Prentki Blog Motoryzacyjny - Witaj przyjacielu, wejdź i rozgość się - Prentki Blog Motoryzacyjny
680
post-template-default,single,single-post,postid-680,single-format-standard,no_animation

Witaj przyjacielu, wejdź i rozgość się

Miałem kiedyś przyjaciela.

A w zasadzie to nadal go mam, choć praktycznie już się nie widujemy. Jednak gdyby i dziś nie był wciąż moim przyjacielem to również i w przeszłości nie miałbym prawa tak go nazywać.

Tak właśnie działa przyjaźń.
Na zawsze i chuj.

Wiele osób przewija się przez moje życie. Pojawiają się i odchodzą. Czasem zostają na dłużej, czasem usuwają się w cień zanim w ogóle zdążę zauważyć ich obecność – docenić ją. Każdego dnia przez moje życie przewija się wiele przypadkowych znajomości, uściśniętych dłoni i wymienionych uśmiechów.

Naprawdę wielu, wielu ludzi.

Wiele światów, wiele poglądów i wiele mimowolnie nabytych zachowań. Wiele ubrań, wiele zapachów i twarzy. Zanuconych nut, kolorów włosów i głosów wiele jak gwiazd na niebie. Jednak wśród wszystkich tych barwnych, różnorodnych sfer skrywa się coś, czego nie da się przelać na papier. Cechy, których nie da się uwięzić w słowach czy zaszufladkować za pomocą kilku zziębłych przymiotników.

Mój przyjaciel ma w sobie tę samą cząstkę co ja. Ten sam modułek ukryty głęboko w trzewiach, który mimowolnie naprowadza nas na siebie choćbyśmy całe życie błądzili, na przekór oddalając się w innych kierunkach.

Zawsze w jakiś dziwny sposób trzymamy się razem.

Bo przyjaciel tak naprawdę jest kimś, kogo nie wybiera się w oparciu o jego fryzurę czy zasobność portfela. Nie ma znaczenia czy od małego mieszka dwa domy dalej, czy też pochodzi z innej planety. Nie liczy się muzyka, której słucha. Nie istotne jest co sądzą o nim inni i jakim samochodem jeździ.

To wszystko jest ulotne i zmienne, a przyjaźń niestrudzenie trwa i trwa, choć świat się zmienia.

Przyjaciel? Po prostu spotykasz go i od razu wiesz, że ten gość to Twój brat. Twój migoczący gdzieś w głębi duszy modułek wie na kogo właśnie trafiłeś i z całych sił stara Ci się ten fakt przekazać. Wyrywa się i szarpie piszcząc niczym uradowany jamnik. Sprawia, że już po kilku wymienionych zdaniach znajdujecie się w miejscu, do którego większość znajomości dąży latami.

A zatem i mój samochód jest poniekąd moim przyjacielem.

I choć termin „przyjaźń” ma tu nieco żartobliwy charakter, to zależność pozostaje ta sama. Bratnie dusze. Tak naprawdę to wcale nie my wybieramy samochód. Moim zdaniem on robi to za nas – tak mocno zakorzenia się w naszym umyśle, że nie daje nam spokoju – nawet gdy rozsądek bije na alarm krzycząc, że to bez sensu.

Że to głupie.
Ale to Nasz wybór.

Nie wiem czy Wy też tak macie, ale ja bardzo wyraźnie czuję z którym samochodem mogę się dogadać, a z którym nie. Czasem wsiadam do jakiegoś volkswagena zachwalanego przez rzesze moich znajomych i pomimo, że wszystko (zgodnie z ich zapewnieniami) jest w jak najlepszym porządku to wiem, że nie jesteśmy dla siebie stworzeni.

Choć jest tu wszystko, to jednak czegoś tu brak.

Mam w garażu tą moją mobilną landrynkę wyprodukowaną przez Forda i naprawdę bardzo ją lubię. Przywiozłem tego staruszka w chwili, kiedy tylko włos dzielił go od śmierci i bez chwili wahania poświęciłem mu wiele czasu, uwagi i pieniędzy. Ratowałem tego skurczybyka choć z góry było wiadomo, że to nieopłacalne. Że to bez sensu.

I choć dziś uśmiecha się już radośnie i towarzyszy mi w wielu fajnych momentach życia to wiem, że tak naprawdę nigdy nie zgramy się w 100%. Zawsze pozostanie między nami ta odrobina niepewności. Mam świadomość, że kiedyś pojawi się chwila, w której się nie zrozumiemy. Zamierzony ruch kierownicą zostanie źle odczytany, bądź okaże się zbyt wolny. Niezrozumiały. Można to porównać do sytuacji gdy  tańcząc z uroczą kobietą nie wszystko idzie tak jak powinno. Owszem – oboje jesteście podobnego wzrostu, lubicie tę samą muzykę, to samo wino i oboje równie mocno kochacie taniec. Znacie się i tańczycie wspólnie od lat. Jednak jeśli między Wami nie ma tej iskry, to co jakiś czas ktoś komuś nadepnie na stopę psując tym samym cały urok i czar tej zabawy.

To samo „coś” musi zaistnieć również między Wami, a waszym samochodem.
Bez tego zawsze będzie on tylko elementem zeznania majątkowego. Dowodem rejestracyjnym w portfelu.

Z moim BMW naprawdę dogaduję się jak z żadnym innym. Zdaję sobie sprawę, że daleko mu do ideału, i że wiele jest lepszych samochodów. Szybszych, lepiej się prowadzących, wygodniejszych… Ale wszystkie one mają jedną wadę, której nie zrównoważą nawet najbardziej zniewalające zalety.

Nie są nim.

W moim wypadku padło na BMW, ale tak naprawdę równie dobrze mogłoby to być stare volvo, alfa czy jakiś niewyróżniający się z tłumu volkswagen. Nie ma tu reguły – podobnie jak w miłości na nic zdają się tu świadome wybory.

Czuję się odpowiedzialny za mój samochód. Jest mi źle kiedy widzę jak stoi na placu umorusany i mokry od deszczu. Boli mnie gdy muszę zostawić go dziś w garażu bo nie zdążyłem skończyć tego co zaplanowałem. Czuję się wtedy jak skończony drań zamykający swojego skomlącego psa w piwnicy.

I choć pełen niedoskonałości i wad to traktuję go jak ukochanego członka rodziny.

Bo tak właśnie działa przyjaźń.


Dodaj komentarz:

Chrupki sponsoruje:

Prentki na instagramie:

Archiwum wpisów

#postępyRobię bezpieczeństwo blog bmw cabrio czas wolny e36 escort facet felgi felieton fotorelacja garaż hobby jazda kobieta konkurs lakierowanie maluch marzenia motoryzacja mężczyzna naprawa odbudowa pasja poradnik prentki przepisy radość remont samochody samochód silnik test trening tuning wybór zabawa zdjęcia życie