Jestem mężczyzną więc pewnie nie zdziwi Was, że uwielbiam wszelkiego rodzaju zabawki.

Takie dajmy na to klocki Lego nadal znajdują się na mojej liście wymarzonych prezentów pod choinkę. Podobnie z resztą jak duży karabin Nerf, tor Hot Wheels z podwójną pętlą śmierci i zdalnie sterowany helikopter. Na mojej liście jest też wielki symulator SEGA Rally, klasyczny BMX z gąbkowymi osłonami na ramie i kilka innych rzeczy, o których wolę tu nie wspominać bo nie wiem, czy ktoś przypadkiem nie przeczyta tego przed 22:00.

Póki co plan zakłada, że kupię sobie to wszystko za parę lat, kiedy już doczekamy się z Izą jakiegoś potomka.

Tfu!

Znaczy się kupię to wszystko dziecku, bo oczywiście dobry ze mnie tata i takie tam…

*mruga porozumiewawczo wyglądając jakby przechodził właśnie rozległy wylew*.

Wracając jednak do tematu – moje zamiłowanie do zabawek nie jest jedyną przypadłością związaną bezpośrednio z faktem, iż posiadam penisa i słabość do Izy w kusych szortach. I nie chodzi tu wcale o wielki basen z kolorowymi piłeczkami, który również bardzo, ale to bardzo chciałbym mieć.

Widzicie, chodzi o to, że choć na przestrzeni lat dość wyraźnie pogniotło mi się opakowanie, to jak każdy normalny facet w środku wciąż jestem tym samym dzieciakiem, który to wcale nie tak dawno temu zasiadał przed telewizorem i z wypiekami na twarzy starał się wypatrzeć gołego cycka w trakcie transformacji Czarodziejki z Księżyca.

Będę dzieckiem już do śmierci – i każdy normalny facet zresztą też, choćby nie wiem jak bardzo się tego wypierał.

Bo owszem, „dorośli” mężczyźni często starają się wyglądać na osoby odpowiedzialne i twardo stąpające po ziemi, ale prawda jest taka, że w głębi duszy każdy z nas nadal jest tym brzdącem, który gonił za dziewczynami z osiedla z patykiem z kupą w dłoni, zakradał się po papierówki do pobliskiego sadu i tłukł się na gołe pięści z grubym kolesiem z czwartej A na tyłach pobliskiej podstawówki.

Czy też raczej był tłuczony przez grubego kolesia z czwartej A, bo ten okazał się znacznie szybszy niż ktokolwiek mógł podejrzewać.

Prawda jest taka, że my wcale z tego wszystkiego nie wyrośliśmy. Co więcej – niezależnie od tego ile energii i poświęcenia nie wkładalibyśmy w mający dodać nam powagi i szacunku społeczny kamuflaż to ten mieszkający w nas huncwot i tak wciąż tam będzie. Spójrzcie zresztą na mnie – mimo, iż mam na karku trzydzieści lat, nadal jarają mnie te same rzeczy, za sprawą których jako dzieciak dostawałem wypieków na twarzy (raz, kiedy na WF-ie zobaczyłem kawałek cycka koleżanki ze starszej klasy dostałem takiej hiperwentylacji, że prawie musieli wzywać do mnie helikopter).

I choć życie wciąż dokłada mi obowiązków i wymaga coraz to więcej i więcej, za cholerę nie potrafię porzucić tego wszystkiego co sprawia, że każdego ranka wstaję z łóżka z uśmiechem na ustach i chęcią do działania.

Choćby nie wiem jak dziecinne z pozoru to nie było.

Zobaczcie zresztą sami – to, że już nie bordowa jeździ jak jeździ i wygląda tak jak wygląda, zawdzięczam właśnie temu smarkaczowi, który kopie sobie w tej chwili piłkę w mojej pustej jak bęben głowie. To, że mam na podjeździe kilka starych rupieci, że mój Ford ma prześwit niższy niż stojąca w łazience pralka, i że na ścianie mam stylizowany na pochodzący z rajdówki błotnik – to wszystko jego zasługa. To, że często jeżdżę po mieście zapięty w wyścigowe szelki, że kupiłem sobie czerwone zamszowe buty do jazdy i, że mam na klapie spoiler wielki jak Albania zresztą też.

Co więcej – za sprawą tego małego gościa postanowiłem zbudować sobie własnego pomysłu zbójnicki wydech do e30, postawić domek na drzewie i urządzić w ogródku plenerowe kino z powieszonym na starej gruszy projektorem oraz pełniącymi rolę namiotów wigwamami.

Tak, żeby móc zaprosić znajomych i wspólnie obejrzeć sobie „Odlot” przy gulaszu z ogniska i odrobinie dobrze schłodzonego piwa.

Moje podejście do życia może wydawać się trochę dziecinne ale powiedzcie sami – jakie to ma znaczenie wobec faktu, że za kilkadziesiąt lat na tym świecie nie będzie już po mnie śladu?

Dlaczego mając tę świadomość miałbym się czymkolwiek przejmować?

Co więcej – dlaczego miałbym wstydzić się tego, że czasem zachowuję się jak duże dziecko skoro sprawia mi to radość? Dlaczego miałbym martwić się tym, że zbudowany samemu wydech odbierze mi dwa konie mechaniczne, a spawy nie będą wyglądały profesjonalnie? Że ktoś może wytknąć go palcami albo obsmarować w internecie?

Zobaczcie zresztą na to co zrobił Blogo – wywalił tłumik końcowy i wstawił w jego miejsce dwie proste rury. I choć wygląda to jak typowy drut to ja podpisuję się pod jego dziełem obiema rękami.

Bo to jest zwyczajnie fajne.

Nieprzemyślane, wykonane niezbyt starannie ale po prostu FAJNE.

Fajne bo podczas zbijania biegów przed skrzyżowaniem z wydechu będą dobiegać przyprawiające o erekcję pierdnięcia i trzaski, a on będzie cieszył się jak dziecko i na nowo odkrywał radość z posiadania starego, wyposażonego w 6 cylindrową rzędówkę BMW.

O to chyba właśnie chodzi w życiu – nie przejmować się datą urodzenia tylko zawsze robić to, co podpowiada Wam ten mały, nieco rubaszny gość z pozdzieranymi kolanami.

Bo chyba nikt nie zna Was lepiej niż on.