Mam na komputerze folder o tajemniczo brzmiącej nazwie „fajne pomysły” (wcześniej nazywał się „Nowy Folder 18” ale ciągle mylił mi się z szesnastką, w której trzymam pornuchy z boberami więc zmieniłem). W każdym bądź razie folder ten miał być w założeniu swego rodzaju poczekalnią dla pomysłów, które chcę zrealizować, a na które w tym momencie brakuje mi czasu.

Wiecie takie klasyczne „spoko luz ogarnę to jutro rano”.

W domyśle w grudniu, za rok, ewentualnie nigdy.

Prawda jest taka, że ten folder to po prostu oddział geriatryczny dla wielu fajnych pomysłów, które moim zdaniem warto zrealizować, ale na ten moment wymagało by to ode mnie zbyt wiele pracy. Pospolita umieralnia inspirujących idei. Mam tu na przykład szkic obudowy dla subwoofera zrobionej z poprzecznego tłumika końcowego. Takiego a’la e46 M3 z kwasówki, wyposażonego w cztery designerskie nóżki.

Postawiłbym go na szafce pod telewizorem, żeby ryczał basem podczas haratania w Forzę i wypełniał cały salon mechaniczną poświatą czystej zajebistości.

Poza tym trzymam tam sporo pomysłów na fajne sesje zdjęciowe, projekty garażowe czy domowej roboty przetwory (głównie te z mięsa i alkoholu). Gdzieś tam jest choćby przepis na marynatę ze szkockiej i miodu, który miałem wypróbować podczas grilla jakieś cztery lata temu.

Widzicie, tu wcale nie chodzi o to, że jestem leniwy. Dostaję pospolitego pierdolca za każdym razem kiedy muszę spędzić nieco więcej czasu na robieniu niczego (dlatego też pasjami nienawidzę wszelkiego rodzaju świąt trwających dłużej niż 2 dni), a to sprawia, że praktycznie codziennie spędzam czas w garażu, w ogródku albo chociażby na siłowni.

Ja po prostu muszę regularnie się sponiewierać bo właśnie w ten sposób ładuję baterie.

Muszę coś robić bo w przeciwnym wypadku aktywuje mi się klasyczny, męski tryb PMS obligujący mnie do celowego denerwowania wszystkich w moim otoczeniu, nie wyłączając nawet psa (w Wielkanoc nasz potulny labrador prawie rzucił mi się do gardła i odgryzł mi głowę – aż taki jestem w tym dobry).

Do czego jednak zmierzam. Widzicie, ostatnio coraz bardziej ciąży mi świadomość, że pomimo iż robię naprawdę wiele rzeczy to jednak stałem się tu trochę więźniem własnych schematów. Zwyczajnie dreptam w miejscu – a to przypomina trochę bycie malarzem, który nigdy nie wychodzi ze swojego pokoju.

Owszem – może i gość pięknie maluje, a jego technika jest bardzo dobra ale nie zmienia to faktu, że praktycznie wszystkie jego dzieła przedstawiają tę samą, stojącą w kącie lampę.

Doskonalisz się, to co robisz robisz coraz to lepiej, ale w ten sposób nigdy nie dokonasz czegoś naprawdę przełomowego. Dojdziesz do pewnego momentu i zwyczajnie staniesz w miejscu. Zaczniesz biegać za swoim ogonem jak średnio rozgarnięty pies (albo Helmut kiedy jest pijany).

Co prawda nie jestem psychologiem (jak coś to raczej psychopatą, ewentualnie zwykłym debilem) ale odnoszę wrażenie, że wynika to przede wszystkim ze zbyt mocnego przywiązania się do mięciutkiej i cieplutkiej strefy komfortu. Wydaje mi się, że właśnie tu leży cały problem.

Niby jestem bardzo aktywny, popełniam masę idiotycznych pomysłów i ciągle przewracam się na twarz ale jednak cały czas robię to na terenie dobrze znanego mi placu zabaw.

Tak jakby trochę obawiam się wyjścia za płot i przewrócenia się na ryj jakiejś nieznanej mi ulicy. Dlatego doszedłem do wniosku, że przydałoby się spróbować swoich sił na jakichś nowych frontach. Szukam nowych bodźców i nowych pomysłów – takich, które będą wymagały ode mnie sporego zaangażowania i gwarantowały mi sporą porcję niepewności.

Myślałem o założeniu zorganizowanej grupy przestępczej ale okazało się, że Tadeusz ma już zawiasy za kradzież czekoladowych zajęcy i stalking jakiejś grubej modelki z mazowsza.

Mam jednak jeszcze kilka innych opcji – i mam nadzieję, że już za niedługo będę mógł powiedzieć Wam o nich trochę więcej.

Trzymajcie kciuki ;)

36 Komentarzy

  1. jonas 27 kwietnia 2016 o 16:09

    Tylko nie skończ waść jak Z. Łomnik, rozmieniający się na drobne po różnych tam fejsbukach i instatwichach.

  2. Tommy 27 kwietnia 2016 o 16:11

    Spoko luz – na to jestem za głupi ;)

  3. radosuaf 27 kwietnia 2016 o 18:53

    Ciekawe jak daleko poza strefą komfortu jest wpis o Integralce…

    1. Tommy 28 kwietnia 2016 o 12:00

      Czy to miała być jakaś żaluzja?

      1. radosuaf 28 kwietnia 2016 o 13:51

        Skądże. Sugestia.

        :)

    1. Tommy 28 kwietnia 2016 o 12:01

      Zawsze chciałem chomika!

  4. darosz.s 27 kwietnia 2016 o 22:51

    Wiesz co, niedawno postanowiłem się na stałe przeprowadzić do przyczepy campingowej pod warsztatem. Dzisiejsza notka, tylko potwierdza, że jak najbardziej powinienem to zrobić.
    Jutro jadę oglądać tabberta za nie całe 3k… tak tak wiem, będę płakał przy remoncie. Na zimę musi być gotowa, żeby mi dupa nie zmarzła.
    Dalej dalej po minerał jak mawiał klasyg.

    BTW, może jakieś ciekawe pomysły na ogrzewanie przyczepy w zimie? Może ktoś rzuci czymś, na co jeszcze sam nie wpadłem :D

  5. radosuaf 28 kwietnia 2016 o 10:10

    W ogóle jak na „buraka z BMW” i ogólną wymowę tego bloga, to dużą wagę przykładasz do stylizacji włosów :).

    1. Tommy 28 kwietnia 2016 o 11:28

      Stary – to jest najlepszy sposób unikania fryzjera. Po wyjściu spod prysznica wycierasz łeb ręcznikiem, przejeżdżasz ręką pod włos i tak zostawiasz. Prościej się nie da ;)

      1. radosuaf 28 kwietnia 2016 o 13:52

        Mnie to na odległość śmierdzi jakimś żelem, pastą, gumą, czy czego się tam do włosów używa…

        1. Tommy 28 kwietnia 2016 o 13:55

          Miałem kiedyś taką – chyba jeszcze gdzieś w technikum ;) Grunt, żeby włosy wyschły w ustalonej pozycji – potem tak już zostaje :v Dzięki tej technice mogę spokojnie odwlekać wizytę u fryzjera o jakiś miesiąc (wyglądam w tym okresie jak szczotka druciana ale moim zdaniem lepsze to niż strzyżenie)

          1. radosuaf 28 kwietnia 2016 o 15:07

            Musisz zacząć chodzić na strzyżenie z myciem włosów – wczoraj gdzieś czytałem, że teraz to już w sumie nie wiadomo, czy to tylko część strzyżenia, czy już raczej gra wstępna – byle tylko nie trafić na faceta ;).

            1. Tommy 29 kwietnia 2016 o 09:13

              Raz byłem w jakimś aterier fryzjerskim bo kobieta, do której zwykle chodzę, żeby ściąć włosy wyjechała na wakacje.

              Nigdy więcej.

              Przenigdy.

  6. Dapo 28 kwietnia 2016 o 10:39

    Może dla odmiany pomógłbyś trochę przy moim e46 z drugiego końca Polski??
    Też mam takie pomysły na później. Niestety trochę ich dużo, a ostatnio dołączył do nich projekt stolika z silnika widlastego. Trochę zgasiły mój zapał ceny złomu w postaci bloku silnika z tłokami i wałem, ale przecież to projekt na później więc szukam silnika V6, V8 w cenie złomu.
    Chcę ten stolik zrobić troszkę inaczej niż te które widziałem bo chciałbym żeby wał silnika i tłoki się poruszały z bardzo mała prędkością (miska byłaby zrobiona z przeźroczystego tworzywa).

    1. Tommy 28 kwietnia 2016 o 11:31

      Panie, ja się przy moim e46 odrobić nie potrafię ;)

      Co do silnika – trzymam w piwnicy rozebrany do piaskowania silnik z Fiesty (ten, który został mi po swapie na Pedro). Chcę go odnowić, złożyć i ustawić na czterech nóżkach jako taką klimatyczną rzeźbę na półpiętrze.

      Od jakichś 3 lat ;)

      1. Dapo 28 kwietnia 2016 o 13:36

        Tommy, Twoje (właściwie chyba Izy) e46 masz kilka miesięcy i zrobiłeś więcej przy niej niż ja przy swoim przez ostatni rok. Może dlatego, że ja mam je już 3 rok i wiele już wcześniej robiłem. Wprawdzie w ostatnim miesiącu wymieniłem „jaża” i dwa przednie błotniki (w końcu pozbyłem się rdzy).

        1. Tommy 28 kwietnia 2016 o 13:56

          Wiesz, to takie początkowe zauroczenie. Pierwsza faza związku. Daj mi jeszcze z miesiąc i u mnie też zacznie się stadium „wyniosę te śmieci ale jutro”;)

    2. 11 28 kwietnia 2016 o 12:26

      silniczek od wycieraczek porusza z bardzo małą prędkością bebechami silnika, polecam :D

      1. Dapo 28 kwietnia 2016 o 12:41

        Właśnie myślałem o jakimś małym silniczku elektrycznym, ale bardziej na 230v bo to ma stać w domu więc nie chcę stosować dodatkowego zasilacza. Poza tym będzie jeszcze potrzebny drugi silniczek jako elektryczna pompa oleju. Z tymi drobiazgami myślę ze nie będzie problemu natomiast na początek najważniejszy jest blok z tłokami i wałem w układzie V. Gdyby ktoś miał na zbyciu chętnie kupię. (oczywiście najlepiej made in BMW).

    3. radosuaf 28 kwietnia 2016 o 13:53

      Może po prostu kupić Alfę 156 V6? Pewnie wyjdzie taniej niż sam blok z czegoś niemieckiego :).

      1. Tommy 28 kwietnia 2016 o 13:57

        I jeszcze po wyjęciu silnika jaka ładna baza na skalniak zostanie!

        1. radosuaf 28 kwietnia 2016 o 15:08

          Za szybko skoroduje, ale można w sumie zrobić ładną dioramę w skali 1:1 ;).

      2. Dapo 29 kwietnia 2016 o 14:32

        Nie musi być koniecznie z niemieckiego, ale byłoby fajnie bo jakoś tak się złożyło że lubię auta ze śmigłem. Tak naprawdę to nie znalazłem nic ciekawego poniżej 5 stów, choć to i tak za dużo jak za kilkadziesiąt kilogramów złomu. Alfy na pewno nie kupię taniej, poza tym jakbym już miał alfę V6 na pewno nie zmarnowałbym jej na stolik – szkoda psuć takie fajne wozidło.

  7. wisznu 28 kwietnia 2016 o 13:26

    co wy wszyscy macie z tą strefa komfortu?
    U mnie w robocie to jak mantrę powtarzają „wyjdźcie ze strefy komfortu”, „wyjdźcie ze strefy komfortu”, „wyjdźcie ze strefy komfortu”…
    a w praktyce mają na mysli wejście do strefy braku komfortu, i siedzenie w niej po 12 godzin dziennie w ramach „równoważnego czasu pracy” i to najlepiej za darmo

    1. jonas 29 kwietnia 2016 o 09:01

      Takie nowomodne określenie na ruszenie dupy do zalegaczy, już to piwnicznych, już to garażowych. Jak w tym dowcipie:
      – Wiesz, chyba się rozwiodę ze swoją starą. Od ośmiu miesięcy męczy mnie w kółko o to samo.
      – O co?
      – Żebym wyniósł choinkę do śmietnika.

      1. Tommy 29 kwietnia 2016 o 09:03

        Prawdziwy mężczyzna wywala choinkę z balkonu dopiero wtedy kiedy trzeba zrobić miejsce pod grilla ;)

        A tak serio – samo określenie nowomodne do bólu, ale problem stary jak świat. Kiedy nie masz nowych wyzwań to zaczynasz zwyczajnie kisić się jak ogórek w słoiku. Nikt nie mówi tu o robieniu jakiejś rewolucji ale warto od czasu do czasu zrobić kilka kroków w bok i spojrzeć na to wszytko pod nowym kątem.

        A nuż zauważysz jakieś fajne możliwości, których wcześniej nie dostrzegałeś ;)

        1. wisznu 29 kwietnia 2016 o 09:38

          Zasadniczo masz rację.
          Ale u mnie w robocie wciskają wszystkim na siłę np. prace w open space’ie. A na wszelkie informacje od nas, że to pogorszy nam warunki pracy, bo zwiększy sie hałas, stres, itp, itd, wszystkie potwierdzone publikacjami, to ich odpowiedź jest jedna. Zgadnij jaka…

          Ja rozumiem wyjście ze strefy komfortu. To jest jak wyjście z luksusowej limuzyny i rozejrzenie się pod kątem nowych możliwości.
          Ale to co oni proponują, to jest przesiadka do malucha,dalej pod tym samym hasłem.

          1. Tommy 29 kwietnia 2016 o 09:45

            To o czym mówisz to akurat bardziej niczym nieuzasadniona asceza, a nie poszerzanie horyzontów ;) Jestem zdania, że kiedy człowiek ma zapuścić się poza obszar, który dobrze zna to musi to wynikać z jakiejś realnej potrzeby, a nie marketingowego bełkotu o nieograniczonych możliwościach.

            Ciekawość, przeczucie, przekonanie, że tu już nic więcej się z siebie nie wyciśnie – wszystko spoko.

            Ale wpierdalanie się w jakiś dyskomfort bez specjalnego zamysłu tylko dlatego bo to modne podejście to już moim zdaniem zwykła głupota ;)

  8. pandrajwer 28 kwietnia 2016 o 17:15

    O czym chcesz nam opowiedzieć Tommy?
    Kończysz bordową i zaczynasz się ścigać? :D

    1. Tommy 29 kwietnia 2016 o 09:04

      Sprzedam bordową, kupię rower, zapuszczę brodę i zostanę zawodowym wegańskim kolarzem w bezglutenowych spodenkach.

  9. radosuaf 2 maja 2016 o 09:37

    Założyłem w końcu 16″ do kombiacza – normalnie SZOK. Peugeot może skręcać! :) Nie myślałem, że zmiana rozmiaru felg może mieć taki wpływ na prowadzenie… W przyspieszeniu różnic nie zauważyłem (nadal jest wooooooolnooooooooo, ale przynajmniej nie woooooooooooolnieeeeeeeeeeeeeej), a i spalanie (bądź co bądź, to jest jakiś wyznacznik oporów itp.) spadło, czego już w ogóle nie rozumiem :). Ogólnie polecam, Żanet Kaleta.

  10. Tommy 4 maja 2016 o 07:35

    Pokaż jakieś zdjęcia :D W końcu nie co dzień można zobaczyć jak radosuaf tuninguje perzota :D

    W złotej z 17″ z oponami 4×205 przeszedłem teraz na 18″ z 225 na przodzie i 255 na tyle.

    I szczerze mówiąc (choć silnik jest generalnie dość słaby) również nie czuję zmian w dynamice. Pewnie wyszłoby jakieś pół sekundy gdybym zmierzył czasy na jednym i drugim komplecie ale w normalnym świecie jest to praktycznie niezauważalne – nawet dla tak chorego człowieka jak ja :v Docelowo chcę przejść na 225 i 235 więc powinno być jak najbardziej ok.

    1. radosuaf 4 maja 2016 o 09:55

      Trochę wstyd wrzucać francuskie toczydło na taki rasowy sportowy blog, ale mogę coś cyknąć, jak je ogarnę jakimś deironizerem, bo w tej chwili wyglądają tak, jak powinny wyglądać zapuszczone 10-letnie felgi :).

      1. Tommy 4 maja 2016 o 10:01

        Ja wrzucam stare beemki i niezdatne do jazdy fordy więc spoko – i dla peżota znajdzie się miejsce :v

        1. radosuaf 4 maja 2016 o 10:03

          Masz na zachętę zdjęcie prześlicznych felg z Julki ;):

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany.