Niedawno, gdy wychodziłem z osiedlowego sklepu z jednorazówką pełną chrupek w jednej i nadgryzionym batonikiem czekoladowym w drugiej dłoni, na parkingu zaczepił mnie pewien starszy facet przypominający trochę Adama Nawałkę.

Przez chwilę pomyślałem sobie, że najwyraźniej w tej akcji z drużyną narodową doszli już do literki „m” i teraz będę musiał biegać po pobliskim orliku i kopać w piłkę, ale jednak nie.

Co więcej – wbrew temu co pewnie sobie myślicie nie był to też jeden z zamieszkujących pobliskie krzaki koneserów tanich win owocowych domagających się kasy na kolejnego komandosa. Nie. Był to dobrze ubrany gość koło pięćdziesiątki – kiedy spojrzałem na jego szare spodnie i starannie wyprasowaną koszulę doszedłem do wniosku, że skoro to nie trener Nawałka, to musi to być jakiś świadek Jehowy.

Na bank.

Okazało się jednak, że gość wcale nie miał zamiaru przekonywać mnie do podporządkowania swojego życia pewnej źle przetłumaczonej książce z gatunku fantasy – chciał tylko porozmawiać trochę o moim e30, które stało sobie parę metrów dalej.

I teraz tak – szczerze mówiąc trochę się zdziwiłem, bo zdecydowanie nie wyglądał on na kogoś, kogo może zainteresować trzydziestoletni rupieć z odpadającą od błotnika szpachlą, źle rozlanym brokatem i zarzuconymi na fotele drewnianymi koralikami. Przyjechał do sklepu pachnącym nowością Outlanderem, a z tego co mi wiadomo nie jest samochód, który wybierają ludzie lubiący odkręcać od samochodu różne ciężkie i brudne części, a następnie upuszczać je sobie na twarz.

Ten typ prędzej kupiłby odrestaurowanego Mustanga i jeździł nim do pobliskiego studia detajlingu na cotygodniowe odkurzanie.

Okazało się jednak, że mój prentki rupieć zainteresował go na tyle, że poświęcił on na rozmowę ze mną dobre piętnaście minut i to pomimo że w samochodzie czekała iskrząca z uszu żona wyglądająca trochę jak średnio udana krzyżówka lalki Barbie i pekińczyka.

Dlaczego jednak właściwie wam o tym mówię – widzicie, odkąd mam wąską, czasem zdarza mi się spotkać z jakimiś ciekawymi reakcjami przypadkowych osób. Czasem ktoś mi pomacha, uniesie kciuk, krzyknie „ej, chyba cieknie Ci olej” albo podejdzie do mnie na stacji benzynowej żeby zapytać o rok produkcji czy ilość kilometrów naklepanych na przestrzeni lat na liczniku przebiegu.

Nie zdarza się to jakoś szczególnie często ale jednak.

I teraz tak – kiedyś uznawałem takie pytania za zwykły przejaw ciekawości ale pewnego razu coś sobie uświadomiłem. Bo widzicie, te wszystkie pytania wcale nie mają na celu uzyskania informacji o stojącym obok samochodzie. Ktoś, kto zaczepia faceta jeżdżącego starym e30 najprawdopodobniej robi to dlatego, bo wie doskonale, że to stare e30. Wie jakie silniki wkładali do starych e30. Wie ile kosztują stare e30. I ma choć przybliżoną świadomość jaki przebieg może mieć stare, trzydziestoletnie e30.

Pytania w stylu „który to rok”, „ile ma przejechane”, czy „ile to pali” wcale nie mają przybliżyć rozmówcy parametrów Waszego samochodu. Nie – to wszystko sprowadza się do chęci poznania odpowiedzi na jedno zajebiście ważne pytanie:

Jak mam się zmotywować, żeby kupić sobie w końcu taki wóz?

Serio – taka rozmowa to nic innego jak nieudolnie zakamuflowane wołanie o pomoc.

Prośba o motywacyjnego kopa w dupę mającego zmusić kogoś do podjęcia pewniej cholernie głupiej i nierozsądnej decyzji. Rozwiązania dylematu, który niczym bumerang wraca do gościa od wielu, wielu lat i za cholerę nie daje o sobie zapomnieć. Gość liczy po prostu na to, że powiecie mu coś, co ostatecznie przekona go, że kupienie sobie takiego auta wcale nie byłoby takie głupie.

Powiedzcie zresztą sami – ile razy zdarzyło się wam zapomnieć w końcu o jakimś czterokołowym marzeniu, a potem na nowo odkryć te wszystkie rozterki, pragnienia i żądze gdy przypadkowo spotkaliście taki wóz na ulicy?

Nie wiem jak Wy ale ja średnio trzy razy w tygodniu wracam do pomysłu kupna jakiegoś bardzo starego BMW albo Alfy Romeo – bo przypadkiem zobaczyłem w internecie jakieś powodujące mrowienie w spodniach zdjęcie. Szczerze mówiąc kupiłbym je już dawno gdybym tylko miał jeszcze miejsce, żeby je gdzieś trzymać (to powinno wam wyjaśnić dlaczego buduję garaż).

Wracając jednak do tematu – można się z tego śmiać ale takie stare e30 stojące pod osiedlowym sklepikiem potrafi naprawdę skutecznie rozdrapać stare rany. Dlatego też zawsze gdy ktoś pyta mnie o to jak żyje się z takim e30, roztaczam mu przed oczami taką sielankę, że nawet wioska hobbitów z Władcy Pierścieni wypadła by przy tych opisach niczym najmroczniejsze zakątki Sosnowca.

Owszem, wiem, że to trochę podłe wrabiać tak ludzi w stare rupiecie ale doszedłem do wniosku, że to jedyna szansa, żeby nakłonić ich do odstawienia jakiegoś totalnie posranego numeru zanim zgłosi się po nich kostucha z elektryczną podkaszarką na ramieniu, a oni zaczną żałować, że jednak tego nie zrobili.

Wiecie o co chodzi – jeśli ktoś nie kopnie ich wszystkich w dupę to najpewniej spędzą oni kolejne trzydzieści lat na oglądaniu zdjęć w internecie i myśleniu o tym jak to byłoby mieć taki samochód.

Powiem Wam jak – zajebiście.

Zajebiście i okropnie.

W sumie czasami tylko okropnie ale to na swój sposób również jest zajebiste.

Trudno to wytłumaczyć, ale stary grat jest trochę jak złamanie otwarte – okresy bólu i trwogi przeplatają się w nim z morfinowym hajem i zaśmiewaniem się do rozpuku podczas oglądania na jutubie momentu, w którym wasza noga wygięła się nie w tę stronę co trzeba. Jestem zdania, że każdy powinien kiedyś tego spróbować (starego auta – nie złamania otwartego).

Dlatego jeśli następnym razem ktoś zapyta was o wasz stary samochód, powiedzcie śmiało, że jego kupno to była najlepsza decyzja w waszym życiu ever.

Nawet jeśli to nie prawda.

A nawet szczególnie wtedy.

44 Komentarze

  1. Kuba 21 czerwca 2017 o 18:19

    Też mam takiego parcha e30, a mimo to często zaczepiają mnie ludzie, lub pokazują okejkę, co nie ukrywam jest bardzo miłe i wynagradza to ciągłe problemy związane z użytkowaniem starego grata :D Pozdrawiam prentki!

    1. Tommy 22 czerwca 2017 o 07:45

      Też mam takiego parcha, a najczęściej zaczepiają mnie żule próbujący zagadać coś o klasykach tak, żeby zrobić klimat mający ułatwić im wydębienie paru złotych na owocowego samuraja ;D Ale fakt – to cholernie budujące jak ktoś zamacha z nowszej fury, albo pokaże łapkę w górę przechodząc przez światła przed maską. Pozdro Kuba :)

  2. WoMek 21 czerwca 2017 o 20:30

    Jak pierwszy raz pojechałem e36 cabrio {po 2 latach budowy w garażu) na CPN. To 3 gości z obsługi wyszli ze sklepu i podeszli pytać o mojego parach. NIe powiem jest takie coś budujące. Ale jak zakupie 126p to dopiero będą dziadki zagadywać :)

    1. Tommy 22 czerwca 2017 o 07:49

      Parę razy wystawiałem już nie bordową i malucha za bramę bo robiłem coś na podjeździe – stały tak sobie bezpośrednio przy ulicy tuż obok siebie.

      99% przechodniów (ulica to popularna spacerówa bo prowadzi do lasu) w ogóle nie zwróciło uwagi na matowe obniżone BMW z wielkim spoilerem – jakby ten lakier sprawiał, że stało się niewidzialne niczym jakiś tajny bombowiec ;)

      Wszystkie rozmowy i komentarze dotyczyły wyłącznie „tego fajnego malucha”.

      Takie życie ;)

  3. darosz.s 21 czerwca 2017 o 21:19

    Miałem rozsądne e36, później rozsądne Volvo, niedawno pojechaliśmy z dziewczyną pociągiem do Szczecina a w drogę powrotną do grodu Kraka przebyliśmy lekko zarudziałym Chevym Blazerem kupionym w cenie roweru w popularnej sieci sklepów sportowych. Jak zwykle nie żałuje decyzji. Zawsze chciałem posmakować ameryki co prawda skromne V6, ale polecam fajna fura.. najbardziej się jarałem biegami przy kierownicy. Teraz zostaje dłubanie.

    1. Tommy 22 czerwca 2017 o 07:55

      Od paru lat marzy mi się taki typowy ratty muscle z początku lat 70-tych więc szanuję mocno za wybór :) W moim wypadku wszystkie interesujące modele zaczynają się od kwot przewyższających wartość wszystkich moich samochodów razem wziętych więc jeszcze się trochę boję, ale pewnie jeszcze przed czterdziestką odpierdzielę jakąś głupotę i przywiozę do domu coś amerykańskiego.

      Taki mam plan.

  4. KML 21 czerwca 2017 o 23:11

    Ja właśnie dokonałem wyboru między rozsądkem a sercem. Skrótem – miałem do wyboru puga 206 w kopciuchu albo jakiś motocykl, nie wchodząc zbytnio w szczegóły, była to głównie kwestia kosztów, samochód byłby wygodniejszy, nie padałoby mi na łeb itp itd. Mieszkam aktualnie w anglii więc kwestia zimy nie istnieje. Wybrałem oczywiście to drugie. Z początku chciałem zdroworozsądkowo wybrać jakieś 125 ze względu na kilkuletnią przerwę od jeżdzenia, i nagle pojawiła się ona – genialna cena, blisko, dobry stan. CBR 600 F2 94. Była sprzedana jak tylko ją zobaczyłem, regulowane zawieszenie, wydech z włókna węglowego (slip on), customowe hamulce z wierconymi tarczami i kilka innych ciekawych modyfikacji. Bałem się nawet na to wsiąść, przyspieszenie wgniata, od 10k RPM zaczyna być brutalne. Pierdolić rozsądek, to dla nudnych ludzi. :D

  5. krzyszp 22 czerwca 2017 o 03:36

    „detajlingu”
    Co to jest?

  6. Marcel 22 czerwca 2017 o 08:51

    a żeby pchły z tysiąca wielbłądów pasły się na Twoim łonie!!!
    już myślałem, że jestem wyleczony, ale po przeczytaniu tego postu znowu zacząłem przeglądać oferty na AlleBayzeeel… i żeby było ciekawiej to choruję właśnie na e30. niestety póki co trafiają się albo totalne padliny albo sztuki, których zakup nie będę potrafił ukryć w domowym budżecie…

  7. sova 22 czerwca 2017 o 10:01

    ja miałem wczoraj taki wylew czułości ze strony przechodniów jadąc ulepionym Poldasem Coupe, krótki przejazd przez miasto i kilk akciuków i łapek w górę, szczególnie od młodzieży :-)

    i jak ktoś pyta to też zawsze mówie że zajebiście mieć takiego rupiecia i nie oddam za nic :-)

  8. Radek 22 czerwca 2017 o 11:12

    Znam to uczucie…

    Gdy siedzisz w starym Saabie cabrio, wartym max. 15’000,- PeeLeN, a gość ze stojącego obok, kosztującego 400’000+ X6 czy Q7 patrzy na Ciebie z zazdrością…

    :D

  9. Radek 22 czerwca 2017 o 11:13

    Chyba czas wrócić do poszukiwania E30 Baur… :D

    1. Tommy 22 czerwca 2017 o 11:35

      Niedawno widziałem na sprzedaż jedno gdzieś tu na śląsku ;)

  10. Filip 22 czerwca 2017 o 11:20

    Kupno BMW to zawsze jest strzał dziesiątkę :)

    1. GPS 22 czerwca 2017 o 12:20

      Stwierdziłbym, że kupno jakiegokolwiek starego, nierozsądnego wozu to strzał w 10 :) Czy 126p czy bmw , czy stare fordy,alfy to praktycznie to samo pod względem uświadamiania sobie w co ja się właściwie wpakowałem :)

      1. Tommy 23 czerwca 2017 o 08:53

        Wiecie – każdy stary wóz ma w sobie jakąś historię i to chyba właśnie to jest w nich takie pociągające.

        Jeden był obiektem westchnień naszego taty, inny zapadł nam w pamięci po tym jak zobaczyliśmy go po raz pierwszy na obrazku z gumy turbo. Jednym jeździł kiedyś wujek, w innym mogliśmy usiąść podczas jakiegoś zlotu. Ten zdobył mistrzostwo świata grupy B, tamtym jeździł ten detektyw w pewnym starym filmie…

        Tu już nawet nie chodzi tylko o sam samochód ;)

  11. Anonim 22 czerwca 2017 o 15:18

    I znów moje e90 mi nie wystarcza i wzdycham do poloneza i porsche 924…
    Jesteś złym człowiekiem Tommy. :p

  12. pete379 22 czerwca 2017 o 20:19

    Ehh E30 w kupecie, albo Corolla AE86 w hatchbaku, albo 2drzwiowym sedanie. Albo GOLF II G60, albo VW Caddy mk1…albo urywający łeb wiszący na plakacie obok plakatu z „siostrą Toretto” Mitsubishi Lancer EVO VI…
    Ale za dużo tego „albo” i pozostaje FORD w leasingu :)

  13. Kuba 23 czerwca 2017 o 09:02

    A widzisz czyli nie tylko ja bije się z myślami. Co prawda miałem E30 i jakoś nie kupiła mojego serca za to skrycie jak zona nie widzi przeglądam sobie ogłoszenia w poszukiwaniu 125p od zawsze marzy mi się replika Acripolis ale garaż mały,2 samochody i motocykl i jakoś jak zaczynam liczyć to wychodzi ze nie stać mnie na kolejna zabawkę wiec tylko sobie oglądam .

    1. Tommy 23 czerwca 2017 o 09:12

      Dobra dobra – i tak obaj doskonale wiemy jak to się skończy.

      To tylko kwestia czasu ;)

      1. Marcel 27 czerwca 2017 o 07:38

        wszyscy wiedzą jak to się skończy – albo żona albo samochód…
        a jakie felgi do niego masz zamiar założyć? te oryginalne z chromowanym dekielkiem są rewelacyjne…

        1. Tommy 27 czerwca 2017 o 08:00

          Do repliki akropolisa to chyba najlepiej poszerzaną stal bez delki

          1. Szela 29 czerwca 2017 o 12:18

            Cromodory do akropolisa

  14. Andrzej 23 czerwca 2017 o 09:54

    Myślę, że dotyczy to nie tylko samochodów. W ogóle ludzie boją się ryzykować, podejmować decyzje. Brakuje nam chyba odwagi…

    1. Piotrek 23 czerwca 2017 o 12:54

      Z tym się zgodzę. Ale w kwestii aut dochodzi też to że prawo szykanuje zakupy takich aut. Niektórych to skutecznie zniechęca, bo b. wysokie ubezpieczenie za takie auto, bo jakieś inne opłaty, bo coś tam jeszcze. No a niektórzy nie są w stanie tego połączyć z inwestowaniem w samo auto ;)

  15. Marcin 25 czerwca 2017 o 19:30

    w sumie wszystkie moje pojazdy są właśnie z tej grupy aut (w124,e36 coupe,126p) więc takie akcje,że zaczepiają mnie ludzie mam codziennie i przywykłem w sumie do tego już. Wielu wariatów w taki sposób poznałem i do wielu dziwnych garaży,gdzie powstają jeszcze dziwniejsze graty mnie zaproszono i pokazano :) dlatego jest w porządku.

  16. Tommy 26 czerwca 2017 o 10:56

    Patrzę, nowa pozycja u Tommy’ego. Myślę sobie, będzie jazda. Na bank. I nie przejechałem się, jest bankowa jazda :D Mistrzowskie masz te wpisy.

  17. Anonim 26 czerwca 2017 o 15:46

    Mamy w domu kilka ” parchów” tak że znam uczucie , zaczeło się od starej pandy z 90r .a teraz 126p 90r, e30 87r, opel record, 2x fiesta xr2i 1x fieta RS 1800., astra f bertone. poniosło nas ;D

  18. hds 28 czerwca 2017 o 13:31

    super się czyta Twoje wpisy, świetne historie w mojej ulubionej tematyce ;)
    Pozdr!

  19. Richi 28 czerwca 2017 o 22:55

    Wchodzę na Pretkiego i pierwsze co mi się rzuca w och to wgniotki na e30.

    1. Tommy 29 czerwca 2017 o 08:24

      Wgniotki to nic przy tym lakierze o grubości 5mm i nakładanej kielnią szpachli na tylnych błotnikach ;)

  20. Szela 29 czerwca 2017 o 12:23

    Ja w niedzielę kupiłem mazdę 323 GT w stanie mint z 89 roku :F wiem jak jest

    1. Tommy 29 czerwca 2017 o 12:26

      Ja przymierzam się do generalnego remontu wąskiej. Obecne kompletuję potrzebne blachy. To takie sprytne zagranie psychologiczne – z jednej strony mam komfortowe poczucie, że coś robię i w jakimś stopniu posuwam się do przodu, a z drugiej mogę odsunąć w czasie napawającą mnie strachem konieczność zajrzenia pod przednie błotniki ;)

  21. wisnia742 3 lipca 2017 o 14:59

    Hej Tommy, jakiś nowy felieton pojawi się na blogu? Dobrze myślę? xD

    1. Tommy 3 lipca 2017 o 15:02

      Pojawi się pojawi – aktualnie ogarniam zdjęcia z toru Poznań i wypadu na WRC. Poza tym naprawiam kilka rzeczy w bebechach bloga bo coś mi świruje.

      Dzieje się :v

      1. wisnia742 3 lipca 2017 o 15:16

        Wszystko wina Tadeusza xD

        1. Tommy 3 lipca 2017 o 15:19

          Zaniósł serwer do lombardu ;)

  22. cha 8 lipca 2017 o 03:50

    Ok, jak ktoś sie mnie zapyta o kawałek japońskiego żelaza z zeszłego wieku to odpowiem coś takiego: Paaanie ten samochód odmienił moje życie, wkrótce po zakupie awansowałem w pracy, kobieta nabrała ochoty na spontaniczne wycieczki – wcześniej nienawidziła motoryzacji, a teraz muszę przed nią kluczyki chować… Od tamtego czasu jest już tylko z górki: ciąża, ślub (oczywiście dojazd jedynym słusznym autem), poród, kredyt hipoteczny… Nawet dziecko sie lepiej chowa, jak posłucha raz w tygodniu bulgotania spod maski. Ile pali? No minimum 7,3 ale to raz na odcinku 60 km miałem tyle cierpliwości, normalnie pali tyle ile sie wleje. Panie ten samochód zmotywował mnie do rzeczy, które mi się nawet nie śniły. Złotówkę? Paaanie wie pan jak bym sobie życie ułożył gdybym miał złotówkę? #u&€ pan zawracasz

  23. abcwycieraczki 11 lipca 2017 o 10:19

    Od wielu lat chodzi za mną kupno jakiegoś „grata” pokroju Mustanga czy Camaro SS, odrestaurowanie go i do końca życia wożenie się w wymarzonym wózku… Może na prawde pora zaczać realizować marzenia.

  24. Trevi 19 lipca 2017 o 14:08

    Heh, trafiłem tu całkiem (nie-całkiem) przypadkowo, ale wiem po tym jednym Twoim tekscie, że zostanę na dłużej.. Przeprowadzileś tym wpisem dogłebnie trafną psycho-analizę (oszczedziłeś mi pewnie z kilka stów u psychoanalityka gdybym poszedł ;-) ) tego co ze mną się dzieje od pewnego czasu.. a dokładnie od czasu kiedy sprzedałem moje ukochane E-46 Coupe.. zamieniając na nowsze, rozsądne i ekonomiczne wozidło.. które nie jest autem złym, ale nie ma tego czegoś.. tej historii.. tej duszy.. i oczywiscie tego wyglądu (od zawsze jestem zapatrzony w coupe).
    I teraz ponownie stoję na rozdrożu w wirze walki serca z rozumem w obliczu powiekszenia się rodziny.. czy rozsądne kombi z wielkim bagażnikiem.. czy olać system i kupić coupe.. do tego kandydaci są skrajnie różni od E92 po W124 Coupe.. :)

    Jeszcze raz dzięki z aten wpis i masz kolejnego stałego czytelnika.. pozdrawiam!

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *