Czasami zapominam jak to właściwie jest być normalnym człowiekiem. Jak to jest mieć oszczędności ulokowane na koncie bankowym, a nie w rezerwach magnezu i aluminium odlanego w okrągłe 17 calowe sztaby trzymane pod kluczem w piwnicy. Jak to jest jeść na śniadanie kanapki z szynką i serem, a wieczorami zamiast siedzieć na forum stanceworks oglądać jakiś film, w którym Matt Daemon biega po mieście i strzela do ludzi.

Podejrzewam jednak, że nie jestem w tym moim małym szaleństwie odosobniony.

Myślę, że jeśli przyjrzycie się swojemu życiu (i nie mówię tu o tej żałosnej grze pozorów z fejsbuka którą karmicie ludzi, z którymi jeszcze jakiś czas temu chodziliście na wagary) i na spokojnie przeanalizujecie swoje zachowania oraz dziwne pomysły to okaże się, że Pan Monk i Mr. Fasola to jednak całkiem zwyczajni goście.

Takie trochę przeciętniaki nawet.

Ja na przykład już praktycznie mieszkam w garażu. Mam tam radio CD z zapasem ulubionych płyt, wodę i suchy prowiant w postaci chrupek bekonowych oraz laptopa, którego sprawiłem sobie specjalnie z myślą o zalewaniu go olejem silnikowym, przygniataniu różnymi narzędziami i udawaniu, że kasuję nim jakieś wyimaginowane błędy. W moim garażu mieszka też niedźwiedź, któremu dałem na imię Tadeusz i przytwierdziłem mu wąsy. Ma też włoską osobowość i stylowe okulary a’la Scooter.

Poza tym Tadeusz to chyba jedyny gość, który siedząc w moim garażu nie podjada mi chrupek.

Bo powiedziałem mu, że są bezglutenowe.

Idąc dalej – kiedy wybieram meble do sypialni zastanawiam się czy moja komoda mogłaby mieć klamki w kształcie popychaczy zaworowych. Więcej pieniędzy wydaję na szampon dla mojego samochodu niż na mój żel pod prysznic. Więcej czasu poświęcam wyborowi opon niż ubrań.

A wszystkie gry na Xboxa jakie kiedykolwiek kupiłem, mają możliwość podłączenia kierownicy.

Jedynym wyjątkiem było coś o bieganiu po lesie i harataniu smoków ale haratanie smoków też jest w dechę.

Ostatnio pewien znajomy zaproponował mi wspólny wypad na pobliską górkę w celu poćwiczenia bardziej i mniej widowiskowych przewrotów przez twarz. Przygotowując się do tego wyjazdu polakierowałem cały bagażnik dachowy do BMW na czarny mat ale nie wpadłem na to, że moje buty snowboardowe mają zerwane zapięcia i przez co nadają się bardziej do mieszania bigosu niż jazdy na desce.

Coś.

Jest.

Ze.

Mną.

Nie.

Tak.

A, no i bym zapomniał.

Dziś przywiozłem do domu kolejny komplet siedemnastocalowych rezerw aluminium, którymi od rana molestuję Izę. „No prawda, że są piękne kochanie? No powiedz, że są piękne! No powiedz, no powiedz!”

A ona patrzy się na mnie z tym dziwnym uśmiechem na ustach (miłym i przerażającym zarazem).

I choć pozoru wygląda na rozbawioną tym moim irracjonalnym zachowaniem to wiem, że tak naprawdę tylko włos dzieli mnie już od konieczności wyjmowania zębów trzonowych z gardła po uderzeniu z żelazka.

Ostatnio dochodzę do wniosku, że życie z kimś kto uwielbia motoryzację to naprawdę przesrana sprawa.

Miliony ton brudnych od smaru ciuchów – każdego dnia. Tony ubabranych olejem skarpetek i piętnaście par „roboczych” adidasów, które śmierdzą paliwem i lakierem tak, że nawet mój niezrównoważony psychicznie pies ma za małe jaja, żeby spróbować zakopać je w ogródku.

Komplet dziesięciu kluczy oczkowych, który mam w garażu kosztował więcej niż komplet ceramicznych noży, które stoją w kuchni.

Najlepszy jest stolik RTV w sypialni. Rozpada się od dwóch lat, ale za każdym razem skutecznie blokuję zakup nowego wmawiając światu, że już jutro zbuduję taki fajny ze starego silnika Forda leżącego w pralni.

A właśnie – silnik w pralni to nawiasem mówiąc kolejna rzecz, która sprawia, że widok żelazka napawa mnie lękiem.

Idąc dalej – jeśli uważacie, że nierozsądnym jest zbliżanie się z Waszą kobietą do sklepowej alejki z kosmetykami do kąpieli to chyba nie wiecie z czym się wiąże przejście z miłośnikiem motoryzacji w okolicy działu moto. Kiedy postanowiłem kupić jakieś mleczko do pielęgnacji skórzanej tapicerki przeczytałem etykietki absolutnie na każdej butelce jaka tylko znalazła się na kilometrowej szerokości regale.

Czytałem nawet kody kreskowe w nadziei, że któryś z nich podpowie mi, który preparat będzie lepszy dla moich foteli.

Iza o mało nie zeszła mi z głodu i odwodnienia.

Dobrze, że niedaleko było stoisko z zapiekankami bo żelazko.

Na dłuższą metę to naprawdę musi być cholernie męczące. Ja tego nie zauważam, bo żyję sobie w tym moim kokainowym transie myśląc tylko o wałkach rozrządu i sportowych tarczach hamulcowych. Podejrzewam, że gdybyście dali mi do ręki skręcanego BBS-a RS to dość szybko bym się odwodnił. Zaaferowany kształtem i mnogością możliwości doboru koloru rotora zapomniałbym po prostu, że człowiek aby przeżyć musi przyjmować pokarm i płyny.

Mimo tych wszystkich utrudnień w funkcjonowaniu mam jednak świadomość, że gdyby ktoś odebrał mi te wszystkie moje zabawki i marzenia to stałbym się zdecydowanie bardziej nieznośny niż jestem obecnie (choć wiem, że czasami trudno to sobie wyobrazić). Motoryzacja to terapia na moje ADHD.

To sposób na okiełznanie i wartościowe ukierunkowanie energii produkowanej przez ten mały reaktor atomowy zamontowany w mojej dupie.

Więc jeśli zastanawiacie się czasami co zrobić z wolnym czasem albo rozpierającą Was energią to mam dla Was rozwiązanie – kupcie sobie stary, sportowy samochód.

Tylko wcześniej schowajcie gdzieś żelazko.

21 Komentarzy

  1. Serdak 29 stycznia 2013 o 08:51

    ale żeby tak od razu żelazkiem, bez ostrzegawczego smagnięcia kablem!?

    1. Tommy 29 stycznia 2013 o 14:39

      Na smagnięcia kablem przestałem już reagować dość dawno. Uodporniłem się na subtelne bodźce.

  2. maxx304 29 stycznia 2013 o 12:07

    Taa… Bo trzeba mieć w życiu pasję.
    Jedni lubią piłkę nożną, inni auta. I to jest fajne.
    Kurczę, Tommy – nie będziesz czasem kiedyś przejeżdżał w okolicach Zielonej Góry? Chętnie bym z Tobą pogawędził :)

    1. Tommy 29 stycznia 2013 o 14:38

      Raczej nie planuję, ale nie przejmuj się – ja jestem strasznym bucem i prostakiem więc niewiele tracisz :]

      1. maxx304 30 stycznia 2013 o 11:24

        Aj tam pieprzysz głupoty… Nie miałbyś tylu czytelników, gdybyś był takim bucem, za jakiego chcesz uchodzić.

    2. Jurek 29 stycznia 2013 o 21:24

      Uznajemy Falubaz Gorzów? :D

  3. Szczypior 29 stycznia 2013 o 17:41

    A sobie kupię, po wczorajszym składaniu V6 z Vectry już mnie nic nie zdziwi… Prawa głowica- rozrząd przestawiony o 180 st. , popychacze niby nowe a jeden już uwalony, do wymiany rolki nierządu… I więcej banana na ryju niż przez ostatni miesiąc, mimo temperatury bliskiej zamarzania oleju i soplom odpadającym z nosa prosto do kanałów na świece ;)

    Sprawa inna, że popracować muszę nad motywacją i systematycznością, bo łatwiej prokrastynować przed komputerem z wieloletniego przyzwyczajenia niż ruszyć dupę i rozebrać te hamulce… ;)

  4. MSK 29 stycznia 2013 o 18:04

    A mnie tak boli, że nie mam garażu. Ale czuję, że już niebawem, już zaraz, gdzieś jakieś królestwo moje będzie i ja tam będę i zabawki moje ;).
    W ogóle to śniło mi się ostatni, że spacerowałem sobie po pięknej łączce a tam za krzakami szrot. Idę patrzę a tam elementy Taunusa TC III kombi. Dostałem od właściciela szrotu masę gratów pasujących do sedana i… przypomniałem sobie, że już nic nie doładuję do piwnicy.
    Jak to sen może zamienić się w koszmar…

    1. Szczypior 29 stycznia 2013 o 18:10

      Garaż… Patrz, nawet mam takie coś! Szkoda, że żeby do niego wejść, trzeba mieć sprzęty wysokogórski i uprawnienia do pracy na wysokościach, bo ewentualnie czołgać się tam da pod sufitem ;) Więc albo się zmotywuję w tym roku i zrobię tam porządek (czyt. wywalę wszystko na śmietnik) albo będę robił samochód po kumplach, ewentualnie na placu przed blokiem.

      1. MSK 29 stycznia 2013 o 19:15

        W tym roku mam już przygotowany precyzyjny plan działania na parkingu. Czekam tylko aż śniegi ostatecznie zejdą, bo nie lubię aż tak swojego samochodu, żeby przymarznąć do niego na kilka tygodni. Tylko dalej nie wiem gdzie zakitrać chromowany przedni zderzak…

        1. Szczypior 29 stycznia 2013 o 19:30

          Sypialnia- żona/dziewczyna się ucieszy ;) Mi w pokoju aktualnie stoi… skrzynia biegów. Czeka na miejsce na kanale u kumpla, bo tej Vectry to jeszcze nie skończyliśmy…

  5. Parzych 29 stycznia 2013 o 22:33

    Moja żona do salonu to już nawet nie wchodzi, komplet kół do Fiesty, silnik, wydech, dolot, drugi komplet kół na balkonie…

  6. Toldi 29 stycznia 2013 o 23:51

    Spoko, z tym stolikiem to też tak mam… Moja żona ostatnio już nawet ogłoszenia radiowe przeglądała na stronie www, żeby jaką ławę jakąkolwiek kupić nawet za 5 dych. Tylko żeby stała… Mam dead line 2 tygodnie :D

  7. iParts 30 stycznia 2013 o 16:52

    Pasja to jedna z ważniejszych rzeczy w życiu, więc trzeba ją mieć. A że komuś trafi się druga połówka – automaniak to widocznie tak musi być :) świadomie się zdecydowała :)

  8. starzyna 30 stycznia 2013 o 18:25

    Człowieku, ile ja razy słyszałem, że nic nie robię, tylko oglądam te rajdy i filmy na YT. Piszę na blogu i forach i już na pewno nie kocham mojej narzeczonej. Ona by chciała jechać na normalne wakacje i normalnym samochodem z dywanikami, radiem i klimatyzacją.

    Nigdy za to nie musiałem wybierać i chyba wszystkie kobiety wiedzą, że nie tędy droga;)

  9. Anonim 27 lutego 2013 o 11:03

    Jakie felgi nabyłeś?

      1. Szczypior 27 lutego 2013 o 15:47

        Rozumiem, że to na zimę? ;) Czy polerka i… no właściwie nie wiem na co, bo chyba nie za Futury…

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany.