Za każdym razem gdy w jadącym przede mną samochodzie zauważę wystającą znad zagłówka łysinkę, tudzież farbowaną na fioletowo trwałą z katalogu fryzur „Dzień Wszystkich Świętych 1998”, w głowie włącza mi się lampka ostrzegawcza sygnalizująca, że fiołkowy matiz, za sterami którego zasiada tenże osobnik może w każdej chwili zrobić coś, czego nie spodziewaliby się nawet najstarsi górale.

Ani nawet Boguś z M3.

Chodzi o to, że mam wytypowane pewne „grupy kierowców nieprzewidywalnych”, którym za cholerę nie ufam. Duże podejrzenia budzą więc u mnie chociażby właściciele nowszych modeli Audi – głównie dlatego bo wydaje im się, że te ich 170 koni obliguje ich do zajeżdżania mi drogi bez obowiązku chociażby przelotnego zerknięcia w lusterka.

Bo jak sądzą, stare BMW po chwili od zapalenia się zielonego światła powinno znajdować się jakieś 200 metrów za nimi, a nie gdzieś na wysokości ich tylnego słupka.

Od czasu kiedy pewien gość próbował z premedytacją zepchnąć mnie na stojące na chodniku dzieci na lewoskręcie z ulicy Żywieckiej w ul. Gen. Bora Komorowskiego w Bielsku-Białej, przestałem ufać również kierowcom wszelkiego koloru Yarisów.

Poza tym z dystansem odnoszę się do kierowców starszych beemek – bo Ci, nie wiedzieć czemu na mój widok dostają ataku furii i próbują pokonywać wszelkie zakręty naprzemiennie szarpiąc kierownicą i strzelając ze sprzęgła.

Co jak pewnie nie muszę dodawać dość rzadko wychodzi im tak jak powinno.

Tak więc z natury jestem naprawdę nieufny – obserwuję sunące pasem obok tiry spodziewając się jakiegoś nagłego ataku. Zawsze z niepokojem patrzę na drepczących po chodniku ludzi – bo nigdy nie wiadomo kiedy jeden z nich może przypomnieć sobie, że w znajdującym się po drugiej stronie ulicy domu zostawił włączone żelazko.

Wolę też przepuścić próbujący wydostać się z podporządkowanej ulicy samochód niż ryzykować, że ten w ostatniej chwili wbije mi się przed maskę zmuszając mnie do sprawdzenia jak się tam mają moje sportowe hamulce.

Jak podejrzewam to właśnie dzięki temu, że nawet za kierownicą jestem mocno aspołeczny, po dziś dzień miałem tylko jedną, drobną stłuczkę. I to nie z mojej winy należy dodać – po prostu jakaś roztargniona kobieta pomyliła drzwi mojego BMW z bramą wyjazdową z parkingu.

Na to jednak nie miałem żadnego wpływu.

Do czego jednak zmierzam – Magda z antymoto.com czyli (jedyna przedstawicielka płci pięknej w naszej blogowej ekipie #postępyRobię) przygotowała poradnik dotyczący zasady ograniczonego zaufania.

W jej rozdziale Niecodziennego Poradnika Bezpiecznej Jazdy znajdziecie między innymi informacje o tym co o ograniczonym zaufaniu mówią mówią przepisy, komu o nie powinniśmy ufać równie bardzo jak doradcom kredytowym i dlaczego lepiej uważać na rowerzystów.

Tradycyjnie też u Magdy znajdziecie konkurs, w którym do zgarnięcia jest voucher do SJMK, apteczki samochodowe, powerbank czy zestaw odblasków – w sam raz na spacery w wiosenne wieczory.

Polecam poczytać, a może przy okazji będziecie mogli jeszcze trochę się podszkolić u Michała, albo wrzucić do bagażnika wypasioną apteczkę.

Pozdrawiam,

Tommy

4 Komentarze

  1. Marek 12 marca 2015 o 13:05

    Poradnik jest bardzo fajny, ale niestety żaden z tego typu poradników nie uchroni nas przed innymi kierowcami, a oni niestety często mają albo źle ustawione światła albo zapominają o wyłączeniu długich…

    1. Tommy 12 marca 2015 o 13:15

      Uchroni jeśli tylko „inni kierowcy” również go przeczytają i za jego sprawą popracują nad poprawieniem swoich błędów ;)

  2. Pablo 12 marca 2015 o 21:12

    Mam drastycznie ograniczone zaufanie (zerowe) do kierowców we wszelkiego rodzaju nakryciach głowy. Nie wiem czy mózg im się przegrzewa czy może czapka uciska jakąś ważną tętnicę i następuje niedotlenienie, ale to co potrafią wyprawiać zawsze potrafi mnie zadziwić.

  3. Marek 15 marca 2015 o 10:36

    Wczoraj na parkingu pod dyskontem dla biedoty jakaś sympatyczna emerytka w kapeluszu manewrowała Tatem, Tatą czy jakkolwiek się toto TATA odmienia – to jest dopiero kierowca godny zaufania!

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany.