Prentki Blog Motoryzacyjny - Robert, weź to jeszcze przemyśl…
13565
post-template-default,single,single-post,postid-13565,single-format-standard,no_animation

Robert, weź to jeszcze przemyśl…

Z jednej strony mocno kibicuję Robertowi, ale z drugiej poważnie zastanawiam się po co on właściwie wciąż pcha się do tego całego F1.

I nie chodzi mi wcale o to, że moi zdaniem Robert nie da sobie tam rady czy coś w tym rodzaju – nie.

Wręcz przeciwnie.

Chodzi o to, że ze swoim talentem i marką mógłby on jeździć w praktycznie każdej możliwej dyscyplinie motorsportu. Mógłby rozbijać się po wąskich uliczkach Makau w serii WTCC albo przepychać się z Solbergiem i resztą w Rallycrossie. Mógłby też wrócić do WRC i przelatywać pełną bombą przez fiński las pozostawiając za sobą tumany kurzu i tysiące rozentuzjazmowanych, posiniaczonych od fruwających w powietrzu kamieni kibiców albo startować w amerykańskich mistrzostwach Indy.

Tymczasem Robert, nie wiedzieć czemu z determinacją stara się powrócić do dyscypliny, która moim zdaniem jest dziś równie emocjonująca co wieszanie firanek.

Albo tekst ujednolicony ustawy o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę i odprowadzaniu ścieków.

Bo co jak co ale moim zdaniem pod względem emocji F1 może śmiało konkurować z międzypowiatowymi mistrzostwami w scrabble odbywającymi się w katolickim gimnazjum w Tarnowie… Bo tu również rządzi tu dobrze przemyślana strategia, przed każdą rundą nakreślane są szczegółowo scenariusze wyścigu, a wśród zespołów i zawodników panuje atmosfera „wzajemnego szacunku i zrozumienia”.

Wybaczcie ale przecież to jakiś absurd…

Możecie się z tego śmiać, ale moim zdaniem bycie kierowcą w F1 to aktualnie najgorsza możliwa praca na świecie. Żadnego alkoholu. Żadnych bijatyk, awantur, biegania po padoku, żartów o murzynach, podszczypywania dziewczyn z obsługi, wyzywających tatuaży, malowania siusiaków na bolidach konkurencji, ścigania się na ulicach i naśmiewania się z fryzury kolesia z obsługi toru, który siedzi na taborecie przy pit lane i wygląda jak skończony idiota.

Bycie kierowcą wyścigowym zawsze kojarzyło mi się z czymś fajnym, bo w zamierzchłych czasach mogliście wypić dwa piwa, wdać się w bójkę z kierowcą McLarena i wyskoczyć do toalety na szybki numerek z tą śliczną dziewczyną, która jeszcze przed momentem trzymała mu parasolkę, a i tak nikt nie zrobiłby wam o to awantury.

Potem zaś jak gdyby nigdy nic wskakiwaliście za kierownicę totalnie posranego bolidu składającego się wyłącznie z kół, ramy z rurek ze starego namiotu, wielkiego spoilera i silnika V12 – bolidu równie bezpiecznego co gra we frisbee za pomocą miny przeciwpiechotnej.

I pędziliście tym turbodoładowanym ucieleśnieniem brutalnego samobójstwa na złamanie karku przez lasy wokół Nurburga mając cichą nadzieję, że gdzieś w połowie okrążenia nie zacznie jednak padać deszcz.

Bo ze względu na ograniczony budżet, gość z buńczucznym wąsem siedzący w waszym starym volkswagenie serwisowym ma na stanie jeszcze tylko jedną parę lekko używanych slicków.

Gdzie podziało się całe to szaleństwo?

Powiem wam – zastąpiła je „poprawność wizerunkowa”. Gdyby Lauda ścigał się dziś i podczas testów wykrzyczał na całe gardło, że jego bolid to „a piece of shit”, w pięć minut później w internecie znalazłaby się cała masa nagrań z komórki i istna lawina niezadowolonych komentarzy zamożnych ludzi z Arabii Saudjskiej. W efekcie jeszcze tego samego dnia Ferrari zwołałoby konferencję prasową, na której skarcony Lauda siedziałby w koszulce „I <3 my Ferrari” i ze spuszczoną głową tłumaczył, że tak naprawdę jego Ferrari jest cudowne, a on miał na myśli to, że jakiś ptak nakakał mu na przednie skrzydło.

„Poza tym zrealizowaliśmy wczoraj duży program i przeanalizowaliśmy wiele rzeczy. Cały zespół pracuje ciężko i robimy naprawdę wielkie postępy, nawet jeśli nie widać tego w tabeli z czasami”

Ta, jasne…

Widzicie, wydaje mi się, że każdy sport, w którym pojawiają się naprawdę duże pieniądze ulega procesowi bardzo szybkiej degeneracji. Cała ta energia, indywidualizm, spryt i wpisana w naturę wybrańców przekorność, nadające rumieńców rywalizacji w motorsporcie zostają pogrzebane pod grubą warstwą PR-u, przepisów BHP, planów budżetowych i szeroko rozumianej poprawności.

Kiedy patrzę na kierowców F1 siedzących w tych durnych czapeczkach na konferencji prasowej, dochodzę do wniosku, że to musi być dla nich równie upokarzające co bieganie nago po rynku w Przemyślu.

Pomyślcie sami – kiedyś to oni byli najważniejszymi osobami w teamie. To pod ich dyktando budowano bolidy, organizowano plan dnia i obmyślano strategie. Rozpieszczano ich, słuchano i traktowano jak bogów potrafiących robić z samochodem takie rzeczy, że niejedna dziewczyna z działu rozwojowego na samą myśl o tym jeszcze się rumieni.

Tymczasem dziś kierowca przypomina bardziej szympansa, który ma za zadanie nie spierniczyć tego, co ustalili znacznie mądrzejsi od niego goście z okularami z grubymi ramkami.

A potem siedzieć grzecznie za stoliczkiem w głupiej czapce i popijając szmirowaty energetyk wciskać dziennikarzom pierdoły wymyślone przez grupkę dziewczyn z podkładkami na dokumenty zerkające nerwowo na firmowego fejsbuka, gdzieś za stojącym z boku parawanem.

„Alice, dodaj jeszcze jakiegoś hasztaga o be proud off bo nam folołersi uciekają”

Coś wam powiem – jakiś czas temu oglądałem w internecie archiwalną relację z wyścigu Kia Picanto i choć do samochodów produkcji koreańskiej mam stosunek podobny jak do dań bez mięsa, to muszę przyznać, że podobało mi się to dużo bardziej niż wszystkie wyścigi F1 tego sezonu razem wzięte. Auta ocierały się o siebie, wpadały w poślizgi, wylatywały z toru, rozbijały się i przelatywały przez szykany z uniesionymi do góry dwoma kołami.

Dziewczyna z jednego z nich prostowała na szybko błotnik za pomocą deski, a dwóch gości na mecie prawie się pobiło bo jeden próbował zepchnąć drugiego z toru.

Osiem razy.

Pod rząd.

Gdyby Robert przeniósł się do takich wyścigów, to żeby wyrównać mu wynagrodzenie z F1 byłbym nawet skłonny płacić regularnie za to całe to pejperwju. Serio. Co więcej – podejrzewam, że nie tylko ja…


8 Komentarze
  • TaTo - Sierpień 9, 2018

    Ale może on ma tak z F1, jak Ty z siedzeniem w garażu z tylnonapędowym gratem, z kompletem kluczy, chrupkami i browarem? Pasja? Poje…..? Miłość?

  • pandrajwer - Sierpień 9, 2018

    Jak dla mnie Robert zwyczajnie chce pokazać, że można i zamknąć mordy niedowiarkom.
    On kocha rywalizację i prędkość i pewnie w wielu innych dyscyplinach mógłby się zrealizować i dać nam widowisko. Jednak dąży bezpośrednio do F1.
    Choć z wywiadów można wywnioskować, że nie jest to najbardziej sympatyczny i ciepły człowiek to talentu i determinacji nikt mu nie może odmówić.
    Jak już mu się uda wrócić to film o jego historii będzie hitem na skalę światową.

  • maxx304 - Sierpień 9, 2018

    Jak dla mnie w punkt. Gdzie jest cała nieprzewidywalność w wyścigu F1? Z roku na rok mniej walki na torze, a więcej w padoku. Senna w grobie się przewraca. Jakieś to takie celebryckie się zrobiło.

  • Morten - Sierpień 9, 2018

    Z tymi durnymi czapeczkami masz w pełni rację! Zaczęło się już za czasów tych frajerów: https://cdn-3.latimages.com/images/mgl/xYbEk/s3/9256_25A.jpg

    Wcześniej F1, bez tych głupich czapek, to była dopiero F1.

    Ahhh, ten Fangio…

  • Kubutek - Sierpień 10, 2018

    Pasja,to pasja.To po1.Po 2 wyścigi F1 to jednak „kosmiczne” prędkości i przeciążenia.Po 3 to niestety (stety) nadal najdroższy sport motorowy i chodzi tu zarówno o koszty sprzętu,jak i o zarobki.Zakładam,że jeżdżąc nawet w najlepszych fabrycznych teamach rajdowych,nie zarobiłby 10% tego,co w F1. (Solberg zarabia (ł?) ok 5mln$ rocznie,Kubica 17 ale Kubica w rajdach dłuugo takiej stawki by nie dostał,co Solberg)

  • Pawian123 - Sierpień 10, 2018

    No w punkt. Cała radość jest powoli odbierana.

  • Mateusz - Sierpień 10, 2018

    Właśnie trwa jeden z najciekawszych sezonów F1.
    Ci, którzy tak chwalą dawną formułę 1 nie widzieli ani jednego wyścigu z tamtych czasów w całości tylko zdjęcia albo urywki dźwięku silnika. A chyba chodzi o ściganie się?
    Beka z „podobało mi się to dużo bardziej niż wszystkie wyścigi F1 tego sezonu razem wzięte”
    na to kłamstwo odpowiem tyle – obejrzyj sobie wyścig z baku, silverstone albo chociaż hockenheimringu i wtedy bierz sie za pisanie takich głupot. kurwa, milo sie czyta jak udajesz gimbusa w garażu ale jak już się podnosi temat F1 to dobrze by było trochę zgłębić czym tak na prawdę jest ten sport a nie spuszczać się nad filmem „Rush”

    • Morten - Sierpień 10, 2018

      Mateusz – w punkt! Od siebie dodam taki challange – odpal sobie cały wyścig z końcówki lat 90 czy początku 2000 i spróbuj nie usnąć. Wszystko jest fajne na filmikach na yt pod tytułem „best of” albo „highlights”.

Dodaj komentarz:

Chrupki sponsoruje:

Prentki na instagramie:

Archiwum wpisów

#postępyRobię bezpieczeństwo blog bmw cabrio czas wolny e36 escort facet felgi felieton fotorelacja garaż hobby jazda kobieta konkurs lakierowanie maluch marzenia motoryzacja mężczyzna naprawa odbudowa pasja poradnik prentki przepisy radość remont samochody samochód silnik test trening tuning wybór zabawa zdjęcia życie