Prentki Blog Motoryzacyjny - Niezachwiana pewność siebie – wada czy zaleta?
4586
post-template-default,single,single-post,postid-4586,single-format-standard,no_animation

Niezachwiana pewność siebie – wada czy zaleta?

Gdy parę lat temu brałem do ręki karton mleka, na którym ktoś nadrukował strzałkę i napis w stylu „otwierać tutaj” naprawdę niewiele brakowało żebym dla zasady otworzył go od strony dna za pomocą stojącej obok krajalnicy do chleba.

Albo łyżki do opon – bo i takie rzeczy zdarza mi się trzymać w kuchni pod zlewem gdyby ktoś z Was się zastanawiał.

Chodziło o to, że doskonale wiedziałem jak mam otwierać mleko i za zniewagę uznawałem wszelkie instrukcje malowane przez jakiegoś zniewieściałego imbecyla w gaciach z wąskimi nogawkami. I dla zasady zrobiłbym mu na złość nawet gdyby miało to wiązać się z piciem mleka przez wygryzioną zębami w dnie kartonu dziurę.

Był ze mnie taki samiec alfa, że chwilami bałem się w ogóle zaglądać w lustro w obawie, że jeszcze się na siebie krzywo popatrzę i skończy się to jakąś bójką na noże.

Takie typowo męskie podejście do wszelkich wskazówek i porad było jednak wbrew pozorom dość wygodne – przede wszystkim dlatego, bo nie musiałem tracić czasu na czytanie nudnych instrukcji montażu i obsługi. Dziś co prawda nadal ich nie czytam (uważam, że uwłacza to godności każdego mężczyzny) ale przeszło mi przynajmniej to rzucanie się na wszystko bez dania sobie chociaż chwili na zastanowienie.

Kiedyś zabrałem się za kopanie dziury pod rury drenarskie i o tym, że kopię w złym kierunku zorientowałem się dopiero gdy w ogródku miałem już 30 metrowy okop będący w stanie zatrzymać nawet sporych rozmiarów czołg. A wszystko dlatego, że najpierw w euforii zabrałem się za kopanie (no bo co może być trudnego w wykopaniu dziury), a dopiero potem zacząłem myśleć nad tym gdzie właściwie musi znaleźć się studzienka.

O co jednak chodzi – tak naprawdę, jako typowy mężczyzna, za każdym razem kiedy ktoś zwraca mi uwagę, że powinienem zrobić coś inaczej niż robię, automatycznie wpisuję go na moją prywatną listę potencjalnych ofiar, do której wrócę w przyszłości kiedy będę już tak naprawdę porządnie pojebany.

Kiedy od rana siedzę w garażu i w pocie czoła zakładam nowy kolektor dolotowy, z reguły w okolicach pory obiadu, niby to przejeżdżając akurat przypadkiem pojawia się Helmut. Tak w ogóle to nie wiem czy wiecie ale Helmut reaguje na dźwięk jaki wydają drzwi od lodówki więc lepiej uważajcie bo ciężko się go później pozbyć (skubaniec jest odporny nawet na trutkę na gryzonie i seriale dla nastolatków). Helmut w każdym bądź razie, jak na typową kobietę przystało ma zwyczaj nieustannego wyrażania tych swoich genialnych opinii w stylu „chyba powinieneś założyć to najpierw, nie?”.

Zawsze mam ochotę natychmiast okazać mu swą wdzięczność i aprobatę dla jego uwag wpakowując moją pięść w sam środek jego twarzy.

To taki mój autorski sposób okazywania mu uczuć – sprawdza się doskonale od ładnych paru lat i wydaje mi się, że Helmut nawet go polubił.

Z resztą postawcie się w mojej sytuacji – samochody naprawiam od kilkunastu lat. On o tym wie. Teraz zaś siedzę od rana w garażu i to, że składam dolot akurat w takiej, a nie innej kolejności jest uwarunkowane przynajmniej kilkoma istotnymi powodami i problemami, które w tym czasie zlokalizowałem i przemyślałem. Własnoręcznie to wszystko rozebrałem, zaplanowałem, przebudowałem i składam będąc w każdym momencie przynajmniej o kilka posunięć do przodu. Zanim zabrałem się za montaż tego czy tamtego elementu dokładnie przeanalizowałem sobie kolejne kroki i wybrałem taki wariant działania, który jest najbardziej efektywny.

Wariant, który nie będzie z niczym kolidował, a do tego usprawni i uprzyjemni mi pracę.

Tymczasem gość, który nie potrafi nawet wymienić żarówki w łazience tak, żeby nie musiała interweniować straż pożarna, CBŚ, sanepid i NATO przychodzi tu i zawraca mi głowę mądrościami, które najpewniej wysnuł po przeczytaniu w internecie kilku forów zrzeszających ludzi, którzy spędzają wolny czas malując na czerwono swoje bębny hamulcowe.

„Bo tak się mi wydawało”.

Dokładnie tak – wydawało Ci się. Tak mu zawsze odpowiadam kiedy już uda mu się wyprostować ten swój krzywy nos.

Na pewno też macie takie chwile kiedy ktoś przychodzi i rzuca jakąś uwagą albo zarzutem nie mając nawet namiastki informacji, które Wy w tej chwili posiadacie.

Przecież robicie to od początku i doskonale wiecie dlaczego robicie to akurat tak, a nie inaczej – dlaczego więc ktoś czuje się w obowiązku, żeby spróbować to zanegować pomimo że nie ma o tym zielonego pojęcia?

Mężczyźni na serio niespecjalnie dobrze znoszą wszelkie instrukcje. Jedynym wyjątkiem są tu rady udzielane przez kogoś kogo osobnik płci męskiej uzna za autorytet ale zostać autorytetem dla kogoś kto z natury wie wszystko najlepiej wcale nie jest łatwo.

Najczęściej trzeba kogoś widowiskowo ukatrupić – najlepiej gołymi rękami i nożem myśliwskim załatwić pół wioski pełnej wietnamskich komandosów tak jak zrobił to Rambo. Wtedy owszem – macie szansę stać się męskim autorytetem.

Niezachwiana pewność siebie to niewątpliwy atrybut męskości.

I zarazem jej największe przekleństwo jeśli nie poprzemy jej wystarczającą wiedzą i umiejętnościami.

Dlatego właśnie warto pracować nad sobą każdego dnia.

I nieustannie robić postępy.


8 Komentarze
  • Kuba - Listopad 28, 2014

    Kiedyś też tak miałem, ale od jakiegoś czasu staram się od tego odzwyczajać, w ogóle jestem na odwyku od wkur***ia, ostatnio nawet coraz mniej wyklinam na wrocławskich kierowców. Bardzo pomaga siłownia i tor. Co do tego typu uwag, ostatnio nie biję, tłumaczę ;)

  • Jawsim - Listopad 28, 2014

    Jesteś socjopatą. Aroganckim egoistą i prymitywem. Ginący gatunek wspaniałych ludzi!

    PS. Mam w Sierrze czerwone zaciski :P

  • Bebok - Listopad 28, 2014

    No to ja jestem dalej dzieckiem. Jeśli widzę że ktoś coś robi nie tak jakbym ja sobie to ułożył, zadaję tone pytań: Dlaczego to pierwsze? A czy tak nie było by lepiej? Nie zapomniałeś o tamty? Po co to?

    I tak się to ciągnie. Ja to uznaje za zaspokajanie mojej ciekawości i formę doszkolenia teoretycznego. Na szczęście jeszcze u nikogo nie wywołało odruchu bicia, więc nie będe musiał znowu mieć nastawianego nosa :D

  • 0125gd - Listopad 29, 2014

    a ja maluję bębny na żółto w wozach z uchwytami na kubki – ot tak, na złość czerwonym zaciskom :-P

  • Parzych - Listopad 29, 2014

    Instrukcje często kłamią, np. w Fieście MK6 każe takowa wyciągać reflektory, celem wymiany żarówek, tymczasem po stronie kierowcy można wymienić żarówę w 15 sekund, a po stronie pasażera odkręcić zbiorniczek wyrównawczy, co łącznie zajmuje 45 sekund… A wyciąganie i wkładanie tychże reflektorów zajmuje jakieś półtora roku… :/

  • cha - Listopad 29, 2014

    damn.. ja ostatnio pomalowałem nowe bębny na czarno.. przyszły całe w oleju (zapewne, żeby nie zardzewiały w paczce), na obrazkach producenta niby nie świeciły gołą stalą… teraz zostałem uświadomiony że tylko forumowe przegrywy malują bębny ;/

  • ALB - Grudzień 2, 2014

    forumowe przegrywy malują tarcze także spoko. ;)

    • Tommy - Grudzień 2, 2014

      Bardziej chodziło mi o fora, na których malowanie bębnów na czerwono stanowi najwyższy stopień wtajemniczenia w kwestii modyfikacji mechanicznych (w końcu wszyscy wiedzą, że czerwone bębny najlepiej hamują).

      Spotykałem się z tematami gdzie pomalowanie bębna czerwonym hammeridem spotykało się z applauzem na stojąco i było w stanie wynagrodzić nawet jeżdżenie na łysych oponach albo zmienianie oleju na produkt marki grosik.

      Do samego malowania bębnów nic nie mam – co więcej, czarny albo srebrny bęben bije na łeb pordzewiałe żelastwo wyglądające spod siedemnastocalowego ATS-a więc takie zabiegi jak najbardziej pochwalam ;}

Dodaj komentarz:

Chrupki sponsoruje:

Archiwum wpisów

#postępyRobię bezpieczeństwo blog bmw cabrio czas wolny e36 escort facet felgi felieton fotorelacja garaż hobby jazda kobieta konkurs lakierowanie maluch marzenia motoryzacja mężczyzna naprawa odbudowa pasja poradnik prentki przepisy radość remont samochody samochód silnik test trening tuning wybór zabawa zdjęcia życie