Nie wiem czy pamiętacie ale niedawno pisałem o tym, że kupiłem sobie ławeczkę, sztangę i trochę innego badziewia mającego uspokoić moje sumienie krzyczące „Odłóż to kurwa!” za każdym razem kiedy próbuję zbliżyć do ust pączka z marmoladą i polewą czekoladową. Patrząc na to ile jedzenia na co dzień pochłaniam dochodzę do wniosku, że moje sumienie już dawno powinno było wpaść z nie nacka do pokoju i dać mi w ryj.

Podejrzewam jednak, że owe sumienie – będące swego rodzaju duchową policją po prostu pomyliło mieszkania i właśnie kopie po głowie sąsiada z dołu, który ze względu na cholesterol zwykł jadać na co dzień humus i kotlety sojowe.

Ale wracając do tematu siłowni – wspominałem wtedy, że pokój na poddaszu przerabiam powoli na własne, prywatne centrum fitness, w którym będę mógł ćwiczyć do woli bez konieczności przebierania się w towarzystwie nadzwyczaj rozwiniętych i aromatycznych gości posiadających włosy na plecach i tatuaże na bicepsach.

I dziś mogę już z czystym sumieniem powiedzieć, że mi się udało. Pokój na poddaszu, w którym obecnie znajdują się te wymyślne narzędzia tortur wreszcie wygląda jak siłownia, a nie zlokalizowany gdzieś w Afryce magazyn pozarządowej organizacji humanitarnej.

Ale może zacznę od początku.

Nie wiem czy kiedykolwiek o tym wspominałem, ale parę lat temu ukończyłem z całkiem niezłym wynikiem pewne technikum o profilu budowlanym. Był to bardziej praktyczny odpowiednik liceum ogólnokształcącego, w którym oprócz czytania Mickiewicza i palenia trawy można było bez większych konsekwencji wysadzić coś w powietrze albo dowiedzieć się jak mieszać cement, żeby nie stracić przy tym nóg i prawa do renty inwalidzkiej.

Szczerze mówiąc jedynym powodem dla którego wybrałem tę szkołę był fakt, że wybrali ją moi koledzy, a do tego przyjmowali tam nawet takich idiotów jak ja.

Ale dlaczego właściwie o tym mówię – chodzi o to, że gdyby dziś ktoś zapytał się mnie o sposób układania zbrojenia albo technologię wykonania posadzki cementowej to mógłbym powiedzieć mu na ten temat mniej więcej tyle co o panujących w tym sezonie trendach w kolorystyce damskich torebek.

Ze szkoły nie pamiętam kompletnie nic.

Choć to nie jest do końca poprawne określenie, bo żeby czegoś nie pamiętać trzeba było wcześniej to wiedzieć. A trudno było mi zdobywać wiedzę skoro większość czasu spędzałem śpiąc na ławce i śliniąc się na swój zeszyt, zajadając się czymś w pobliskiej pizzeri, albo pijąc piwo na kamiennej zaporze otoczonej szumiącymi drzewami i zapachem letniego wiatru.

Jeśli kiedyś moje dzieci dowiedzą się jak wyglądała moja ścieżka edukacyjna to będę skończony.

Moja nauczycielka matematyki uważała mnie za wcielenie zła. Ta od materiałoznastwa miała Wąsy, a anorektyczna kobieta o blond włosach, która uczyła nie pamiętam czego, z powodu problemów ze składaniem liter przedstawiała mnie jako „Pana Minetę”.

Gdyby taki pseudonim nadały mi skąpo odziane dziewczyny z liceum profilowanego to nie miałbym nic przeciwko, ale w ustach 50 letniej nauczycielki przypominającej z wyglądu połączenie wieszaka na pranie oraz plandeki naprawdę nie brzmiało to jak reklama.

Ale wracając do głównego wątku – po ukończeniu tej szkoły wiedziałem więcej o destylowaniu alkoholu niż budowaniu domów, a mimo to udało mi się własnymi rękami (oraz z nieocenioną pomocą mojej ukochanej dziewczyny) przeobrazić mój domowy magazyn rzeczy wszelakich w całkiem przytulną i funkcjonalną siłownię.

Tak wyglądał ten pokój już po wyniesieniu większości mebli i wstępnym przygotowaniu ścian oraz sufitu:

A tak wygląda teraz:

Drzwi wyjściowych pilnuje Clint:

W pobliskiej drukarni chcę jeszcze zamówić duży plakat przedstawiający Van Damme’a w scenie z filmu
„Krwawy sport” (taka mniej poważna alternatywa siłownianych plakatów z ludźmi posiadającymi ręce większe od głowy).

Aaaa – i jeszcze jedno.

Ponieważ ostatnio sporo osób pyta się mnie o to jak idą mi te treningi i czy mogę jeszcze przechodzić przez drzwi przodem, a nie bokiem postanowiłem zaprezentować Wam postępy jakie ostatnimi czasy poczyniłem.

A więc obecnie wyglądam tak:

Dziś wieczorem pracuję intensywnie nad sześciopakiem.
Od rana chłodzi się w lodówce.