Pamiętacie może kreskówki z He-Manem śmigającym w swoich kudłatych majtasach na tygrysie w kasku gdzieś po równinach księżyca? I Szkieletora – uosobienie zła tak schematyczne i przewidywalne jak reakcja osiemnastolatki na hasło „wyprzedaż”?

Na potęgę posępnego czerepu! – chciało by się krzyknąć.

Albo wojownicze żółwie ninja obżerające się pizzą gdzieś w kanałach i skopujące tyłki wszelkim możliwym typom spod ciemnej gwiazdy… Czy też drużynę G.I. JOE. Albo choćby oglądane po tajniaku pełne krwi i fruwających po ekranie jelit filmy ze Stalone czy Schwarzenegerem…

To były naprawdę fajne czasy…

Pewnie zastanawiacie się dlaczego właściwie o tym mówię – otóż już wyjaśniam. Wczoraj wieczorem jak zwykle przeskakując po kanałach i narzekając na upośledzenie umysłowe autorów ramówek poszczególnych stacji zauważyłem przypadkiem dość ciekawy znaczek w lewym górnym rogu ekranu – Mały pomarańczowy kwadracik z numerkiem 16 w środku.

Na początku pomyślałem, że to pewnie jakieś logo zapowiadające kolejny beznadziejny teleturniej polsatu mający pomóc Krzysiowi I. wyjść z depresji, ale nie…

To była informacja, że program mogą oglądać wyłącznie osoby powyżej szesnastego roku życia – moim zdaniem aby być fair powinni byli tam dać symbol psiej kupy i zakazywać oglądania tej szmiry wszystkim, którzy mają w sobie choćby resztki chęci do życia i zdrowego rozsądku. Nie pamiętam już dokładnie co to był za program, ale wydaje mi się, że to było coś z serialowej elity polsatu (a to chyba mówi samo za siebie).

A teraz wyjaśnię Wam dlaczego się w ogóle tego czepiam.

Nie jest tajemnicą, że na rynku pracy znajdują się obecnie miliony bezrobotnych osób, które ukończyły studia na kierunku pedagogika i resocjalizacja, a teraz nie mają co ze sobą zrobić ponieważ wszystkie kasy w Kauflandzie są już zajęte.

Więc aby móc nadać swojemu wykształceniu sens i rację bytu wkręcają się one do różnego rodzaju komisji i organizacji pozarządowych gdzie zajmują się zwoływaniem bezsensownych konferencji prasowych i umieszczaniem swoich zdjęć przy kserokopiarce na facebooku. Na tych konferencjach straszą nas, że za niedługo nasze dzieci z powodu jakiejś „nieodpowiedniej dla ich wieku” bajki w telewizji zamordują nas we śnie widelcem albo „niespełniającym europejskich norm bezpieczeństwa i jakości z powodu zbyt okrągłych oczu” pluszowym misiem.

Innymi słowy nie mają kompletnie nic do roboty dlatego poza graniem w pasjansa spędzają czas na wymyślaniu coraz to bardziej absurdalnych nakazów i obostrzeń.

Czy przyszłoby Wam kiedyś do głowy po obejrzeniu kreskówki z Transformerami, żeby za pomocą siekierki odrąbać innemu dzieciakowi głowę? A może przez He-Mana jeżdżącego w bieliźnie na tygrysie wyrośliście na dewiantów, którzy spędzają wolny czas podglądając kopulujące zwierzątka futerkowe? Albo z powodu wyglądu Szkieletora polewacie keczupem mlecze żeby wyglądały jak kwiaty wielbiące szatana?

Nie?

A czy po obejrzeniu przygód Johnego Questa stwierdziliście, że świat jest niesprawiedliwy, nikt Was nie rozumie i w sumie to macie ochotę pociąć się żyletką?

Również nie ?

To z jakiego powodu miałbym w przyszłości zakazywać swojemu dziecku oglądania bajek z gościem wymachującym mieczem, albo filmów ze Stevenem Segalem. Przecież ono (mam nadzieję) będzie miało mózg i będzie doskonale zdawało sobie sprawę do czego służy Youtube kiedy rodziców nie ma w domu.

To samo tyczy się łażenia po stronach dla dorosłych. Przecież dzieciaki są niejednokrotnie sprytniejsze niż my, a sam fakt, że pooglądają trochę cycków nie oznacza, że wyrosną na czubków albo erotomanów. Chyba nie znam dzieciaka, który za moich lat szczenięcych nie podprowadzałby ojcu świerszczyków. A mimo to nie biegają teraz po parku w samym płaszczu strasząc ptaki… Czy raczej ptakiem.

Od widoku cycka jeszcze nikt nie umarł na boga…

A jeśli ktoś jest na tyle naiwny iż wierzy, że znaczek na ekranie sprawi, że jego dziecko nie będzie czegoś oglądało to równie dobrze może przebrać kota za silnik V8 i po wsadzeniu go pod maskę próbować pobić rekord polski w wyścigach na ćwierć mili.

Jak tak dalej pójdzie to żeby wyprodukować jakąś kreskówkę, którą pokaże później telewizja trzeba będzie spełnić tyle norm oraz zaleceń psychologów i pediatrów, że niezależnie od tego jak genialny byłby początkowy scenariusz to na końcu i tak wyjdzie z tego coś o pluszowym stworku biegającym po lesie jak gdyby najadł się za dużo tabletek na depresję.

A gdzie laserowe karabiny, chwyty ninja i super szybkie statki kosmiczne się pytam?

Jak jakaś różowa świnia z głową wyglądającą jak turbosprężarka ma sprawić, że moje dziecko wyrośnie na zdrowego obywatela? Po czymś tak traumatycznym mogłoby co najwyżej zacząć malować paznokcie na czarno i słuchać Justina Biebera. Albo Komy.

Za moich czasów największym zmartwieniem szkolnego psychologa było to, czy przy kolejnej próbie wysadzenia w powietrze szkolnej toalety nie podpalimy niechcący jakiegoś kolegi. Albo czy woźny nie porywa nam za to nóg z dupy (dosłownie). A teraz muszą oni dbać o to, żeby przypadkiem nauczyciel nie podnosił zbytnio głosu, bo nie daj boże wywoła to w dziecięcej głowie traumatyczne przeżycia mogące w przyszłości doprowadzić do jakiejś tragedii – takie dziecko dajmy na to zostanie ministrem edukacji.

Gdyby wojownicze żółwie ninja powstały dziś, nie mogłyby mieszkać w kanałach (bo to symbol wykluczenia społecznego), jeść pizzy (bo to niezdrowe) ani walczyć mieczami (bo są niebezpieczne).

Podejrzewam, że mieszkały by w ekologicznym domu na przedmieściach, a Leonardo i Donatello byli by kobietami (żeby nie zaburzać modelu rodziny i nie dyskryminować płci). Jeździli by na rowerach i walczyli za pomocą pouczających przemówień ze złoczyńcami wyrzucającymi gazety do pojemnika na szkło…

I jak się tu dziwić, że dzieciaki wyrastają na emo…

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *