„Patataj patataj” – jak mawiał Paulo Coelho.

Ostatnio wymyśliłem sobie nowe zajęcie. A w zasadzie to nie tyle zajęcie co sport.

Taki hazard.

Nie wiem jak zapatruje się na to komisja do spraw gier hazardowych, ale w ostatnich dniach sporo czasu poświęcam na obserwowanie galopujących cen paliw i obstawianie wyników. To bardzo wciągające zajęcie – tym bardziej, że podobnie jak w przypadku wyścigów konnych od wyniku zależy stan mojego portfela.

Paradoksem jednak jest to, że wyniki obstawiam wyjątkowo celnie, a i tak przegrywam pieniądze.
Nie wiem co u licha robię nie tak… Mam wrażenie, że urząd skarbowy macza w tym palce.

W każdym bądź razie moim „czarnym koniem” jest obecnie Pebe 95, ale zastanawiam się czy nie zacząć stawiać na pewną piękną klacz o imieniu Elpegie. Kiedyś już na nią postawiłem i muszę przyznać, że wynik był bardzo satysfakcjonujący. Była co prawda wolniejsza od Pebe ale przez to na tablicy wyników pobliskiego Orlenu wręcz zdeklasowała rywali.

Pebe nie jest jednak najszybszy z całej stawki – czarna niczym kary rumak ropa pędzi tak, że można ją pomylić z gepardem po garści tabletek ecstasy.
A na dokładkę na nowy rok rząd zamiast strzelać petardami w niebo, żeby wszystkim się podobało postanowił wsadzić je ropie w tyłek żeby leciała jeszcze szybciej.

Jak tak dalej pójdzie to w przyszłym roku zamiast elektronicznych ramek na zdjęcia i Simsów będziemy wręczać sobie na urodziny kanistry z benzyną.

A gdy przyjdziecie do szwajcarskiego banku z litrem ropy w butelce gość w czarnym  garniturze od Armaniego zaprowadzi Was do pozłacanego pokoju i poczęstuje najlepszą szkocką oraz kawiorem.

Kiedy TVN dowie się, że ktoś na stacji przy rondzie w Sochaczewie ma zamiar zatankować dziewięćdziesiątkę ósemkę wyśle tam natychmiast Ewę Drzyzgę, a potem zaprosi tego szaleńca do kolejnej edycji „Tańca z Gwiazdami”.

Podjąłem decyzję o zamontowaniu instalacji gazowej do mojego drugiego BMW. I nie ukrywam, że nie był to trudny wybór – bóg jeden wie co rząd zrobi za niedługo z ceną gazu więc im szybciej zdecyduję się na założenie instalacji sekwencyjnej tym szybciej będzie ona na siebie pracować. Ponad dwa lata jest ze mną drugie BMW z instalacją LPG i jak na razie mam z jej użytkowaniem same dobre wspomnienia.

Zastanawiałem się nawet czy nie poświęcić butli z gazem osobnej części w moim albumie rodzinnym. Na starość sięgałbym do niego i wspominał jak to kiedyś było wspaniale.

Ale wracając do doświadczeń z LPG – jak już kiedyś wspominałem moje narządy rozrodcze nie uległy skurczeniu, wydech wciąż wydaje z siebie basowy pomruk, a nie dźwięki rodem z utwórów grupy Feel i co najważniejsze – oszczędzam mnóstwo pieniędzy, które mogę później defraudować w pobliskiej biedronce.

A jeśli nawet za rok czy dwa cena gazu wzrośnie do miliona euro za litr sprawiając, że przestanie on być opłacalny to po prostu zdemontuję instalację i zacznę głodować żeby wyrobić na benzynę.

Bo na rezygnację z przyjemności jazdy samochodem nie ma co liczyć.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany.