na światłach. Jeżeli chodzi o spalanie to w cyklu mieszanym mi spala 12.7 litra a w trasie to najmniej mi pokazało 7.5 litra na 100km. Inastalacji Gazowej żadnej nie posiadam.

     

  • jiGsaw - Sierpień 7, 2013

    Jak ktoś chce pójść krok dalej niż autor i zobaczyć co się kryje po drugiej stronie lustra to polecam E30 328i. :)

  • Iwan - Sierpień 9, 2013

    To nie może być tatuaż.

  • Hugo - Sierpień 9, 2013

    Dokładnie! mam E30 m50b25 i zwiększoną pojemność do 3 litrów, odciąrzone koło zamachowe i powiem że nie da sie tym normalnie jeździć bo po chwili na każdym biegu łapie odcinke. Tak więc E30 bo lekkie z silnikami 2.5 i wiecej wymiata a co dopiero 4.4. w e30… Kosmos

    • Przemek - Sierpień 9, 2013

      zmień przełożenia ;)

  • Serwis skoda Warszawa - Sierpień 23, 2013

    Aż się chcę samemu takie BMW kupić.

  • RZ - Wrzesień 16, 2013

    Ja mam Hondę Civic i mimo mniejszej ilości KM (110-120), chętnie pościgałbym się z Tobą…  :) Masa też sie liczy a moje autko waży niecałe 900 kg. 

    PS. Gratuluję BMW, sam chciałem taką kupić kilka lat temu ale Honda była tańsza :D

    Pozdro,

    RZ

    • Tommy - Wrzesień 17, 2013

      RZ – myślę, że TO powinno Cię zainteresować ;}

       

      • RZ - Wrzesień 18, 2013

        A jakie parametry miały oba auta?

  • M - Lipiec 19, 2014

    rozwalilo mnie na poczatku to ,,kompletnie beznadziejnym akumulatorem, który jest równie energiczny co rozjechany jeż."

    Reszty nie bede wrzucac:D

    • Tommy - Lipiec 21, 2014

      W tym nie ma nic śmiesznego. Próba odpalenia tego samochodu przypominała szturchanie patykiem na wpół zasuszonego kreta.

      • M - Lipiec 21, 2014

        Genialne masz te porównania. 

  • Anonim - Sierpień 14, 2016

    podpisuje sie pod tym :D szczesliwy posiadacz schwrz II 328i coupe haha

  • Adam - Listopad 24, 2016

    Jeden z dwóch moich ulubionych felietonów-pomógł m podjąć słuszną decyzje-> 94′ 325i moreagruen coupe

  • Adam - Marzec 8, 2017

    Bardzo fajny felieton, miło ”się czyta”.
    Ciekawie dobrze dobrane opisowe porównania co do gwiazdy amg i innych zabawek i sytuacji z nimi zwiazanych … :)
    Śmiało można powiedzieć – swego rodzaju hołd mocarnej E36 :) Szacunek. Oby więcej takich postów, przy kolejnych poproszę więcej zdjęć mitycznej Bawarki.

    Pozdrawiam
    AdamDMI

Dodaj komentarz:

Chrupki sponsoruje:

Archiwum wpisów

#postępyRobię bezpieczeństwo blog bmw cabrio czas wolny e36 escort facet felgi felieton fotorelacja garaż hobby jazda kobieta konkurs lakierowanie maluch marzenia motoryzacja mężczyzna naprawa odbudowa pasja poradnik prentki przepisy radość remont samochody samochód silnik test trening tuning wybór zabawa zdjęcia życie