Pewnie słyszeliście kiedyś o tym, że zasoby wody pitnej na świecie kurczą się w zastraszającym tempie, a niektóre kraje już teraz borykają się z problemem jej niedoboru. Takie standardowe opinie ekologów, że oceany są coraz bardziej zanieczyszczone, źródła wysychają i jeśli nadal będziemy myć zęby przy odkręconym kranie to wszyscy zginiemy w męczarniach (albo jeszcze gorzej – na przykład nie będziemy mieli czym popić popcornu w kinie).

Ale powiem Wam, że te informacje to tak naprawdę kompletna bzdura – ostatnio bowiem przypadkiem odkryłem gdzie znajduje się nietknięta większość światowych zasobów wody pitnej.

Otóż znajdują się one w posiadaniu tureckich właścicieli busów i autokarów.

Nawet nie wyobrażacie sobie ile butelek wody jest w stanie upchać w swoim busiku statystyczny właściciel budki z kebabem. Każdy busik, autobus i autokar ma w każdym możliwym miejscu schowaną butelkę zimnej wody mineralnej o nazwie „Dżast Łan Pałnd”.

Z moich obliczeń wynika, że w jednym busie mieści się ich jakieś 2 miliony, samych busów mają tam około pięćset miliardów czterysta dwadzieścia dziewięć milionów, pięćset dwanaście tysięcy, sto trzynaście sztuk więc tej wody jest dokładnie w cholerę.

Już wiadomo gdzie podziała się ta woda z topniejących na północy lodowców.
(ekolodzy lamentują, że gdzieś zniknęły setki tysięcy ton lodu i parę pingwinów, a z tego co wiem jak dotąd żadna skrajna feministka z pomorza nie narzekała, że podtapia jej hondę).

Ale idąc dalej – zauważyłem pewną ciekawą rzecz. Otóż Turcy ponad wszystko kochają tuning. Naprawdę nigdy wcześniej nie miałem okazji spotkać w jednym miejscu tylu samochodów z pomalowanymi na czerwono bębnami hamulcowymi. Owszem – nowsze samochody w większości pozostawały w stanie fabrycznym (warto zaznaczyć, że nie tylko Polacy przypinają kołpaki do felg za pomocą tyrtytek – to dla mnie odkrycie równie epokowe co np. udowodnienie, że nie tylko nasi łażą po plażach świata w białych skarpetkach i sandałach), ale za to starsze Dacie i Renówki to już była pełna orgia przeróbek.

Chińskie alufelgi, naklejki i priorytet – szyby czarne niczym płyn chłodniczy w zbiorniczku wyrównawczym. Oni przyciemniali wszystko co tylko się dało. Szyby, lampy kierunkowskazy, zderzaki, koty, zlewozmywaki prefabrykowane bloczki fundamentowe… Absolutnie wszystko.

Podejrzewam, że gdyby otworzyć tam maskę okazałoby się, że nawet tłoki i panewki poowijali folią przyciemniającą.

Jeśli uważacie, że młodzi i pryszczaci mieszkańcy polskich miejscowości o ujemnym przyroście naturalnym mają zmysł estetyczny rozwinięty na poziomie zbliżonym do kupki kamieni to jesteście w  błędzie. Turcy biją ich pod tym względem na głowę.

Wyobraźcie sobie na przykład jakim trzeba być zwyrodnialcem żeby pomalować samochód na zielono, a potem założyć do niego czerwone alufelgi i uzupełnić to żółtymi zaciskami hamulcowymi z namalowanym odręcznie napisem „brembo”.

Kiedy człowiek widzi coś takiego to od razu staje się bardziej otwarty na propozycję przywrócenia w Polsce kary śmierci. Albo chociaż wypalania oczu gorącym żelazem… Gdybym został prezydentem przy każdym dużym skrzyżowaniu w centrum miasta ustawiłbym dyby i zamykał w nich ludzi, którzy choćby pomyśleli by o czymś tak zbrodniczym i sprzecznym z prawami ewolucji.

Albo za karę kazałbym im wymieniać przez miesiąc przednie żarówki w Mercedesie klasy A.

Ale nawet ten tuning nie był najgorszym motoryzacyjnym grzechem, którego dopuścili się Turcy. Kiedy ostatniego dnia pobytu czekaliśmy na busa mającego zawieźć nas na lotnisko szczerze mówiąc spodziewałem się czegoś z epoki faraonów z odpadającymi kółkami i zdechłym, zasuszonym kotem rozciągniętym na desce rozdzielczej.

Tymczasem jakież było moje zdziwienie gdy pod hotel podjechał piękny i pachnący nowością, tureckiej produkcji miniautobus na słodkich, chromowanych kółeczkach…

Zdziwienie jednak dość szybko ustąpiło miejscu zadumie gdy na jednym z błotników zauważyłem znaczek 2.0D, a później wręcz przerażeniu gdy po próbie wyjechania pod malutką górkę bus rycząc i wyjąc w niebogłosy wypluł przez wydech kilka panewek i chomika z kołowrotkiem.

Wam to się może wydawać śmieszne, ale kiedy przypomniałem sobie, że droga z lotniska do hotelu prowadziła przez strome góry, przed oczami miałem już wizję jak pchamy pod górę ten opiekacz w pięćdziesięciostopniowym upale śpiewając piosenki podrzucane przez jedną z urlopowiczek, weterankę pielgrzymek na Jasną Górę i bitwy o Jerozolimę – Panią Pelagię z Pszczyny.

Naprawdę – możecie uważać, że trzycylindrowe silniki mają mało mocy. Możecie myśleć, że Wasza kosiarka kupiona w OBI jest trochę za słaba. Albo, że Wasz czajnik elektryczny jest za mało wydajny i za długo się nagrzewa.

Ale uwierzcie mi – jeśli przejechalibyście się w tym tureckim opiekaczu do grzanek nawet pierdnięcie komara wydałoby się Wam niszczycielskie niczym tsunami.

On był tak słaby, że ledwie dawał radę utrzymywać powietrze w oponach, a co dopiero mówić o poruszaniu się. Ile Waszym zdaniem to wolno? Sześćdziesiąt kilometrów na godzinę? Pięćdziesiąt? Czterdzieści? Trzydzieści? Powiem tylko, że ten toster mogłaby wyprzedzić stonoga nawet gdybyście powyrywali jej połowę kończyn. Gdyby wystawić go do wyścigów na ćwierć mili, żeby miał jakieś szanse musiałby konkurować ze zmywarką do naczyń.

Ustawioną na betonowym pasie i przyspawaną do podłoża, żeby broń boże się nie przesunęła…

Nie mam pojęcia czym kierował się debil, który kupił ten bezużyteczny twór, ale albo był on miłośnikiem sadomasochistycznych figli w lateksowych kombinezonach, albo wcześniej jeździł Hyundaiem w dieslu.

Naprawdę nie mamy się czego wstydzić.

Człowiek naprawdę może docenić swój dom gdy poogląda sobie inne kraje z bliska, a nie tylko z wyszukiwarki grafik wujka Gogla i zdjęć znajomych na fejsbuku. Ale żeby nie było – w niektórych aspektach Turcja jest naprawdę wspaniała. Mnie na przykład zachwyciła otoczona sklepikami i restauracjami promenada i wszechobecna życzliwość mieszkańców.

Nie było tutaj żadnych Habibi, ani Maj Friendów for łan dolar. Byli za to zwykli ludzie spokojnie prowadzący swoje interesy i cieszący się tym co mają. Zadowoleni gdy ktoś zamówi sobie u nich kolejne piwo i skłonni opowiedzieć parę ciekawych historii bez pieniężnego podtekstu.

Turcja jest piękna.

Naprawdę warto się przekonać.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany.