Jakiś czas temu pewien mój znajomy poprosił mnie o przechowanie na kilka dni jego pięknej, smukłej i skrajnie sportowej Skody Fabia 1.4 MPI.

Zielonej.

Wyjeżdżał on na wczasy zagraniczne do Porąbki i nie było by w tym nic niezwykłego gdyby nie fakt, że taka Skoda zaparkowana na moim podjeździe wygląda teraz jak zielone rurki w szafie Dwayne’a Johnsona.

Już nawet Ibiza na tych lansiarskich 16 calowych alufelgach wygląda specyficznie w otoczeniu starych beemek i urodzonego z wadą genetyczną Escorta, który jest tak niski, że sprawia wrażenie jakby od upałów wtopił się w podjazd. Do tego wszędzie wokół walają się stare, pokrzywione felgi, różnorakie układy wydechowe i narzędzia – to sprawia, że czeski samochód wyprodukowany z makulatury i przetworzonych kubeczków jednorazowych wygląda w tym otoczeniu co najmniej dziwnie.

Coś jak ja próbujący zamówić kebaba w jednej z tych restauracji dla bogatych ludzi, od których roi się w centrum.

W ogóle cała ta sytuacja dała mi sporo do myślenia, bo chcąc nie chcąc zdałem sobie sprawę z tego jakim to skrajnym radykałem stałem się w ostatnich latach. Wyobrażacie to sobie? Przyjąć na przechowanie samochód znajomego i od razu zastanawiać się czy dałoby się zamontować do niego jakąś wolnossącą dwulitrówkę?

Przecież to chore.

Naprawdę nawet nie zdajecie sobie sprawy jak wiele wysiłku wymaga ode mnie powstrzymywanie sie przed wymontowaniem mu spod maski tego astmatycznego trzmiela z jedną gardzielą i zamontowaniem w jego miejsce czegoś co kręci się szybciej niż cyferki sekcji „cena” na dystrybutorze paliwa. Najchętniej korzystając z jego nieobecności zamontowałbym mu też jakiś porządny układ hamulcowy, kubły i gwint.

I wywalił te idiotyczne zasłonki na tylnych oknach obnażające jak beznadziejne i absolutnie przewidywalne jest jego życie prywatne.

Wieszanie w tylnym oknie czegoś z myszką miki jest równoznaczne z założeniem niebieskich, obcisłych kąpielówek. To nic innego jak tylko wysyłany w świat komunikat o treści „na niczym już mi nie zależy, moje życie to kibel, możecie mnie zabić”. Jak można tak bardzo odrzucić istotne z punktu widzenia faceta rzeczy i zastąpić je czymś absolutnie beznadziejnym, pozbawionym emocji i choćby odrobiny stylu?

To zabójstwo męskiej nieprzewidywalności i zaradności życiowej.

Każdy normalny facet muszący osłonić swoje siedzące na tylnej kanapie dzieci przed słońcem powinien albo delikatnie przyciemnić szyby, albo też kupić mu aviatory w stylu Steve’a McQueen’a i nauczyć je udawać dźwięk silnika fordowskiego fastbacka.

Ja naprawdę rozumiem, że nie każdy dostaje wzwodu na widok czterogardzielowego solexa, ale na boga – zielona Skoda Fabia z jednopunktowym wtryskiem, kołpakami „eco” i zasłonkami z Myszką Miki w tylnych oknach to równie perwersyjne zboczenie co ośmiolitrowe camaro na kołach American Racing – tyle po prostu, że skierowane w przeciwną stronę skali Shelby’ego.

Do czego jednak zmierzam – wielokrotnie pisałem już o tym jak to fajnie jest mieć pod domem stary samochód, z którego od czasu do czasu odpada jakaś bliżej niezidentyfikowana część. Można wówczas pochylić się ze szwagrem nad komorą silnika i wypijając parę piw zastanowić się gdzie to ustrojstwo miało się znajdować.

A potem przypiąć je tyrtytką do nadkola i wmawiać samemu sobie i szwagrowi zarazem, że to zdecydowanie było tutaj i nie ma innej opcji.

