Jak co roku czeka nas ten traumatyczny okres, w którym będziemy spędzać czas na szukaniu w internecie sweterków, które są tak okropne, że nie przyjęli by ich nawet Ci biedni ludzie z Haiti. Potem przebrniemy przez tysiące ofert dotyczących robotów kuchennych, depilatorów, odtwarzaczy MP4, opiekaczy do kanapek i kolorowych aparatów fotograficznych, opisów których zupełnie nie rozumiemy.

Zapuścimy się w czeluście sklepów z damską bielizną i przemierzymy kilometry korytarzy w centach handlowych wąchając różne butelki i pojemniki z białym proszkiem, który podobno wsypuje się do wanny (ha-ha-ha bo uwierzę).

A na końcu i tak kupimy jakieś niepasujące do niczego kolczyki.

Wiem, bo dzięki mnie Iza ma już dwa takie komplety. Są na serio bardo ładne ale jeśli nie nazywacie się Kate Upton i nie wybieracie się właśnie żeby odebrać jakiś pozłacany kawałek żelastwa to będziecie wyglądać w nich co najmniej dziwnie.

Trochę jak Królowa Elżbieta rozwieszająca pranie w pałacowym ogródku.

Bo widzicie, okres świąt to dla facetów trauma.

Gdy mam znaleźć prezent dla innego faceta to nie stanowi do dla mnie większego problemu. Wystarczy kupić mu pasy szelkowe, jakieś narzędzia albo butelkę szkockiej. Doskonale sprawdzi się też porządny model do sklejania (na przykład jakaś rajdówka grupy B) albo gra wideo, w której harata się smoki lub strzela się do biegających chaotycznie Niemców.

Można kupić również dowolny sprzęt sportowy, rajdową kierownicę OMP, wiatrówkę z celownikiem optycznym, zdalnie sterowany helikopter, komplet klocków Lego Technic, oprawiony plakat ze starego westernu z Clintem Eastwoodem, samochodową kamerę HD, szlifierkę kątową, płytę grupy „The Rat Pack”, worek bokserski, komplet smoczych kul, zestaw do gry w rzutki albo kolekcję filmów ze Stevem McQuinnem.

Oczywiście to zaledwie wierzchołek góry lodowej bo rzeczy, które chciałby dostać typowy mężczyzna jest znacznie, znacznie więcej. I co w tym najlepsze – nie musicie wcale przejmować się tym, czy dany przedmiot mu się do czegoś przyda czy nie. Jeśli tylko jest on na swój sposób epicki to jest nieomal pewnie, że obdarowany będzie z niego cholernie zadowolony.

Przykład? Proszę bardzo – wyścigowy gaźnik do starego Camaro:

No bo cóż z tego, że ktoś nie ma i nigdy nie będzie miał klasycznego camaro. Gaźniki same w sobie są epickie, podobnie jak wszystko co ma związek z pierwszymi generacjami camaro. Dlatego taki gaźnik stojący na komodzie będzie cieszył każdego samą swoją obecnością. Będzie chlubą kiedy na sobotni mecz wpadną znajomi. Gdybym mógł powiesić na ścianie jakąś osłonę z Ferrari 330 P2, ze szczęścia chyba posikałbym się po nogach.

Podobnie działają szklane kule Dragon Ball, felga BBS RS, fragment kokpitu myśliwca F16, kask wyścigowy z epoki albo zabytkowy rewolwer marki colt.

Wracając jednak do prezentów dla kobiet – myślałem nad tym naprawdę sporo i doszedłem do wniosku, że wybranie czegoś dla płci pięknej jest tak cholernie trudne z jednego powodu.

Chodzi o to, że kobiety interesują się wieloma, ale to naprawdę wieloma rzeczami. Problem jednak w tym, że z reguły nie wiedzą jakimi.

Co więcej – jak ujął to ostatnio DemptD, brytyjscy naukowcy wykazali niedawno, że co trzecia badana kobieta jest równie szalona jak dwie poprzednie. To sprawia, że w bezpośrednim porównaniu komplet markowej bielizny może okazać się równie trafionym prezentem co ręcznie malowany, drewniany kalafior.

Powaga.

Mózg kobiety wykonuje tyle złożonych obliczeń, przemyśleń i operacji, że istnieje spora szansa na to, że w ich wyniku uznają one za atrakcyjne przedmioty, za posiadanie których większość ludzi trafiłaby do szpitala bez klamek. Bóg jeden wie czy to wynik błędu w algorytmach myślowych czy celowe działanie ale znam kobietę, która na wyprzedaży kupiła kiedyś zrobionego z gumy, pomarańczowego pudla. Nie ma zielonego pojęcia czym się wówczas kierowała, ani czym kierowała się fabryka, która w ogóle coś takiego wyprodukowała. Faktem jednak jest, że pomarańczowy gumowy pudel stoi teraz w gablotce w salonie kobiety, która mimo wszystko jest na tyle zdrowa na umyśle, że nie zwykła wychodzić na ulicę z surowym kurczakiem zamiast czapki. Gumowy pudel jako ozdoba w salonie całkowicie normalnej kobiety (oksymoron chyba przypadkiem mi wyszedł).

Rozumiecie do czego zmierzam? Jeśli będziecie próbowali wybrać prezent dla kobiety kierując się przede wszystkim zdrowym rozsądkiem to na 99% skończycie albo w salonie apart, albo przed stoiskiem z ogromną ilością kolorowych flakoników.

Wynika z tego, że kupując prezent dla mężczyzny należy wykazać się przede wszystkim typowo męską prostotą naznaczoną odrobiną nieskrywanej ignorancji. W wypadku prezentu da kobiety trzeba kierować się przede wszystkim szaleństwem…