Prentki Blog Motoryzacyjny - A tutaj postawimy taką jeb@&* katapultę!
2581
post-template-default,single,single-post,postid-2581,single-format-standard,no_animation

A tutaj postawimy taką jeb@&* katapultę!

Osobiście jestem zdania, że nie ma na świecie takiej rzeczy, której mężczyzna nie był by w stanie zrobić lepiej. Wiecie, poprawić, udoskonalić i tak dalej.

Powód takiego stanu rzeczy jest niezwykle prosty.

Chodzi o to, że mężczyźni, w przeciwieństwie do kobiet kompletnie nie zdają sobie sprawy z konsekwencji swoich poczynań. A nawet jeśli to i tak zupełnie się nimi nie przejmują.

Jeśli więc uważacie, że uzupełnienie Waszego basenu ogrodowego o zamontowaną na dachu domu zjeżdżalnię z katapultą jest głupie i niebezpieczne to najwyraźniej nigdy nie posiadaliście własnego penisa. Co więcej – jestem pewien, że wszyscy faceci, którzy przeczytali zdanie o katapulcie, w pierwszej kolejności pomyśleli sobie o tym jak zajebiście musiałoby się na tym zjeżdżać.

Zgadłem?

Pewnie, że zgadłem.

A to dlatego, że prawdziwy mężczyzna (w przeciwieństwie do typowej kobiety) nigdy nie pomyśli o tym, że ktoś wystrzelony z takiej katapulty mógłby nie trafić w rozstawiony w ogródku basen i zginąć.

To znaczy pomyśli, ale po chwili uzna, że i tak będzie to świetnie wyglądało na youtube, a poza tym będzie przy tym naprawdę niezła beka.

Hahahhaha patrzcie jak Karolowi odpadła głowa!

Bo widzicie, ja osobiście uważam, że wszystkie najfajniejsze pomysły i zabawy wymyślamy wtedy, kiedy jesteśmy dziećmi. No bo jaki dorosły pomyślałby, żeby ze starego pudła po telewizorze zbudować rakietę kosmiczną? Kiedy byliśmy mali dziewczynki szyły jakieś fikuśne, baśniowe ubranka dla siebie i swoich lalek albo bawiły się w sklep spożywczy gdzie sprzedawały pomalowane kredkami kamienie i gruz. Albo jakąś marnej jakości trawę. Chłopaki budowali gokarty ze starych wózków dla dzieci. Jeździli na jednym kole albo próbowali wysadzić w powietrze kota sąsiada.

Dziewczyny budowały bajkowe pałace ze starych koców, poduszek i krzeseł, a chłopaki przybijali do siebie kilka desek i kawałek sznurka, a potem twierdzili, że to domek na drzewie. Tyle że pod drzewem.

W krzakach.

No co? Na górze się nie zmieścił.

Na chuj drążyć temat.

Generalnie do czasu kiedy jesteśmy dziećmi wszystkie różnice w pojmowaniu świata zupełnie się rozmywają. Kiedyś wspólnie z koleżankami podpalaliśmy mrówki za pomocą dezodorantu i podkradzionych dziadkowi zapałek. Albo rzucaliśmy pociskami z błota w dzieciaki z sąsiedniej ulicy (straszne buce z nich były). Potem jednak dziewczyny dorosły i zaczęły mówić coś o chodzeniu za rękę, wyznawaniu miłości, „Jeziorze marzeń” i zakazie gapienia się na cycki.

To skomplikowało wiele spraw.

W zasadzie to skomplikowało wszystkie.

Przede wszystkim sprawiło, że w pewnym momencie życia zostaliśmy w tym naszym szaleństwie zupełnie odosobnieni. Co więcej – dziewczyny, które do tej pory z zachwytem przyklaskiwały naszym skrajnie nieodpowiedzialnym inicjatywom zaczęły narzekać na to, że „jesteśmy dziecinni” i „powinniśmy dorosnąć”.

Wszystko spoko ale drogie dziewczyny – nie bierzecie pod uwagę, że dla nas dorastanie to niezwykle trudny i pełen wyzwań okres. Dla nas przejście przez okres dzieciństwa przypomina wyprawę do Mordoru. Na kolanach.

Jeśli chodzi o dzieciństwo to jestem zdania, że najtrudniejsze jest pierwsze 40 lat.

Potem – jak Wy gdy miałyście te powiedzmy osiemnaście (kobieta chyba nie może mieć więcej), zaczynamy pożądać czerwonych kabrioletów i długich, lśniących włosów. Dlatego też niektórzy z nas zapuszczają kucyk i kupują czerwone mazdy MX5.

W końcu zaczynamy Was doganiać, a Wy zamiast to docenić to jeszcze nazywacie to kryzysem. Tak naprawdę mężczyzna przestaje robić głupie rzeczy dopiero wtedy, kiedy przestaje oddychać. Dopiero wtedy możecie mieć pewność, że nie wykręci Wam jakiegoś numeru z psią kupą wsadzoną do papierowej, płonącej torebki.

Bo tak naprawdę my nigdy nie dorastamy.

Po prostu z biegiem czasu stajemy się nieco bardziej strachliwi. Zaczynają przerażać nas rzeczy, które do tej pory robiliśmy bez oporów.

Kiedy byłem mały, nie widziałem nic dziwnego w chęci wdrapania się na najwyższe drzewa w okolicy. Ot, gdy naszła mnie ochota po prostu wskakiwałem na gałąź i zaczynałem się wspinać – tylko po to, żeby móc nacieszyć oczy wspaniałym widokiem rozpościerającym się ze szczytu starego kasztana.

A teraz?

Już na wstępie człowiek dochodzi do wniosku, że wspinając się na pobliskie drzewo będzie wyglądał jak idiota albo świr.

Lub samobójca.

I nie daj boże zobaczy go jakiś sąsiad… Co on sobie pomyśli?

A tak w ogóle to wchodzenie na drzewa jest jeszcze legalne czy można za to zarobić mandat od dzielnicowego?

Rozumiecie do czego zmierzam?

Z biegiem lat sami narzucamy sobie ograniczenia, a potem narzekamy, że nasze życie jest mało ciekawe i przewidywalne. Kobiety dochodzą do tego wniosku nieco szybciej, bo już mają kilkanaście lat zaczynają przejmować się takimi pierdołami jak edukacja czy oszczędzanie.

My w tym czasie skupiamy się głównie na tym jak przekonać Sandrę by zechciała pokazać nam cycki.

A potem kupujemy pierwszy samochód.

I jeśli mam być szczery, to uważam, że samochód to jedna z najważniejszych rzeczy, która utrzymuje nas po tej właściwej stronie piaskownicy. To taka dziura w czasoprzestrzeni, która łączy dorosłe życie ze wspaniałymi chwilami i światopoglądem z lat szczenięcych.

My kompletnie głupiejemy na punkcie samochodów. Wymyślamy coraz to nowe modyfikacje i usprawnienia i choć niektóre rzeczy wydają się nam nieodpowiedzialne i nie na miejscu (Rafale, jestem pewien, że prędzej czy później sprawisz sobie tę trójramienną kierownicę) to nie możemy zaprzeczyć, że pragniemy ich jak cholera.

Każdy facet tak ma.

Samochód budzi w nim uśpione pokłady pozytywnego wariactwa i chęci do życia. Samochód sprawia, że mężczyzna potrafi wyprostować się i zacząć samemu ustalać zasady wedle których toczy się gra zwana życiem.

Jeśli więc znacie jakiegoś gościa, który nie posiada samochodu to uważajcie bo istnieje duża szansa, że pod wpływem działania zdrowego rozsądku został on kobietą.


22 Komentarze
  • maxx304 - Październik 3, 2013

    I zacząłem się zastanawiać jak zamontować katapultę na balkonie… :)
    A propos głupich, drobnych ale przyjemnych rzeczy… Ostatnio wracałem sobie nocą trasą S3 Sulechów – Świebodzin i wrzuciłem do odtwarzacza płytę z The Eagles – Hotel California. Wspaniałe przeżycie. Banan z gęby nie schodził. Ja, auto i noc. I ten kawalek. Coś pięknego.

    • Tommy - Październik 4, 2013

      Trafiłeś w sedno – właśnie za takie momenty kocham ten mój lekko podrdzewiały grajdołek.

      Sinatra, gwieździste niebo i przejażdżka kabrioletem po górskiej drodze wijącej się wzdłuż jeziora w Międzybrodziu.

  • Karol - Październik 3, 2013

    Zaprzeczam, głowa na swoim miejscu!;)

    Spisujesz swoje przemyślenia w znakomity sposób. Za każdym razem, kiedy wchodzę na prentkiego, znaczy się na bloga, i widzę nowe wpisy, to wiem że mam zapewnione kilka minut śmiechu i kilkanaście kolejnych minut na myślenie o rzeczach, o których nie myślisz codziennie. Na przykład o starzeniu się, czy choćby o różnicach w postrzeganiu świata przez obie płcie. Czy o powrocie do korzeni. Czy o wszystkim innym, o czym pisałeś w każdej poprzedniej notce.

    I dzięki Ci za to!

  • fenot - Październik 3, 2013

    Zgazdzma się z Tobą, szanowny Autorze, ale na Odyna "ja osobiście uważam"? Co będzie dalej? Akwen wody, cofanie do tyłu?

    Ale – żeby nie było, że tylko krytykuję, to napiszę, że czytając Twoje wpisy, łapię się na tym, że potakująco kiwam głową. Trochę tak,  jakbym czytał felieton Clarksona ;-)

    • MSK - Październik 3, 2013

      Ale w sumie to masz rację z tą gramatyką. Ale, że to tak Cię zaciekawiło… ;)

      • MSK - Październik 3, 2013

        Taki zajebisty obrazek mi się nie załadował i tamten komentarz nie ma sensu :(

      • fenot - Październik 3, 2013

        Widzę, że nie tylko ja u siebie zauważyłem pewną niedoskonałość. Ale szewc bez butów chodzi ;-)

        • Tommy - Październik 4, 2013

          Ja tylko chcę powiedzieć (tak, trochę się usprawiedliwiam), że wiele absurdalnych z pozoru błędów, powtórzeń czy niespójności wprowadzam w pełni świadomie.

          Wręcz z premedytacją.

          Wiem, że tak się nie robi, że to niepoprawnie i, że moja nauczycielka od języka polskiego (pozdrawiam panią Śliwę z ZSB) pewnie zatłukłaby mnie za to linijką ale czasami taka konstrukcja zdania pozwala mi lepiej wyrazić myśl, która chodzi mi akurat po głowie. Poważnie i bez taryfy ulgowej podchodzę jedynie do błędów ortograficznych (za to w kwestii interpunkcji urządzam takie orgie, że klękajcie narody).

          Proszę więc o wyrozumiałość.

          To po prostu mój własny, prentki styl :}

  • Szczyp - Październik 4, 2013

    Tommy wypraszam sobie, ja nie mam własnego samochodu. I w sumie… chyba serio coś ze mną nie tak. Tak jakby się głębiej przypatrzeć… Czekaj, idę się przejechać Almerą mamy, odezwę się później :]

    • Tommy - Październik 4, 2013

      Ale chciałbyś mieć. Podejrzliwy zrobiłbym się gdybyś uznał, że własne cztery kółka to zbędny wydatek i fanaberia.

      • Szczyp - Październik 4, 2013

        Pewnie, że bym chciał. Oddam nerkę za Escorta, pasi? :]

        • Tommy - Październik 7, 2013

          Mam kilka nowych pomysłów więc całkiem możliwe, że Escort będzie szukał nowego właściciela, który odpowiednio się nim zaopiekuje. Nerki co prawda mam sprawne, ale może wymyślimy jakiś alternatywny plan.

          • Szczypior - Październik 7, 2013

            Mogę Ci ogródek podlewać zimą, bo i tak codziennie bywam w bielsku :P 

  • Beddie - Październik 4, 2013

    Hy, katapulta zajebista. Pamiętam jak miałem motorynkę z silnikiem z ETZ250 :D Sam szatan przy niej to było potulna owieczka, jak sprawdzaliśmy Vmax to przy 110 odpuściłem, bo koło zaczęło napierdalać na boki ;) Silnik z motorynki też nie leżał bezużytecznie, pierwszy wylądował w wózku sklepowym, tylko zapomnieliśmy zrobić sterowanie. Po efektowynm dachowaniu silnik trafił do…wózka inwalidzkiego :D Ale to targało na tylnych kołach! Tutaj sterowanie podziałało dwa dni, spieprzyło się oczywiście w czasie jazdy. Efekt? Wykarczowane krzaki na 50 metrach.

    • Tommy - Październik 4, 2013

      My z bratem mając jakieś 8 lat zbudowaliśmy motorynkę z silnikiem z WSK 175;}

      Pamiętam też gokarty z dolnej części wózka dla dzieci i zjazdy z ulicy o kącie ponad 30 stopni. Żaden z nas oczywiście nie pomyślał o tym, że na dole wypadałoby jakoś zahamować. Ech, to były czasy…

      • Beddie - Październik 4, 2013

        Kto hamuje ten przegrywa. Za gówniarza hamulce były bardzo zbędne, bo celem było zapierdalanie. Hamulce nie służą do zapierdalania. Do hamowania służyły okoliczne krzaki, łąka lub rzeka. A to, że czasem ktoś przypierdzielił w drzewo to od razu wielkie halo ;)

        • Tommy - Październik 4, 2013

          I widzisz – tu jest sedno tematu. Kiedyś nikt nie myślał o konsekwencjach czy hamowaniu – liczyła się tylko dobra zabawa i parcie naprzód.

          Gdzie coś poszło nie tak się pytam?

          • Honester - Październik 6, 2013

            a dziś zanim czegoś nie zrobisz już się zastanawiasz, czy uda ci się na czas wyhamować :)

            • Tommy - Październik 8, 2013

              I to jest właśnie definicja dorosłości.

               

  • Alecki - Październik 4, 2013

    Tommy, nie zgadzam się z Tobą. Mam na liczniku 42 wiosny i nie stwierdzam, by moje dzieciństwo było teraz choćby ciut łatwiejsze.

  • Marcin - Październik 4, 2013

    No ja w tym roku dachowałem w lesie na motorynce,jedyne co usłyszałem w domu to "stare durnie po 26 lat mają a do motorynki się dorwali,jak dzieci" bywa :)

  • Stiuk - Październik 6, 2013

    Jako dzieciaki stwierdziliśmy ze znajomymi, że pojedziemy na naszych Simsonach, co to były za bestie, na jakiegoś grilla, na staw, daleko w lesie. 

    Oczywiście nie było by w tym nic dziwnego gdyby nie przyjechał nagle jeden kolega na rowerze. Miejsca dla niego już nie było, no ale co? Nie zabierzemy go? Jasne, że zabierzemy. 

    Przyczepiliśmy linkę do jednego z Simków i w drogę. Nikt nie pomysłał, że przyczepienie linki za kierownicę nie będzie za bardzo odpowiednie i może skutkować pewnymi utrudnieniami. 

    Cała wyparawa skończyła się szytą brodą i wizytą w szpitalu chłopaka na rowerze. Teraz jego broda jest dziwnie ścięta, może od spotkania ze żwirem? 

    Mimo takiego obrotu sprawy dalej chciał z nami jeździć :D

Dodaj komentarz:

Chrupki sponsoruje:

Archiwum wpisów

#postępyRobię bezpieczeństwo blog bmw cabrio czas wolny e36 escort facet felgi felieton fotorelacja garaż hobby jazda kobieta konkurs lakierowanie maluch marzenia motoryzacja mężczyzna naprawa odbudowa pasja poradnik prentki przepisy radość remont samochody samochód silnik test trening tuning wybór zabawa zdjęcia życie