Ostatnio jednak, patrząc na ten żal zaparkowany na moim podjeździe, zacząłem zastanawiać się nad zaletami posiadania takiej oto zielonej, oszczędnej Skody Fabia dostającej ataku astmy na samą myśl o wyjechaniu na jakąkolwiek górkę. Zastanawiałem się czym kierował się mój znajomy kiedy pewnego słonecznego dnia wszedł do salonu trzymając w dłoni garść pomiętych banknotów, a następnie cisnął je na stół i powiedział „chciałbym najbrzydszy, najtańszy i najwolniejszy syf jaki tu macie. Tylko Panowie – tak żebym wydał na to całe moje oszczędności i wyjeżdżając stąd stracił na wartości przynajmniej połowę tej kwoty, ok?”

Doszedłem do wniosku, że pierwszym argumentem przemawiającym za kupnem tej skody była szeroko reklamowana taniość. Tu nie chodzi jednak o tę taniość pozwalającą Wam kupić spodnie za jedną trzecią ich ceny, albo też przytargać do domu jakąś odzianą wyłącznie w stringi i przepaskę na biuście Sandrę po upojeniu jej dwoma małymi redsami i czekoladką z rumem.

Ja mówię o taniości dla ludzi, którzy potrafią przemierzyć w godzinach szczytu pół miasta tylko po to, żeby kupić dwa kilo cukru taniej o 20 groszy. Spalając przy tym paliwo za trzy dychy.

Dla ludzi, którzy w śnieżycy roznoszą po mieście ulotki za 5 złotych za godzinę, a po tygodniu wydają 300 złotych na lekarstwa na grypę.

Tak naprawdę dużo ludzi uważa, że kupno nowej Skody za 30-40 tysięcy wychodzi taniej niż jazda kilkunastoletnim Audi czy Toyotą, których naprawy zrujnują finanse ich oraz ich dzieci, a potem i tak przynajmniej przez rok nie opuszczą bram serwisu bo ciągle coś będzie z nich odpadało.

No bo przecież nowa Skoda w ogóle się nie psuje, ma gwarancję i tak dalej i tak dalej, prawda?

Pomyślcie jednak sami – mój znajomy za swoją Skodę zapłacił blisko 40 tysięcy złotych. Po 5-ciu latach (bo mniej więcej po takim czasie zaczną odpadać z niej różne części) to cudo będzie już warte około 10-15 tysięcy (w zależności od tego w jakim stanie się uchowa, co przy tych szalejących na tylnej kanapie antychrystach raczej wróży jej tę dolną granicę).

Tym samym, w ciągu 5 lat mój znajomy spuści w kiblu około 30 tysięcy złotych.

Idąc jednak dalej – ponieważ samochód jest nowy, musimy liczyć się z koniecznością zakupu ubezpieczenia OC i AC – to daje nam kolejne 1500 zł rocznie. Zakładając, że samochód nie będzie w ogóle się psuł to na przeglądy serwisowe wydamy jakieś 500-800 zł na rok. A psuł (szczególnie pod koniec tego pięcioletniego okresu) będzie się często, bo jakością materiałów i wykonania daleko mu do Mercedesa, a do tego będzie on jeździł po naszych wspaniałych polskich drogach z szalejącymi na tylnej kanapie odpowiednikami Wee Mana z Jackassów .

Tym samym ta „tania” nowa Skoda, kosztuje mojego znajomego ponad 8 tysięcy złotych rocznie.

Nie licząc oczywiście cena paliwa, myjni i ewentualnych napraw, które ze względu na gwarancję musi wykonywać w ASO liczącym 250 zł za wymianę przednich wycieraczek…

Zastanówcie się więc sami – za wyjściowe 10 tysięcy złotych możemy kupić ładnie zachowane BMW 318is coupe. Możemy też założyć, że jeśli utrzymamy je w należytym stanie to za 5 lat jego cena nie tylko nie powinna spaść, a może nawet wzrosnąć. Biorąc pod uwagę różnicę w cenie zakupu i tańsze OC mamy więc kotwicę w wysokości około 7 tysięcy złotych rocznie, którą możemy przeznaczyć na remonty i wymianę zużytych części.

Tym samym, o ile nie będziemy wpadać w każdy zakręt z pedałem gazu w podłodze, w chmurze dymu i płomieni z wybuchających opon po 5 latach powinniśmy mieć naprawdę fajnego i zadbanego youngtimera, a nie zrobioną z makulatury Skodę, którą możemy sprzedać za 1/5 jej początkowej wartości.

I która lada dzień zacznie rozpadać się na kawałki, bo na tyle zaplanowano jej termin przydatności do spożycia.

Co więcej – BMW to samochód, do którego wsiada się z uśmiechem na twarzy. Samochód, który potrafi wykręcić bączka i wygląda dobrze zarówno na podjeździe jak i pod dobrą restauracją na obrzeżach miasta. Samochód, który posiada fajne wyposażenie, styl, i w którym drzwi ważą więcej niż pudełko po butach. A do tego w przeciwieństwie do Skody został on zaprojektowany z myślą o czymś więcej niż tylko maksymalnym obcięciu kosztów i dopasowaniu się do wymagań UE.

Zakup nowej Skody wychodzi tanio?

Owszem, ale weźcie pod uwagę, że strzelenie sobie gwoździarką w kolano też nie jest specjalnie drogie.

42 Komentarze

  1. maxx304 28 czerwca 2013 o 21:53

    Chyba pojechałeś… BMW 318is coupe za 10 tys? Nie dalej jak wczoraj siedziałem na forum BMW i z tego co się dowiedziałem/przeczytałem, to za zadbany egzemplarz trzeba zapłacić najmarniej 15 tysięcy. A co do kwestii zadbania – pamiętasz, ile Blogo szukał swojej najswojszej i jakie strucle znajdował? Niestety, zadbanego auta nikt tanio nie sprzeda bo nie jest idiotą, skoro dbał i zależało mu. A znaleźć takie w zalewie sprowadzanych igieł po dziadku lekarzu, trzymających się na szpachli, jest bardzo trudno.

    1. rafal 29 czerwca 2013 o 11:25

      można znaleźć zadbane coupe 318is za 10 tys, zwykłą zadbaną przedliftową serię, wiadomo że jak ktoś będzie szukał is'a z pełnym wyposażeniem, mpakietem, super felgą i innymi smaczkami to może zapłacić nawet więcej niż 15 tys

       

      ale skoro zadbany is ma kosztować 15 tys, to 328 musi kosztować 20 tys, do tego jeśli będzie to 328 cabrio to minimum 25 tys, a m3 3.0 blablabla a 3.2 z końca produkcji blablabla i tak w nieskończoność

      1. Krz 30 czerwca 2013 o 00:23

        Ja od tygodnia sprzedaję seryjne przedliftowe 320i coupe za 6600zł. Z fajnymi felgami + zimówkami w cenie.

        Jak do tej pory nie miałem nawet jednego telefonu ani emaila.

        1. baju 30 czerwca 2013 o 21:24

          Jeśli jest LPG, to napisz coś, bo kolega szuka w tym silniku :)

          1. Krz 1 lipca 2013 o 10:58

            Bez LPG
            Może to jest problem tego samochodu?

            Tak czy srak jak słyszę, że za 10 tysi nie kupi się zadbanego E36 coupe to zastanawiam się czy wyrażający tę opinię przypadkiem nie wrócił dopiero co na Ziemię z wyprawy na Marsa podjętej kilka lat temu.

            1. maxx304 1 lipca 2013 o 11:09

              Nie, nie wrócił. W sumie to nawet się tam nie wybierał :)
              Może kolegom z forum BMW chodziło o ostatnie lata produkcji lub pełen wypas w wyposażeniu. Sprecyzowane nie było, podaję to co wyczytałem. Siedzisz w temacie, więc masz lepsze rozeznanie niż ja. Pozdrawiam

              1. Krz 1 lipca 2013 o 12:28

                Spoko, do opinii z forów trzeba podchodzić z odrobiną dystansu ;)

                Niestety takie "zwykłe" E36 bez mpasztatetów, grubego silnika i LPG do niego to warte jest tyle co taczka gruzu :( stan techniczny jest bez znaczenia, ważne żeby robiło ŁAŁ i/lub zapierdalało.

                1. Tommy 3 lipca 2013 o 08:43

                  Za 10k spokojnie da się kupić zdrowe E36 coupe. Oczywiście nie oznacza to, że wchodząc do pierwszego lepszego autokomisu od razu będziesz miał do wyboru trzy egzemplarze spod igły, ale z odrobiną wytrwałości i szczęścia da się upolować coś sensownego ;}

    2. Jurek 29 czerwca 2013 o 20:12

      Co wychodzi i tak taniej i sensowniej, niż kupienia pojazdu z plastikowymi tłokami…

  2. WuPe 30 czerwca 2013 o 23:22

    1.4 MPI nie jest wtryskiem jednopunktowym, jak sama nazwa wskazuje

    MPI – Multi Point Injection – Wielo punktowy wtrysk

  3. Marcin 1 lipca 2013 o 08:27

    wielopunktowy wtrysk ale przepustnicę ma jedną,w dodatku 1.4 mpi jest to rozwiercony ohv 1.3 ze skody favorit czyli silnik stary jak węgiel(co nie oznacza że nieudany,bo sam silnik centylion razy lepszy niz 1.2 12V i 1.2 6V któremu obcięli jeden cylinder)

  4. Kacper 1 lipca 2013 o 11:03

    Szczerze?

    Ciężko się czyta ten bełkot.

    Ludzie mają różne priorytety. Jedni kupują 15letnie sztrucle i zmieniają co dwa lata. Inni kupują nową skodę czy opla i jeżdżą nimi 10lat mając święty spokój i wyebane na tych drugich, którzy nie mogą ścierpieć, przebooleć jak ten ktoś wydaje bezsensownie pieniądze. Jego pieniądze, jego sprawa… ale nie. 'Co ja bym mógł mieć za te 40tys!! "…

    Dla zdecydowanej większości auto to tylko środek transportu, który ma zawieźć tam i spowrotem.  I to wszystko. Dlatego kupują nowe, które w teorii ma się nie psuć przez 200tys km. I tyla, szukając większej głębi, pogrążasz się.

    Z pozdrowieniami

    Kacper

    1. MSK 5 lipca 2013 o 09:16

      Smieszne rzeczy się pisze pod wpływem bólu… ;) Jak tam Twoja Skoda Kacper?

      1. Kacper 5 lipca 2013 o 09:19

        Nie mam skody.

  5. Jurek 2 lipca 2013 o 15:20

    A ja kupiłem nową skodę z salonu i nią sobie dojeżdżam do pracy 30 km w jedną stronę. I wiem że to nie jest BMW VW czy inny pojazd, ale po kilku miesiącach szukania czegoś w klasie C co nie miało iluś warstw lakieru, chałupniczo naprawianych elementów kupiłem klasę B ale nową. I jeżdze i wiem, że jak będe dbał to przez następne kilka lat to auto będzie sprawne.

  6. Regis 2 lipca 2013 o 17:12

    Tommy… Co do BMW – jakoś tak mi się przejadła ta marka po wizycie w Kołobrzegu (serio!) Co 3 samochód to BMW, ponad połowa z tego to seria 3. Mnóstwo starszych "trójek" przerobionych na mafiowozy, bandytowozy, dresowozy… Co tylko chcesz… Nawet widziałem Barbie – Wóz z e30 (różowy z piękną żółtą wstawką przez środek :P ) Ale do czego zmierzam… Powoli dorosłem swoimi marzeniami, umiejętnościami i finansami do zmiany samochodu. Mam ok 15 – 20 tyś i jestem po miesiącu szukania tego jedynego samochodu… Doszedłem jednak do wniosku, że nie znajdę takiego BMW, ażeby mój mechanik nie wyklął mnie (albo przynajmniej nie chciał popełnić samobójstwa) i zaczynam się rozglądać nad Lexusem IS200. I w/g mnie w tym pułapie cenowym jest to niejednokrotnie lepszy pomysł od BMW serii 3. Lepsza jakość, wykonanie i moim zdaniem wygląd :) Mam tylko nadzieję, że nie skończę w najgorszy możliwy sposób – ze skodą Citigo w kredycie 50:50 :/

  7. Marcin 2 lipca 2013 o 17:33

    Bez urazy itd. itp. ale nie rozumiem ludzi takich jak Ty, Kacper. Nie mam nic przeciwko, ale po co z takim podejściem wchodzić na blog pasjonata motoryzacji, tej prawdziwej, szaleńczej i nierozsądnej? przy czym nierozsądek nie jest tutaj wadą, tylko cechą, która jeśli by nie istniała – nie byłoby skali Shelbiego, bo nie byłoby tych wszystkich cudownych maszyn tego pokroju :)

    To tak jak ja bym wszedł na stronę/fanpage/blog wysoobrotowych pralek przemysłowych i prawił kazania.

     

  8. Marcin 2 lipca 2013 o 17:35

    A co do skończenia z Citago w kredycie – każdy jest Panem własnych wyborów i wszystko zależy od Ciebie. To czy będziesz czytał gwintowanych zawieszeniach, tulejach z polierutanu i felgach o szerokości 10 cali czy po prostu polubisz fanpejdza skody na FB :)

    1. Regis 2 lipca 2013 o 22:13

      Nie chcę polubić fanpage Skody… Bardzo nie chcę :P Chyba jednak zepnę poślady i Lexus… Nawet w Gazie… Nie chcę Skody :P Miałem Favorit… Nie chcę więcej Skody… 

  9. Laures 2 lipca 2013 o 17:44

    Ja mam skodę, ma 10 lat. Nie psuje się ( oprócz takich rzeczy jak wymieniona rura wydechowa ) ja jestem zadowolona.

    1. Tommy 3 lipca 2013 o 10:38

      A miałaś kiedyś bliższy kontakt z innymi samochodami jakby to ująć "z lepszej jakości stylistyką i wykonaniem" ?

  10. Vein 2 lipca 2013 o 17:51

    Guwno siem znasz na ałtach! Skoda to sóper samochud i siem wogule nie psuie! Gdyby siem okazauo rze, kompletnie nie znam się na samochodach i jestem idiotą mnie stadź to tesz bym sobie kópił Fabję z tórbem!

     

     

    Zaraz właścicieli Skód (tak to się chyba odmienia) zaczną piec dupy, bo obraziłeś ich świętość ;)

    1. Tommy 3 lipca 2013 o 10:45

      Żeby nie było – ja tam osobiście nie mam nic do Skody. To nie są złe samochody tyle, że w mojej ocenie zaspokajają one wyłącznie elementarną potrzebę udania się od czasu do czasu po zakupy do biedronki albo z wizytą do mieszkającego pod miastem szwagra.

      I nic ponadto – po prostu w zależności od modelu w bardziej bądź mniej komfortowy sposób przemieszczają one nasze pośladki.

      Są trochę jak zwykłe t-shirty – owszem, posłużą trochę lat, w jakimś tam stopniu zakrywają brzuch i spełniają podstawowe funkcje związane ubiorem ale z drugiej strony dlaczego nie wymagać by od nich czegoś więcej? Przecież i tak chcąc nie chcąc musimy nosić jakieś ubrania, więc dlaczego nie miałaby być one wykonane z lepszej jakości materiału, wygodniejsze, lepiej skrojone albo też zwyczajnie ładniejsze?

      Ciekawsze!

      Dlaczego mamy wybierać coś w sklepie "standard, solid und boring" skoro za podobne pieniądze można mieć coś zdecydowanie fajniejszego? Wystarczy odrobina chęci i samozaparcia.

  11. mario 4 lipca 2013 o 08:28

    Tommy, to się zgadza co piszesz, ale założenie jest takie że trzeba przy tym dłubać samemu. Spróbuj sobie wyobrazić na swoim przykładzie ile wydał byś na robociznę od twoich autek. Ja dłubię sam, ty dłubiesz sam i jeszcze kilku ale większość ludzi nie.

  12. Zulik 8 lipca 2013 o 01:55

    No nie wiem, nie wiem… może niektórzy lubieją (lubią?) mieć "nowe nowe auto" a nie "prawie jak nowe używane" :P Moja mama tak ma – nie lubi używek, chce mieć fotele, których nikt jeszcze nie wypierdział (pranie nie wchodzi w rachube), nowy idealny lakier (w tym możliwość wyboru) i  mieć po prostu pewność, że nikt tego auta nie używał przed nią. Poza tym nie zna sie na mechanice więc kupno 10 letniego auta chyba nie jest dobrym pomysłem (co jest chyba oczywiste)… I z tego powodu w 2002 roku kupiła sobie Corsę C 1.2 w benie i jeździ praktycznie bezawaryjnie do dziś…  Do tego w ładnym czarnym metalicznym kolorze ;) Silnik może i z leksza dychawiczny, ale w mieście spali raczej mniej niż dowolne stare BMW :P

    Poza tym apropo ubezpieczenia, to chyba jednak fajnie mieć AC? 

    1. Tommy 8 lipca 2013 o 11:42

      I widzisz – argumenty jakimi posługiuje się Twoja mama jak najbardziej do mnie przemawiają. Nie doszukuje się w kupnie nowego samochodu jakiegoś ekonomicznego czy wizerunkowego uzasadnienia dlatego tym bardziej mnie to przekonuje.

      A odnośnie autocasco – według eurotaxu mój escort jest wart około 1000zł. Oznacza to, że w wypadku kupna polisy ac o tej wartości nawet otarcie zderzaka klasyfikuje samochód do kasacji :P (podobny problem mam nawiasem mówiąc z moim OC). W wypadku BMW jest lepiej ale umówmy się – jeśli kupno nowej "bazy" do dobudowy samochodu w wypadku porządnego dzwona wiąże się z wydatkiem 5000 zł to zwyczajnie nie opłaca mi się płacenie AC. Poza tym spora grupa unikalnych części ma wartość znacznie wyższą niż ta z tabelek –  to po prostu zbyt stare samochody aby system je zrozumiał.

  13. Zulik 8 lipca 2013 o 12:29

    Spoko Tommy ;) , ja Cie całkowicie rozumiem, podroczyć delikatnie się chciałem :P , chociaż historia apropo mamy jest jak najbardziej prawdziwa ;) Ogólnie to sam jeżdżę 14 letnią Vectrą B po małych modach and I LIKE IT :D

    Z tego co pamietam, to mama myślała też o ówczesnej Fabii, ale zraziło ją wnętrze i to, że silnik 1.4 miał tylko 60 koni. No i Corsa była po prostu ladniejsza, do tego dawali ładne radio Blaupunkta w pakiecie + 6 głośników ;)

  14. ffresh 26 lipca 2013 o 14:35

    to równie perwersyjne zboczenie co ośmiolitrowe camaro na kołach American Racing – tyle po prostu, że skierowane w przeciwną stronę skali Shelby'ego.

    O co w tym fragmencie chodzi, bo nie zajarzyłem?

    1. Tommy 29 lipca 2013 o 10:25

      Jeśli przyjmniemy, że czymś normalnym jest kupno dajmy na to, Forda Focusa 1.6 z alufelgami to zboczeniem jest zarówno trzymanie w garażu ośmiolitrowego hotroda, jak i jeżdżenie 1 litrowym Hyndaiem z fabrycznymi kołpakami i plastikową zaślepką zamiast radia.

      Po prostu obie te opcje znajdują się odpowiednio na prawym i lewym końcu skali (focus będzie mniej więcej po środku). Dla uproszczenia ów skalę określiłem mianem "skali Shelby'ego" (myślę, że z wiadomych względów).

      1. Leniwiec Gniewomir 31 lipca 2013 o 13:13

        O w mordę, jeśli z testowych i20 i ix35 wysiadłem zniesmaczony, a o tym drugim wręcz nie byłem w stanie nic napisać, tak nijakie były to wrażenia, to nie chcę nawet nawet wyobrażać sobie, z jakimi emocjami wiąże się przejażdżka i10 w wersji Full Bieda Edyszyn…

  15. Leniwiec Gniewomir 30 lipca 2013 o 15:24

    Fabia jak Fabia – zwykły samochód. Ani grzębi ani zieje. Masz oczywiście sporo racji co do motoryzacyjnej nudy, jednak jest możliwe, że Twój znajomy ma po prostu inne pasje. Mogę dać Ci inny przykład – sam jeżdżę autem za 3000 (choć kocham samochody), ale mam 4 basy, z których mój najulubieńszy (Alembic Essence 5) jest wart ok. 10k. Priorytety, Pane.

     

    Nie rozumiem tylko, czemu się czepiasz tej zieleni. Ładny kolor! Gdyby była srebrna – o, to już wtedy byłoby wiadomo, że mamy do czynienia z osobnikiem uważający jakikolwiek przejaw indywidualizmu za zbrodnię. Wystarczy spojrzeć za okno. Co widzimy? Srebrny, srebrny, szary, srebrny, biały (mój), srebrny, czarny, szary, szary, srebrny, czarny, srebrny, srebrny. W takim gronie zielony jest KUREWSKO ODWAŻNYM STEJTMENTEM. Nastomiast to srebrne samochody są dla ludzi, którzy mówią "wziąść", śmieją się z żartów Strasbourgera a niedzielę spędzają z rodziną w centrum handlowym. Zielony to kolor. Srebrny to… brak. Po prostu brak, pustka, meblościanka z kryształem i obrazkiem JPII, wąsy i smutek w kopalni cynku. Będę bronił zieleni. Zajebista jest, nawet na Fabii.

    Cholera, chyba walnę kiedyś u siebie wpis na tenże temat.

    P.S. Cholernie podoba mi się Roomster. Jest rozbrajająco z dupy. TAK, JESTEM PIERDOLNIĘTY

  16. serwis skoda Warszawa 2 sierpnia 2013 o 17:15

    Panie, podoba mi się Twoje podejście. Nie możesz nic sobie zarzucać, przecież chcesz dobrze dla kolegi:)

  17. radosuaf 26 sierpnia 2013 o 13:48

    Po pierwsze, niektórzy lubią mieć konkretne auto, bo są motoryzacyjnymi (o zgrozo!) estetami i szukają np. (mój przypadek swego czasu) czerwonej (Rosso Alfa, nie tam żadne metaliki) Alfy Romeo 156 SW po liftingu z silnikiem 2.5 V6 i tapicerką z beżowego Alfateksu (nie, nie żadne tam skóry). I nie tolerują kompromisów w stylu: diesel jest diesel, mniejsza o moc, skórę się kupi na allegro, srebrny też jest ładny, więc są zdani na salon, jeśli nie wchodzi im czarny pasek w tedeiku.

    Po drugie, mają motoryzację w pompce. Potrzebują praktycznego pojazdu po poruszania się.

    Po trzecie, koszty serwisowania takiego auta, które podałeś to BZDURA. Realne koszty w przypadku mojej nowiuteńkiej Alfy przez 2 lata gwarancji (przebieg 45 tys. km) to 1 tys.zł z drobnym okładem (serwis po 30 tys.) – u mnie w istocie były wyższe, bo wymieniałem olej częściej niż zaleca producent i to w ASO, ale da się to zrobić u wujka Mirka albo i samemu (i mieć taniej), tylko trzeba się będzie w przypadku ewentualnej reklamacji trochę bardziej przyłożyć niż przy wizytowaniu ASO. U siebie chyba też wymieniłbyś olej i filtry?

    OC – trzeba płacić od każdego auta… AC – no tutaj koszty są potworne, nie będę zaprzeczał. Taniej jest ubezpieczyć tańsze auto, ale cóż, ja mam AC na 2 z 3 aut i to dlatego, że trzeciego staruszka mi po prostu nie chcieli ubezpieczyć :).

    Czy E36 (zakładam, że o takie chodzi) coupe ma styl – polemizowałbym :). Tutaj remis dla Skody z lekkim jednak wskazaniem na E36. Co innego, gdybyśmy mówili o E30, ale tutaj dyszka nie starczy na fajny egzemplarz.

    Generalnie dopóki kolega Ci nie opowiada, że jego Skodziana to najgenialniejsze auto świata, to ja nie widzę problemu. Każdy ma co lubi.

    1. Tommy 26 sierpnia 2013 o 14:09

      On już w ogóle nie opowiada – snuje się tylko w tych swoich beżowych spodniach z takim zamglonym spojrzeniem i mruczy coś o familiadzie i chlebie krojonym… ;}

      1. radosuaf 26 sierpnia 2013 o 14:32

        Pewnie śledzi na bieżąco notowania CHF… ;)

    2. Leniwiec Gniewomir 26 sierpnia 2013 o 14:20

      1. Srebrny NIE jest ładny. NIGDY.

      2. This. Jest mnóstwo ludzi, którym samochód jest potrzebny, ale nie stanowi priorytetu w ich życiu.

      3. Dodałbym jeszcze tych, którzy poruszają się najtańszym, najprostszym autem z musu – np. taszczą klamoty, których nie załadują na rower lub do zbiorkomu, a nie stać ich na nic więcej niż powiedzmy Matiz…

      1. radosuaf 26 sierpnia 2013 o 14:34

        Zależy… Generalnie nie akceptuję srebrnych aut, ale np Gullwing klasyczny i ten nowy w srebrnym chyba najkorzystniej wypada. Ogólnie to aktualnej mody na białe jakoś nie trawię. Zalatuje Arabią Saudyjską dla ubogich. Szczytem chyba niesmaku były reklamówki Peugeota 508 w białym, w którym ten samochód prezentuje się TRA-GICZ-NIE.

  18. serwis skoda Warszawa 26 września 2013 o 11:24

    Nie wiem co się Tobie w białych autach nie podoba. Ja uważam, że o kolorach aut i innych duperelkach, tak jak o gustach nie powinno się rozmawiać.

    1. Tommy 26 września 2013 o 11:30

      Sory, ale ignorować kolory rozmawiając o dziedzinie, która dała nam brytyjską zieleń wyścigową i obłędne rosso corsa, to tak jakby rozmawiać o klasycznej kinematografii pomijając Audrey Hepburn czy Humphrey'a Bogarta

    2. Leniwiec Gniewomir 26 września 2013 o 11:33

      Tak, najlepiej nie dyskutujmy o niczym. W ogóle zakażmy rozmów o estetyce, będzie spokój.

      Ja natomiast uważam, że gdy dyskusja nam nie odpowiada, zawsze istnieje opcja nie brania w niej udziału.

  19. Krispol 18 stycznia 2017 o 10:48

    Jest jeszcze jedna ważna rzecz przy zakupie nowego samochodu – koszty są przewidywalne, podczas gdy przy zakupie używanego koszty są znacznie mniej przewidywalne – szczególnie marki premium. Moim zdaniem dla firm lepiej opłaca się kupować stosunkowo nowe auta z gwarancją, tak aby było jak najmniej problemów przy trzaskaniu dużych przebiegów. A prywatnie dla siebie wolę kilkuletnie BWM 5 – nie robię aż tak dużych przebiegów i jakby coś się zepsuło to zawsze mam do dyspozycji kilka skód fabii z mojej wypożyczalni samochodów :) Jak ktoś robi mało km to również wystarczy mu kilkuletnie/kilkunastoletnie auto… Po co tracić tyle na utracie wartości.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *