Tony.

I Lady Gaga – pewnie większość z Was ją zna. Podejrzewam jednak, że nie zna jej z tej strony. Swing, Jazz i inne gatunki muzyki, którą uwielbiam niestety rzadko są w stanie utorować sobie miejsce wśród pitbulli i innych „artystów”. Tym bardziej cieszy mnie dzisiejszy duet. Mariaż gwiazd z odległych krańców rynku muzycznego.

A więc co by niepotrzebnie nie przedłużać – Tony Benett i Lady Gaga.

Ale taka nieco odmieniona.

Zdecydowanie polecam na ponure, jesienne wieczory.

 

6 Komentarzy

  1. wuner 15 listopada 2012 o 09:36

    Dla mnie to jest smutne, bo Tony żeby o sobie przypomnieć, nagrał duet z gwiazdką popu z pierwszych stron tabloidów. Nietstey, taka jest kondycja "sztuki wyższej" w dzisiejszych czasach…

    Ale Tony przez to też u mnie troszkę jednak stracił. Myślę, że to może być jeden z powodów, dlaczego zawsze wolałem jednak Sinatrę – Frankie nagrał duet z Bono, ze Zgagą na pewno by nie nagrał…

    1. wuner 15 listopada 2012 o 09:36

      Przepraszam za to skrzaczone NIESTETY ;)

      1. Tommy 15 listopada 2012 o 11:07

        Jak dla mnie Tony przez ten kawałek pokazuje klasę, a nie się pogrąża. Jak by na to nie patrzeć – Lady Gaga, choć daleko od swojego podwórka radzi sobie naprawdę świetnie. Trzeba było jednak wyzbyć się pewnych uprzedzeń, żeby zaprosić ją do studia i jeszcze dobrze się przy tym bawić.

        Z resztą – na tej płycie oprócz Gagi znalazły się takie gwiazdy jak Michael Buble, Josh Groban, Willie Nelson czy Andrea Bocelli. Na brak bardziej "szanowanych" artystów Tony  z pewnością nie mógł narzekać.

        Nie róbmy tu polityki – kawałek jest naprawdę świetny, a przecież chyba o to w tym wszystkim chodzi co nie? ;}

        1. wuner 15 listopada 2012 o 12:24

          Dobra, ok…

          Powiem więcej – nie znoszę tego tworu (Zgagi), gdyż uosabia w sobie wszytsko, czego nienawidzęw szeroko rozumianej popkulturze. Ale… Ale tutaj, sam jestem tym zdziwiony, pokazuje, że jednak umie śpiewać…

          Peace

  2. linka 16 listopada 2012 o 10:57

    Ładnie. Tylko mam mały dysonans – bo Lady G. brzmi tu bardziej vintage, niż TB.

    1. Tommy 16 listopada 2012 o 10:59

      Fakt – da się momentami odnieść wrażenie, jakoby zamienili się miejscami

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *