Z większością przedmiotów zaliczających się do szeroko pojętej kategorii retro jest ten sam problem co ze skrajnymi ekstrawertykami pojawiającymi się nagle w Waszym małym, poukładanym i cichym świecie. Owszem, za sprawą ich energii i entuzjazmu czujecie się znów młodzi, pełni pomysłów i nieco zwariowani ale stan ten utrzymuje się zwykle maksymalnie przez 15 minut.

Potem macie ochotę ich zamordować.

Zatłuc ich na śmierć tym ich zasranym telefonem, a następnie wrócić do swojego poukładanego, pełnego ciszy i komfortu świata, wolnego od głośnej muzyki, pozowanych relacji na fejsbuka i tych irytujących zwrotów w stylu „no chodź, zobaczysz, że będzie fajnie!”.

„Fajnie to będzie jak udławisz się butem, który wepchnę Ci zaraz do gardła więc lepiej się odsuń zasrańcu.”

Przedmioty z epoki mają to do siebie, że za sprawą mieszanki nostalgicznego designu i prostoty wydają się nam bardzo pociągające. Modne i kuszące. „Będziemy wydawali się tacy skomplikowani, interesujący i nieszablonowi” -myślimy sobie.

Problem w tym, że starocie, podobnie jak zbyt ekspresyjni ludzie, bardzo szybko rozładowują nasze baterie – bo o ile obcowanie z nimi przez chwilę pozwala przywołać z przeszłości wszystkie te dawno zapomniane, miłe wspomnienia, zapachy i odczucia, o tyle ich dłuższe użytkowanie sprawia, że zaczynacie doskonale rozumieć dlaczego nikt już ich dzisiaj nie używa.

Podpowiem Wam dlaczego – bo są gówniane.

Większość sprzętów i urządzeń, które jeszcze 20 lat temu wydawały się nam całkiem wygodne i funkcjonalne, w świetle dzisiejszych standardów to zwykły chłam.

Może wydawać się Wam, że gotowanie wody na kawę w tym starym, metalowym czajniku kupionym w sklepie z antykami w Bułgarii będzie bardzo super, ale prawda jest taka, że działa to tylko i wyłącznie jeśli traktujecie ten proces jako swego rodzaju odprężający rytuał.

Albo ciekawostkę, mającą zrobić wrażenie na Waszych gościach – bo przecież jesteście tacy skomplikowani, interesujący i nieszablonowi.

Kluczowe jest to, żebyście używali go nie częściej niż raz w tygodniu i to najlepiej w wolny dzień, w który macie tyle luzu, że niespecjalnie wiecie co powinniście ze sobą zrobić – bo jeśli będziecie próbowali zrobić w ten sposób kawę w poniedziałek rano, po ciężkiej nocy, spiesząc się do pracy i musząc podrzucić po drodze rozwrzeszczane dzieciaki do szkoły to gwarantuję Wam, że ten czajnik da Wam równie wiele radości co ropne zapalenie odbytu.

Albo postrzał brudnym śrutem w stopę.

Ekspres do kawy z pikającym satysfakcjonująco ekranem dotykowym, jak bezduszny i pozbawiony wyrazu by nie był, miażdży retro-czajnik na papkę – bo po prostu zrobi Wam kawę. Dokładnie taką, jaką chcecie, tak szybko jak tylko się da, bez zawracania Wam dupy i tego niezwykle irytującego o szóstej rano gwizdania.

To jest z resztą chyba największa zaleta współczesnych sprzętów – one po prostu nie trują Wam dupy.

Są jak dzieci, których nie musicie wychowywać – będą robić te wszystkie fajne, dziecięce, słodkie rzeczy, równocześnie nie obarczając Was przy tym koniecznością łażenia za nimi bez przerwy przez 4 godziny, bo w przeciwnym wypadku wymyślą jakiś bardzo kosztowny sposób, żeby zdemolować Wam dom, a potem urwać sobie głowę.

No chyba, że kupicie jakąś inteligentną lodówkę dla zjebów, która będzie wysyłać Wam o trzeciej w nocy SMSy o tym, że trochę jej zimno i w sumie to przydałoby się już zjeść tego kalafiora z tylnej półki.

Czy zatem sprzęty retro naprawdę są aż tak bardzo złe?

Moim zdaniem tak.

Ale też i nie.

Widzicie, chodzi o to, że wszystko może być dobre, lub złe, a kluczowe jest w tym wszystkim podejście. To czy traktujecie starocie jako ciekawostkę i swego rodzaju powrót do przeszłości, czy też staracie się na siłę wepchnąć je do współczesnego świata, pełnego pośpiechu, powiadomień typu push-up i niskoemisyjnego transportu.

Kiedyś przez dobre 2 lata jeździłem maluchem z 1979 roku i chociaż dzisiaj wspominam go z nieskrywanym sentymentem i chętnie bym sobie nim znów trochę pojeździł, to nie ukrywam, że gdybym dziś, tak jak te 18 lat temu był skazany na używanie go na co dzień, to chyba bym się pociął.

Pamiętam jak co drugi dzień musiałem naprawiać zacinającą się, albo urywającą linkę gazu, wymieniać pourywane zabieraki i odpalać silnik na środku skrzyżowania za pomocą kija od szczotki bo rano urwała się kolejna linka, a ten wredny chuj znowu zapomniał co to właściwie są te całe wolne obroty.

Teraz jeżdżę sobie Żukiem i o ile wciąż znajduję się jeszcze w fazie tej nieskrywanej ekscytacji, to doskonale zdaję sobie sprawę, że ten stan minie bardzo szybko, kiedy w deszczowy dzień utknę na poboczu 20 kilometrów od domu z paką pełną żwiru i rozładowanym telefonem – bo tak się składa, że nie mam w nim ładowarki.

Ani gniazdka USB.

A poza tym, to alternator jest tak wydajny, że strach włączać na dłużej kierunkowskaz, a co dopiero telefon z ekranem wielkim jak koszt wyborów kopertowych, które się nie odbyły.

O – albo kiedy będę musiał pojechać nim gdzieś daleko przy 40 stopniowym upale, bo tak się składa, że w upalne dni silnik trochę się przegrzewa i jedynym sposobem na poradzenie sobie z tym jest odpalenie na ogrzewania na pełną moc.

A jedyna wentylacja pozbawionej izolacji kabiny polega na otwarciu około 20 centymetrowej szerokości okienka w drzwiach, które to przywołuje zresztą flashbacki z czasów, kiedy kupowało się jednorazowe bilety u tej dziwnej pani z kiosku Ruchu, która jak wówczas podejrzewałem, na bank sikała do butelki.

Retro jest świetne. Zwykle solidne, proste i ma ten przyjemny, nieco toporny styl.

Ale trzymajcie je z daleka od miejsc, w których liczy się szybkość – bo tak się składa, że czas płynął kiedyś zdecydowanie wolniej niż dziś.

4 Komentarze

  1. Murzyn 17 sierpnia 2022 o 12:09

    „trzymajcie je [retro] z daleka od miejsc, w których liczy się szybkość – bo tak się składa, że czas płynął kiedyś zdecydowanie wolniej niż dziś.”

    Kradnę, i oprawię sobie ten cytat w ramkę chyba, bo trafia w samo sedno posiadania rzeczy z gatunku „retro” :v

    Kupiłem ostatnio ręczny młynek do kawy z lat 60, po czym stwierdzam że jest zajebisty – o ile nie próbujesz właśnie zrobić na szybko filiżanki kawy spiesząc się do pracy, bo mielenie w nim kawy trwa około 2 razy tyle, co zagotowanie wody w czajniku, co oznacza że cała operacja wymaga dość dopracowanej kolejności czynności, szczególnie wtedy, gdy wyjechać powinieneś 5 minut przed tym jak zacząłeś tą kawę robić :v

  2. Regis 17 sierpnia 2022 o 20:07

    Coś w tym wszystkim jest. Ostatnio złapałem takie sentymentalne wspominki do starych telefonów. Pomyślałem jak to świetnie było mieć Nokię E71 z pełną klawiaturą, stalową obudową którą można wbijać gwoździe albo tak po ludzku zabić, baterią na tydzień i tylko tym co w telefonie niezbędne. I wpadłem na pomysł, że może warto by do tego wrócić… Niestety…. Plan spalił na panewkach już w trakcie przerzucania kontaktów ze Smartphone’a ;) Sentymentalnie tęskniłem za tym co proste i niezniszczalne a jednak poprzeczka jaką postawiliśmy dzisiejszym urządzeniom wydaje się extramalnie wysoka jak tak nad tym pomyśleć. Z samochodami poniekąd jest tak samo – większość marzy o youngtimerze albo oldtimerze ale… Jak przyjdzie co do czego to jest ból, że klimy brak, ABS’u i wspomagania ni ma, ciasno, niewygodnie i w ogóle zmiana biegów przypomina masoński rytuał modlitewny…
    Dlatego właśnie, że świat zapierdala a nie stoi w miejscu możemy sobie z sentymentem powspominać „że kiedyś to było” a później można wsiąść do bezszelestnego elektryka, odpalić swój prywatny komputer który mieści się w kieszeni i na spokojnie podczas jazdy wykonywanej przez autopilota pooglądać filmiki ze śmiesznymi kotkami ;)

  3. Naprawa Szyb Poznań 30 września 2022 o 20:33

    Nie zdarza się obecnie często zobaczyć dobrze utrzymanego trabanta. Żuka – chyba jeszcze rzadziej.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany.